Technologie i Firma

Polska kontra zagraniczne korporacje

opublikowano przez Wojciech Kulik w dniu 2017-01-06

Polska przez ostatnie cztery dekady uzbierała 61 umów z mechanizmem ISDS, który pozwala korporacji pozywać państwo bez udziału krajowego sądu.

Jeżeli podpisane umowy przewidują stosowanie mechanizmu ISDS, korporacje mogą pozywać państwa z pominięciem krajowego sądownictwa (i sprawy te przeważnie, choć niejednokrotnie po kontrowersyjnych decyzjach, wygrywają). Rzecz w tym, że Polska jest zobowiązana 61 takimi dwustronnymi umowami inwestycyjnymi, w dużej mierze zawieranymi jeszcze w latach 80. i 90. ubiegłego wieku. Ministerstwo Rozwoju zapowiedziało, że zamierza to pole do nadużyć zmniejszyć i renegocjować przynajmniej część tych kontraktów.

Co jest złego w ISDS?

Biorąc pod uwagę samego tylko założenia ISDS (czyli Investor State Dispute Settlement czy – jak jest czasem nazywany – inwestor-przeciw-państwu) to mechanizm niezwykle istotny. Jest to bowiem narzędzie, które pozwala korporacji bronić się przed nieuczciwymi zagrywkami ze strony państwa – to może być nierówne traktowanie firm krajowych i zagranicznych czy tzw. pośrednie wywłaszczenie, co oznacza, że wprowadzone przepisy ograniczają przychody podmiotu. 

Problem polega jednak na tym, że firmy niezwykle często nadużywają stwierdzenie „pośredniego wywłaszczania”, wnoszą sprawy przeciwko państwom, a prywatny arbitraż (któremu to powierzone jest rozstrzyganie sporów w takich przypadkach) najczęściej przychyla się do wniosku „poszkodowanej” korporacji. Nawet wówczas, gdy państwo działa zgodnie z prawem, ale na niekorzyść samego przedsiębiorstwa, w skrajnych przypadkach powodem pozwu może być nawet podwyżka minimalnej płacy.

I tak na przykład: rok 2006 – Ekwador, grzywna w wys. 2,3 mld dolarów za cofnięcie koncesji na wydobycie ropy naftowej amerykańskiej firmie, która złamała prawo; rok 1998 – Kanada, grzywna w wys. 13 mln dolarów za zakaz stosowania w paliwie środku szkodliwego dla środowiska nałożony na amerykańską firmę; rok 2003 – Polska, odszkodowanie w wys. 9 mld złotych dla holenderskiej firmy za wycofanie się z planów prywatyzacji PZU. I tak przykładów można by wymieniać jeszcze sporo, jako że 6 na 10 spraw rozstrzyganych jest na korzyść koncernu.

Ochrona dla korporacji w Polsce

Na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku Polska podpisała wiele BIT-ów, czyli dwustronnych umów inwestycyjnych z mechanizmem ISDS – taka była w tamtych czasach norma, szczególnie w państwach rozwijających się. Dziś liczba takich umów wynosi już 61, co oznacza spore zagrożenie dla polskiego budżetu. W Ministerstwie Rozwoju zrodził się jednak pomysł, by coś na ten problem poradzić.

Jak informuje Interia, ministerstwo planuje renegocjację albo wręcz wypowiedzenie części umów BIT. Zresztą nasz kraj nie byłby tutaj odosobniony, jako że podobną tendencję można zauważyć w wielu krajach świata. Dość powiedzieć, że tylko w ostatnich miesiącach dwustronne umowy inwestycyjne wypowiedziały Polsce dwa kraje: Indie i Włochy. Pierwsza wygaśnie już maju, druga – na początku przyszłego roku.

Czy to oznacza koniec problemów z mechanizmem inwestor-przeciw-państwu? Zdecydowanie nie. Bowiem choć jedne umowy wypowiadamy, równocześnie podpisujemy nowe, które zakładają obecność ISDS. Najlepszym przykładem jest CETA, czyli porozumienie handlowe pomiędzy Unią Europejską a Kanadą, w którym pojawia się zapis o mechanizmie ICS, który co do założeń jest właściwie identyczny.

ISDS/ICS to nic dobrego?

Takie stwierdzenie byłoby niewłaściwe. Dobrze wykorzystywany mechanizm jest bowiem niezwykle ważny, ponieważ jest to właściwie jedyny sposób, w jaki korporacja może chronić się przed nieuczciwymi zmianami wprowadzanymi przez państwa. Rozsądzanie spraw przez arbitraż również jest czymś naturalnym – trudno przecież wyobrazić sobie sytuację, w której spór dotyczący nowego, obowiązującego już prawa rozstrzyga sąd kraju, który temu prawu podlega. 

Część ekspertów ma też wątpliwości co do tego, czy brak takiego zapisu skłonił by korporację do inwestowania w danym kraju. Na razie jednak szukanie rozwiązania i tak nic nie da – wszak CETA podpisane, a na pewno nie będzie to ostatnie z takich porozumień.

Źródło: Interia, inf. własna

marketplace

Komentarze

10
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Przecież to był cel planu Aarona Bucholtza ukrywającego się pod imieniem i nazwiskiem Leszek Balcerowicz!
    Plan ten tak naprawdę został napisany przez Sorosa aby zniszczyć przemysł i zrobić z Polski rynek zbytu a z polaków murzynów Europy!
    Zaloguj się
    11
  • avatar
    proszę podać statystyki ile spraw w oparciu o ISDS wygrały amerykańskie korporacje względem państw ( bo ta statystyka jest najbardziej kontrowersyjna ), gdyż wiemy że arbitraż również jest amerykański.
    Może gdybyśmy nie widzieli jak takie sprawy są rozstrzygane to byśmy dali się nabrać.
    Nikt się nie da nabrać na ICS, jakby zmiana nazwy skończyła kilkadziesiąt lat patologii w arbitrażu...
    Nie wiem co myślicie, ale politycy nie są głupi, oni dobrze wiedzą co robią, jedyne pytanie czemu ( i czy po kilkunastu latach będą się zasłaniać czymś w stylu, "nikt nie mógł przewidzieć takiego rozwoju sytuacji", ehh wszyscy wiedzą jak to się skończy )
  • avatar
    Ten mechanizm byłby ok gdyby nie cwaniactwo i chciwość zagranicznych korpo. Traktują państwo jak krowę które można łatwo wydoić na kasie. A że większość tych umów została podpisana dzięki grubej kopercie danej w łapę komuś na górze to bardzo dobrze że pisiory chcą zrobić porządek z tym.
    Zaloguj się
    10
  • avatar
    No PIS podpisał CETA którą ugrało PO...

    Co jak co ale konta Panamskie polityków napuchły ładnie.
    Nie ważne jaką papkę wciskają wyborcom o to samo koryto walczą prosiaczki.

    Plebsem nie ma się co przejmować, podniesie się podatki i spłaci daninę korporacjom które zainwestowały w "lobbowanie".

    Jak tam u nasi idzie pozew o wstrzymane planowane inwestycje korporacji na Wawelu? Czekamy do TTIP czy bekniemy przed spółką-córką w Kanadzie przez CETA?

    Gdzie indziej już się sprawy ładnie toczą, McDonald sobie budżecik podreperuje unijną kaską:
    http://wiadomosci.onet.pl/swiat/mcdonalds-pozwala-wloskie-miasto-chce-20-mld-dolarow-od-florencji/jvj6v7
    "Amerykańska sieć domaga się 20 mld dolarów za brak zgody władz Florencji na otwarcie restauracji w historycznym centrum - na Piazza del Duomo."