Metal Gear Solid V: Ground Zeroes – najdroższe demo w waszym życiu Gry na konsole

Metal Gear Solid V: Ground Zeroes – najdroższe demo w waszym życiu

opublikowano przez Robert Matuszak w dniu 2014-03-25

Nowe przygody Snake’a to pozycja wyłącznie dla największych fanów serii MGS.Reszta spędzi tu jakieś 2 godziny i zapewne szybko pożałuje wydanych pieniędzy.

marketplace
Ocena benchmark.pl
Plusy

świetna oprawa wizualna – zarówno na konsolach poprzedniej jak i nowej generacji; swoboda i otwartość w podejściu do zadań;

Minusy

krótka jak diabli, a dodatkowe misje to tylko słabe wariacje tej pierwszej; mała ilość gadżetów na wyposażeniu Big Bossa; Kiefer Sutherland to nie David Hayter; nieadekwatny stosunek ceny do zawartości

Ech, Ground Zeroes. I cóż ja mam z tobą najlepszego zrobić? Ładny jesteś, no i nawet fajnie się w ciebie gra. Z serią Metal Gear też znam się nie od wczoraj, więc wiesz jak mnie podejść. W dodatku na powrót zabrałeś mnie właśnie w okolice mojego ulubionego okresu w twoim portfolio – w skórze Big Bossa znowu włóczę się po kubańskich okolicach, wsłuchując się w takie hasła jak Zimna Wojna, organizacja Cipher i FOX. Kiedy to jednak ja zaczynam dopiero się rozkręcać, ty strzelasz mi z plaskacza w pysk gdy na ekranie pojawiają się napisy końcowe. Spore niedowierzanie to mało powiedziane, no bo przecież nie minęła nawet godzina. No jak to tak…

Biggu Bossu!

O Metal Gear Solid V: Ground Zeroes pewniakiem można powiedzieć trzy rzeczy. Po pierwsze primo, zawarta w nim opowieść (a w zasadzie opowiastka) kontynuuje wątek podjęty i całkiem zręcznie przedstawiony nam w MGS: Peace Walker. Sporo tu nawiązań, odwołań i kaset magnetofonowych zawierających informacje na temat fabuły produkcji oryginalnie debiutującej na PlayStation Portable, a następnie przerobionej na wydanie HD dla „dużych” konsol. Powraca całe mnóstwo znanych z tamtej gry postaci i wątków, jednak samo Ground Zeroes nigdy ich nie rozszerza, ani też nie rzuca na nie nieco innego światła. Owszem – wyjaśnia i przypomina „jak to było”, ale nie dopowiada nic nowego.

Po drugie, najnowszy Metal Gear Solid bardziej płatne demo niż pełnoprawna gra. I tak, to prawda, ten tytuł da się przejść w 12 minut. Ale można też grać w nią minut 45, 50, a nawet i 6 godzin, jeśli tylko zdecydujemy się na ukończenie pełnego zestawu 4 misji, różniących się wytycznymi i porami dnia, dodatkowo starając się „wymaksować” produkcję na 100 procent. Nie zmienia to jednak faktu, iż zastosowany przez Kojimę zabieg to najzwyklejsze mydlenie oczu, bo żonglując oświetleniem oraz celami takich rzekomo odmiennych zadań naprodukować można i okrągłą setkę, albo i więcej. Ciągle poruszamy się tu bowiem po jednym terenie (Obozie Omega). Sytuacji nie poprawia fakt, iż zebranie pełnego kompletu lokalnych znajdziek odblokowuje nam jeszcze jedną misję. Wtedy jest ich pięć. Istne szaleństwo.

Po trzecie, Ground Zeroes to chyba najbardziej przystępny MGS w historii. I nie chodzi tu tylko o maksymalnie zredukowaną ilość tak charakterystycznych dla poprzednich części niesamowicie długich przerywników filmowych, przegadanych dialogów czy nieskończenie dzwoniącego komunikatora. Hideo wyrzucił również ze swojego magnum opus takie dziwności jak krycie się w kartonach, podrzucanie strażnikom „kolorowych czasopism” w celu odwórcenia ich uwagi czy ratowanie zakładników przy pomocy wystrzeliwujących ich w niebiosa balonów. Nawet poczciwy Snake nie porusza się już w tak staroszkolno-kultowo- sztywny sposób. Takie „unormalnienie” gry kryje w sobie oczywisty potencjał przyciągnięcia całkowicie nowej klienteli. Starsi fani mogą jednak w tym przypadku nieco powzdychać i pokręcić nosem, choćby ze względu na brak dawnych, jakże uroczych głupotek. Sorry Hideo, wszystkim nie dogodzisz – taki mamy klimat.

Maciej PiotrowskiOkiem starego zgREDa Barona
Maciej Piotrowski

Gdy parę lat temu CryTek podsunął koncepcję płatnych wersji demonstracyjnych szybko podchwyconą przez koncern Electronic Arts mało kto wierzył, że ten scenariusz możliwy jest do spełnienia. No bo kto przy zdrowych zmysłach chciałby płacić za demo? A jednak wcześniej podobny zabieg udał się Sony z Gran Turismo 5 Prologue. Odpowiedź jest więc prosta – zagorzali fani to gwarantowana kasa. Trudno więc dziwić się Hideo Kojimie, że postanowił wydać prolog swojej kolejnej, wielkiej gry w postaci pudełka w nieco obniżonej cenie. Być może wiedząc, że postęp prac nie pozwoli na wydanie Phantom Pain w 2014 roku już teraz chciał pochwalić się swoim nowym silnikiem (nim inni pokażą coś co totalnie zgasi efekt WOW). A może chciał połachotać swoich najwierniejszych fanów spragnionych wrażeń i zawiłej fabuły? Kto to wie... Tak czy inaczej – mamy grę, którą bez dwóch zdań można określić jako płatne demo. Co gorsze, wyjątkowo krótkie i dość kosztowne. I choć jego zawartość jest całkiem niezła, to te dwie wady skutecznie psują wizerunek solidnej skradanki z pełną swobodą działania. Tym samym w pełni rozumiem głosy zawiedzonych graczy. Jednak trudno mi przyłączyć się do skrajnie słabych ocen. Ground Zeroes zasługuje na ciut więcej, bo z rozgrywki można czerpać tu sporą przyjemność. Wszystko zależy jednak od naszego oddania tej serii.
Moja ocena: 3,5/5

Skradanka à la Nippon

Czego pewniakiem określić się już nie da, to indywidualny poziom zadowolenia każdej osoby, która Metal Gear Solid V: Ground Zeroes zakupi. Jeśli wasz znak zodiaku to Solidny Wąż i nie przeraża was perspektywa spędzenia od 4 do 6 godzin przy produkcji opierającej się w zasadzie cały czas na tym samym, kręcąc się po jednej okolicy – ten zgrabny prolog do zapowiedzianego na przyszły rok Phantom Pain w pełni was zaspokoi. Jeśli jednak nie czujecie fenomenu Metal Gear Solid... no cóż, w takim wypadku lepiej trzymajcie się z daleka od Ground Zeroes. Ewentualnie możecie też poczekać na naprawdę solidną obniżkę jego aktualnej ceny. Wężowo solidną.

Moja ocena:
Grafika:
dobry
Dźwięk:
zadowalający plus
Grywalność:
słaby plus
Ogólna ocena: 
Sugerowana cena w dniu publikacji testu: ok. 120 zł (PS3/XBOX 360)
marketplace

Komentarze

30
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    I to sa te konsolowe eksluziwy? 120zl za 2h, juz biegne kupic konsole :D
    Zaloguj się
    18
  • avatar
    Określenie demo w tym przypadku jest technicznie nie trafne. Demo to wycinek pełnej wersji a tutaj to co dostajemy nie będzie dostępne w Phantom Pain. Moim zdaniem prawidłowe określenie to przedpremierowe DLC ;)
    Zaloguj się
    14
  • avatar
    Ankieta żałosna.
  • avatar
    Qrna co się dzieje z światem gier :/ ŻENADA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • avatar
    Ground Zeroes to tylko wstęp do właściwej gry, jaką ma być Phantom Pain. Tylko że 120 zeta za taki "wstęp" to za dużo.
  • avatar
    oj tam 120zł,czego sie nie robi z miłości :P mega klimatyczna zresztą jak kazdy MGS
  • avatar
    Jak cena spadnie do około 50zł to na pewno kupię :)
    Zaloguj się
  • avatar
    za jakiś czas kupię i pewnie trochę stanieje ale trzeba czekać na pełnego MGSVPP
    Zaloguj się
  • avatar
    No trzeba mieć tupet żeby za 120 zł wydać coś co można przejść 1,5 h i to w jednej lokacji różniącej się porą dnia.... Ale w sumie to gracze sobie taki los zgotowali kupując jak leci wszystko, gdyby się takie rzeczy nie sprzedawały to by nie wypuszczali tego
  • avatar
    Gra jest super ale powinna kosztować 19-29zł. Największym plusem moim zdaniem jest to że ostro robi smaka na Phantom Pain :)
  • avatar
    Wersję płytową na PS4 za 50zł bym kupił.
  • avatar
    Polyphony z Gran Turismo już odwalał takie cyrki parę lat temu :)

    BTW. nawet dobre recki dostaje to Ground Zeroes