Valiant Hearts: The Great War – drugie, bardziej prawdziwe oblicze wojny Gry

Valiant Hearts: The Great War – drugie, bardziej prawdziwe oblicze wojny

opublikowano przez Maciej Piotrowski w dniu 2014-07-19

Gdy pierwszy raz usłyszałem o tej produkcji przeczuwałem, że może to być gra wyjątkowa. Teraz, po jej ukończeniu mogę stwierdzić, że niewiele się pomyliłem.

marketplace
Ocena benchmark.pl
Plusy

świetnie opowiedziana, chwytająca za serce historia, 4 wyrazistych bohaterów, prosta, ale bardzo użyteczna encyklopedia, doskonała ścieżka dźwiękowa idealnie wpasowująca się w rozgrywkę, cudowna oprawa graficzna, ciekawe zagadki logiczne…

Minusy

…..no może z małymi wyjątkami

Ileż to już razy wcielaliśmy się w wojaków robiących zadymę na polu walki podczas różnych wojen, tych historycznych i tych powstałych w bujnej wyobraźni twórców danej produkcji. Weźmy choćby ostatnio wydanego Wolfensteina – niezła gierka próbująca pokazać nam jak mogłyby potoczyć się losy II Wojny Światowej, gdyby tylko hitlerowcy dysponowali tak zaawansowaną technologią (bo na ilość tęgich głów pełnych posr…. kretyńskich pomysłów raczej nie mieli co narzekać). I chociaż pojawia się tam epizod z więźniami i dokonywanymi na nich eksperymentami medycznymi raczej nie zrobiło to na kimkolwiek większego wrażenia. No bo przecież wojna jest okrutna. Gdy jednak ofiary przestają być bezimienne, a ich losy stają się esencją opowiadanej historii stwierdzenie to przestaje być tylko prostym zlepkiem słów nabierając całkowicie nowego wymiaru. I tego właśnie możecie doświadczy w Valiant Hearts.

Valiant Hearts: The Great War bitwa

Trudny temat

Takim wstępem zapewne nieco za bardzo rozdmuchałem Wasze wyobrażenie o najnowszej produkcji spod znaku Ubisoftu. Wyjaśnijmy więc sobie jedno - jeśli oczekujecie jakichś rewolucji bądź też wyjątkowo oryginalnej rozgrywki to tutaj tego nie znajdziecie. Valiant Hearts to tak naprawdę prosta przygodówka, w której zabawa polega na rozwiązywaniu kolejnych zagadek logiczno-zręcznościowych. Schemat rozgrywki przypomina nieco dawny hit Another World – idziemy stale do przodu (raz w prawo, raz w lewo), a po drodze pokonujemy stawiane przed nami wyzwania. A to przedzieramy się przez zasieki, a to próbujemy znaleźć sposób na wysadzenie maszyny produkującej gaz bojowy, a to znowu przekradamy się od krzaczka do krzaczka unikając szukających nas wrogów by chwilę później zasiąść za sterami pierwszego w świecie czołgu Mark I szturmując linie wroga w bitwie nad Sommą. Słowem - nic szczególnie wybitnego. Tak naprawdę nie o to tu zresztą chodzi.

Valiant Hearts: The Great War ogłoszenie prasowe

Siła Valiant Hearts tkwi w jej bohaterach, zwykłych szarych ludziach, który dotyka wojenna zawierucha, rozdzielając ich z rodzinami i rzucając raz na jedną, raz na drugą stronę frontu. Mamy tu więc Emile’a, starszawego francuskiego farmera, który najpierw musi pożegnać wydalonego z Francji po wypowiedzeniu wojny zięcia – Karla, a później samemu opuścić gospodarstwo i córkę odpowiadając na wezwanie do wojska. Później do tej dwójki mężczyzn dołączają jeszcze pies Walt, amerykański wojak Freddie i belgijska sanitariusza – Anna. Każda z tych postaci ma inną historię do opowiedzenia. No może poza psem. Najlepsze jest jednak obserwowanie jak te wszystkie opowieści zmyślnie się ze sobą splatają tworząc jedną spójną całość. Dzięki zaś filmowemu sposobowi narracji tak trudny temat jak próba ukazania wojny oczami zwykłych ludzi potrafi zmusić do refleksji i wywołać naprawdę niezłe emocje.

Valiant Hearts: The Great War podpowiedź

Komiksowy urok bezdusznej wojny

Ten osobliwy spektakl nie byłby jednak możliwy bez świetnej, rysowanej oprawy graficznej. Pamiętacie jeszcze naszą recenzję Child of Light? Zarówno Marcina jak i mnie urzekła wówczas piękna, dwuwymiarowa grafika z cudownie powiewającymi na wietrze włosami głównej bohaterki. To zasługa silnika UbiArt Framework, którego wcześniej mogliśmy podziwiać także w Rayman Legends. Patrząc jednak na to co z jego pomocą udało się wykreować twórcom Valiant Hearts trzeba stwierdzić, że potencjał tego kawałka kodu jest ogromny. Zresztą sami zobaczcie ten tytuł prezentuje się w ruchu.

Mimo, że nasi bohaterowie nie wypowiadają w grze więcej niż parę słów doskonałym uzupełnieniem oglądanych na ekranie wydarzeń jest dźwięk, a ściślej głos narratora i wprost rewelacyjna ścieżka muzyczna. Szczerze powiem, że to właśnie te elementy, zaraz obok oprawy graficznej i emocji pozwoliły mi przymknąć oko na prostotę rozgrywki, niezbyt wyszukane zagadki i irytujące minigierki. I choć te ostatnie ograniczono właściwie do jednej postaci – Anny, która w ten sposób niesie pomoc rannym to i tak było to dla mnie za dużo. Miejscami powtarzanie kombinacji klawiszy pojawiającej się na symbolicznym bandażu doprowadzało mnie do szewskiej pasji i rzucania mięsem na prawo i lewo. Sam nie wiem dlaczego wówczas nie odpuściłem i zagryzając zęby w końcu grę ukończyłem. A nie… jednak wiem.

Zagrać? Obowiązkowo

Niewielki, dystrybuowany cyfrowo Valiant Hearts to bardzo nietypowa produkcja. Ani się człowiek obejrzy jak ta prosta przygodówka wciąga go niczym bagno skupiając uwagę na czymś o wiele bardziej bardziej istotnym niż gra. Jej przesłanie jest bardzo czytelne – w wojnie nie ma wygranych i przegranych, jest tylko cierpienie i rany, których nic nie potrafi zagoić.

Valiant Hearts: The Great War rozgrywka
Wbudowana encyklopedia przynosi szereg ciekawostek z I Wojny Światowej. Dla podniesienia klimatu warto czytać wszelkie informacje

W dobie zalewania nas tandetą i w kółko powtarzającymi się seriami wydanie takiego tytułu jest naprawdę godne pochwały. A już szczególnie osadzenie go w czasie I Wojny Światowej, o której, nie oszukujmy się, mało kto jeszcze pamięta. W tym roku mija równo sto lat jej wybuchu. Wyjątkowo krwawe wydarzenia, które później rozegrały się na tamtejszych frontach jakoś wcześniej nie doczekały choćby drobnej wspominki w jakiejkolwiek grze. Tym bardziej cieszy tak wdzięczna i przepełniona szacunkiem do tamtych wydarzeń produkcja jak Valiant Hearts. Nie rzuca ona krwią na prawo i lewo, a po mistrzowsku pokazuje bezlitosny i okrutny wymiar wojny. Bohaterowie tej opowieści nie wypowiadają w całości niemal ani jednego zdania, a jednak udaje im się opowiedzieć tak niezwykle poruszającą historię. I właśnie dlatego warto usiąść do Valiant Hearts, zagrać i przeżyć samemu tę niezwykłą przygodę.

  Podsumowanie 
  plusy: 
• świetnie opowiedziana, chwytająca za serce historia
• 4 wyrazistych bohaterów
• prosta, ale bardzo użyteczna encyklopedia
• doskonała ścieżka dźwiękowa idealnie wpasowująca się w rozgrywkę
• cudowna oprawa graficzna
• ciekawe zagadki logiczne….
  minusy: 
• …..no może z małymi wyjątkami;

 

Moja ocena:
Grafika:
dobry
Dźwięk:
super
Grywalność:
dobry plus
Ogólna ocena: 
Sugerowana cena w dniu publikacji testu: ok. 55 zł (PC)
 
marketplace

Komentarze

9
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    "w wojnie nie ma wygranych..."

    Grafika, dźwięk, emocje - dojrzałe podejście do tematu na tle obecnej mody.
  • avatar
    Zakupiłem grę w minioną sobotę i... Czekała mnie bezsenna noc z konsolą. Gra wciągnęła mnie niesamowicie, każdy fakt historyczny czytałem ze skupieniem, a grę chciałem przejść od początku do końca na raz - nie pozwalała się oderwać, zapomnieć, przerwać tej niezwykłej podróży :)

    Polecam każdemu! :)
  • avatar
    Grałem w tą grę i powiem wam jedno Niesamowita jest :) Polecam każdemu :)
  • avatar
    Skoro tak chwalicie to idę na zakupy do STEAMa.
  • avatar
    Zgadzam się z przedmówcami :) Bardzo dobra produkcja. Warta swojej ceny! :) Polecam!
  • avatar
    Shut up and take my money!
    Zagram.
  • avatar
    Mi też się spodobała polecam;)
  • avatar
    Ciekawe jak wygląda sprzedaż takich produkcji w porównaniu do "hitów" typu Watch Dogs?
    Zazwyczaj mam bardzo cebulowe podejście do kupowania gier."Ściągnę z torrentów a jak będzie w porządku poczekam aż będzie w promocji za 30zł". Ale są takie produkcje jak właśnie ta (czy ostatnio Transistor) że po 10 min gry od razu kupuję oryginał ile by nie kosztował. O dziwo gry AAA które są hitami sprzedaży bardzo rzadko robią na mnie takie wrażenie. Ba, większość po 30min ląduje w koszu. Więc naprawdę wszelki chłam sprzedaje się aż tak dobrze że nie warto tworzyć dobrych gier?
  • avatar
    Jeden z niewielu wątków, gdzie panuje jednomyślna zgodność w komentarzach :)
    Jest nadzieja :)