Konstrukcja
Słuchawki bezprzewodowe AKG Y50BT mają dość typową konstrukcję: metalowy pałąk z 35-milimetrową regulacją z każdej strony łączy się z poliwęglanowym przegubem, do której przymocowano muszlę z przetwornikiem. Od strony wewnętrznej muszle wyłożono poduszeczkami wykonanymi, najprawdopodobniej, ze sztucznej skóry.
Wewnątrz każdej muszli mamy szerokopasmowy przetwornik o średnicy 4 cm. Przetworniki pracują w obudowie jednostronnie zamkniętej.
Słuchawki są znakomicie spasowane i zmontowane. Od strony zewnętrznej nie widać żadnych dużych szczelin czy typowych wkrętów montażowych.
Oto podstawowe parametry:
- impedancja: 32 omy
- skuteczność: 113 db/V
- maks. moc. wyjść.: 30mW
- pasmo przenoszenia: 20-20000Hz (producent nie podaje spadków)
Akcesoria
Fabrycznie dołączone akcesoria obejmują:
- kabel USB-/micro USB,
- mocny, sznurowany pokrowiec.
Zasięg
W typowym mieszkaniu o powierzchni 60 m kw., przy źródła sygnału ustawionym w salonie, zasięg traciłem dopiero w kuchni oddalonej od około 9-10 metrów; warto zaznaczyć, że słuchawki i laptop nie „widziały się”, tj. gdyby poprowadzić linię to natrafiłaby ona na przeszkodę w postaci ściany pomieszczenia kuchennego. Moim zdaniem taki zasięg jest zupełnie wystarczający do typowych zastosowań, choć w domu jednorodzinnym sytuacja może wyglądać inaczej.
Wygoda użytkowania
Do zalet słuchawek bezkablowych nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Wygoda, jaką zapewnia bezprzewodowość jest po prostu bezcenna. Nieskrępowani kablami możemy chodzić po mieszkaniu zanurzeni we własnym dźwiękowym świecie. Możemy nawet myć zęby czy … kąpać się. Znudził się nam się utwór? Nie ma sprawy, dwa szybkie naciśnięcia okrągłego przycisku znajdującego się pomiędzy przyciskami głośności (+/‒) i przeskakujemy do następnego.
Trzy kliknięcia w ten sam przycisk i wracamy do poprzedniego. A gdy ktoś wchodzi do pokoju i chce nam coś powiedzieć, jedno naciśnięcie włącza pauzę. Fajne nieprawdaż? Wszystkie ww. funkcje działały bezproblemowo, niezależnie od tego czy korzystałem ze smartfona (Lumia 540), tableta (Samsung Galaxy Tab S2), czy komputera (Acer S7, Windows 10, Foobar).
Czas pracy
Przy codziennym użytkowaniu przez około 2-3 godziny dziennie na średnim poziomie głośności słuchawki wytrzymały bez ładowania około 6 dni, co potwierdza dane producenta o 20-godzinnym czasie pracy. Co ciekawe, gdy wyczerpie się akumulator, słuchawek możemy używać nadal. Wystarczy podłączyć kabel znajdujący się w fabrycznym zestawie i voila: gramy dalej, choć już tym razem z dyndającym kabelkiem.
Krótkie podsumowanie pozostałych funkcji znajdziecie w poniższym filmie:
Brzmienie
Skonstruowanie słuchawek zamkniętych nie jest łatwe bowiem trzeba coś zrobić z energią tylnej strony membrany. W słuchawkach otwartych wydostaje się ona na zewnątrz, natomiast w przeciętnych zamkniętych (czytaj: źle zaprojektowanych), niestłumiona prowadzi do podbarwień, rezonansów, zagęszczenia dźwięku, a nawet brzmieniowego chaosu. Dlatego też cieszy, że AKG, uznany producent mający doświadczenie w konstruowaniu słuchawek, dobrze poradził sobie ze zminimalizowaniem tego problemu.
Jest oczywiste, że testowanie słuchawek wymaga mniej pracy niż np. testowanie zestawu kina domowego 5.1. W tym drugim przypadku tester dużo czasu poświęca na znalezienie optymalnego ustawienia soundbara i satelitów. W przypadku słuchawek … zakładamy je po prostu na głowę. W związku z tym pozwoliłem sobie na odsłuch dużo większej liczby utworów i gatunków muzycznych. Oto moje wrażenia pogrupowane według gatunków.
Pop
W „Whispers” (Elton John) słychać trochę rezonans i lekkie dobijanie głębokiego basu, ale ogólnie dobrze. Dźwięk jest nieco zbyt zagęszczony: brak mu swobody i oddechu typowych dla słuchawek otwartych, którą jednak częściowo odzyskuje jeśli … zmniejszymy poziom głośności.
Axel F. (Faltermayer) – no, na takich popowych kawałkach o wąskim zakresie dynamiki Y50BT czują się bardzo dobrze. Rytmiczny bas dominuje, choć nie ma niestety miejsca zbyt wiele „miejsca” aby się rozciągnąć. Pomimo tego puls muzyki sprawia, że ochoczo przytupuję w jej rytm. „Nieźle AKG, całkiem nieźle” ‒ mruczę sam do siebie.
Filmowa
Ścieżka dźwiękowa z filmu „Królestwo niebieskie”: utwór „Light of Life” z jego głębokim basem pokazuje limit reprodukcji niskich tonów, które lekko dobijają. Pomimo tego słuchanie było bardzo przyjemne, w tym także ze względu na dobre oddanie brzmienia darbuki – bębna popularnego na Bliskim Wschodzie.
Ścieżka dźwiękowa z filmu „Star Trek Deep Space Nine”: całkiem nieźle; smyczki dobrze słyszalne, nieźle zdefiniowane i wykończone; róg też. Z kolei talerze trochę mało precyzyjne, a w momentach forte słychać delikatną kompresję.
No dobrze, czas na „Polowanie na Czerwony Październik – mój ulubiony kawałek, który bez problemu „rozwala” audiofilski pseudo haj-end za dziesięć i więcej tysięcy złotych. Pierwsze wrażenia to brak wystarczającej przestrzeni. „Salut atcam i naszym diedom” zaczyna się dobrze, ale to przecież dopiero początek tego niełatwego utworu. Kontrabasy sprawnie podkreślają rytm, a muzyka „pływi biestraszna”. „Nieźle oddane werble” – odnotowuję. Od indeksu 3:23 zaczyna się już forte chóru krzyczącego „w aktiabrie” no i gorset na czterocentymetrowych membranach zaczyna się pomału zaciskać. „Biestraszna” w 3:55 już ze zniekształceniami, ale to w końcu męski chór złożony z profesjonalnych śpiewaków dosłownie mocnych w gębie. Nieco dalej jest trochę lepiej, aż nadchodzi znowu „w aktiabrie” gdzie słuchawki znów mają „pod górkę”. W sumie akceptowalnie, a przecież mogło być znacznie, znacznie gorzej.
Wokalna/chóralna
„Always” (Kenny Rankin, Chesky Records) – głos męski (tenor) solo bardzo dobrze oddany bez podbarwień, czy zniekształceń. Duży plus za aurę pogłosową.
„Laeta Devote” – ludowa muzyka chóralna z Korsyki zabrzmiała dobrze – do pełni szczęścia zabrakło swobody oddechu i szczypty wyrafinowania.
Pora na „Osculetur me” (Lassus, Phillips) w wykonaniu chóru a capella. Szybujące gdzieś po sklepienie katedry głosy chóru są tu nieco zniekształcone chyba po odbiciu od wewnętrznej strony muszli słuchawek – zniekształcenia słuchać już od 20 sekundy utworu, co jest normą, bo to przecież jeden z najbardziej wymagających utworów, na którym „wykłada się” ponad 90% słuchawek. W sumie Y50BT poradziły sobie z tutaj nie gorzej niż wiele pseudo-judofilskich konstrukcji za kilka tysięcy złotych.
Śpiewy z Góry Athos (Angelopoulos) – dobrze oddany głos prowadzący bizantyjskiego chóru. Jednakże w momentach forte gdy chór śpiewa tutti, brzmienie twardnieje, zagęszcza się i nie posiada już tej swobody i gracji typowej dla najlepszych, audiofilskich konstrukcji. Pomimo tego zniekształcenie są całkowicie akceptowalne jeśli pod uwagę wziąć cenę słuchawek. Nie są to przecież słuchawki dla miłośników skomplikowanej i wymagającej muzyki wokalnej, lecz dla odbiorcy słuchającego lżejszych gatunków.
Klasyczna
Choć AKG Y50BT świetnie spisują się na muzyce pop, typowych ścieżkach filmowych oraz programach telewizyjnych, mają swoje ograniczenia. Na przykład słuchanie „Introitus” z Requiem Mozarta (AAM, Hogwood) pokazało, że nie jest to muzyka, w której Y50BT czują się najlepiej. Dźwięk był zbyt zagęszczony; brakowało mu nieco swobody, oddechu no i dynamiki. Zresztą prawdę mówiąc tego oczekiwałem - przecież w cenie 600 złotych nie są to słuchawki wyczynowe. Muszę jednak przyznać, że jak na stosunkowo przystępny produkt radziły sobie zaskakująco dobrze. Pisząc „dobrze” mam na myśli nie to, w jaki sposób eksponowały swoje zalety, lecz jak sprawnie maskowały swoje ograniczenia. Było widać, a raczej słychać, że zaprojektował je ktoś, kto zna się na rzeczy, a nie jakiś przypadkowy pseudo inżynier z Ding Dong Sound Corporation.
Koncert skrzypcowy Mendelssohna – (Kyung Wha Chuing, Decca) – słodkie brzmienie skrzypiec, dobrze podkreślone przez kontrabasy, choć te ostatnie mają nieco mniejsze rozciągniecie i moc. W chwilach forte słychać, że bas jest ograniczony i nie ma gdzie się rozprężać – bo to przecież obudowa zamknięta. Pomimo tego osiągnięty rezultat jest godny podziwu, bo przecież nie są to słuchawki audiofilskie, ale przystępny model do przyjemnego i relaksującego słuchania.
„O fortuna” (Carmina Burana, Orff): uderzenia w bęben oraz fortissimo chóru pokazały, że tak wymagająca muzyka przekracza możliwości słuchawek. Po prostu Y50BT osiągnęły swój kres. Ale nie oczywiście poddały się bez walki.
„Fossiles” (Saint-Seans, Carnival des Animaux) – wszystkie instrumenty dobrze zdefiniowane: fortepian, ksylofon itd. Te kawałek Y50BT oddały bardzo ładnie.
Współpraca z telewizorem
AKG Y50BT świetnie sprawdziły się we współpracy z telewizorami Samsung (43KS7500, 49KS8000) i LG (OLED55B6J), dzięki czemu mogłem do późna w nocy oglądać film nie zakłócając spokoju innym domownikom. Parowanie z telewizorem przebiegało za każdym razem bezproblemowo, choć telewizory: Samsung za każdym razem grzecznie pytały, czy podłączyć słuchawki, a z kolei LG podłączał słuchawki od razu i bez pytania. W namyśle wolę raczej to drugie podejście ‒ jest szybsze.
Zalety
- dobrej jakości, przyjemne niemęczące brzmienie (pod warunkiem niewchodzenia na bardzo wysokie poziomy głośności),
- bardzo dobre zrównoważenie rejestrów bez wyostrzenia, czy przebasowienia,
- świetna izolacja od dźwięków zewnętrznych (w mieszkaniu),
- bardzo umiejętne radzenie sobie z konstrukcyjnymi ograniczeniami typowymi dla słuchawek zamkniętych; brak wielu dokuczliwych podbarwień od obudowy typowych dla tanich słuchawek zamkniętych,
- obsługa aptX,
- długi czas pracy,
- słuchawki ostrzegają sygnałem dźwiękowym na długo przed rozładowaniem się akumulatora,
- możliwość pracy na kablu po rozładowaniu się akumulatora,
- niezły komfort nawet dla okularników,
- solidne materiały (w tym poliwęglan wzmocniony włóknem szklanym),
- bardzo dobra jakość montażu i wykonania,
- mocny woreczek w zestawie fabrycznym,
- bardzo ładny wygląd,
- trzy kolory do wyboru (czarny, srebrny, niebieski),
- znakomity stosunek jakości do ceny.
Wady
- ograniczona dynamika i pasmo przenoszenia (typowe dla tego typu produktów),
- stwardnienie dźwięku i zniekształcenia przy dużych poziomach wysterowania,
- brzmienie zamknięte w głowie – typowe dla słuchawek zamkniętych,
- raczej nie nadają się do głośnego słuchania wymagających materiałów klasycznych (muzyka chóralna, operowa itp.)
- przy dłuższym użytkowaniu (>1h) daje się odczuć, że uszom brak wentylacji; we znaki daje się też nacisk na uszy.
Werdykt
W ogólnej ocenie za walory użytkowe wystawiam Y50BT ocenę bardzo dobrą, a za muzykalne i nieagresywne brzmienie ‒ dobrą. Choć nie są to słuchawki dla konesera, czy audiofila, to jeżeli weźmiemy pod uwagę z jednej strony możliwości Y50BT, a z drugiej ich cenę, okaże się, że oferują one naprawdę bardzo, bardzo dużo.
AKG Y50BT mają niemal identyczną jakość dźwięku jak pozbawiony Bluetootha model Y50. Płacąc za Y50BT dwa razy tyle, co za Y50 (650 zł kontra 325 zł) tak naprawdę płacimy za komfort, jaki oferuje bezprzewodowość. A ten komfort możliwy jest dzięki wbudowanemu akumulatorowi oraz modułowi Bluetooth. Inaczej mówiąc, Y50BT = Y50 + akumulator + moduł Bluetooth. Oznacza to, że z punktu widzenia komponentów odpowiedzialnych za brzmienie w przypadku Y50BT mamy tak naprawdę do czynienia ze słuchawkami za zaledwie 325 złotych (!), no bo przecież tyle właśnie kosztują Y50. To naprawdę zadziwiające, jak dobrze brzmi urządzenie w tej cenie! Moim zdaniem AKG Y50BT są słuchawkami, które oferują znakomity stosunek możliwości do ceny, za co w pełni zasługują na nasze najwyższe wyróżnienie. Gorąco polecam.