Czym można dziś zachęcić przyszłego użytkownika smartfonu do zakupu kolejnego zapewne już urządzenia? Albo inaczej, do wejścia w świat danej marki, jeśli jest to ktoś rozpoczynający smartfonową "przygodę". Trudno powiedzieć, że są tym czymś nowe technologie. Z pewnością wszystkiego, co mają w głowach inżynierowie, jeszcze nie doświadczyliśmy, ale coraz trudniej nas zaskoczyć. Z jednym wyjątkiem. Jest nim "dobra cena", która w 2026 r. w przypadku smartfonów jest czymś bardzo pożądanym. Xiaomi wzbogaciło właśnie swoją markę POCO o dwa tak ciekawie jak i zaskakująco wycenione modele. To POCO F9 Ultra i POCO F9 Pro.
Model Ultra jest ogromną konkurencją dla Pro, bo kosztuje tylko 200 zł więcej (polskie ceny są wyjątkowo atrakcyjne względem europejskich), oferując znacznie pojemniejszy akumulator, lepszy (nie tylko na papierze) podsystem foto, ale też znacznie większe rozmiary. Nie każdy lubi nosić w kieszeni potężną tabliczkę czekolady, a za taką uznaję smartfon z 6,9-calowym wyświetlaczem jaki dostała Ultra. Dla mnie już 6,59 cala to spory (optymalny) rozmiar i dlatego mimo tylko nieznacznie niższej ceny (jednocześnie i tak znacząco wyższej niż w przypadku poprzednika) POCO F9 Pro jest moim zdaniem wart uwagi. I to bardzo.
Bez ładowarki, za to ze sztywną osłonką i świecącą tylną ścianką
Na próżno szukać w zestawie ładowarki, choć pudełko rozmiarami sugeruje, że coś takiego w środku mogłoby się zmieścić. Niestety jest tylko smartfon, parę drobiazgów i przeźroczyste ochronne sztywne etui. Bardzo łatwo je założyć, dużo trudniej zdjąć, więc jeśli nie planujecie noszenia takiej osłony (czy ochronnej to rzecz względna) na obudowie, lepiej niech ciekawość nie wygrywa.
Na testy do mnie trafiła wersja POCO F9 Pro Aurora Green. Nazwa zobowiązuje i w tym przypadku tylna ścianka lśni zielonkawym światłem tak jak zorza na niebie. Odpowiada za to zjawisko fotoluminescencji (fosforescencji), całkowicie bezpieczne, a zarazem niewymagające energii z akumulatora telefonu. Plecki są pokryte w całości warstwą, z wyjątkiem prostokątnej wysepki z aparatami, która reaguje na naświetlenie (może być ono punktowe). Efekt pasywnego świecenia (bez dodatkowej diody) jest obecny cały czas, ale dopiero w mroku kontrast jest na tyle duży, że widzimy poświatę.
Efekt świecenia przydać się może choćby do podstawowej orientacji w przestrzeni po zmroku lub w ciemnym pomieszczeniu. Nie jest to w żadnym wypadku światło takie jak z najsłabszej nawet żarówki, ale spełnia swoją rolę. Można też przesłonić fragmenty ścianki i naświetlić ją tak, by uzyskać ciekawe efekty wizualne. Powłoka Aurora Green to taki miły dodatek, który ogólnie prezentuje się atrakcyjnie kolorystycznie. Na dodatek aluminiowa ramka telefonu jest również wybarwiona w podobnym kolorze i prawie bezszwowo łączy się z tylną ścianką (ta wykonana jest ze wzmacnianego plastiku), co podnosi efekt premium.
Seria POCO zawsze stawiała na wydajność. I tak jest też tym razem
"Tak szybki, że potyka się o własne nogi" - to sformułowanie moim zdaniem doskonale oddaje charakter i sposób pracy POCO F9 Pro pod długotrwałym obciążeniem. Na ilustracji widać test CPU przy 60 minutowej pracy na pełnych obrotach. Mamy wysoką szczytową wartość, ale też po około 10 minutach wykres wydajności zaczyna wyglądać jak grzebień. Świadczy to o silnym dławieniu termicznym (do 45 proc. początkowej wydajności), ale też skutecznym odprowadzaniu ciepła, gdy telefon obniży taktowanie zegarów. Testu obciążeniowego dla GPU nie udało mi się przeprowadzić - producent na razie blokuje niektóre benchmarki.
Zastosowany tu chipset to Qualcomm Snapdragon 8 Elite Gen 5V, czyli wersja pełnoprawnej piątki z okrojonym układem GPU. Wyniki wskazywane przez Geekbench 6 plasują go na samym szczycie, ale widać, że GPU troszeczkę odstaje od tych najbardziej wydajnych układów. Ogólnie rzecz ujmując, POCO F9 Pro to bardzo wydajny smartfon, który spokojnie poradzi sobie z każdym wyzwaniem, z jakim na co dzień mamy do czynienia. Czasem się przy tym nagrzeje, ale w stopniu powodującym dyskomfort tylko w testach syntetycznych.
Prawie taki sam akumulator jak rok temu
Prawie 30 godzin odtwarzania wideo, około 16 godzin nieprzerwanej pracy w mieszanym scenariuszu, to rezultaty, które świadczą o solidności podsystemu zasilania, ale też nie są dziś czymś wyjątkowym. Rok temu w modelu Pro mieliśmy 6210 mAh ogniwo, tym razem dostaliśmy 6330 mAh. To parametr, który w przedbiegach stawia model Ultra na znacznie wyższej pozycji (tam jest 8050 mAh), ale też w żadnym wypadku parametr, który czyni POCO F9 Pro słabeuszem. Jest dobrze, a nawet bardzo dobrze, gdy nie koncentrujemy się na foto-wideo (a to jak się okazało duże wyzwanie, by tego nie robić). Stale używany aparat potrafi dość szybko (w ciągu dnia) rozładować akumulator – po 4 godzinnej sesji w terenie ubyło ponad 50 proc. energii.
Ogromną zaletą jest szybkie 100W ładowanie. Niewiele ponad 40 minut trwa napełnienie akumulatora w pełni, ale już 10 minut ładowania zapewnia ponad 30 proc. energii. Tak potrafił w zasadzie już ubiegłoroczny model. Tym razem dostajemy coś ekstra, obsługę bezprzewodowego ładowania 50W, a zwrotnego bezprzewodowego 22,5W. Nieznacznie przyśpieszono też ładowanie zwrotne przewodowe, do 27W. POCO F9 Pro jest gotowy na każdą możliwość przy uzupełnianiu energii i to bez szczególnie wąskich gardeł o ile nasze akcesoria są zgodne ze standardami. Podczas pomiarów stosowałem ładowarkę 120W GaN od Xiaomi 13 Pro, która ma już kilka lat.
Smartfon multimedialny, to na pewno
Oczko przedniego aparatu to rzecz, która najbardziej przeszkadza w oglądaniu filmów na smartfonowym ekranie; na szczęście, gdy ten jest wysokiej klasy, jestem w stanie przeboleć ten mankament. Zwłaszcza że na krawędzi kadru zwykle nie dzieje się zbyt wiele ważnej akcji.
W przypadku POCO F9 Pro, ekran zapewnia efekt WOW podobny do tego, który odczuwałem przy użytkowaniu Motoroli Razr Fold. Owszem to inna kategoria sprzętu, ale chodzi o bardzo wysoki poziom fabryczny nasycenia barw (do dyspozycji są dwa schematy kolorów – Oryginalny kolor PRO oraz Żywe). Ten pierwszy sprawdzi się przy obrazach statycznych, drugi w filmach. Można ustawić sobie Żywe kolory na stałe, choć wrażliwe oczy odczują wtedy zbyt mocno nasycone kolory (oprogramowanie nie daje tu innej kontroli nad tym parametrem niż narzucona wartość). Spędziłem więc połowę czasu z jednym, a połowę z drugim ustawieniem kolorów. Chwalę sobie w przypadku mojego egzemplarza testowego prawie neutralną temperaturę barw, około 6750 K - wiele smartfonów w trybie domyślnym daje ochłodzoną kolorystykę, by wywołać w psychice człowieka efekt idealnej bieli.
Ekran jest bardzo jasny, to ważne, gdy ruszamy w teren, gdzie duży kontrast ze światłem zastanym, nawet w niezbyt słoneczny dzień potrafi dać w kość wyświetlaczowi. Tutaj mamy spójną jasność niezależnie od trybu i stopnia podświetlenia ekranu. Przy ręcznej regulacji jasność ekranu sięga maksymalnie 842 nitów, a minimalnie spada do 1 nita przy białym kolorze.
Tryb Auto zmienia zasady gry, ekran całkowicie podświetlony świeci z około 1200 nitów, ale już częściowo podświetlony (ok. 15 proc.) winduje tę jasność do ponad 2900 nitów. To wartości zmierzone w trakcie testów, producent deklaruje, że szczytowa jasność to nawet 4500 nitów (aż 10000 nitów w treściach HDR). Dotyczy to oczywiście punktowych źródeł światła na ekranie, nie całego wyświetlacza, bo w praktyce taka maksymalna jasność całego ekranu byłaby dla oczu bardzo niekomfortowa.
I jeszcze jedna kwestia – odświeżanie 185 Hz, które producent deklaruje w opisie POCO F9 Pro to ewidentny wabik. Tak, można takie odświeżanie uzyskać np. w Subway Surfers, ale to jedna z nielicznych gier, która na to pozwala. Lepiej zaakceptować fakt, że mamy tu bardziej tradycyjne rozwiązanie - od 60 do 120 Hz, bez możliwości uzyskania 1 Hz, bo to nie technologia LTPO.
Napisałem w śródtytule, że to smartfon multimedialny. W POCO F9 Pro bardzo wyraźny obraz na ekranie AMOLED o rozdzielczości 1156 x 2510 px przy przekątnej 6,59 cala uzupełnia się z dobrym brzmieniem podsystemu stereo. W oprogramowaniu jest opcja wykorzystania dodatkowego chipu dla poprawy jakości obrazu przy gorszej jakości treściach, ale i bez jego aktywacji nawet filmy zgrane z DVD wyglądają super.
Trzeba tutaj zauważyć, że choć mamy otwory głośnikowe zarówno na dolnej jak i górnej ramce obudowy, to górę realizuje głośnik pełniący również rolę słuchawki. Robi to jednak bardzo dobrze. Podczas odtwarzania muzyki nie ma nadmiernej dominacji dolnego głośnika. Co można tu uznać za problem? Być może sposób oddania niskich tonów i węższa scena dźwiękowa. Ogólnie POCO F9 Pro brzmi jednak atrakcyjnie, wręcz atakuje nas dźwiękami w całym spektrum, ale niskie tony są tu zauważalnie stłumione. W tym przypadku etykietka BOSE obok aparatów na tylnej ściance może być myląca, bo głośniki tej marki znane są z mocno basowego charakteru. To element, w którym POCO F9 Ultra wygrywa, gdyż tam pod logo marki BOSE skrywa się subwoofer, a POCO F9 Pro takowego nie ma.
POCO F9 Pro jest wygodny w obsłudze. To zasługa ergonomii
Testowany smartfon nie ma dodatkowego przycisku Snap Key jak OPPO, nie ma też wydzielonego fizycznego spustu migawki (tę rolę jak wszędzie pełni przycisk zmiany głośności). To co znajduje się na aluminiowej ramce okalającej obudowę, to standard - port USB-C, głośnik dolny, górny, przyciski włączania i głośności. Ramka ma proste krawędzie, dzięki czemu można smartfon postawić w pionie, a nawet bokiem (lewa krawędź nie ma przycisków).
Jednocześnie na styku z płaszczyzną ekranu i tylnej ścianki mamy łagodne zaokrąglenia. To wszystko w połączeniu z uniwersalnym (ale też nie za małym) rozmiarem urządzenia czyni je bardzo przyjemnym w uchwycie i użytkowaniu - podobnie jak obecne iPhone (tyle że nie ma tam teraz wariantu z ekranem 6,59 cala). Tylna wysepka z aparatami jest rozciągnięta na całą szerokość obudowy i to także dobry pomysł, nawet jeśli ten duży rozmiar to tylko podkładka pod logo BOSE.
Dlaczego taki nacisk kładę na ergonomię konstrukcji? Bo to jeden z trzech elementów, które decydują o tym jak wygodnie używało mi się POCO F9 Pro. Pozostałe to wspomniany ekran i oprogramowanie. Xiaomi wyrosło z czasów, gdy HyperOS cierpiał na wady młodości. Teraz mamy na pokładzie HyperOS 3 (wersja dla POCO), są szanse, że za kilka miesięcy pojawi się aktualizacja do HyperOS 4. W nowym systemie będzie jeszcze więcej smaczków, które upodobnią wygląd interfejsu do tego jaki serwuje Apple, ale to niekoniecznie rzeczy oczekiwane.
Istotne jest to, że w HyperOS 3 dostajemy bardzo praktyczny zestaw funkcji systemowych. Nawet jak nie ma dedykowanej aplikacji wideo w zestawie, to Galeria ma to co najważniejsze dla filmów w komplecie. Xiaomi zadbało o to, by użytkownik dysponował najważniejszymi narzędziami AI, począwszy od tych, które działają w dyktafonie i przy tworzeniu notatek tekstowych (tłumacz, transkrypcja, podsumowanie - z obsługą języka polskiego), a skończywszy na tych obecnych w narzędziu do edycji zdjęć lub filmów.
Nie jest przesadą twierdzenie, że nabywca POCO F9 Pro otrzymuje kompletne urządzenie. Do dyspozycji mamy Wi-Fi 7, Bluetooth 6 i wszystkie istotne sposoby bezprzewodowej transmisji audio, jest nawet pilot IR (na tylnej ściance) i tylko obsługi transmisji obrazu (DP) po połączeniu USB brakuje. Można nawet doraźnie zmierzyć tętno, choć wymaga to zakrycia głównego aparatu niekoniecznie czystym palcem (w czasie pomiaru LED podświetla naczynia krwionośne).
Tak, wiem, że można mieć też zarzut do realnie sporych oszczędności na podsystemie foto względem wersji Ultra, ale i tak aparaty dają sporo radości. Zobaczcie sami.
Fotografowanie i filmowanie POCO F9 Pro. Bardzo dobrze, ale jest haczyk
Są smartfony sporo wymagające fotograficznie i filmowo od użytkownika, ale też zapewniające w ostatecznym rozrachunku rewelacyjne wyniki. Są też smartfony, które niewiele wymagają, ale nie zapewniają satysfakcji ze zdjęć. Moim zdaniem POCO F9 Pro plasuje się gdzieś pomiędzy tymi dwoma światami. I to dosłownie, bo nie jest to wyposażony we wszystko co potrzebne fotosmartfon, tylko o gorszych parametrach sprzętowych i słabiej dopracowanym oprogramowaniu.
POCO F9 Pro ma swoje ograniczenia i warto o nich wiedzieć. Ma tylko 8 Mpix sensor w aparacie ultraszerokokątnym i teleobiektyw z zoomem jedynie x2,5 (odpowiednik ok. 60 mm obiektywu dla pełnej klatki). Biorąc pod uwagę fakt, że główny aparat ma 200 Mpix i całkiem spory rozmiar (1/1.56"), aż chciałoby się tutaj większego zoomu. Przykładowe wycinki ze zdjęć z głównego aparatu porównane z teleobiektywem pokazują, że tele nie jest tutaj gamechangerem.
Jednocześnie widać, że warto fotografować w 200 Mpix (trwa to kilka sekund, bo zdjęcie podzielone na dziewięć segmentów pojawia się sekwencyjnie), bo zyskujemy sporo detali względem domyślnej rozdzielczości. Są też zdjęcia o rozdzielczości 50 Mpix, które zrobimy szybko, ale wyglądają one jak przeskalowane foto 12,5 Mpix (domyślna rozdzielczość zdjęć), co z kolei kompletnie wyklucza ich użyteczność.
Wspomniane ograniczenia nie dyskwalifikują zastosowania POCO F9 Pro w celach foto-wideo przy zastosowaniu tych dwóch dodatkowych aparatów. Zdjęcia na ultraszerokim kącie widzenia są moim zdaniem dobrze przetworzone, tak by na ekranie prezentowały nie gorzej niż te wykonane z pomocą lepszego aparatu. Po powiększeniu oczywiście niedostatki kłują w oczy, ale nieskalowane zdjęcia są OK.
W przypadku teleobiektywu sprawy mają się podobnie. POCO zrobiło wszystko, by z 50 Mpix sensora wydobyć to co najlepsze, ale widać, że krotność zoomu optycznego to za mało, by dostać wyjątkowe zdjęcia np. na zoomie x10. Są one już typowo cyfrowe. Niemniej oprogramowanie stara się, by te fotografie, które wykonane zostały na zoomie x5 prezentowały się jeszcze dobrze. POCO potrafi zaskoczyć nawet przy fotografii z zoomem x20, a nawet x30, choć to nie jest regułą, a raczej konsekwencją sprzyjającego zbiegu okoliczności podczas fotografowania i zastosowania funkcji zoom AI.
Przedni aparat również radzi sobie bardzo dobrze, choć zdjęcia mają bardziej smartfonowy charakter niż te z tylnego aparatu. Trzeba też pamiętać, że zapisuje nieskalowane pliki w rozdzielczości 32 Mpix.
Spodziewam się nawet, że fotografie z POCO F9 Pro będą niedocenione, bo Ultra za niewiele więcej oferuje zoom optyczny x5 i 50 Mpix ultraszeroki kąt. Jednakże przymykając oczy na te "ograniczenia", zauważymy, że zdjęcia z POCO F9 Pro cechują się ładnymi (nasyconymi) kolorami, dobrym rozmyciem tła (bokeh), brakiem wad optyki na krawędziach kadru, choć czasem dążeniem do zbyt płaskich ujęć (np. nadmiarem efektu HDR, co skutkuje też zauważalnymi na powiększeniu obwódkami wokół kontrastowych motywów w słoneczny dzień). Przydatna jest tu opcja stałej korekty ekspozycji, bo oprogramowanie aparatu zdaje się lekko nadmiernie naświetlać kadry, gdy otoczenie jest jasne.
Przykładowe zdjęcia poniżej pokazują, na co stać ten smartfon. Gdy oglądamy fotografie na wbudowanym ekranie, efekt jest nawet podkręcony jeszcze bardziej na plus.
W przypadku wideo można wydać podobną opinię, czyli uwzględniającą braki w ultraszerokim kącie, brak dużego optycznego zoomu, ale zarazem dobrej jakości nagrania, także w trybie makro (w tym aspekcie Pro jest lepsze od Ultra), maksymalnie w rozdzielczości 4K/60p.
DLA CIEBIESamsung - przegląd oferty lodówek
Doskonały smartfon, gdy jeszcze nie wiesz czego chcesz, ale już wymagasz
"Nie wiem do końca czego oczekuję od telefonu, ale chcę by był zrobiony dobrze i nieprzesadnie drogi. O, i nie lubię za dużych ekranów w bądź co bądź kieszonkowym sprzęcie" - jeśli identyfikujecie się z taką postawą jako potencjalny nabywca POCO F9 Pro, to na pewno ten model dostarczy tego co trzeba. A nawet jako świadomy użytkownik, który po prostu chce kupić dobry smartfon w dobrej cenie, możecie być zadowoleni.
Nie ukrywam, że Ultra jest we wspomnianych w tekście aspektach (bateria, aparaty, audio) zauważalnie lepsza i na nasze nieszczęście tylko niewiele droższa, ale też, ze względu na rozmiar ekranu, celowana do kogoś innego. To, co POCO F9 Pro dowozi, robi bardzo dobrze. To smartfon, który powinien trafić w gusta szerokiej grupy odbiorców, o ile POCO okaże się tą marką, która im przypasuje.
Dla kogo POCO F9 Pro jest dobrym wyborem?
- szukasz smartfona o dobrym stosunku cena - wydajność - jakość wykonania, a wersja Ultra jest dla Ciebie za duża,
- chcesz, by telefon był bardzo wygodny w użytkowaniu,
- nie przykładasz wagi do konkretnego zastosowania telefonu, po prostu chcesz by był skuteczny we wszystkim co potrafi,
- gdy mowa o fotografii, koncentrujesz się na głównym aparacie, który jest bardzo dobry, zoom optyczny x2.5 ci wystarczy, a ultraszeroki kąt ma dobrze wyglądać głównie na ekranie telefonu.
Komu POCO F9 Pro nie przypadnie do gustu?
- gdy konkretna przekątna ekranu nie jest kluczowa, a dopłata 200 złotych do Ultra to żaden problem,
- czujesz, że podsystem foto-wideo musi być w najlepszym możliwym wydaniu, a brak porządnego teleobiektywu i 8 Mpix ultraszerokokątny aparat to duże niedociągnięcia,
- świadomość, że POCO to Xiaomi i fakt, że tylną ściankę wykonano z plastiku (choć wzmacnianego), spędzają ci sen z powiek
Telefon na cele testu został udostępniony przez firmę Xiaomi. Producent nie miał wglądu w materiał przed publikacją. Jest to niezależna recenzja dziennikarska.