facebook (strona 25 z 28)

Facedrink napojem dającym społecznościową energię

Nie ulega wątpliwości, iż oddziaływanie Facebooka jest niezwykle silne i obejmuje rozmaite dziedziny życia. Dla niektórych uaktualnienie swojego statusu na portalu jest ważniejsze nawet od zaspokajania biologicznych potrzeb.Fakt ten postanowili wykorzystać twórcy Facedrinka - nowego napoju energetyzującego. Buteleczka Facedrinka ma charakterystyczny dla Facebooka niebieski kolor. Widniejące na niej napisy są białe, zaś czcionka, którą zostały zapisane przywodzi na myśl tę znaną z popularnego serwisu. Jednakże na tym kończą się powiązania z dziełem Marka Zuckerberga.Jak podkreślają producenci energizer daje "społecznościową energię" i ma jakże charakterystyczny "posmak przyjaźni". Ponadto wypicie jednej butelki gwarantuje skupienie i przypływ sił witalnych na kilka godzin. Ma to pomagać potencjalnym konsumentom w radzeniu sobie z wyzwaniami stawianymi przez codzienne życie.W skład napoju wchodzą: woda, tauryna, kwas cytrynowy, kwas askorbinowy, kofeina, benzoesan sodu, sorbinian potasu, naturalny i sztuczny aromat, zielona herbata, kwas foliowy, guarana, sukraloza oraz witamina B12. Facedrink nie zawiera cukru ani węglowodanów. Jedna porcja to tylko 3 kalorie.Cena sześciu butelek trunku to 18$. Nowy specyfik nabyć można poprzez stronę Amazon lub odwiedzając witrynę poświęconą produktowi. Biorąc pod uwagę niezwykłe wręcz przywiązanie internautów do Facebooka, nie dziwi chęć wykorzystania sławnego portalu do popularyzacji własnego produktu. Jednakże nie przestaje zadziwiać fakt, iż w napoju energetyzującym nie ma węglowodanów, stanowiących przecież podstawowe źródło energii. Być może ta "społecznościowa" czerpana jest z innych źródeł... Więcej o Facebooku: Facebook - serwery pod kołem podbiegunowym - centrum przetwarzania danych Facebook przetrzymuje dane, kara 100 000 Euro możliwa Bezpieczniejszy Facebook dzięki WebSense Facebook dodaje opcję tworzenia grup znajomych Facebook: użytkownicy pomogą wybrać imię dziecka

Facebook: serwery pod kołem podbiegunowym - centrum przetwarzania danych

Jeden z największych serwisów społecznościowych, jakim jest Facebook będzie miał swój pierwszy serwer w Europie. Budynek ten będzie miał powierzchnię 28 000 m kwadratowych, czyli dla porównania jest to powierzchnia równa 11 boiskom piłkarskim. Serwerownia obsługiwać będzie użytkowników z Europy, Bliskiego wschodu i Afryki. Liczba użytkowników Facebooka w Europie jest większa niż w USA, dlatego jako kolejny kontynent na budowę centrum przetwarzania danych Facebook wybrano Europę. Propozycji umiejscowienia nowego centrum przetwarzania danych Facebooka było wiele, ale zdecydowano się na małe, bo 50 tysięczne szwedzkie miasteczko o nazwie Lulea, ponieważ znajduje się ono tuż pod kołem podbiegunowym północnym, dzięki czemu panujące tam niskie temperatury ułatwią chłodzenie serwerów.Drugim argumentem, który zadecydował o budowie centrum przetwarzania danych Facebooka właśnie tam jest znajdująca się w pobliżu elektrownia wodna, która będzie dostarczać taniej energii elektrycznej. Koszt utrzymania serwerów będzie wynosić 72 mln dolarów rocznie. Zakończenie budowy planowane jest na rok 2014.Położenie Lulea na mapie Więcej o Facebook: Facebook przetrzymuje dane, kara 100 000 Euro możliwa Bezpieczniejszy Facebook dzięki WebSense Facebook dodaje opcję tworzenia grup znajomych Facebook: użytkownicy pomogą wybrać imię dziecka

Facebook przetrzymuje dane, kara 100 000 Euro możliwa

Max Schrems, dwudziestoczteroletni student prawa, pochodzący z Australii odkrył, iż na serwerach Facebooka wciąż przetrzymywane są dane, które usunął podczas użytkowania portalu.Ze swojego konta na najpopularniejszym portalu społecznościowym Australijczyk korzystał od trzech lat. W tym czasie podejmował typowe dla użytkowników Facebooka działania. Niektóre ślady swojej aktywności kasował - w jego mniemaniu bezpowrotnie.Jednakże po zdobyciu swojego własnego archiwum dowiedział się, iż Facebook dysponuje obszerną bazą wiadomości na jego temat. Materiał składa się z 1 200 stron. Większości zawartych w nim danych wcześniej pozbył się użytkownik. Mimo to wciąż istnieją.W archiwum mieszczą się informacje o każdej aktywności podejmowanej przez mężczyznę podczas korzystania z Facebooka. Nie zabrakło więc kopii postów pisanych przez użytkownika, wysyłanych przez niego prywatnych wiadomości, adresów e-mail osób z którymi korespondował, dodawanych zdjęć oraz komentarzy. Zawarte zostały także szczegółowe dane na temat tego, kiedy Schrems się logował, z jakiego adresu IP i przy użyciu jakiej przeglądarki. Nie pominięto nawet detali dotyczących komputera internauty. Jeśli sąd wyda wyrok korzystny dla studenta, Facebook zostanie zmuszony do zapłacenia kary, której wysokość wynosić może nawet 100 000 Euro.Czy Julian Assange miał rację nazywając Facebooka najbardziej przerażającym z działających narzędzi szpiegowskich? Niewątpliwie historia Maxa Schremsa skłania do ponownego rozważenia słów założyciela Wikileaks. Więcej o serwisie Facebook: Facebook: użytkownicy pomogą wybrać imię dziecka Facebook dodaje opcję tworzenia grup znajomych Anonimowi chcą wyłączyć Facebooka Facebook będzie produkował oprogramowanie Wikileaks oskarża Facebooka o spisek

Farmville: film o grze zrobią twórcy kreskówki Toy Story

Skoro można zrobić film o Facebooku, to pewnie można też zrobić film o najpopularniejszej facebookowej aplikacji. A za taką właśnie uchodzi - a w zasadzie do niedawna uchodziło - FarmVille. FarmVille, czyli flashowa gra, w której chodzi o prowadzenie własnego gospodarstwa - pielęgnowanie farmy, dbanie o rozwój plonów, sadów, kurek, krówek i innych takich, wszystko zaś okraszone elementem społecznościowym, gdzie możemy podglądać dobytek przyjaciół i wymieniać się z nimi prezentami. Dla przeciętnego gracza czytającego nasz serwis brzmi to zapewne bardzo nudno, ale sama gra jest fenomenem, który przyciągnął do rozrywki tego typu wielu nowych fanów (i fanek) wirtualnej rozrywki. Jeszcze nie tak dawno temu w FarmVille miesięcznie grało 80 milionów osób z całego świata. Obecnie wypierane jest nieco przez CityVille, ale marka wciąż utrzymuje się w czołówce. Wkrótce prawdopodobnie trafi na ekrany kin. Autorami scenariusza mieliby zostać Alec Sokolow i Joel Cohen, którzy stworzyli potęgę marki Toy Story. Niestety nie chcą zdradzić w jaki sposób zamierzają zmienić prostą flashówkę w kandydata do Oscara. Jak myślicie, będzie z tego nowy Tron? Więcej o grach: Multiplayer w Mass Effect 3 coraz pewniejszy Galapagos polskim wydawcą KONAMI Gameplay polskiego Afterfall: InSanity NFS: The Run - zobacz silnik Frostbite 2 w akcji Need for Speed: The Run - śmierć z niebios

Facebook: użytkownicy pomogą wybrać imię dziecka

Gdy zbliża się termin porodu przyszli rodzice stają przed koniecznością zdecydowania jakie imię ma nosić ich potomek. Jest to decyzja niełatwa, wszak dziecko na dokonany przez opiekunów wybór będzie skazane przynajmniej do osiągnięcia pełnoletności. Ponadto swoje propozycje przedstawiają dwie osoby, mające równe prawa rozstrzygania jak będą wołać do pociechy. Para pochodząca z USA ze stanu Illinois nie była w stanie dojść do porozumienia w kwestii imienia ich mającej się narodzić w styczniu córki. Po tygodniach sprzeczek Lindsey i Dave Meske postanowili, iż zostaną pierwszymi w historii rodzicami, którzy poproszą o pomoc użytkowników Facebooka.W tym celu na obecnie najpopularniejszym portalu społecznościowym umieścili zdjęcie z USG oraz ankietę z czterema wyselekcjonowanymi przez siebie propozycjami. Wśród nich znalazły się McKenna, Madelyn, Emily oraz Addilyne. Pomysł ten wydaje się stosunkowo niewinny, jeśli przypomnieć sobie historię izraelskiego małżeństwa. Para w maju tego roku postanowiła nazwać swoje dziecko Like (Lubię to) na cześć sławnego Facebookowego przycisku. Nieco wcześniej, w lutym rodzice z Egiptu posunęli się jeszcze dalej, nadając niemowlęciu imię Facebook.Państwa Meske w dokonywaniu wyboru wspomóc można tutaj. Bez wątpienia decyzja zapadnie najpóźniej w styczniu 2012. Więcej o serwisie Facebook: Facebook dodaje opcję tworzenia grup znajomych Anonimowi chcą wyłączyć Facebooka Facebook będzie produkował oprogramowanie Wikileaks oskarża Facebooka o spisek Facebook oczernia Google

Skype kupuje serwis GroupMe

W maju świat obiegła informacja o kupnie 70% akcji Skype przez firmę Microsoft, a transakcja ta opiewała na gigantyczną kwotę 8,5 mld dolarów. Tym razem przejęcie również dotyczy Skype, tylko że to teraz ta firma kupuje, a i sama kwota nie jest już tak spektakularna. Tony Bates, CEO Skype ogłosił w weekend, że jego firma wykupiła pakiet większościowy nowojorskiego GroupMe. Została ona założona w 2010 roku i przez ostatni rok stopniowo udostępniała swoim użytkownikom darmową możliwość grupowych rozmów oraz wymiany wiadomości na systemach iOS, Android, BlackBerry i Windows Phone 7. Wraz z ostatnią aktualizacją dodano również możliwość komunikacji poprzez stronę www. Sukces GroupMe polega na prostym i szybkim tworzeniu group oraz wymianę informacji, wysyłanie wiadomości, prowadzenie rozmów konferencyjnych, a także udostępnianie zdjęć czy innych plików. Kupno GroupMe przez Skype nie zmienia charakteru firmy. Nadal będą samodzielnie pracować nad rozwojem swoich technologii, z tym wyjątkiem że z czasem przestrzenie obydwu firm zaczną się zazębiać. Skype'owi pozwoli to na zwiększenie dominacji na rynku, GroupMe otrzyma ogromną liczbę potencjalnych użytkowników.Tony Bates powiedział, że wykupienie GroupMe pomoże firmie Skype na osiągnięcie liczby 1 mld użytkowników. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że największy konkurent GroupMe, czyli Beluga został wykupiony przez Facebooka w marcu tego roku. Nie wiadomo kiedy ujrzymy pierwsze owoce pracy obydwu zespołów, tajemnicą pozostaje również kwota jaką Skype musiał wyłożyć na stół by wykupić GroupMe. Niektóre serwisy podają niepotwierdzone informacje mówiące o kwocie 85 mln dolarów.Więcej o Skype: Awaria Skype na całym świecie Protokół Skype złamany - czekamy na OpenSource Skype instaluje niechciany software Bill Gates pochwala kupno Skype Skype sprzedany za 8,5 mld dolarów

Anonimowi chcą wyłączyć Facebooka

Anonimowi to zorganizowana grupa cyberterrorystów, o której szczególnie głośno zrobiło się po kwietniowych atakach na Sony, w wyniku których dane milionów użytkowników Playstation Network trafiły do sieci.Anonymous lubią przedstawiać się jako Robin Hoodowie XXI wieku, którzy walczą ze złymi korporacjami ujawniając ich oszustwa oraz niszcząc ich krzywdzącą działalność. Efekty tego robinhoodyzmu można oceniać bardzo różnie, bo choć Sony niewątpliwie zostało skompromitowane, to miliony posiadaczy Playstation 3 przez ponad miesiąc nie mogło grać na swojej konsoli przez sieć.Kolejnym gigantem, ze świata IT, który podpadł Anonimowym jest Facebook. Organizacja nie godzi się na to, że firma w przeszłości handlowała prywatnymi danymi użytkowników, dlatego już 5 listopada 2011 roku strona Marka Zuckerberga... zostanie usunięta z sieci.Akcja ma być najpoważniejszym tego typu zmasowanym atakiem ze strony cyberterrorystów w historii, zaś zwiastuje ją jeden z filmików umieszczonych na łamach serwisu YouTube. Anonimowi zauważają, że Facebook poważnie obawia się ataku, wprowadzając nagrody rzędu 500 dolarów za każdą wykrytą lukę w zabezpieczeniach. "Chcą myśleć, że mają kontrolę" z dumą podkreślają lubujący się w spiskowych teoriach Anonymous. Anonymous wciąż wierzą w ułudę sieciowej anonimowości, całość jednak wydaje się być strzałem w stopę, bowiem to właśnie kwietniowe działania tej grupy zainspirowały większość państw do dyskusji na temat prawa internetu i ryzyka jakie owa anonimowość za sobą niesie.No i wreszcie nasuwa się pytanie - czy próba usunięcia Facebooka aby na pewno jest działaniem pro publico bono i którykolwiek z 800 milionów użytkowników, poza osobami prowadzącymi nagminne antyfacebookowe krucjaty na forach internetowych, będzie z faktu usunięcia (a raczej: próby usunięcia) serwisu naprawdę zadowolony? Więcej o serwisie Facebook: Facebook także dla dzieci - już niebawem Facebook będzie produkował oprogramowanie Facebook płaci za oglądanie Wikileaks oskarża Facebooka o spisek Facebook oczernia Google

Microsoft Tulalip rywalem dla Google+ i Facebooka

Pod koniec ubiegłego tygodnia na witrynie Socl.com, której właścicielem jest Microsoft pojawiły się treści, wskazujące na to, że korporacja pracuje nad projektem nowego serwisu społecznościowego. Jego nazwa, Tulalip pochodzi od plemienia rdzennych Amerykanów osiadłych niedaleko Redmond (miasta będącego siedzibą firmy).Na stronie powitalnej zamieszczono krótką informację o portalu:Z Tulalip możesz znaleźć to czego potrzebujesz i podzielić się tym, co wiesz łatwiej niż kiedykolwiekPonadto w prawym górnym rogu odnaleźć można było ikony, świadczące o opcji zalogowania się przy pomocy danych z serwisów Facebook oraz Twitter.Jednakże użytkownicy nie mieli szansy na przetestowanie pomysłu firmy. Strona zniknęła - co było równie niespodziewane, jak jej jej pojawienie się. Aktualnie zamiast niej pod adresem Socl.com widnieje komunikat, z którego wynika, iż ów "przeciek" był przypadkowy. Microsoft dziękuje za odwiedziny i podkreśla, że Tulalip jest wewnętrznym projektem, którego upublicznienie było zdecydowanie niepożądane.Na ile prawdziwe są zapewnienia korporacji nie wiadomo. Być może portal ten nigdy nie zostanie poddany ocenie internautów. Bardziej prawdopodobna wydaje się jednak chęć zyskania rozgłosu oraz stworzenia atmosfery oczekiwania wokół zagadkowego pomysłu.Czy Tulalip stanie się realnym zagrożeniem dla Facebooka oraz dopiero zdobywającego popularność Google+ najpewniej okaże się w najbliższym czasie. Więcej o serwisach społecznościowych: Google+: 10 mln użytkowników i 20 mld dolarów Facebook i Twitter zablkowane na Białorusi Google+ praktycznie bez limitów na wgrywane zdjęcia Facebook: wideoczat zintegrowany z przeglądarką Google+: rząd Chin ogranicza dostęp do usług portalu Google+: nowa gigantyczna sieć społecznościowa

Prywatność na portalach społecznościowych - raport

Firma ESET opublikowała wyniki badań dotyczących ochrony prywatności internautów w serwisach społecznościowych. Na ich podstawie można stwierdzić, że użytkownicy tego typu serwisów akceptują niemal każde otrzymane zaproszenie do kontaktu, nawet te pochodzące od nieznajomych, a dodatkowo wielu z nich bagatelizuje prawidłowe zabezpieczenie swojego profilu.Z badań zrealizowanych w Stanach Zjednoczonych przez agencję Harris Interactive na zlecenie firmy ESET wynika, że 69% użytkowników serwisów społecznościowych obawia się o swoje bezpieczeństwo podczas korzystania z tego typu portali. Co ciekawe co trzeci pytany nigdy nie zmieniał hasła zabezpieczającego swój profil w serwisie społecznościowym. 55% ankietowanych przyznało także, że aktualizuje ustawienia prywatności swojego konta rzadziej niż raz na pół roku, a 20% nie robi tego w ogóle. Co dziesiąty ankietowany potwierdził, że zdarzyło się, iż ktoś uzyskał dostęp do jego profilu i za jego pośrednictwem próbował wabić innych internautów na stronę ze złośliwą zawartością lub opublikował wśród informacji użytkownika niechciany komentarz.Co budzi największe obawy użytkowników serwisów społecznościowych? 17% ankietowanych przyznało, że niepokoi ich korzystanie z tego typu serwisów przez ich dzieci, 37% internautów obawia się, iż ktoś podszyje się pod nich tworząc w sieci ich fałszywy profil, a 71% obawia się sprzedaży lub udostępnienia informacji o nich samych podmiotom trzecim bez ich wiedzy i zgody. 95% ankietowanych zadeklarowało, że akceptuje większość lub niemal każde otrzymane zaproszenie, niezależnie od tego czy nadawcą jest przyjaciel czy zupełnie nieznajoma osoba.W jaki sposób skutecznie chronić swoją prywatność w serwisach społecznościowych? Korzystaj z silnego hasła i regularnie je zmieniaj Skonstruuj hasło, które będzie składało się przynajmniej z 8 znaków, zawierających duże i małe litery, cyfry i znaki specjalne. Hasło zmieniaj regularnie – nie rzadziej niż raz na 3-6 miesięcy. Ważne, aby hasło, którym zabezpieczysz swój profil w serwisie społecznościowym, nie służyło Ci równocześnie do ochrony np. poczty elektronicznej lub konta bankowego. Regularnie kontroluj ustawienia prywatności swojego konta Serwisy społecznościowe często zmieniają struktury swoich witryn, a także wprowadzają nowe możliwości konfiguracji ustawień prywatności. O większości takich zmian informują media, może się jednak zdarzyć, że daną zmianę po prostu przegapisz. Stąd rada, abyś raz na kilka tygodni kontrolował, czy w ustawieniach prywatności profilu nie pojawiły się nowe funkcjonalności. Dbaj by Twoi wirtualni przyjaciele byli Ci faktycznie znani Zawsze upewniaj się, czy osobą która chce dołączyć do Twoich znajomych jest Ci naprawdę znana – w końcu akceptując zaproszenie udostępnisz jej nie tylko informacje o sobie i swoim życiu, ale także umożliwisz przeglądanie galerii zdjęć oraz komentowanie Twojego profilu.

Facebook wprowadza grupowy czat i wideo-rozmowy

Na konferencji prasowej w siedzibie Facebooka w Palo Alto w Kaliforni, Mark Zuckenberg ogłosił zmiany w funkcjonalności tej usługi społecznościowej. Nowościami są grupowy czat oraz opcja wideo-rozmów, którą przygotowano integrując usługę Skype.Tydzień temu Mark Zuckenberg zapowiedział, że w tym tygodniu zobaczymy coś niezwykłego. Plotki mówiły o nowej aplikacji na iPada, nowej aplikacji mobilnej do współdzielenia się aplikacjami, a także integracji ze Skype. Wszyscy oczekiwali, że ogłoszone zostanie coś naprawdę wartościowego, gdyż ostatnie miesiące przyniosły nam wiele nierewolucyjnych rewolucji na innych serwisach.Konferencję prasową, która miała miejsce w siedzibie firmy w Palo Alto w Kalifornii, oglądało na żywo 54 tysiące osób na całym świecie. Przebieg spotkania możecie obejrzeć na tym wideo, a poniżej przygotowaliśmy podsumowanie prezentacji. Niedawna premiera konkurenta dla Facebooka, społecznościowej usługi Google+, zelektryzowała internautów. Wszyscy zadają sobie pytanie, czy Facebook powinien się bać. Sam Mark Zuckenberg uważa, że nie ma czego się obawiać. Stwierdził także, że premiera konkurencyjnej usługi w portfolio Google utwierdza Facebooka w przekonaniu, że podąża właściwą drogą.Mark w swoim występie zwrócił uwagę, że minęły czasy budowania infrastruktury i pozyskiwania użytkowników. Teraz nadchodzi czas na wykorzystanie potencjału sieci społecznościowych. Pomóc mają w tym aplikacje i innego rodzaju usługi zależne od Facebooka i podobnych mu sieci. Zainteresowanie społecznościami będzie rosło nawet w tych kręgach biznesowych, które nie uznawały współpracy z sieciami społecznościowymi jako ważny element swojej strategii. Wizualizacja sieci połączeń FacebookaLiczba użytkowników Facebooka oceniana jest obecnie na 750 milionów, ale to już nie jest istotny wskaźnik. Ważny jest wzrost popularności usług współdzielenia się treściami, który postępuje, jak pokazano na slajdzie, w tempie eksponencjalnym. Atutem Facebooka jest to, że nie stara się robić miliona rzeczy jak Google, a polega na niezależnych deweloperach, którzy tworzą aplikacje wykorzystujące potencjał użytkowników tego serwisu. Co ciekawe niedawno pisaliśmy, że Facebook tworzy zespół programistów.Zespół według Marka ciężko pracował przez ostatnie dwa miesiące, aby zaprezentować dzisiaj nowości, wśród których mamy funkcję czatów grupowych wraz z dostosowanym do nich interfejsem oraz przewidywaną już opcję rozmów wideo. Pierwsza ważna nowość, o której była mowa, to boczny panel z listą ludzi, z którymi konwersujemy najczęściej. Pojawia się on automatycznie, gdy okno przeglądarki jest wystarczająco szerokie. Pozwala to na szybsze rozpoczęcie czatu i przypomina rozwiązanie stosowane w komunikatorze AIM. Niestety, ze względu na ograniczenia ekranu panel ten nie będzie dostępny w urządzeniach mobilnych. Następną bardzo ważną według Marka innowacją jest czat grupowy, który został już udostępniony. Możemy tworzyć grupy rozmówców po prostu dodając do nich naszych znajomych. Facebook zachowuje cały przebieg konwersacji dbając jednocześnie o naszą prywatność. Polega to na tym, że po dołączeniu nowej osoby do rozmowy będzie ona miała dostęp do zapisu rozmowy tylko od momentu dołączenia do czatu. Możliwe jest także ograniczenie dostępności naszej grupowej konwersacji dla różnych grup użytkowników. Aby ułatwić tę czynność, zoptymalizowano interfejs i wprowadzono dwie listy – osób uprawnionych i nieuprawnionych.Powodem wprowadzenia czatu grupowego, jak powiedział Mark, jest duża popularność Facebook Groups, z których korzysta ponad połowa społeczności serwisu. Przeciętna grupa na Facebooku ma 7 użytkowników.Rewolucją, a przynajmniej czymś super fajnym, jak to zostało powiedziane na konferencji, jest wprowadzenie wideo-rozmów, które zintegrowano z interfejsem serwisu. Wykorzystano silnik Skype, który od kilku miesięcy współpracował z Facebookiem nad poprawną implementacją. Działanie wideo-rozmów jest bardzo proste. Wystarczy w oknie czatu wybrać opcję wideo-rozmowy i po chwili zobaczymy okno z przekazem wideo. Funkcje wideo będą dostępne dla wszystkich użytkowników w ciągu najbliższych kilku tygodni. Aktywacja będzie wymagała pobrania niewielkiej (29 kB) wtyczki – brak na razie wersji mobilnej. Jeśli nie będzie ona zainstalowana, a ktoś inny spróbuje nawiązać z nami połączenie wideo, zostaniemy poproszeni o jej instalację. Rozmowę będzie można oczywiście odrzucić.Zwolennicy konkurencyjnego Google+ uważają, że rozmowy wideo to premiera spóźniona, a na dodatek mamy usługę Google+ Hangouts. Facebook odpiera te zarzuty, twierdząc, iż prace nad wideo-rozmowami rozpoczęły się jeszcze zanim Microsoft zdecydował się przejąć Skype, a Google zaprezentował Hangouts.Mark twierdzi też, że nie wolno niedoceniać zalet rozmowy pomiędzy dwoma użytkownikami. Firma będzie jednak współpracowała ze Skype nad ewentualnym wdrożeniem grupowych wideo-rozmów.Dowiedzieliśmy się także, że Facebook buduje nowe centra danych, aby poradzić sobie z dużym obciążeniem, jakie wywołają nowe usługi. Mark zwrócił jednak uwagę, że Skype odpowiada za większość działań związanych z technologią komunikacji wideo i dba o to, aby nie była ona zbytnio obciążająca.Pod koniec oficjalnej prezentacji Tony Bates, CEO Skype, stwierdził, że nie obawia się, negatywnego wpływu Facebooka na popularność samej aplikacji Skype. Nie wiadomo jednak jak duża liczba z 300 milionów użytkowników Skype jest jednocześnie zarejestrowana na Facebooku.Na koniec warto wspomnieć o usłudze Download Your Information, która podobnie jak niedawno zaprezentowane Google Takeout, pozwala wykonać kopię informacji z naszego profilu i pobrać ją na komputer. Więcej o usługach związanych z sieciami społecznościowymi: Google+: nowa gigantyczna sieć społecznościowa Google WebRTC odpowiedzią na Skype Microsoftu Facebook: rekordowa popularność gier na portalu społecznościowym Facebook: usługa Happening Now dostępna już wkrótce
Karol Żebruń Karol Żebruń

Facebook i twitter zablokowane na Białorusi

Białoruskie agencje rządowe postarały się o zablokowanie większości portali i komunikatorów, na których wyłowiono treści dotyczące organizowanych protestów.Tegoroczne obchody Dnia Niepodległości Białorusi miały burzliwy przebieg. Poprzedzone zostały "milczącymi protestami" przeciwko rządkowi Łukaszenki. Na najważniejszy dzień, 3 lipca, planowano akcję, w efekcie której przemowa prezydenta Białorusi miała zostać zagłuszona oklaskami i tupaniem.Przedsięwzięcie opozycjonistów organizowane było przez internet. Protestujący nawiązywali kontakt przez serwisy społecznościowe. Prym wiodła grupa "Rewolucja Przez Sieci Społecznościowe". Łukaszenko postanowił powstrzymać swoich przeciwników, nim ci zdążą się zgromadzić. Za najlepszą na to metodę uznano uniemożliwienie porozumiewania się pomiędzy użytkownikami, wykazującymi gotowość do zjawienia się na proteście w Mińsku.Zablokowane zostały wszystkie portale, na których znajdowały się informacje o akcji. Obywatele Białorusi stracili także szansę na korzystanie z Twittera, Facebooka oraz jego rosyjskiego odpowiednika - VKontakte.Mimo starań rządu ostatecznie doszło do demonstracji. Zatrzymano około 300 osób. Protestujący zdołali się zmobilizować pomimo zablokowania jednego z najpotężniejszych narzędzi komunikacyjnych. Prawdopodobnie w próbie powstrzymania opozycjonistów najbardziej ucierpieli przeciętni, niezainteresowani buntem internauci. Więcej o cenzurze internetu: Chiny: cenzury internetu ciągl dalszy Ocenzurują internet? Europa jak Chiny Chiny: nie będzie oprogramowania cenzurującego Google+: rząd Chin ogranicza dostęp do usług portalu

Facebook: wideoczat zintegrowany z przeglądarką

Zapowiadana od paru dni nowość stworzona przez zespół Facebook Seattle to, według wiarygodnych źródeł, możliwość rozmowy wideo ze znajomymi na portalu społecznościowym.Projekt powinien wystartować już jutro, 6 lipca. Cały system ma działać dzięki współpracy z firmą Skype i jej flagowym produktem. Mimo to, rozmowy mają odbywać się nie w odrębnym programie, a w przeglądarce. Wciąż nie wiadomo czy konieczne będzie instalowanie dodatkowych aplikacji bądź wtyczek.Choć nie jest to wciąż największa atrakcja, nad jaką pracuje zespół programistów Facebooka, może i tak sporo namieszać. Portal Zuckerberga notuje obecnie około 350 milionów aktywnych kont każdego dnia, podczas gdy Skype liczy ich tylko 35 milionów. Łatwo można policzyć kto na tym zyska. Jeśli korzystający z wideo czatu będą logowali się na serwery Skype, ich licznik odwiedzin nabierze niespotykanej dotąd prędkości. Czy wprowadzanie kolejnych opcji do Facebooka to krok w dobrą stronę? Programiści dodali tylko usługę znaną ze Skype, nie tworząc nic nowego poza implementacją jej w przeglądarce. Naprzeciw zaś wychodzi Google+, który umożliwia wideokonferencję do 10 osób.Czy twórcy najpopularniejszego serwisu społecznościowego muszą wysilić się na prawdziwą rewolucję, żeby wzbudzić nieco większy szum? Prawdopodobnie dalsze działania poznamy po wyliczeniach specjalistów na temat tego jak bardzo marketingowi Facebooka pomoże nowa, wprowadzana właśnie opcja. Więcej o serwisie Facebook: Facebook także dla dzieci - już niebawem Facebook będzie produkował oprogramowanie Facebook płaci za oglądanie Wikileaks oskarża Facebooka o spisek Facebook oczernia Google

Facebook blokuje KDE i usuwa zdjęcia jego użytkowników

Użytkownicy linuksowego środowiska graficznego KDE kilka dni temu otrzymali od serwisu społecznościowego Facebook bardzo nieprzyjemną niespodziankę.Serwis społecznościowy Facebook który do tej pory nie stwarzał większych problemów posiadaczom Linuksowych systemów operacyjnych tym razem postanowił zablokować aplikację umożliwiające wgrywanie plików do serwisu, należące do środowisk graficznych t.j. Gwenview oraz KDE. Wchodząc w szczegóły sytuacja dotyczy m.in. wtyczki KIPI (KDE Image Plugin Interface) - którą wykorzystują aplikacje: digiKam, KPhotoAlbum, GwenView czy też ShowImg. Wszyscy użytkownicy korzystający z wyżej wymienionej wtyczki podczas próby załadowania swoich fotek do serwisu Facebook otrzymają komunikat informujący o nieprawidłowym kluczu API.Co ciekawe największym ciosem w całą społeczność KDE jest fakt, iż z serwisu Facebook zniknęły wszystkie zdjęcia wgrane za pomocą wyżej wymienionych aplikacji. Na obecną chwilę nie wiadomo co jest przyczyną zarówno zablokowania możliwości wgrywania zdjęć oraz usunięcia tych dotychczas umieszczonych. Serwis Facebook nie zabrał jeszcze głosu w tej sprawie. Do tej pory użytkownicy zgłosili sytuację w kanałach raportowania błędów Facebooka oraz środowiska graficznego KDE. Komunikat błędu w KDENieoficjalnie mówi się, że przyczyną blokady KDE na Facebooku może być otwartość wtyczek KIPI lub też nieposiadanie odpowiednich zabezpieczeń. Mimo wszystko ze spekulacjami poczekamy do oficjalnego oświadczenia Facebooka w tej sprawie. Jednak na sam koniec jako ciekawostkę pragnę dodać, iż serwis Facebook został stworzony właśnie na środowisku graficznym KDE. Więcej o Facebook oraz KDE: KDE: zmiany w systemie nazewnictwa Pliki: KDE 4.4.0 Facebook zatrudnił GeoHotza Facebook: usługa Happening Now dostępna już wkrótce Facebook będzie produkował oprogramowanie

Ciekawa aplikacja do udostępniania zdjęć na Facebooku

Dotarliśmy do informacji o nowej, niezwykle interesującej aplikacji przeznaczonej na iPhone'a, która pozwala na udostępnianie zdjęć na Facebooku. Nuda? Jeśli weźmiemy pod uwagę, że miesięcznie na Facebooku publikowanych jest średnio 6 miliardów zdjęć, a obecnie ich łączna liczba to około 100 miliardów zaczyna się robić interesująco.Do sieci trafiła cała masa zdjęć przedstawiająca nową aplikację w akcji. Na razie jest skierowana wyłącznie na iPhone'a i na pierwszy rzut oka przypomina miks Twittera z Instagram, Color oraz Path, czyli aplikacjami znanymi posiadaczom smartfonów Apple.Z tego co widać na zdjęciach, aplikacja wygląda na dość prostą, intuicyjną i efektowną. Wygląda również na to, że część aplikacji korzysta z HTML. Może oznaczać to, że po premierze i sukcesie na platformie Apple przyjdzie czas również na Androida oraz inne systemy obsługujące HTML5. Według wielu źródeł aplikacja ma nosić nazwę „Hovertown” lub „WithPeople”. Informacje te nie zostały póki co potwierdzone przez przedstawicieli Facebooka, jednak tak spory wyciek musi spowodować jakąś reakcję ze strony największego portalu społecznościowego na świecie.Zresztą, zapraszam do przyjrzenia się aplikacji bliżej oglądając poniższe zdjęcia. Więcej o Facebooku: Facebook będzie produkował oprogramowanie Xperia Arc i Play: integracja z Facebookiem w nowym systemie Facebook: usługa Happening Now dostępna już wkrótce Facebook: 152 znajomych wytatuowanych na ramieniu