Na topie

Prey – historia ewolucji

Autor:
Jakub Jakubowicz

więcej artykułów ze strefy:
Gry

Indianin, łowca nagród, naukowiec... Prey miał wiele twarzy. W końcu dwadzieścia lat istnienia marki to szmat czasu pełnego większych i mniejszych metamorfoz

  • Prey – historia ewolucji | zdjęcie 1
  • Prey – historia ewolucji | zdjęcie 2
  • Prey – historia ewolucji | zdjęcie 3

94%

Ocena benchmark.pl

 

Plusy

- klimat, klimat i jeszcze raz klimat!,
- mroczna, świetnie prowadzona, niezwykle intrygująca fabuła,
- różne drogi prowadzące do celów kolejnych zadań,
- drzewko umiejętności z nietypowymi zdolnościami obcych,
- abstrakcyjny arsenał broni,
- doskonałe udźwiękowienie,
- niezła polska wersja językowa (dubbing),
- eksplorowanie stacji Talos-1 daje olbrzymią frajdę,
- stosunkowo wysoki poziom trudności...

Minusy

...który niektórych może nadmiernie frustrować i zniechęcać,
- nierówna oprawa graficzna,
- koncepcja neuromodów i rozwoju postaci mogła być potraktowana nieco oryginalnieje).

A A

Prey nie umiera nigdy

Chyba z żadnym innym tytułem nie witaliśmy się i nie żegnaliśmy tak często jak z Prey. Przez dwie dekady z hakiem trochę się tych momentów nazbierało. Dwie dekady... To brzmi tak surrealistycznie. Bo kto mógł przypuszczać w zamierzchłym roku 1995, że będący wtedy w powijakach Prey jako marka doczeka się swojej reanimacji między innymi na konsolach PlayStation 4 i Xbox One? Ba! Nikt wtedy nawet nie marzył o takim sprzęcie.

A w międzyczasie przydarzył się jeszcze Prey z 2006 roku (formalnie to dokończenie projektu z roku 1995, choć oddalające się od pierwowzoru w tempie lat świetlnych), a także Prey 2, który zmarł przedwcześnie, podobnie jak prototyp z lat dziewięćdziesiątych. Wszyscy twórcy mieli swój unikalny pomysł na ten tytuł i modyfikowali pierwotne założenia na różne sposoby, zanim wreszcie ewolucja tej marki doprowadziła nas do finalnego stadium Prey w roku 2017.

Wiek XX, czyli zamierzchła prahistoria

Pamiętacie rok 1995? A Lara Croft nie pamięta! Seksowna pani archeolog urodziła się dopiero ładnych parę miesięcy później. A skoro tej piersiastej legendy w świecie gier jeszcze nie było, to... czy w ogóle coś było? I owszem! Między innymi Prey, który wtedy właśnie kiełkował w umysłach pracujących przy Duke Nukem 3D twórców z 3D Realms.

Choć później gra przechodziła z rąk do rąk, zmieniając studia i samemu ewoluując w kolejne stadia, początkowa koncepcja stała się solidnym fundamentem pod dalszą, pełną nieoczekiwanych zwrotów akcji, budowę. A jaka była ta pierwsza wizja Prey?

W świecie przyszłości (czyli pewnie okolice roku 2000) ludzkość staje się pożywką dla kosmitów, którzy urządzają sobie rajdy na naszą błękitną planetę i uprowadzają ludzi. Główny bohater miał być jednym z takich pechowców, których najeźdźcy z kosmosu siłą zaprosili do siebie w gości. Na szczęście na jego wyposażeniu mieliśmy znaleźć biokombinezon, którego zadaniem było zapewnienie przewagi w starciach z przeciwnikami.

Do tego dochodził jeszcze cały system portali, który miał nas przenosić między komnatami kosmicznych twierdz w sposób wcześniej niespotykany. I w zasadzie tyle wiemy o Prey, który rodził się w 1995 pod okiem panów z 3D Realms. Rodził się, ale nie narodził. W każdym razie nie w takim kształcie.

Prey - zdjęcie z nigdy niedokończonej gry z 1996 roku

Legenda głosi, że to wszystko przez przeklęte portale, które nijak nie chciały działać, mimo że na E3 pod koniec zeszłego wieku chwalono się nimi w najlepsze. Na prezentacji strzelanie do samego siebie za pośrednictwem sieci portali działało bez zarzutu, ale im dalej w teleportacje, tym więcej problemów.

Znowuż inni twierdzą, że kłopoty techniczne z portalami to tylko połowiczna prawda. Znacznie istotniejsza miała być zmiana fabularna, która przerabiała głównego bohatera z typowego jankesa na zagubionego w kosmosie Indianina. Czy rzeczywiście to przepisywanie scenariusza opóźniło premierę Prey o blisko dekadę? Wysoce wątpliwe!

Niezależnie od tego, jakie były decydujące powody całego tego zamieszania, koniec końców Prey trafił w ręce zakontraktowanego z 3D Realms Human Head Studios, które pozwoliło ujrzeć światło dzienne kosmicznej strzelaninie….ale dopiero w roku 2006. Co ciekawe, głównym bohaterem faktycznie został Indianin. Przetrwały też portale. Ale oprócz tego dorzucono całą masę atrakcji, które wykręcały mózgi graczy na lewą stronę.

Indianin kontra obcy

Tommy – prosty mechanik z Wielkich Równin o indiańskim rodowodzie. Nie byłoby nic dziwnego w tej jednozdaniowej biografii, gdyby nie fakt, że chłopak pewnego wieczora zostaje porwany ze swojego ulubionego pubu przez kosmitów. Zresztą, razem z paroma innymi ćmami barowymi, czyli z dziadkiem, który opuszcza ten świat dosłownie i w przenośni, zamieniając się w indiańskiego ducha, oraz z przepiękną barmanką, która aż się prosi, żeby ją uratować.

Już ten zarys fabuły brzmi dosyć dziwacznie... A mechanika gry dotrzymuje mu kroku! Czego tu nie ma? Chodzenie po ścianach i suficie, przeskakiwanie między wymiarami, podróże w zaświaty i z powrotem, korzystanie z biologicznej broni obcych... Działo się, oj działo.

Prey - wersja z 2006 roku

A i statek kosmiczny, na którym toczyła się akcja Prey z 2006 roku, zadziwiał wyglądem. Bardziej przypominał jakieś futurystyczne zamczysko, niż tradycyjnie rozumiany pojazd. Dodając do tego wszystkie szaleńcze strzelaniny z groteskowymi potworami, można skwitować, że Prey okazał się być tytułem prawdziwie oryginalnym.

Nic więc dziwnego, że prędko zabrano się do prac nad drugą częścią serii. Chciałoby się powiedzieć, że od tej pory wszystko już poszło gładko, ale tak naprawdę do momentu, w jakim Prey znalazł się obecnie, była jeszcze bardzo daleka droga.

Na tej planecie to ja jestem prawem

E3 2012. Muzyka country, pęknięta odznaka szeryfa, pozaziemska metropolia. Tak prezentował się zwiastun do Prey 2. Co tu dużo mówić, intrygował! Oto głównym bohaterem, zamiast Indianina, miał być stróż prawa ze środkowych Stanów Ameryki Północnej, który niefortunnym zbiegiem okoliczności musi robić karierę jako łowca nagród na planecie obcych.

Brzmi dobrze? A jakże! Od razu ruszyły analizy udostępnionego filmiku, w których fani wróżyli, że najnowszy Prey połączy elementy strzelaniny i parkourowej zręcznościówki, drudzy marzyli o otwartym świecie i setkach zleceń pobocznych, a jeszcze inni zacierali ręce w oczekiwaniu na cały arsenał kosmicznych gadżetów, z których część została ujawniona na zwiastunie.

Jakkolwiek ciekawie zapowiadał się Prey 2, to z niejasnych przyczyn w pewnym momencie słuch po nim zaginął. Później pojawiły się plotki o zawieszeniu prac, a nawet zaniechaniu całego przedsięwzięcia. Cały ten informacyjny bałagan zakończyła pointa o przekazaniu projektu twórcom z Arkane Studios, którzy podjęli temat na nowo i w ten sposób marka Prey znalazła się na ostatniej prostej. 

Szara strefa stacji Talos

Najpierw Indianin, potem szeryf, sferyczny statek zlepiony z organicznej materii, duchy przodków, planeta pełna kosmicznych szumowin... Marka Prey przez wiele lat ograniczała się do jednego tylko skończonego tytułu, a można było odnieść wrażenie, że to gigantyczna franczyza eksplorująca uniwersum, jakiego jeszcze nie było.

No, akurat z tym uniwersum to trochę prawda, bo świat Prey mimo wszystko pobudzał (i w dalszym ciągu pobudza) wyobraźnię. Pewnie dlatego też nie przepadł w mroku niepamięci, ale wciąż trwa w najlepsze i lada moment zabierze nas w nową wyprawę na opanowaną przez zmiennoszktałtnych obcych stację Talos. 

Tam czeka nas naukowa tajemnica, która zamiast zbawiać ludzkość, niesie jej zagładę. Tam zwiedzimy gigantyczne sale stacji badawczej, która miała być monumentem potężnej korporacji, a staje się jej grobowcem. Tam wreszcie odkryjemy nowe urządzenia, rodzaje broni i wszczepy, które pozwolą nam stawić czoła rasie krwiożerczych tyfonów.

Prey - walka z tyfonami

Tym razem bohaterem nie jest ani Indianin, ani eks-szeryf... Więc kto? Dobre pytanie! W dodatku takie, na które sami będziemy musieli odpowiedzieć podczas wędrówki przez opustoszałe biura, laboratoria i magazyny. Wiadomo, że na naszą postać wołają Morgan Yu (płeć jest zależna od wyboru gracza).

Jak podpowiada brzmienie tego imienia i nazwiska, a także rysy twarzy głównego bohatera (bądź bohaterki), w grę wchodzi rodowód prawdopodobnie dalekowschodni, choć fani wskazują też na naleciałości niemieckie. Reszta biografii jest w dużej mierze okryta mgłą tajemnicy.

Podobna tajemnica dotknęła też przeciwników. Tym razem to nie oczywiste do bólu monstra, które chcą nas rozszarpać, pożreć, owinąć w kokon lub znaleźć dla nas jeszcze dziwaczniejsze zastosowanie. O, nie, teraz to zaledwie cienie. Bezkształtne, ulotne, przyjmujące postać najzwyklejszych przedmiotów.

Prey - Morgan Yu jako kobieta

Również kontekst naszych perypetii został odmieniony. Sferyczny statek kosmitów, który uosabiał sobą całe zło tego wszechświata, został zastąpiony przez latającą stację badawczą. A ona – przeciwnie – reprezentuje sobą najwspanialsze aspiracje ludzkiej rasy.

Oczywistości poleciały więc do śmietnika. Żadnych banałów w stylu złych kosmitów, dobrych ludzi, okrutnych polowań i szlachetnej walki o wolność. Czas wejść do szarej strefy, której obce czarno-białe podziały. 

2017: Odyseja kosmiczna

Reasumując - w 2017 roku Prey szykuje dla nas nie lada odyseję! A i sama marka też przecież przebyła imponującą podróż. Od strzelaniny w stylu Duke Nukem 3D, przez zakręconą historię o Indianinie na orbicie i perypetie łowcy nagród z policyjną przeszłością, aż po mroczny thriller science-fiction. Bo tym właśnie stał się Prey w ponad dwadzieścia lat po swoich narodzinach.

Zupełnie, jak gdyby te dwie dekady były niezbędne, żeby Prey porzucił sztubackie żarty i absurdalne pomysły, a następnie... zwyczajnie wydoroślał. Choć jedno trzeba mu oddać – nawet z wiekiem fantazja w nim nie gaśnie, a teraz może nawet robić z niej bardziej przemyślany użytek. 

W związku z tymi zmianami wielu pewnie zastanawia się, jak dalej potoczy się ewolucja tej marki? Dokąd w kolejnych latach skieruje nas jej trajektoria? Czas pokaże, bo jak uczy nas doświadczenie, nie da się tego w żaden sposób przewidzieć. 

Prey - broń klejowa

Odsłon: 5214 Skomentuj artykuł
Komentarze

6

Udostępnij
  1. Dudi4Fr
    Oceń komentarz:

    0    

    Opublikowano: 2017-05-05 10:06

    Kiedy opublikujecie testy wydajności na PC? Prey 2017 strasznie mnie kreci, ale boje się akcji jak z Dishonored 2 gdzie nawet 1080 miała problemy w FullHD.

    Skomentuj

    1. Marcin Jaskólski
      Oceń komentarz:

      1    

      Opublikowano: 2017-05-05 12:33

      Poniedziałek

      Skomentuj

      1. Dudi4Fr
        Oceń komentarz:

        0    

        Opublikowano: 2017-05-05 13:30

        No to nie będzie weekendu z Prey :(

        Skomentuj

  2. Radical
    Oceń komentarz:

    -2    

    Opublikowano: 2017-05-05 10:53

    Prey z 2006 zebrał dość mieszane rezenzje, mnie zresztą wtedy tez nie podszedł i pograłem może z 2 godziny więc fascynuje mnie nakręcaniu hajpu na tą markę - czy to wogóle można nazwać marką skoro była tylko jedna gra?

    Skomentuj

    1. tocorro
      Oceń komentarz:

      0    

      Opublikowano: 2017-05-05 21:00

      Z poprzednim Prey to ma wspólny w zasadzie tylko tytuł. Myśl raczej o nowym Prey jako coś w stylu System Shock. Jeśli lubisz takie klimaty to może się podobać.

      Skomentuj

  3. hideo
    Oceń komentarz:

    0    

    Opublikowano: 2017-05-05 20:48

    skończyłem demo na ps4 i faktycznie gra jest znakomita i ten klimat! ogólnie Arkane już w Dishonored pokazało że robią świetne gry i planuję zakup Prey

    Skomentuj

Dodaj komentarz

Przy komentowaniu prosimy o przestrzeganie netykiety i regulaminu.

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany!