Foto

Absurdy z sensem i bez sensu ze świata fotografii

Karol Żebruń | Redaktor serwisu benchmark.pl
5 komentarzy Dyskutuj z nami

Czym jest absurd? Czy zawsze dobrze rozumiemy znaczenie tego pojęcia? Oto różne absurdy związane z fotografią, które wcale nimi być nie muszą.

Świat fotografii zna wiele absurdalnych historii i zdjęć, jednak tym razem nie skupiamy się na dziwności przekazu wizualnego. A na zaskakujących rzeczach, które mają związek z fotografią i mogą na pierwszy rzut oka być uznane za absurd (szczególnie przez laika). Część z nich takimi pozostanie i po trzecim rzucie okiem, ale niektóre nabiorą sensu już przy drugim.

Tak jest na przykład przy fotografowaniu z odwrotnym mocowaniem obiektywu. Osoba nie obeznana z zaletami takiej techniki fotografowania, może nawet wyśmiać zdjęcie pokazujące aparat z tak zamocowanym obiektywem. I niesłusznie - odwrotne mocowanie pozwala zwykle na zmniejszenie minimalnej odległości roboczej, co pozwala na uzyskanie fajnych ujęć makro nawet nie dedykowanym takiej fotografii obiektywem.

Odwrotne mocowanie obiektyw
Tutaj mamy nie jeden, ale dwa obiektywy podłączone do aparatu - drugi z nich właśnie odwrotnie

Zrobić sobie samemu aparat jest taniej niż go kupić

To prawda choć są tutaj pewne ograniczenia. Na pewno nie zrobimy sobie samodzielnie nowego Canona 1D Mark IV, ale poniżej opisany przypadek faktycznie wybawił pewnego studenta z konieczności zakupu drogiego średnioformatowego korpusu przystosowanego do fotografii panoramicznej.

Problem rozwiązały chęci, odrobina umiejętności w projektowaniu i drukarka 3D. W ten sposób powstał korpus aparatu do którego podłączane są stosowne obiektywy. W ponieważ mają one zintegrowaną migawkę i przysłonę, to wykonanie tych elementów nie zaprzątało głowy Paula Kohlhaussena z Richmond w Londynie.

Aparat nie tylko działa, ale robi fajne zdjęcia.

Aparat atrapa, droższy niż…

Jedni oszczędzają, inni wydają fortunę, by tylko mieć atrapę, która w prawie każdym szczególe (poza tym, że nie robi zdjęć) przypomina oryginalny aparat fotograficzny. Czasem takie atrapy, ze względu na swoją cenę, a może to być nawet kilka tysięcy dolarów, mogą być pomylone z prawdziwym aparatem. Szczególnie, gdy za sprawę weźmie się laik, a oferta wystawiona będzie na serwisie aukcyjnym.

Takie aparaty atrapy to nic zaskakującego, szczególnie w przypadku targów fotograficznych, gdzie producent nie pokazuje finalnego produktu, a jedynie jego zapowiedź, lecz chce by goście czuli, że do końca już niedaleko.

Taką praktykę stosowała od dawna między innymi Leica, której udawane aparaty i obiektywy naprawdę wyglądają jak prawdziwe. Kosztują nawet kilka tysięcy dolarów jak ta Leica M6 z obiektywem.

Latające lampy błyskowe

Jak zrobić sesję fotograficzną, która wymaga oświetlenia błyskowego, a lamp nie można nigdzie postawić lub zawiesić. Doskonałym rozwiązaniem okazuje się zastosowanie dronów, które uniosą lampę nawet tam gdzie wydaje się to niemożliwe. I tak konieczność uczyniła latające na dronach lampy (z własnym zasilaniem i sterowane bezprzewodowo), z pozoru coś absurdalnego, czymś bardzo praktycznym. Czy aby na pewno?

Używanie zdjęcia, na którym jesteśmy, może być łamaniem prawa

To jeden z tych tematów, które budzą wiele kontrowersji, wydają się absurdalne, ale w gruncie rzeczy wyjaśnienie ma pewien sens. Otóż czasem słyszymy o historiach, gdy jakiś celebryta użył zdjęcie, które wykonał mu fotograf, na swoim serwisie społecznościowym i spotkała go za to kara (a przynajmniej pozew). Laik powiedziałby, skoro to ja jestem na tym zdjęciu, ja pozowałem i to dzięki mnie to zdjęcie istnienie (poniekąd to prawda), to mogę sobie nim dowolnie rozporządzać.

Prawda jest inna. Prawa do zdjęć ma fotograf, ewentualnie agencja, która zleciła ich wykonanie. Sfotografowany może mieć prawo do wykorzystania tych zdjęć w ramach zawartej umowy (pisemnej czy ustnej to już inna historia), ale tylko na tych polach, na które zezwolono. Nie wolno dowolnie dysponować zdjęciami.


By nie naruszyć praw autorskich, serwisy społecznościowe i banki zdjęć stosują rozbudowane regulaminy. Czasem absurdalne zapisy o zezwoleniu na wykorzystanie zdjęć to zwykła konieczność.

Stąd takie absurdy jak historia małpy, która wykonała zdjęcia, a które potem używał właściciel aparatu. Czy zaskoczenie młodej pary, która pozwoliła użyć swoich zdjęć ze ślubu w reklamie, a potem otrzymała pozew od autora fotografii.

Takie działania wydają się próbą wydarcia pieniędzy z kieszeni biednych ofiar zagmatwanego systemu praw autorskich. Ale też te prawa powstały w pewnym celu, choć jak każde prawa mogą być różnie interpretowane. Dlatego jeśli kiedyś dacie smartfon komuś obcemu (a nawet znajomemu), by wykonał wam zdjęcie to upewnijcie się, że nie jest to osoba złośliwa.

Oczywiście, taka sytuacja gdy ktoś zabrania nam dysponować zdjęciem, które grzecznościowo nam zrobił, wymyka się zdrowemu rozsądkowi. Naturalnym jest z kolei fakt, że usuwanie podpisu (znaku wodnego) z otrzymanego od fotografa zdjęcia, bez jego zgody, nie powinno mieć miejsca, gdy zdjęcie upubliczniamy.

Model/modelka lepszym fachowcem niż fotograf

Brzmi to dziwnie, wszak to ten, kto stoi za aparatem powinien mieć wszystkie tajemnice dobrej fotografii w małym palcu. A jednak, i z całym szacunkiem dla fotografujących, którzy całe życie zdobywają doświadczenie, modele i modelki mają szanse posiąść więcej różnorodnej wiedzy niż oni sami.

Fotograf modelka

Jak to możliwe? Przede wszystkim potrzebny jest ogarnięty model czy modelka, którzy nie myślą tylko o sobie, ale też skrupulatnie podglądają warsztat pracy fotografów, którzy ich fotografują. Biorą udział w różnych sesjach, widzą jak różni fachowcy różnie podchodzą do rozwiązania podobnych problemów fotograficznych, a potem to wszystko składają w swojej głowie.

I jeśli mają do tego trochę ambicji, ochoty i talentu, to koniec końców dysponują dużo lepszą (wszechstronną) wiedzą niż niejeden fotograf, który kiedyś ich mógł fotografować.

Dlatego też nie ma co się złościć i dziwić, gdy słyszymy o świetnych zdjęciach wykonanych przez osoby, które zwykle stały przed, a nie za obiektywem. Szkoda tylko, że czasem świetne są jedynie nazwiska, ale przez grzeczność nie podam przykładów.

Dziesiątki i setki rolek kliszy dziennie

Dziś w dobie fotografii cyfrowej nie dziwi nas wykonywanie setek, a nawet tysięcy zdjęć podczas jednej sesji modowej czy przy dokumentowaniu ważnego wydarzenia. Mówi się, nawet o nadmiernie twardym palcu lub miękkim spuście migawki, który sprawia, że karty pamięci zapełniają się w ekspresowym tempie.

Jednak zanim zaczniecie narzekać na to jak fotografia cyfrowa zepsuła ducha fotografii analogowej, i jak należy z umiarem korzystać z zalet cyfrowych aparatów, weźcie poprawkę na fakt, że kiedyś zawodowi fotografowie również robili masę zdjęć.

Rolki filmu

Nie kilkanaście, czy kilkadziesiąt, a nawet nie setki, ale często nawet tysiące. Z nich wybierane było te kilka, które zasługiwały na przeniesienie z kliszy na papier. Nie, wcale nie skanowano zdjęć i nie oglądano na komputerze. Powszechne były fotografie stykowe (stykówki, które można wykonać w fotolabie mają z nimi sporo wspólnego) czy przeglądanie klisz na specjalnym stole z podświetleniem przez szkło powiększające (tutaj mowa o kliszach małobrazkowych).

A skoro tych zdjęć były setki czy tysiące, to ile klisz należało zużyć. Zakładając, że przy umiejętnym nawijaniu filmu do rolki (tak też się robiło, nie zawsze kupowano gotowe kasety z filmami) zmieściło się na niej 40 zdjęć, to potrzebne były dziesiątki lub setki rolek kliszy.

Oczywiście na taki „komfort” szastania materiałem światłoczułym pozwalały sobie przede wszystkim osoby profesjonalnie zajmujące się fotografią, a i to nie zawsze. Zwykły fotograf, nawet nie niedzielny, ale też taki zamawiany na okazję, szanował klisze znacznie bardziej. Bo to materiał nie najtańszy.

Einstein wymyślił aparat z automatyką - a na pewno jego koncepcję

Jeśli myśleliście, że nowoczesną (czytaj, bazującą w dużym stopniu na automatyce) fotografię wykreował Kodak, to macie rację, ale też pomijacie część prawdy. Prawda jest bowiem taka, że pięć lat przed pojawieniem się automatycznego aparatu Kodak Super Six-20, pewien były pracownik urzędu patentowego, otrzymał patent na aparat, który sam ocenia jaką należy dobrać ekspozycję (czyli czas naświetlania i przysłonę) by zdjęcie dobrze „wyszło”.

Tym szczęśliwcem był nikt inny jak sam Albert Einstein. I to właśnie ten słynny Albert, który (podobno) swojej żonie zawdzięczał więcej niż do tego się przyznawał, który wyjaśnił naturę ruchów Browna, Nobla dostał za nie mniej ważne dokonania związane ze zjawiskiem fotoelektrycznym, a do końca życia nie był pewien, czy jego najważniejsze dokonanie (Teoria Względności) nie jest aby przypadkiem błędnie sformułowana.

No dobrze, Einstein miał pomocnika. Był nim Gustaw Peter Bucky, niemiecki wynalazca. Trzeba jednak nadmienić, że kluczowy dla automatycznych pomiarów czujnik fotoelektryczny, to jeden z wielu patentów samego Einsteina.

Wspomniany aparat został opisany we wniosku złożonym z końcem 1935 roku (ważnego dla wydarzeń następnej dekady w Europie). Wiemy o nim tylko z archiwalnych rysunków, bo nie powstał nawet prototyp.

Automat do kupowania lajków

Być może takie urządzenie wydaje się naturalną konsekwencją społecznościowej rewolucji, ale pomyślcie, są miejsca gdzie nawet zwykły automat do napojów nie ma racji bytu. A żeby automat do lajków? A jednak, takie urządzenia można spotkać w Rosji (być może też w innych krajach, jeśli widzieliście to dajcie znać w komentarzu). Pozwalają one kupić lajki na Instagramie, ale również w innych serwisach społecznościowych.

Automat Instagram lajki kupowanie

Koszty to niespełna dolar za 100 lajków, a 1,75 dolara za 100 nowych śledzących nasz Instagramowy profil. Skusilibyście się?

Zwrot za sesję ślubną w przypadku rozwodu

To pomysł rodem z USA. Otóż pewna para, jeszcze nie zaślubiona, wpadła na pomysł, by dopisać do kontraktu z fotografem taką mniej więcej klauzulę - „gdy się przypadkiem rozwiedziemy, zdjęcia ślubne nie będą nam potrzebne, a wtedy chcemy otrzymać zwrot kosztów sesji foto”.

I szukają fotografa, który zechciałby zgodzić się na takie warunki. Można się tu zastanawiać, co czynią zresztą internauci, czy e-mail zawierający taką deklarację, który niedawno otrzymał jeden z użytkowników Reddit, to aby nie żart. A jednak, w dzisiejszym świecie chyba wszystko jest możliwe, a arogancja (bo inaczej tego nazwać się nie da) nie zna granic.

Ślub

Dlaczego tak twierdzę? Popytajcie się znajomych fotografujących, a może sami mieliście okazję doświadczyć gniewu państwa młodych, którym robiliście zdjęcie najpiękniejszej (podobno) chwili w życiu. A w kadrze znalazł się nikt inny, tylko pan Ziutek (nad którym teoretycznie powinni zapanować organizatorzy ślubu), błysnął LEDm swojego smartfona i zepsuł wszystko, tudzież pochwalił się pięknie wyprasowaną marynarką (a raczej jej plecami).

Fuji pomoże koledze, czyli wesprze Nikona (plotka)

Ostatni z absurdów, choć wcale nie musi być taki bez sensu, to plotka (od tego zawsze się zaczyna), z której wynika, że rząd japoński nalega, by koncern Fuji wsparł będącego w finansowych tarapatach Nikona.

O tym, że Nikon nie do końca dobrze sobie radzi - co może zaskakiwać, zważywszy na fakt jak świetny sprzęt produkuje - wiadomo od dłuższego czasu. Z tego, że współzależności pomiędzy japońskimi firmami są bardzo pogmatwane - czasem nie wiadomo czy to „Panasonic czy Sony, a może jednak Nikon, choć w końcu okaże się, że Hitachi” - nie każdy zdaje sobie sprawę.

Plotka nie jest potwierdzona, ale wynika z niej to właśnie co powyżej próbowałem przekazać w pokrętnym sformułowaniu. Fuji kupując część udziałów w Nikonie zapobiegłoby wypływowi akcji za granicę (dokładnie w stronę południowokoreańskich koncernów). I nic ponadto. Fuji funkcjonowałoby jak dotychczas, Nikon poczułby się bezpieczniej i sprawa zamknięta. Żaden Fujikon z tego by się nie urodził.

Źródło: inf. własna, petapixel

Komentarze

5
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    jarekzon
    2
    "Jednak zanim zaczniecie narzekać na to jak fotografia cyfrowa zepsuła ducha fotografii analogowej, i jak należy z umiarem korzystać z zalet cyfrowych aparatów, weźcie poprawkę na fakt, że kiedyś zawodowi fotografowie również robili masę zdjęć."
    Zawodowi fotografowie, czyli jakieś 0,1 % wszystkich fotografujących miała takie możliwości. A cała reszta też zużywała tysiące rolek ? Prawda jest taka, że mając 36 klatek, każdy dobrze zastanowił się co ma zrobić. Za to dzisiaj można łatwiej się uczyć, jeżeli ktoś chce się nauczyć. Większość wciska guzik, i jeszcze zastanawia się czy to na pewno ten.
  • avatar
    Pogromca blacharni Pro
    -11
    Bardzo fajny artykul redakcjo. Jako milosnik fotografii i zapalony entuzjasta amator fotograf, mialem wielka przyjemnosc z czytania.

    Szkoda, ze nie bylo wzmianki o astro-foto, ktora sie zajmuje w ladna pogode z moim dzielnym paralaktykiem Celestrona :)
  • avatar
    jarekzon
    0
    Ależ oszczędność w słowach :), jeżeli chodzi o ten żółty aparat, który gościu zrobił samodzielnie. "Aparat nie tylko działa, ale robi fajne zdjęcia" :). Jeżeli to jest średni format na kliszę, to ze współczesnych konstrukcji mogą z nim konkurować tylko pełnoklatkowe aparaty i to nie na każdym polu.
  • avatar
    Balrogos
    0
    "W ponieważ mają one zintegrowaną migawkę"

    W - słowo klucz :-D