System Android L zaprezentowano podczas tegorocznej konferencji Google I/O. Na temat nowej platformy dowiedzieliśmy się już sporo i nie da się ukryć, że pod kilkoma względami jest ona wyjątkowa. Tym razem nie będziemy omawiać jednak nowych funkcji, a przedstawimy Wam kilka ciekawostek, które związane są ze strategią Google i kolejną wersją platformy z logo zielonego robota.
Po pierwsze zauważyliście z pewnością, że pomimo prezentacji Androida L cały czas nie macie go na swoich urządzeniach. Tym razem nie wynika to z opieszałości producentów zwlekających z aktualizacjami. Oficjalnie Google udostępniło nową wersję systemu jedynie w wersji deweloperskiej na Nexusa 5 oraz zeszłorocznego Nexusa 7 z Wi-Fi. Wszyscy inni czekać muszą przynajmniej do jesieni.
Do tej pory premiery kolejnych wersji systemu zdradzały nam ich ostateczne nazwy. W tym przypadku jest inaczej, ponieważ producent cały czas posługuje się zwrotem Android L. Jaka będzie finalna nazwa? Wiele wskazuje na to, że instalować będziemy Androida Lollipop.
W nazwie czegoś Wam brakuje? Słusznie, ponieważ wypadałoby umieścić tam jeszcze numerek nowej wersji. Tego również jednak nie znamy. Można zastanawiać się czy będzie to 4.5 czy też może od razu 5.0.
Bez względu na to, nowa wersja systemu jest największą rewolucją od czasu debiutu Androida 4.0 Ice Cream Sandwich. Chodzi tutaj nie tylko o zupełnie odmieniony wygląd, ale również o nowe możliwości, w tym wsparcie dla architektury 64-bitowej.
Być może najważniejsza jest jednak obietnica, wedle której aktualizacje do Androida L przebiegać mają zdecydowanie szybciej niż było to w przypadku poprzednich wersji systemu. O tym przekonamy się jednak dopiero po udostępnieniu najnowszej wersji platformy Google.
Źródło: phonearena