Na topie

O co w tym WhatsApp chodzi?

Autor:
Jakub Kralka

więcej artykułów ze strefy:
Aplikacje mobilne

Jak działa WhatsApp i na czym polega jego fenomen? Porównanie z Messenger, Hangouts, Skype i SMS. Komu w Polsce mógłby przydać się WhatsApp?

  • O co w tym WhatsApp chodzi? | zdjęcie 1
  • O co w tym WhatsApp chodzi? | zdjęcie 2
Ocena redakcji

5

super

 

A A

Giganci świata wielkich technologii mają ten komfort, że swój wielki serwis społecznościowy lub wyszukiwarkę już wymyślili. Od tego czasu głównie kupują, a co ciekawsze transakcje (np. YouTube trafiający do Google) odbijają się szerszym echem w tradycyjnych mediach. Kiedy Mark Zuckerberg prawie dwa lata temu sprawił sobie za okrągły miliard dolarów Instagrama, media na całym świecie grzmiały, mając na uwadzę skalę tego wydarzenia, jak również pojawiające się w komunikatach prasowych kwoty. Obecnie media nie mają już siły zadziwiać się nad skalą zakupów Facebooka. Za WhatsApp zapłacili 19 miliardów dolarów, a wielu Polaków nie wie nawet czym jest ta internetowa aplikacja.

Przemysław Gerschmann z Equity Magazine pisał wczoraj wieczorem na swoim Facebooku o niewyobrażalnej skali tego przedsięwzięcia. Za 19 miliardów dolarów można kupić dwóch gigantycznych polskich gigantów - PZU i KGHM. Za zaledwie połowę tej kwoty, jak podawał analityk, można sobie pozwolić na zakup TVN, Lotosu, Cyfrowego Polsatu i jeszce - do kompletu - Alior Banku. To więcej niż wynosi PKB wielu państw Afryki i Ameryki Środkowej, ale i choćby Gruzji czy Bośni i Hercegowiny. To mniej więcej 1/3 tak popularnych ostatnio w mediach wieloletnich oszczędności Polaków, które z ZUSu zostały wytransferowane do OFE. I to wszystko Mark Zuckerberg lekką ręką wydał na aplikację komórkową, krajana Pou i Angry Birds.

Nawet dziennikarze technologiczni z całego świata kwestionowali przytomność szefa Facebooka w trakcie dokonywania tej transakcji. Z drugiej strony, gwoli sprawiedliwości należy nadmienić, że nie było w historii drugiego tak szybko zyskującego użytkowników projektu technologicznego. WhatsApp o całe lata świetlne wyprzedził tempo rozwoju Twittera, Skype'a czy samego Facebooka, w ciągu pierwszych czterech lat zdobywając 420 milionów użytkowników. I ta liczba każdego dnia wciąż rośnie! Ekonomiści wyliczyli więc, że średnio jedno konto użytkownika wyceniono w granicach 30-40 dolarów, co jest wyceną... dość standardową przy tego typu przejęciach. Kwota 19 miliardów nie wydaje się więc aż tak abstrakcyjna, jeśli uwzględnimi liczbę WhatsAppowiczów.

WhatsApp wzrost popularności

Niektórzy próbują bagatelizować cenę tej transakcji, wskazując, że tylko 4 miliardy zostały wypłacone w gotówce, a pozostała kwota - w akcjach Facebooka. Analizując poczynania najbardziej popularnego serwisu społecznościowego świata na giełdzie, tak naprawdę należy jednak przyjąć, że w praktyce oferta Zuckerberga może okazać się jeszcze hojniejsza.

Czy ten zakup może okazać się dla Facebooka opłacalny? Czemu Zuckerberg przestraszył się rosnącego potencjału WhatsApp. Jaka wspólna przyszłość czeka aplikację i serwis? O tym wszystkim w podsumowaniu artykułu. Najpierw jednak wyjaśnię jak WhatsApp działa i czy aby na pewno jest lepszy od konkurentów.

Jak działa WhatsApp?

WhatsApp to mobilny komunikator internetowy. Jego wielkim atutem jest dostępność na niemal wszystkich rodzajach przenośnych systemów - nie tylko faworyzowanych przez twórców Androidzie i iOS, ale też coraz śmielej poczynającym sobie Windows Phone, systemie BlackBerry, Symbianie, a nawet Nokiach z linii S40 wyposażonych w Nokia OS. Innymi słowy - dosć trudno dziś o telefon, smartfon lub tablet, który nie byłby w stanie obsługiwać WhatsApp.

Ciekawym rozwiązaniem jest to, że swego rodzaju loginem i identyfikatorem naszego konta staje się numer telefonu komórkowego. Grupa "kontaktów" w bazie aplikacji nie musi być połączona z kontem w żadnym z serwisów społecznościowych, usług pocztowych, etc. - tworzy się na podstawie numeru telefonu. Bardzo sympatycznym pomysłem jest również możliwość "przypięcia" wybranych rozmówców w formie ikony na pulpicie, jak gdyby byli aplikacją. Sam WhatsApp oferuje mniej więcej to samo co popularne komunikatory społecznościowe z Facebook Messenger czy Google Hangouts na czele, różnice są naprawdę minimalne.

WhatsApp

Jestem natomiast świadomy dwóch kwestii. Istnieje w społeczeństwie grono osób, które nie jest przekonane do serwisu Zuckerberga, ale i Google, w szczególności w materii ochrony danych osobowych, ochrony prywatności i udostępniania newralgicznych danych reklamodawcom. WhatsApp przynajmniej do niedawna wydawało się niezależnym bastionem, pozbawionym "bezdusznego, korporacyjnego ducha", który na dodatek nie wymagał posiadania konta w popularnym, ale budzącym czasem kontrowersje społecznościowym portalu.

Druga kwestia, którą podnieśli użytkownicy WhatsApp w Polsce to awaryjność Messengera. Wielu użytkowników bardzo chwali sobie komunikator Facebooka, ale jest też grono osób zdecydowanie bardziej pechowych w procesie jego funkcjonowania - narzekających na notoryczne problemy z wysyłaniem wiadomości lub informowaniem o nowych, przychodzących. Zdaniem zwolenników WhatsApp, w tym wypadku aplikacja jest o wiele bardziej dopracowana, a nawet niezawodna. Jeżeli tylko mamy połączenie z internetem - program dostarczy wiadomość niemal równie niezawodnie co SMS. Jego atutem jest również mniejszy pobór danych niż w przypadku konkurencyjnych komunikatorów.

Na czym polega fenomen WhatsApp?

Ta i kolejna podstrona niniejszego artykułu jasno pokazuje, że WhatsApp nie jest w żaden sposób rozwiązaniem spektakularnym od strony technologicznej. Fenomenu aplikacji należałoby się doszukiwać raczej... na gruncie socjologicznym. Jeżeli, szanowny Czytelniku, znajdujesz się w grupie wiekowej 25-40 lat, byłeś pionierem świata nowych technologii, odkrywałeś pierwsze polskie strony internetowe, a konto na Facebooku miałeś jeszcze przed premierą "The Social Network"... wcale już nie jesteś młodym gniewnym świata współczesnych technologii.

Jakkolwiek bolesne mogłyby wydawać się te słowa - w międzyczasie nadeszło zupełnie nowe pokolenie. To o nim nie tylko media technologiczne, ale zwyczajne dzienniki (bo sprawa jest już tak ważna i współczesna) pisze swoje artykuły i z paniką w głosie dostrzega, że dzisiejsi nastolatkowie nie chcą... korzystać z Facebooka. Serwis Zuckerberga to dla nich kopalnia dinozaurów, miejsce gdzie mogą ich inwigilować rodzice i z całą pewnością nie nazywają go "cool" (o czym tak bardzo marzyli jego twórcy jeszcze w czasach studiów na Harvardzie).

Dzisiejsza młodzież to pokolenie na wskroś multimedialne - uwielbiają oglądać vlogi zamiast czytać blogi, a ich społecznościowa aktywność to głównie Pinterest, Instagram, lakoniczny Twitter. Komunikują się ze sobą za pośrednictwem WhatsApp, czyli komunikatora, z którego na zachodzie korzysta każdy szanujący się nastolatek. 19 miliardów to kwota, która mogłaby wprowadzać w błąd, ale nic bardziej mylnego - za WhatsApp nie kryje się żadna zniewalająca technologia albo postęp. To po prostu... siła nowego pokolenia.

OK, a jak Whatsapp wypada w porównaniu z Messenger, Hangouts, Skype i... SMS?

Odsłon: 204121
Komentarze

35

Udostępnij