• benchmark.pl
  • Gry
  • Tom Clancy’s The Division – drużynowa wyprawa w serce epidemii
Gry

To nie jest kraina dla samotnych ludzi

opublikowano przez Michał Grązka w dniu 2016-03-29

Samotny spacer w niebezpiecznym świecie

Po tylu zapowiedziach Ubisoftu przedstawiających Tom Clancy’s The Division jako MMO nie będę ukrywał, że czułem się lekko rozczarowany faktem, że tak dużo czasu muszę spędzić na rozgrywce w pojedynkę. Gra nie daje bowiem ani zbyt wielu powodów ani okazji do wspólnej zabawy. Dzieje się tak między innymi dlatego, że przeciwnicy dopasowują swoją siłę do mocniejszego gracza, przez co tylko on ma szanse na nawiązanie sensownej walki. 

The Division - niezły system osłon

Pomocny w grze wieloosobowej jest fakt, że ciągle spotyka się graczy na różnych poziomach, a wewnętrzny system ułatwia ich wyszukiwanie, dzięki czemu można łatwo dobrać agentów na podobnym poziomie do wspólnych starć. Mimo to, gracze raczej pędzą samotnie do przodu w pogoni za punktami doświadczenia, nie tracąc czasu na odnajdywanie kompanów. Tym bardziej, że jeśli nasz towarzysz opuści misję, przeciwnicy będą w dalszym ciągu dobrani w sile odpowiedniej dla pełnego składu. 

W wyniku tego typu rozwiązań, gracze rzeczywiście spotykają się gdzieś na Manhattanie, jednak najczęściej dopiero wtedy, kiedy oboje osiągną maksymalny, 30 poziom rozwoju bohatera.

The Division - w oczekiwaniu na akcje

Po tym, jak lekko zirytowany odrzuciłem wizję przechodzenia całej gry w grupie, odkryłem jednak, że jest tu sporo do roboty także w trybie solo. Samotne przejście wszystkich misji fabularnych, pobocznych, a także zebranie większości „znajdziek” zajęło mi około 35 godzin. To całkiem dobry wynik, biorąc pod uwagę długość przeciętnej strzelanki. 

The Division - poziom maksymalny wbity

Mankamentem bycia samotnikiem w The Division jest jednak fakt, że zdecydowana większość gry opiera się tylko i wyłącznie na strzelaniu do przeciwników. Wrogowie są armią klonów, wśród których wyróżniamy jedynie kilka typów, a także jednostki specjalne, posiadające dosłownie kilka zdolności, z którymi musimy radzić sobie konkretnymi metodami. Wyjątkiem są nieliczne misje, gdzie naszym celem jest znalezienie ukrytego obiektu lub przejście do kolejnej lokacji, co wiąże się z odnalezieniem otwartego okna czy schodów przeciwpożarowych.

The Division - liny to szybki system transportu

W oparciu rozgrywki o jeden schemat nie byłoby nic dziwnego – w końcu tak wygląda większość strzelanek. Wspomnę tu jednak moją ulubioną grę tego gatunku – Spec Ops: The Line. Tam również przez 95% gry wykonywałem te same czynności, jednak byłem niezwykle wciągnięty zarówno w samą rozgrywkę, jak i w fabułę. 

The Division - widok głównej bazy

Inaczej czułem się podczas przechodzenia The Division. Tu cała intryga sprawia wrażenie pisanej na kolanie. Niemal od początku znamy głównego sprawcę światowego zamętu, ale w zasadzie niewiele nas to obchodzi. 

Scenarzyści w ogóle nie zachęcili mnie do odkrywania historii, przez co moją główną motywacją do gry był powoli napełniający się pasek doświadczenia. Wskutek tego, pełni satysfakcji można doszukiwać się dopiero przy przejściu do wieloosobowych regionów miasta, gdzie rozgrywka może być dużo bardziej nieprzewidywalna.

The Division - misja wykonana w kooperacji

To piękne, zniszczone miasto

Elementy, które naprawdę dobrze budują klimat to po pierwsze świetnie skonstruowana architektura spustoszonego Manhattanu, a po drugie rozmaite „wspomnienia chaosu”, które odnajdujemy w każdej z dzielnic. 

Odsłuchiwane rozmowy telefoniczne mieszkańców potrafią wzruszyć. Każde z nich jest bowiem trwającą od kilkunastu do kilkudziesięciu sekund scenką, która stanowi wycinek historii ludzi, zaskoczonych nadejściem kataklizmu. Do tego jeszcze świetnie buduje klimat. Z tym większym zaciekawieniem poświęciłem kilka godzin na zebranie kompletu nagrań i ech dawnych zdarzeń.

The Division - echo w czasie jednej z misji

Atmosferę tworzy również całkiem niezła oprawa graficzna. Poza licznymi szczegółami, latającymi po ulicach śmieciami i ogólnym obrazem zniszczenia, na uwagę zasługują zmienne warunki pogodowe. 

W The Division słoneczny dzień potrafi szybko zmienić się w prawdziwą śnieżycę, podczas której ciężko zobaczyć gdzie idzie nasza postać, a co dopiero namierzyć przeciwnika. Szkoda tylko, że wrogom w niczym to nie przeszkadza. Przez mgłę, śnieg i zawieruchę strzelają do nas tak celnie, jak gdyby korzystali z gogli termowizyjnych.

The Division - niezły efekt śnieżycy

Aspekt wizualny jest też czymś, co teoretycznie wyróżnia naszą postać z tłumu. Przy tworzeniu bohatera mamy pewien wybór odnośnie jego wyglądu, jednak generator jest tu na tyle ubogi, że bardzo szybko spotkamy innych graczy, wcielających się w bliźniaczego awatara. 

W pewien sposób sytuacje ratują tu wspomniane już wcześniej elementy ubioru oraz kamuflaże broni. Czapki, kurtki, szaliki , buty – wojskowe bądź cywilne, jest tu tego mnóstwo. I choć ten aspekt nie wnosi absolutnie nic do rozgrywki, ja osobiście czerpałem sporo przyjemności z powiedzenia wirtualnemu przeciwnikowi tekstu w stylu: „ha, zabił cię facet w zielonej czapce z pomponem, biegający po śniegu w samym podkoszulku, głupio ci?”.

The Division - różne typy ubrań

Koniec jest dopiero początkiem

Gdy wreszcie osiągniemy maksymalny poziom doświadczenia, dowiemy się, że uruchomiliśmy tryb „Gra końcowa”. Dla wielu będzie to moment powolnego rozstawania się z The Division, dla innych – początek całkiem nowej przygody. To właśnie w tym momencie otwiera się przed nami aspekt MMO. 

Wcześniej nie ma większego sensu wchodzenie do kilku dzielnic, składających się na Strefę Mroku. Zginiemy w niej bardzo szybko - jeśli nie z rąk przeciwników nierzadko silniejszych od nas samych, to za sprawą agentów, którzy zdecydowali się na zabijanie innych graczy.

The Division - metro w strefie mroku

Gdy jednak będziemy już w stanie przemierzać najtrudniejsze rejony, odkryjemy że jest to najlepsze miejsce, aby zebrać świetne przedmioty i dodatkową walutę. Za tę ostatnią będziemy mogli kupić schematy tworzenia topowego wyposażenia, do samodzielnego złożenia we własnej bazie.

The Division - unikalne wyposażenie

The Division - wizualizacja broni

Na graczy z maksymalnym poziomem doświadczenia, podobnie jak w Destiny, czekają też wyzwania codzienne będące w istocie kilkoma znanymi już misjami z podniesionym poziomem trudności. Oznacza to oczywiście lepszy łup i nieco więcej specjalnej waluty. Szkoda tylko, że po ich ukończeniu coraz częściej odnosi się wrażenie, że nie pozostało nam w grze nic do robienia. 

The Division - misja zdobywanie zaopatrzenia

Włóczenie się po Strefie Mroku szybko może się znudzić, zwłaszcza jeśli nie mamy solidnej drużyny, która zechce polować na potężnych przeciwników lub innych graczy. Także pokonywanie w kółko tych samych misji jest coraz mniej satysfakcjonujące i ma na celu jedynie zdobywanie coraz lepszego sprzętu.

The Division - kolejka graczy

"Premierowe" kolejki do aktywacji agenta wynikały z drobnego błędu gry

Nieco zawiodło mnie też rozwiązanie trybu rywalizacji między graczami. Zasada działania jest tu bowiem prosta – jeśli zaatakujemy inną postać, wraz ze swoją grupą stajemy się buntownikami. Zależnie od wyrządzonych szkód, otrzymujemy na określoną liczbę sekund status renegata, a gdy przekroczymy pewien pułap – zaczyna się powszechne polowanie na buntowników. Miejsce w którym się znajdujemy jest w tym czasie zaznaczone na mapie, a za nasze „głowy” wyznaczona zostaje pokaźna nagroda. 

The Division - unikalna czapka

Brzmi to atrakcyjnie, prawda? Jednak w praktyce większość osób zwyczajnie boi się przechodzenia na „złą stronę”, co w wypadku śmierci wiąże się z możliwą utratą łupu, części zebranych pieniędzy i doświadczenia. Skutek tego taki, że teoretycznie niebezpieczną Strefę Mroku można przemierzyć w miarę spokojnie, nie licząc spotykania komputerowych przeciwników. 

Brakuje tu odmiennych wariantów walki, takich jak choćby w trybie online GTA V, które ustaliłby jasne zasady bitew, pozwalając na zmierzenie się z innymi graczami bez widma dotkliwej kary.

The Division - walka na dachu budynku

Quo Vadis, Tom Clancy’s The Division?

Tom Clancy’s The Division jest produktem rozwojowym. Już teraz zaplanowanych jest kilka kolejnych aktualizacji, które będą ukazywać się co parę miesięcy. Obecnie na mapie świata widać niedostępne jeszcze aktywności w trybie Najazd. 

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że kolejne darmowe i płatne dodatki (te już zapowiedziane i te jeszcze nie) będą każdorazowo wprowadzały rozbudowane elementy, zmieniające rozgrywkę na tyle, żeby nie opierała się ona stale na jednym schemacie.

Zasadniczo, przyszłość gry jest w rękach producenta i społeczności. Jednak ta druga nie zagrzeje miejsca zbyt długo, jeśli znudzi się wszystkimi dostępnymi trybami. Ubisoft musi więc szybko działać i stale dodawać grze świeżości, oferując rozmaite dodatki. Inaczej gra może podzielić los Destiny, przy której trwają już tylko fani rozgrywek PvP. 

The Division - eksploracja

The Division - misja rosyjski konsulat

Nie mogę powiedzieć, żebym w The Division bawił się źle. Co to to nie. Zdobywanie nowych elementów wyposażenia i zdolności sprawiło, że przez dobre dwa tygodnie ochoczo penetrowałem liczne zakamarki Manhattanu. Każdorazowo czułem jednak, że to nie społeczność graczy, ani interesująca fabuła pchały mnie do dalszej zabawy, a jedynie podnoszenie statystyk mojej postaci i broni. 

The Division - statystyki broni

Mimo to, nie wiem nawet kiedy upłynęły mi kolejne godziny w roli agenta. Owszem, po pewnym czasie zabawa staje się tylko pogonią za coraz lepszym wyposażeniem, jednak w dalszym ciągu, gdy ktoś z grupy znajomych zaprosi mnie do wspólnej gry, z ogromną chęcią zakładam plecak agenta Dywizji i ruszam do akcji.

The Division - neutralizacja wieżyczek

Ocena końcowa:

  • świetnie przedstawiony opustoszały Manhattan
  • stosunkowo dużo zabawy w trybie dla pojedynczego gracza
  • nieźle zaprojektowane elementy RPG
  • klimat budowany przez liczne drobne szczegóły
  • miejscami genialnie wyglądające lokacje
  • niezła oprawa audiowizualna
  • planowane dodatki mogą uatrakcyjnić rozgrywkę
     
  • bardzo małe zróżnicowanie rozgrywki
  • ciężko grać razem z osobowami na innym poziomie
  • jak na razie niewiele wspólnych aktywności dla grupy graczy
  • mało porywająca i dość przewidywalna historia
     
  • Grafika:
    dobry
  • Dźwięk:
     dobry
  • Grywalność:
    dobry plus

90%

Dobry Produkt

Maciej PiotrowskiOkiem starego zgREDa Barona
Maciej Piotrowski


Zmęczony brakiem nowych wyzwań w Destiny chciałem bardzo by The Division okazał się hitem. By znów z ekipą móc poszaleć strzelając do hord przeróżnych przeciwników. Zresztą nowa marka Ubisoftu jawiła mi znacznie ambitniej. Wszak wszyscy pamiętamy co pokazano na pierwszym zwiastunie. I muszę przyznać, że pierwsze beta testy przyniosły mi lekką ulgę. Miałem co prawda pewne uwagi, ale grało mi się nader przyjemnie. Wątpliwości zasiała druga, tym razem otwarta beta. Zagrałem by zobaczyć nową misje i.już do zabawy nie wróciłem. Nie miałem tam już nic do roboty. Teraz gdy na liczniku finalnej już wersji mam ponad 40 godzin to uczucie powróciło. Bo choć samo strzelanie jest tu naprawdę przyjemne to pogoń za coraz lepszymi przedmiotami bez jakiegokolwiek wsparcia fabularnego powoli zaczyna mnie nużyć. Już pomijam fakt, że pojedyncze misje poboczne są tu lepiej skonstruowane i bardziej emocjonujące niż te z wątku fabularnego. O znajdźkach typu nagrania (ze świetnym wykorzystaniem głośniczka w DualShock 4) czy widowiskowe echa przeszłych zdarzeń nawet nie wspomnę, bo to pod względem klimatu klasa sama w sobie. Aż dziw, że mając tak mocne podwaliny pod ciekawą historię twórcy gry zaproponowali nam tak nijaką kampanie fabularną.

Co gorsze, wydaje mi się, że nie wykorzystali też całego potencjału stref Dark Zone. Raz, że cała aktywność sprowadza się tam teraz do poszukiwania bossów i skrzynek z lepszym łupem, a dwa, że bawienie się w PvP i renegatów po prostu nie popłaca (nadal spore kary). Co innego polowanie na "zbuntowanych" agentów. Szkoda tylko, że Ubisoft nie przewidział pomysłowości graczy. Niektórzy znaleźli bowiem inny sposób na szybkie podnoszenie rangi w Dark Zone. Po prostu wchodzą nam "pod ogień" podczas potyczek z NPC. Wystarczy kilka niezamierzonych strzałów i już mamy łatkę renegata, a wraz z nami cała drużyna. A jednak pomimo tych i jeszcze szeregu innych wad The Division może się podobać. Szczególnie, gdy podczas gry dostrzegamy mnóstwo świetnych detali - a to w czasie wychodzenia z kryjówki naszego kompana spadnie na ziemie świąteczny wieniec zawieszony na drzwiach, a to znowu w czasie walki uciekający boss potknie się o kanister z benzyną i pełzając próbuje ugasić płonie wywołane naszym pociskiem. O dziwo, oprawa graficzna też miewa tu swoje momenty - potrafi zaskoczyć wprost pięknymi lokacjami i świetnymi efektami pogodowymi, by chwile później zniszczyć ten cudny efekt jakąś porażająco słabo wykonaną lokacją. Ten ostatni przykład chyba najlepiej obrazuje problem tej gry. Tom Clancy's The Division cały czas manewruje bowiem pomiędzy skrajnościami. Wszystko da się jej jednak wybaczyć o ile tylko zapewni więcej lepszego i ciekawszego strzelania. Ciekawe czy Ubisoftowi uda się utrzymać zainteresowanie graczy kolejnymi dodatkami. Chciałbym żeby tak się stało, choć pamiętając zamieszanie wokół kolejnych DLC do Destiny mam spore obawy. Moja ocena: 3,9/5

marketplace

Komentarze

15
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Dobra gra pomimo hejtu na Ubi.
    Ogrywam już czas jakiś na PS4 i giera daje rade :)
    Grafika na bardzo przyzwoitym poziomie, na dobrym Pc pewnie jeszcze lepsza.
    Grywalność stoi na zaskakująco wysokim poziomie.
    No i klimat. Tak to jedna z niewielu geir ostatnimi czasy ze swoim klimatem.
    Polecam :)
  • avatar
    Gra jest ok z + ale po 40h nudnawo sie robi
    Zaloguj się
  • avatar
    Fabularnie hmmm szybko trzaska sie misje i faktycznie fabula nie miażdży. Gra dla typowych farmerów którzy lubią gonic za sprzetem i bawić się w typowy grind.
    Wymagana do zabawy jest niestety ekipa bo solo szybciej moze sie znudzic.
    Jak dla mnie jedna z lepszych gier od UBI w ostatnim czasie.
  • avatar
    Art sponsorowany?
  • avatar
    Moja dziewczyna gram po raz pierwszy w tego RPG-a ze mną i nie chce odejść od laptopa!
    Zaloguj się
    -3
  • avatar
    Ile strzalów w glowe trzeba oddac zeby zabic przeciwnika ?
    Zaloguj się
  • avatar
    Mógłby ktoś napisać co oznacza w kontekście tej gry stwierdzenie "endgaming"? Czytałem już kilka recenzji, które "podnosiły" ten temat, ale w żadnej nie było jasno wytłumaczone co to właściwie jest. Ja jestem totalnie zielony w tym temacie, a jednak coraz poważniej zastanawiam się nad kupnem :-)

    Czy chodzi o to, że na rozgrywkę sieciową większość graczy decyduje się dopiero po dobiciu do 30 levela na grze single player?

    Z góry dzięki.

    Zaloguj się
  • avatar
    Dość powiedzieć, że niejeden gracz po obejrzeniu dynamicznej wymiany w ogarniętym zarazą Nowym Jorku musiał skoczyć po ścierkę. Do wytarcia śliny oczywiście. ( ͡° ͜ʖ ͡°)