Coraz chętniej decydujemy się na zakupy w sklepach internetowych. Dają nam one szansę na porównywanie cen w czasie rzeczywistym, kupowanie produktów tanio oraz komfort polegający na braku konieczności wychodzenia z domu. Jednak jak to w Internecie, na każdym kroku czai się niebezpieczeństwo.
Kilka dni temu pojawiła się informacja, że z jednego ze sklepów amerykańskiej partii republikanów wykradzione zostały dane kart kredytowych klientów. Cała cyberprzestępcza akcja była niezauważona przez administratorów przez… pół roku. Wystarczyło „wstrzyknięcie” złośliwego javascriptu.
DLA CIEBIESamsung - przegląd oferty lodówek
Okazuje się, że wspomniany sklep internetowy nie był jedyny. W ten sam sposób zarażonych zostało prawie sześć tysięcy serwisów na całym świecie, wśród których znajdują się także polskie domeny.
Cyberprzestępcy wykorzystują najczęściej luki w popularnym oprogramowaniu do zarządzania sklepem internetowym, a gdy się „poszczęści” – łamią niezbyt skomplikowane hasła. A co na to wszystko zarządcy sklepów?
Autor analizy twierdzi, że próbował kontaktować się z wieloma sklepami z listy – i choć większość administratorów dziękowała za informacje i próbowała naprawić problem (przestał on istnieć w około 1000 sklepów), zdarzały się też odpowiedzi: „dzięki za sugestie, ale nasz sklep jest w pełni bezpieczny – używamy https i korzystamy z usług zewnętrznego operatora płatności”.
Źródło: Sekurak, ArsTechnica