Learjet 60 rozbił się na Florydzie. Wcześniej miał podobny niebezpieczny incydent

Radosław Kosarzycki
Learjet 60Learjet 60
Źródło zdjęć: © Licencjodawca
Learjet 60, który niedawno spadł w hrabstwie Palm Beach na Florydzie, zabijając dziewięć osób, już pół roku wcześniej sprawiał poważne problemy załodze. Z ujawnionych nagrań łączności radiowej wynika, że w maju 2026 r. samolot miał trudności z utrzymaniem wysokości w turbulencjach podczas lotu w rejonie Newarku w stanie New Jersey.

Zapisy rozmów z maja 2026 r. pokazują, że Learjet 60 w czasie lotu w pobliżu Newarku znalazł się w wymagających warunkach i wyraźnie "pływał" na zadanej wysokości. Skala odchyleń – sięgająca około 200 metrów – zwróciła uwagę kontrolera ruchu lotniczego, który nabrał podejrzeń, że sytuacja jest poważniejsza, niż sugerowały pierwsze meldunki załogi. Piloci oceniali zjawisko jako umiarkowane turbulencje, ale obserwowane różnice wysokości budziły w wieży poważne obawy.

W trakcie korespondencji radiowej kontroler podważał określenie używane przez pilotów i jasno zaznaczał, że jeśli statek powietrzny nie jest w stanie utrzymać wysokości, to nie pasuje to do kategorii umiarkowanej. Pilotka odpowiadała, że załoga zamierzała za chwilę przekazać pełniejszą informację o warunkach i przyznała, że sytuacja robi się trudna, mimo początkowego nazwania jej "umiarkowaną". Po kolejnych pytaniach kontrolera piloci ostatecznie potwierdzili, że lecą w silnych turbulencjach. W tym incydencie nie odnotowano jednak obrażeń wśród osób na pokładzie.

Do zdarzenia doszło podczas przelotu przez rejon o dużym natężeniu ruchu, w okolicach lokalnego lotniska. W pobliżu znajdował się inny samolot na zbliżonym pułapie, co – przy trudnościach z utrzymaniem wysokości – mogło stworzyć niebezpieczne warunki związane z separacją. Ta sytuacja pokazała, jak ważne jest możliwie dokładne zgłaszanie intensywności turbulencji i realnej skali odchyleń względem tego, co przewiduje klasyfikacja FAA.


WIDEO
BMW iX4 z bliska. Fenomenalny zasięg, świetna ergonomia

W amerykańskich klasyfikacjach utrzymanie zaplanowanej pozycji przez pilotów zwykle świadczy o turbulencjach umiarkowanych. Jednocześnie wahania wysokości liczone w setkach stóp mogą sugerować znacznie większą intensywność zjawiska. Przy turbulencjach silnych lub ekstremalnych zdarza się, że samolot momentami przestaje być w pełni kontrolowany – i to właśnie miało wystąpić zarówno w maju 2026 r., jak i w późniejszym, tragicznym locie Learjeta.

Sześć miesięcy po incydencie w rejonie Newarku, podczas lotu na Bahamy nad południową Florydą załoga ponownie meldowała "umiarkowane turbulencje", choć rejestrowane odchylenia wysokości miały wynosić 600–700 stóp. Niedługo później, po wejściu w obszar opadów, piloci poprosili o zgodę na wznoszenie z 35 tys. do 37 tys. stóp. Kontrola ruchu lotniczego zezwoliła na zmianę, jednak po około 30 sekundach załoga zgłosiła niekontrolowane opadanie i przekazała informację o sytuacji awaryjnej.

Maszyna zaczęła gwałtownie tracić wysokość z prędkością przekraczającą 10 km na minutę i rozbiła się w hrabstwie Palm Beach. Kontakt z wieżą urwał się krótko po zgłoszeniu alarmu. Po wypadku odnaleziono szczątki lewego steru wysokości rozproszone w promieniu kilku kilometrów od miejsca uderzenia.

Niezależna komisja ds. bezpieczeństwa lotniczego rozpoczęła szczegółową analizę zarówno majowego incydentu, jak i lotu zakończonego katastrofą. Śledczy sprawdzają m.in. dane pogodowe, dokumentację techniczną samolotu, historię serwisową oraz zapisy łączności radiowej. Choć oba epizody mają pewne podobieństwa, na tym etapie – jak podkreślają prowadzący postępowanie – nie ma jeszcze jednoznacznie potwierdzonego związku przyczynowego. Wstępny raport ma zostać opublikowany w ciągu miesiąca, natomiast końcowe ustalenia mogą wymagać znacznie więcej czasu.

Wybrane dla Ciebie
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ