Jest ładnie, ale gdzieś już to widziałem
Zacznijmy od tego, że Baseus Inspire XC1 to bardzo generyczne słuchawki. Nic ich designersko jakoś szczególnie nie wyróżnia, ale to żadna wada, bo same w sobie są całkiem ładne. Otrzymałem egzemplarz w kremowym (?) białym (?), perłowym (?), perłowo-złotym (?) kolorze i estetycznie nawet mi podszedł.
Jakościowo też jest całkiem okej. Mamy dobrej jakości tworzywa sztuczne, miłe w dotyku, przyjemnie śliskie, takie zmatowione. Ktoś tu się jakościowo postarał i to mimo tego, że sam projekt wygląda raczej jak słuchawki wygenerowane w AI, ale hej, jeśli jest poprawnie, ładnie i schludnie, to po co silić się na ekstrawagancję?
Test Baseus Inspire XC1 – w ruchu, na rowerze i na boisku. Dają radę?
Co potrafią Baseus Inspire XC1?
Wyglądają jak wygenerowane z AI, a co skrywają w środku? Baseus chwali się współpracą z Bose, które to miało opracować jeden z profili dźwiękowych, więc musi być nieźle, prawda? Cóż, na papierze nieźle jest. Dostajemy tu bowiem Dolby Audio, dźwięk przestrzenny 360 stopni, czy choćby kodek LDAC oraz AAC i SBC. Do tego 4 mikrofony z redukcją szumu sterowaną przez sztuczną inteligencję, standard odporności IP66 i rzekomo nawet do 40 godzin pracy na w pełni naładowanym etui. W etui, które waży 43 gramy. Waga jednej słuchawki to jedynie nieco ponad 6 gramów. Nieźle? No całkiem dobrze nawet, pytanie, jak te techniczne dane przekładają się na żywą materię?
Jak to gra?
Gdy po raz pierwszy odpaliłem sobie koszykarską playlistę na Baseus Inspire XC1 i poszedłem porzucać nieco po pracy, w głowie kołatało mi takie: "ulala, jak to gra". Serio. Było głośno, dynamicznie, basowo, aż się miło piłkę kozłowało. To pierwsze doświadczenie było tak dobre, że przy drugim, już takim testowo zaangażowanym podejściu miałem spore oczekiwania. I to był błąd.
Kiedy bowiem człowiek nieco się skupi na tym, jaki dźwięk wydobywa się z XC1, to dociera do niego, że gdzieś to już słyszał. Konkretnie, że słyszał to już w 90 proc. słuchawek wycenianych na jakieś +/- 150 zł. Baseus Inspire XC1 nie grają źle. Grają lepiej niż słuchawki za 150 zł (ta kwota to tylko pewna figura retoryczna), ale grają tak, jak większość modeli pozycjonowanych w tej cenie, czyli super imprezowo. Basu jest dużo. Szczegółowości mało. Przestrzeni całkiem sporo. Opóźnień w dźwięku nie ma, przesterów też raczej nie usłyszymy, ale wszystko jest tak zalane basem, że to słuchawki skręcone raczej w stronę remizy niż opery.
Rzecz, czyli to przebasowienie ratuje okazjonalnie włączenie Dolby Audio (bo w korektorze tej basowej charakterystyki się w zasadzie nie usunie), ale tylko w trybie muzycznym. Ta funkcja poszerza trochę dźwięk i zmienia nieco jego charakter. Nie polecam jednak filmowego profilu Dolby Audio - coś tu poszło nie tak i dźwięk staje się piwniczny, jakby gdzieś za każdą nutką kryło się echo, które tylko czeka, by się na człowieka wydrzeć.
A co z mikrofonami? Ani dobrze, ani źle. Można przez nie rozmawiać, ale mikrofony lubują się w zbieraniu wszystkiego, co dźwięczy w tle, więc swobodna rozmowa podczas spaceru w wietrzną pogodę jest małym wyzwaniem. Niemniej, to pewna cecha, rzecz niemal współdzielona przez podobne słuchawki w podobnym budżecie, więc nie ma co marudzić.
Kilka słów o obsłudze i wygodzie użytkowania
Baseus Inspire XC1 to słuchawki o specyficznej konstrukcji, które niejako opierają się na uchu, co ma pewne konsekwencje dla wygody użytkowania. Pod zimową czapką takie słuchawki są dramatycznie niewygodne, ale za to można w pełnym komforcie, pomykać w nich mając okulary na nosie i gwizdać sobie na samą ideę dyskomfortu. Przynajmniej teoretycznie, bo choć XC1 są lekkie i przez jakiś czas korzysta się z nich przyjemnie, to...
Niestety czasem po 30 minutach, czasem po 2 godzinach, a czasem momentalnie po założeniu, np. gdy nosiłem je dzień poprzedni (chyba mam "problematyczne" uszy), słuchawki zaczynają ciążyć, ich obecność zaczyna doskwierać i, cóż, komfort znika w oczach. Maleje w tempie geometrycznym. Innymi słowy, do godziny to mogą być naprawdę wygodne słuchawki. Później jednak XC1 stają się jednymi z najniewygodniejszych słuchawek, jakie testowałem. Nie wiem, czy to kwestia konstrukcji, czy budowy moich uszu, ale dłuższe obcowanie z tym sprzętem było doświadczeniem mocno nieprzyjemnym.
Przyjemne jest za to sterowanie. Producent postawił tu na małe fizyczne przyciski na obu słuchawkach - zamiast dominujących w ostatnich latach paneli dotykowych, co było dobrym zabiegiem. Przyciski łatwo wyczuć, łatwo kliknąć, a tym samym obsługa jest naprawdę wygodna, przyjemna, prosta i zwyczajnie intuicyjna. Za ten pomysł należą się Baseusowi brawa, zwłaszcza że ja akurat jestem fanem fizycznych przycisków wszędzie tam, gdzie da się je upchnąć.
Bateria
Baseus Inspire XC1 potrafią na jednym ładowaniu, po wyciągnięciu z etui dociągnąć do 8 godzin pracy. Im głośniej, tym krócej, rzecz jasna, ale ogólnie czas pracy na baterii to zaleta tego modelu. Dodatkowo etui ma w sobie prądu na jakieś 30 godzin spokojnie, co też jest bardzo dobrym wynikiem.
Kilka słów o aplikacji
Lubię proste, estetyczne, ale minimalistyczne aplikacje do obsługi takich gadżetów, jak słuchawki i muszę przyznać, że Baseus nawet dał radę ze swoim softem. Jest przejrzyście, czytelnie i do wszystkiego można uzyskać łatwo dostęp. W kilka kliknięć włączymy sobie Dolby Audio czy LDAC, ustawimy sobie w EQ to, jak chcemy, by słuchawki grały, skonfigurujemy obsługę za pomocą fizycznych przycisków, a nawet włączymy tryb gamingowy czy pogrzebiemy w ustawieniach bardziej. Nie ma się co rozwodzić - to dobry soft, ot co.
Dla kogo stworzono te słuchawki?
Mam pewien problem z ustaleniem tego, z myślą o jakim użytkowniku stworzono Baseus Inspire XC1. Teoretycznie ich otwarta konstrukcja świetnie sprawdza się podczas czysto sportowego użytkowania. Słyszymy dźwięki otoczenia, słuchawki nie izolują nas od świata, no same plusy. Teoretycznie, bo przez to, jak słuchawki leżą "na uszach" słuchanie muzyki na rowerze jest niemożliwe - szum wiatru przy prędkości nawet rzędu 15 km/h sprawia, że człowiek może się jedynie domyślać, że coś tam w tych słuchawkach gra.
Czy zatem to słuchawki lifestylowe? Takie idealne na miasto? No niby tak, niby wszystko tu pasuje, bo są estetyczne, grają przyzwoicie, ale, no za kwotę w okolicach "3,5 stówki" oczekiwałbym jednak czegoś więcej…
Jak tak sobie rozważam, do czego Baseus Inspire XC1 nadają się najlepiej, to dochodzę do ściany i zatrzymuję się na tym, że to w sumie po prostu dość uniwersalne słuchawki do wszystkiego, i niczego jednocześnie. Ot model, w którym można wyjść pobiegać, z którym można poćwiczyć na siłowni i skoczyć sobie na spacer, bo dźwięk jest więcej niż znośny, komfort, hm, problematyczny, a fakt, że słyszy się dźwięk otoczenia, to zaleta, gdy zależy nam na tym, by żaden nastoletni szaleniec nie potrącił nas czasem, jadąc na hulajnodze z prędkością daleką od tej prawnie określonej.
Dobre, czy takie średnie te Baseus Inspire XC1?
Baseus Inspire XC1 mają zalety i wady. Zaletą jest dźwięk, imprezowy, basowy, dynamiczny. Zaletą jest również czas pracy na jednym ładowaniu. Do wad zaliczyć można wygodę, a raczej jej brak oraz dźwięk, który przez mocne przebasowienie nie najlepiej współgra z niektórymi gatunkami muzyki. Wady są tak mocno skorelowane z zaletami, że ocenić te słuchawki można najwyżej jako średnie, ale dobrze grało mi się w nich w kosza, więc dałbym tu mały plusik i spoglądałbym na nie raczej jako stylowe słuchawki sportowe, a nie lifestylowy, jakościowo muzyczny gadżet.
Warto kupić, jeżeli
Kiedy warto postawić na Baseus Inspire XC1? Jeśli ktoś zawsze chciał kupić sobie otwarte słuchawki, takie "powietrzne", jak to się je modnie określa, to XC-jedynki będą niezłym wyborem. Są całkiem niezłe dźwiękowo i całkiem niebrzydkie. Ot, uniwersalne, niezłe i niedokanałowe. Gdy potanieją do poziomu 200 zł, spokojnie będę mógł je polecić w zasadzie każdemu.
Nie warto kupować, jeżeli
Jeśli komuś zależy na możliwie najlepszym stosunku jakości dźwięku do ceny - lepiej poszukać czegoś innego. Jeśli komuś zależy na słuchawkach, w których można komfortowo słuchać muzyki i ogarniać się w otoczeniu podczas jazdy na rowerze - lepiej poszukać czegoś innego. Jeśli komuś… No dobra, wystarczy. To nie są słuchawki dla audiofila ani dla kolarza. To nie są też słuchawki dla kogoś, kto zwykł przez długie godziny chadzać tu i tam ze słuchawkami w uszach lub też na uszach. To uniwersalne, designerskie i raczej średnio dobre słuchawki, zasadniczo najlepiej trafiające do użytkownika, który zawsze chciał kupić sobie coś takiego, ale się wahał.
Produkt do przeprowadzenia testu został użyczony przez firmę Baseus. Firma użyczająca nie miała wpływu na treść ani wglądu w nią przed publikacją. Jest to niezależna recenzja dziennikarska.