Wrzucanie wakacyjnych kadrów może ujawniać więcej, niż zakłada publikujący. Narzędzia AI nie muszą polegać na geotagach czy danych EXIF, więc samo usunięcie informacji o lokalizacji nie zawsze wystarcza, by utrudnić ustalenie, gdzie zrobiono zdjęcie.
Dla algorytmów wskazówkami są elementy otoczenia: charakterystyczne budynki, szyldy i napisy, znaki drogowe, układ ulic, a nawet roślinność czy typowy krajobraz. Co istotne, nie muszą to być pocztówkowe ujęcia zabytków; czasem wystarczy zdjęcie plaży, hotelowego pokoju albo rzeki, by system oszacował kraj lub nawet konkretny punkt.
Jak AI ustala lokalizację zdjęcia
McAfee Labs zwraca uwagę, że narzędzia geolokalizacyjne analizują m.in. architekturę, ukształtowanie terenu, oznakowanie, roślinność i inne szczegóły tła, a potem porównują je z wzorcami, by określić pochodzenie fotografii. Taki mechanizm działa również wtedy, gdy w pliku nie ma żadnych danych o położeniu, co przekłada się na dodatkowe ryzyka dla prywatności użytkowników mediów społecznościowych.
Warto więc pamiętać, że ktoś, kto dzieli się zdjęciami z wyjazdu, może nieświadomie ujawnić kierunek podróży. W kolejnym kroku oszust może wysłać dopasowaną wiadomość, na przykład fałszywy alert bankowy o podejrzanej aktywności dokładnie w tej lokalizacji. Taki komunikat, zgodny z niedawnym wyjazdem, często brzmi wiarygodniej.
Jak ograniczyć ryzyko po publikacji zdjęć
McAfee Labs rekomenduje kilka prostych działań, które mogą ograniczyć skalę problemu. Jednym z nich jest publikowanie zdjęć dopiero po powrocie, a nie w trakcie podróży. Pomóc może też zawężenie grona odbiorców postów oraz przejrzenie fotografii przed udostępnieniem pod kątem szczegółów, które zdradzają miejsce.
Kolejna wskazówka to usuwanie metadanych z plików. Badanie podkreśla jednak, że nawet po skasowaniu takich informacji nowoczesne systemy AI wciąż potrafią wyciągać wnioski na podstawie detali widocznych na zdjęciu, dlatego warto łączyć kilka metod ostrożności.