Blade Runner 2049 – elektryczne owce, o jakich się nie śniło Wydarzenia

Blade Runner 2049 – elektryczne owce, o jakich się nie śniło

opublikowano przez Jakub Jakubowicz w dniu 2017-10-19

Blade Runner 2049 od wejścia był skazany na porażkę i może właśnie dlatego, że nie miał nic do stracenia, rzucił wyzwanie swojemu legendarnemu poprzednikowi.

Blade Runner 2049? Wolne żarty! 

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o zamiarze nakręcenia kontynuacji kultowego Łowcy Androidów, parsknąłem śmiechem. Przecież to przepis na katastrofę! Ile osób już się przejechało na próbie „dokręcenia” dalszego ciągu do uwielbianych przez rzesze fanów majstersztyków. 

W ostatnich latach J. J. Abrams zebrał tęgi łomot od setek wielbicieli Star Wars, a sam twórca Łowcy Androidów wyszedł na filmie Obcy: Przymierze jak Weyland-Yutani na budowaniu lepszych światów.

Blade Runner 2049 - Ryan Gosling

Na szczęście Ridley Scott w przypadku Blade Runner 2049, być może nauczony doświadczeniem, zadowolił się jedynie ciepłą posadką producenta. Piszę „na szczęście”, bo to dawało przynajmniej nadzieję, że nowa odsłona future noir z Harrisonem Fordem będzie czymś innym, niż „prometeuszopodobnym” pseudofilozofowaniem. Zwłaszcza, że w fotelu reżysera zasiadł tym razem Denis Villeneuve, znany chociażby z oryginalnego science-fiction Nowy Początek.

I faktycznie, już pierwszy zwiastun Blade Runner 2049 skutecznie podważył moje pesymistyczne oczekiwania. O fabule trudno jeszcze wtedy było przesądzać, ale warstwa wizualna prezentowała się co najmniej intrygująco. A kiedy wreszcie nadszedł dzień, kiedy zasiadłem w ciemnej kinowej sali na seansie pełnej wersji filmu, wystarczyło zaledwie kilkanaście minut, żebym się zorientował, że nowy Łowca Androidów to zawodnik, którego nie można lekceważyć.

Apokalipsa na drugim planie

Blade Runner to Blade Runner. Wiadomo, pogrążone w mroku i zalane deszczem ulice Los Angeles, latające samochody, buchające ogniem kominy futurystycznych fabryk... No właśnie, nie tym razem! Przez te trzydzieści lat, które dzielą pierwszą część od jej kontynuacji, trochę się tu pozmieniało. 

Przede wszystkim w latach dwudziestych dwudziestego pierwszego wieku doszło do załamania się ekosystemów, co zresztą wydaje się naturalną konsekwencją potwornego przemysłu, jaki został przedstawiony w Blade Runner z 1982 roku. Konsekwencją tej katastrofy jest nie tylko konieczność poszukiwania nowych produktów spożywczych w pełnych syntetycznego szlamu szklarniach, ale też postapokaliptyczny klimat, jakim naznaczony został świat Blade Runner 2049.

Blade Runner 2049 - postapokaliptyczny klimat

Los Angeles z połowy obecnego wieku to metropolia zbliżona do swojego odpowiednika z pierwszego Łowcy Androidów, a jednak zupełnie różna. Zostały wielkie kolorowe neony i przestępcza atmosfera, ale strugi deszczu zastąpił popielaty śnieg świadczący o degradacji klimatu.

Zresztą, tym razem, ku mojemu zdumieniu, akcja filmu często przenosiła się też poza Miasto Aniołów, jak chociażby do zamienionego w wielkie wysypisko śmieci San Diego. Krótko mówiąc, Blade Runner 2049 ma rozmach! Są tego plusy i minusy. Poszerzając perspektywę, wyzbyto się trochę chandlerowskiego klimatu.

Na szczęście tylko w pewnym stopniu, a zadośćuczynieniem za tę zmianę jest bogactwo świata, w którym nie brakuje i nowego rodzaju replikantów, i sztucznej inteligencji, i slumsów, i radioaktywnych ruin... 

A to wszystko zostało odmalowane za pomocą iście monumentalnej oprawy audiowizualnej. Poszczególne ujęcia to niemal surrealistyczne dzieła sztuki, a muzyka... Jej nie da się opisać, ją trzeba usłyszeć!

Innymi słowy, w obszarze dźwięku, obrazu i ogólnie pojętych efektów specjalnych wszystko tutaj idealnie zgrało się ze sobą, nie pozostawiając najmniejszej luki. Ba! Nawet scena, w której zastosowano znienawidzone rekonstruowanie aktorów przy pomocy CGI, nie budzi najmniejszego zgorszenia, a nawet daje do myślenia ze względu na swoją autoironiczną wymowę. 

Blade Runner 2049 - hologramy przyszłości

Deckard jest tylko jeden 

Tak, tak, oprawa audiowizualna prima sort, wszystko bardzo pięknie, ale... ale... ale Ryan Gosling jako tytułowy Blade Runner? Serio? Rozmarzony jazzman z La La Land ma zastąpić Harrisona Forda w roli cyngla przyszłości? A jednak! I to kolejny nieoczekiwany strzał w dziesiątkę ekipy odpowiedzialnej za powstanie Blade Runner 2049. Głównie dlatego, że Gosling wcale nie kopiuje Deckarda znanego z poprzedniej części, a zamiast tego wciela się w zupełnie oryginalną, a zarazem na wskroś tragiczną postać.

Jej historia też jest zresztą znacznie bardziej złożona, niż losy granego przez Harrisona Forda zbijaki. Tak naprawdę to opowieść o współczesnym nam człowieku - odciętym od swoich korzeni, uwikłanym w związki bardziej wirtualne, aniżeli realne, budujący swoją przeszłość ze śmieci, jakie pozostały po poprzednich pokoleniach. I aż dziw bierze, że idealnym tłem dla takiego studium stało się właśnie odkurzone uniwersum Blade Runnera.

Blade Runner 2049 - Harrison Ford jako Deckard

Znajdziemy tu prawdziwy postmodernistyczny miszmasz, który (podobnie jak film Scotta z 1982 roku) zadaje filozoficzne pytania w formie zgrabnie zbudowanej intrygi. Z tą różnicą, że tym razem nie poddaje się pod namysł kwestii: kim jest człowiek w obliczu swojej śmierci? Zamiast tego, pytania dotyczą roli ciała w zdigitalizowanym świecie czy też ludzkiej tożsamości w epoce, w której każdą wartość można podważyć w okamgnieniu.

Blade Runner 2049 to sklep ze słodyczami dla wielbicieli ambitnego science-fiction. Czego tu nie ma! Dajmy na to, pomysł znany z filmu „Ona”, który tutaj zostaje ujęty w zgrabną formę wątku pobocznego i rozegrany o niebo lepiej, niż w hicie ze Scarlett Johansson. 

A poza tym znajdzie się tu i wątek mesjanistyczny (potraktowany zresztą w sposób dosyć cyniczny), i motyw rewolucji, która ma w sobie więcej zemsty i wiary, aniżeli przemyślanych ideałów.      

Blade Runner 2049 - miasto przyszłość

Lepiej nie pytaj

No dobra, można tak pisać i pisać, a i tak wszyscy, którzy nie widzieli jeszcze Blade Runner 2049, zastanawiają się tylko nad jednym: czy ten Deckard był replikantem czy nie był? Do tej pory unikałem zdradzania fabuły, ale o tym akurat muszę wspomnieć. Otóż, twórcy nowego Łowcy Androidów bardziej lub mniej zręcznie omijają ten temat szerokim łukiem.

Dorzucają wprawdzie garść przesłanek, ale w żadnym razie nie udzielają jednoznacznej odpowiedzi. W ogóle postać Deckarda jest odsunięta na dalszy plan i w żadnym razie nie jemu jest poświęcony ten film. Może i lepiej, bo Harrison Ford w tej roli jakoś nie zachwyca. Poza tym, w Blade Runner 2049 jest paru znacznie ciekawszych bohaterów, takich chociażby jak grana przez Robin Wright pani komisarz czy też fanatyczny następca Tyrella, w którego wcielił się Jared Leto.

Blade Runner 2049 - Jared Leto

Bis!

Czytając powyższe, można by pomyśleć, że Blade Runner 2049 to film idealny. Niestety nie, bo niektóre jego wątki można by rozwinąć, niektóre pominąć, ten dialog przyciąć lub odessać z niego niepotrzebny patos, a znowuż inną wymianę zdań pociągnąć chwilę dłużej...

Ale! Ale! Przecież to Blade Runner, więc mam nadzieję, że już wkrótce doczekam się wersji rozszerzonej, parę lat później reżyserskiej, a za dwie dekady obejrzę pozbawiony najmniejszych wad „final cut”. No co, może powiecie mi, że twórcy nowego Łowcy Androidów nie skuszą się na dodatkową kasę pod pretekstem kontynuowania wieloletniej tradycji Ridleya Scotta?

A tak zupełnie serio, mam nadzieję, że Blade Runner 2049 będzie jeszcze przez lata oglądany przez tysiące widzów. Zwłaszcza, że ja, odkąd wyszedłem z kina, nieprzerwanie odtwarzam jego pojedyncze sceny w swojej głowie.

Nie spodziewałem się, że pozornie skazana na porażkę kontynuacja kultowego Łowcy Androidów okaże się filmem doskonale przemyślanym, który nie tylko dostarczy mi sensacyjnej akcji na miarę najznamienitszych mistrzów rozrywki, ale i emocji, których próżno szukać w niejednym dramacie z ambicjami.

I, wierzcie mi, jeśli ktoś mnie spyta, czy Blade Runner 2049 jest lepszym filmem od pierwszego Łowcy Androidów, to będę się długo, ale to bardzo długo zastanawiał, zanim odpowiem.

Blade Runner 2049 - scena w deszczu

Ocena końcowa:

  • fenomenalna oprawa audiowizualna
  • wyrazista postać głównego bohatera
  • świat pierwszego Blade Runnera odmieniony i wzbogacony
  • poruszająca opowieść
  • filozoficzna przesłanie wcale niewysilone, a do tego jak najbardziej aktualne
     
  • trochę zbyt częste i nachalne mruganie okiem do fanów klasycznego Blade Runnera
  • scenariuszowi przydałoby się parę cięć
  • stężenie filozoficznego patosu w dialogach potrafi niekiedy zakłuć w uszy

98% 4,9/5

Mariusz IgnarOkiem miłośnika kina
Mariusz Ignar

Nie wiem, czy androidy śnią o elektrycznych owcach, ale wiem, że ja nie śmiałem marzyć, że Blade Runner 2049 okaże się tak dobry. A jest. Uwierzcie mi. Chciałbym Was tutaj zarzucić słowami, opisem zwrotów akcji i przebiegu całej historii i muszę się naprawdę mocno trzymać się w ryzach, aby tego nie zrobić. Będę jednak twardy i radzę Wam to samo - jeśli jeszcze nie widzieliście filmu, to nie czytajcie spoilerów, interpretacji, tylko zaufajcie mi i dajcie się ponieść opowieści, którą twórcy dla Was przygotowali, odkrywając jej niuanse na własną rękę.

Bo nowy Łowca jest czymś znacznie niż tylko wizualną ucztą, przygotowaną z niespotykanym pietyzmem i dbałością o najmniejsze detale. Jest efektownie, ale nie efekciarsko, jest ambitnie, ale nie ma przeintelektualizowania, jest rozmach ale i kameralność. Przede wszystkim jednak, jest to dająca do myślenia wizja przyszłości, roli technologii w naszym życiu i rozważaniem nad istotą samego człowieczeństwa. Szkoda tylko, że wiele wskazuje na to, że film nie okaże się finansowym sukcesem i mimo przepochlebnych recenzji nie przyciągnie do kin tylu widzów, co tasiemcowo produkowane Transformersy, czy inni Szybcy i wściekli. Ale pamiętajmy, że z oryginałem było podobnie i status kultowości zyskiwał z biegiem czasu. Jestem pewien, że w tym przypadku będzie tak samo. Moja ocena: 5/5

marketplace

Komentarze

22
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Jakie to jest fajne kiedy młodsze pokolenia oceniają stare,kultowe kino z lat 80tych przez pryzmat dzisiejszego kina... Dzisiejsze filmy tryskają efektami specjalnymi na prawo i lewo,mało tam emocji,gry aktorskiej,nie ma przekazu,nie zmuszają do refleksji.Dlatego ktoś sobie napisze ze blade runner był nudny.... bo to kino zmuszające do myślenia? Jak na tamte czasy wizja przyszłości była inna (ktoś powie ze kung fury idealnie to pokazuje). Scot pokazał mroczny świat w którym ludzie mieli inne problemy,wartości ale pozostawił temat egzystencji,chęci życia.Rutger Hauer genialnie zagrał Roya.Do tego Harrison Ford.... Po sukcesie Star Wars i Indiany Jonsa trzymał fason i tutaj.Mógłbym tak wymieniać i wymieniać ale chodzi mi o to ze jedynka to trudne kino dla kogoś kto jest przyzwyczajony do kolorowego,lekkiego kina marvela.... nie żebym tu teraz jechał ale to smutne ze produkuje się filmy o superbohaterach (z komiksów na których się wychowałem) po kilka razy w roku... I z roku na rok jest tego więcej.
    Co do Blade Runner 2049 zanim poszedłem do kina widziałem chyba wszystkie recenzje bez spoilerów na yt jakie zdołałem znaleźć,wyczytałem o każdym ester eggu jaki pojawił się w filmie (również bez spoilerów).Idąc do kina miałem nadzieje na coś dobrego i nie zawiodłem się,wręcz przeciwnie.Film zaskakiwał mnie co chwile.Nie napiszę nic o oprawie audio wizualnej bo to majstersztyk i tyle w temacie. Nowe postacie niekoniecznie mi się podobały tzn Gosling był jak najbardziej ok,pasował idealnie do tej roli i zagrał wzorowo imo. ale Jared znów przedobrzył,podobnie z postacią Luv.W każdym razie zachęcam do zobaczenia,jak ktoś widział 1 to musi zobacczyć 2.Pozdrawiam
  • avatar
    A ja się podpisuję pod obydwiema recenzjami. W kinie czułem się tak samo, jak lata temu podczas seansu pierwszego Blade Runnera. Zachwyt nad oprawą wizualną, muzyka poruszająca, fabuła nie zrobiona "na odwal" i jak dla mnie sporo momentów oraz scen zapadających w pamięć i powodujących przemyślenia.
    Ten film dopisuję do bardzo krótkiej dla mnie listy kontynuacji, które co najmniej dorównują pierwowzorowi.

    PS Warto przed obejrzeniem zapoznać się z trzema filmami krótkometrażowymi, które rozwijają niektóre tematy z BR 2049:
    2036 - Nexus Dawn
    2048 - Nowhere to run
    Black Out 2022
  • avatar
    Z tym stawianiem na równi z pierwowzorem to autor trochę poleciał :>
    Brakuje 2 elementów.
    Muzyki, MUZYKI takiej jak ścieżka Vangelisa i finału jak monolog R. Hauera.

    Dla mnie BR to 11/10 prawdziwe arcydzieło.
    BR 2049 to "tylko" świetne kino, solidne 9/10.
    Do arcydzieła niestety trochę brakuje, brakuje czegoś więcej, czegoś co wyryło by się w głowie jak łzy na deszczu :>
    Zaloguj się
  • avatar
    Dla mnie film 10/10. Świetna kontynuacja kultowego dzieła kinomatografi. Uważam że film nie był nudny, nie wiało patosem, sceny genialne, świat wciągający a jednocześnie bardzo przygnębiający, doskonale dobrani aktorzy... Nie wykluczone że pójdę jeszcze raz. 10/10.
  • avatar
    Zgadzam się z autorem - film mnie zaskoczył pozytywnie, podobało mi się utrzymanie i nawet rozwinięcie klimatu z jedynki. Niektóre sceny trochę przydługie.

    Daję 8/10
    Zaloguj się
  • avatar
    Ostatnio przeczytałem książkę na podstawie której nakręcony był oryginalny Blade Runner i muszę przyznać, że film bardziej mi się podobał niż książka. Moim zdaniem właśnie przez ten "filozoficzny patos" w książce. Nowego Blade Runnera jeszcze nie oglądałem, ale planuję. I może własnie ten "filozoficzny patos" wspomniany jako minus niejako do książki nawiązuje?
    Zaloguj się
  • avatar
    byłem dnia premiery w IMAX i BR2049 mnie totalnie rozwalił! 10/10! dla mnie najlepszy film obok Terminatora 2, klimat, fabuła, efekty, muza coś wpaniałego! i te loga korporacji jak SONY czy ATARI :D i zaskoczenie Peugeot!
  • avatar
    Doczekaliśmy czasów , że reżyserzy zamiast pokazywać nam nowe światy, historie posiłkują się Hitami z przed lat. Choć film jest niezły , a tematy muzyczne super, to jest to odgrzewany kotlet (powtórka). Nie ma już wizjonerów którzy by pokazali nam coś niesamowitego, nowego. To sam co w muzyce - hity z przed lat przerabiane na nową modę. Dawniej to byłby Coover , plagiat, a teraz hit, DJ ..... Marny ten świat jak ma takich reżyserów co nie mają swoich pomysłów tylko posiłkują się i upiększają .
    Zaloguj się
    -1
  • avatar
    Nigdy nie bylem fanem tego filmu. Dużo lepszy był np. THX.
  • avatar
    Film słaby. Nudny. Za długi. Historia nadęta i podana w mdły sposób, scenariusz to samo. Zero błyskotliwości na miarę części pierwszej. Napuszony Jared Leto, drewniany Ryan Gosling. Wizualnie i dźwiękowo pięknie. Klimat w sumie też spoko. Aha, i piękna była również wirtualna partnerka Goslinga.

    Do pierwszej części nijak nie przystaje.
    Zaloguj się
    -5
  • avatar
    nie czekałem ale kilka dni temu obejrzałem jedynkę tą starą i dla mnie średni film nie że stary po prostu taki sobie i tyle ale ten też obejrzę
  • avatar
    Są cycki polecam ;)
  • avatar
    Oryginał był przede wszystkim nudny. 2049 przynajmniej dało się oglądać.
  • avatar
    Ten film to gówno! Nie polecam
    Zaloguj się
    -25