Anthem – jak jasno zapalona zapałka

Tyle było czekania, tyle obietnic. Niestety, nowa gra BioWare nie udźwignęła ciężaru nakręconego wokół niej szumu. Szkoda, bo Anthem mógł być czymś wielkim. Kogoś „na górze” poniosła jednak ułańska fantazja by wypuścić niedokończony produkt licząc, że gracze tego nie zauważą.

Image

Niezbyt udany start

Premiera Anthem raczej nie przejdzie do historii. Zamiast natychmiastowego awansu do pierwszej dziesiątki w rankingu gier na ekipę BioWare spadły gromy ze strony niezadowolonych graczy. Problemy z serwerami, ciągle pojawiające się ekrany ładowania i cała masa pomniejszych, nie mniej irytujących elementów mocno psuły odbiór gry. Na tyle, że niektórzy zaczęli nawet porównywać premierę Anthem do niechlubnego debiutu Fallout 76. 

Porównanie to może i niezbyt trafne, bo jednak rozgrywka w Anthem dawała frajdę, ale nie da się zaprzeczyć, że gra od początku sprawiała wrażenie niedokończonej i nieprzetestowanej. A najśmieszniejsze jest to, że choć gracze dawali upust swojemu niezadowoleniu, pomysł wypuszczenia Anthem na rynek w tak opłakanym stanie i tak okazał się przynoszącym wywrotki pieniędzy strzałem w dziesiątkę. 

Zastanawiacie się pewnie dlaczego w ogóle piszę o tym teraz, gdy od premiery Anthem minął już niemal miesiąc. Otóż osobiście uważam, że tego typu sieciowe strzelaniny wymagają dość specyficznego podejścia. Co z tego, że będziemy piać peany po pierwszych kilku godzinach zabawy skoro po dotarciu do końca fabuły spotka nas zawód, gdy nagle nie będzie już co robić.

Poza tym twórcy przyzwyczaili już nas, że w przypadku sieciowych strzelanin bazujących na kooperacji sporo atrakcji przygotowywanych jest właśnie na owy pierwszy miesiąc by zachęcić do zabawy jak największą liczbę graczy. 

Dlatego właśnie postanowiłem wstrzymać się nieco ze swoją recenzją, by zobaczyć co stanie się z grą  w ciągu najbliższych tygodni. I niestety, wciąż nie jest najlepiej, choć BioWare dwoi się i troi by zetrzeć złe pierwsze wrażenie.

Anthem - w sercu furii

Anthem czyli BioWare wymyśla coś nowego

Nim zacznę besztać Anthem wytykając jego twórcom zupełnie niepotrzebne błędy nie mogę nie wspomnieć o tym co im się udało. A wbrew pozorom udało im się całkiem sporo, bo przecież stworzyli całkowicie nową markę, ze świetnie wyglądającym światem, z własną, niepowtarzalną, otaczającą go historią i cudownie ożywiającą całość muzyką, która aż prosi się by słuchać jej nawet bez gry.

Sam pomysł niedokończonego przez bogów uniwersum, w którego powstaniu brał udział tytułowy hymn stworzenia, niesie ze sobą niesamowity wręcz potencjał. Nieznana technologia, która jest źródłem przeróżnych anomalii i kataklizmów, przedziwne zwierzęta i elitarni piloci w specjalnie przygotowanych egzopancerzach broniący ostatnich ludzkich enklaw - cały ten świat aż kipi czekającymi na odkrycie tajemnicami.

Anthem - grobowiec

Oprócz ociekania świetnym klimatem Anthem ma jeszcze jeden olbrzymi atut. A właściwie to aż cztery, bo tyle właśnie mamy w grze klas javelinów czyli egzopancerzy. Każda z nich oferuje inny styl rozgrywki i to faktycznie czuć. 

Super szybki Śmigacz to przede wszystkim walka kontaktowa, błyskawiczne zwarcie i odskoki oraz szybkie ataki umiejętnościami. Zupełnie inaczej gra się Kolosem, który przypomina chodzący czołg – wytrzyma znacznie więcej, a do tego posiada cały wachlarz broni specjalnych, którymi potrafi mocno namieszać na polu walki.

Mi osobiście najbardziej przypasował Sztorm, który unosząc się w powietrzu rzucał w przeciwników lodem, ogniem i piorunami wyglądając przy tym absolutnie przekozacko z otaczającą go osłoną energetyczną. Nie da się jednak ukryć, że nauczenie się jego „obsługi” wymaga trochę czasu - dlaczego? O tym za chwilę.

Anthem - walka

No i jest jeszcze Łowca, najbardziej uniwersalna klasa, która łącząc w sobie cechy pozostałych sprawdzi się właściwie w każdych warunkach. Może i na tle pozostałych wygląda on dość niepozornie, ale oglądanie go na polu walki, szczególnie w rękach wytrawnego pilota, potrafi sprawić, że chce się wskoczyć także i w ten egzopancerz.

I tak dochodzimy do sedna tego co BioWare naprawdę się udało czyli systemu walki. Nie da się ukryć, że samo latanie, strzelanie i używanie umiejętności jest tu niesamowicie satysfakcjonujące, ale dopiero gdy poznamy łączące je zależności i sposoby inicjowania, a potem wyzwalania kombosów, zabawa nabiera fantastycznej głębi.

Przy okazji warto przyjrzeć się temu jak to wszystko wygląda. Pod względem oprawy graficznej Anthem nie ma czego wstydzić. Testowałem grę zarówno na PC jak i PlayStation 4 Pro i na każdej platformie gra potrafiła oczarować mnie całą masą detali – od iskier, poprzez rozbłyski tarcz energetycznych, po zawirowania powietrza podczas szybkiego lotu. I pomyśleć, że wszystko to poszło na marne. Przynajmniej, jak na razie.

Anthem - obozowisko w świecie gry (ustawienia ultra)

Anthem w ustawieniach ultra potrafi zrobić wrażenia

Hymn do poprawki

Problem w tym, że im dłużej grałem w Anthem tym większe miałem wrażenie, że BioWare gdzieś po drodze się pogubiło i samo do końca nie wiedziało co chciało stworzyć – czy miał to być konkurent Destiny 2? A może coś na kształt sieciowej strzelaniny zmiksowanej z RPG? 

Błędy w projekcie Anthem występują na wielu płaszczyznach. Jak dla mnie kwestia niezbyt porywającej historii to najmniejszy z problemów tej gry. No może oprócz dialogów dających iluzję interakcji. Po co komu możliwość podejmowania decyzji skoro tak naprawdę nie mają one jakieś znaczącego przełożenia na historię?

Co by jednak nie mówić, nie było chyba jak dotąd loot shootera, który posiadałby fabułę godną najlepszych gier RPG. Tym bardziej dziwię się narzekaniom, że BioWare nie stanęło tu na wysokości zadania. Dla mnie, w tego typu grach, fabuła jest tylko pretekstem do sprawiającego frajdę strzelania. Tak było w obu częściach Destiny i The Division, tak jest i tutaj.

Anthem - rozmowy i podejmowanie mało znaczących decyzji
Anthem - rozmowa w barze

Szkoda jednak, że BioWare nie pomyślało nad uatrakcyjnieniem swojej historii. Owszem, bogactwo wykreowanego przez nich świata jest niepodważalne, ale zupełnie niepotrzebnie zostało ukryte pod warstwą niezliczonej ilości dokumentów, które „trzeba” faktycznie przeczytać, by wczuć się w nastrój gry. 

Ale co by nie mówić, to wciąż błahostki. Prawdziwym problemem Anthem są dziwaczne pomysły. No bo jak inaczej nazwać nadganianie drużyny poprzez wymuszone przenoszenie nas do lokalizacji, w której ona aktualnie się znajduje? Oczywiście, poprzedzał to ekran ładowania, i to długiego, nawet jak na realia PC. 

Co prawda, ludzie z BioWare już to poprawili, mocno ograniczając tę osobliwą mechanikę (która ponoć wynikała z ograniczeń silnika Frostbite), ale pewien niesmak pozostał. Szczególnie, że ekrany ładowania wciąż występują tu w nadmiernej ilości. 

Widać je choćby w czasie przechodzenia do miejsca wspólnego dla wszystkich graczy czyli platformy startowej. Samo jej oddzielenie od pozostałej części miasta jest przedziwnym zabiegiem. Nie dość, że przy każdym wejściu jesteśmy zmuszani swoje odczekać oglądając ekran ładowania, to jeszcze w środku nie znajdziemy zbyt wielu atrakcji. Ot po zwykła, raczej nie porażająca wizualnie platforma startowa przede wszystkim dla tych, którzy zakończyli już wątek fabularny.

Anthem - platforma startowa

Najgorsze jest jednak to, że Anthem zawodzi w najważniejszym aspekcie „loot shootera”. Nie da się zaprzeczyć, że to ciekawa, kooperacyjna strzelanina, z intrygującym światem i niezłym zalążkiem gry RPG, ale gdzie tu miejsce na pogoń za coraz to lepszym arsenałem? 

Sam przez większą część gry korzystałem ze snajperki na szóstym poziomie, bo w porównaniu do zdobywanych później broni jej obrażenia wciąż były kolosalne. Nie ma tu czegoś co stanowiłoby wystarczający impuls do zmiany uzbrojenia. Jasne, broń w Anthem nie jest najważniejsza, bo liczą się umiejętności specjalne i kombosy. Przydałoby się jednak mieć cokolwiek, poza ozdobnymi elementami pancerza, czym można było się pochwalić przed innymi graczami, tak jak miało to miejsce w Destiny. 

Anthem - snajperka

Przyszłość pokaże

Zawsze uważałem, że o sile danej gry sieciowej świadczyć może to jak zgromadzona wokół niej społeczność graczy zachowa się w momencie nadejścia ewentualnej konkurencji. Z czymś takim musiało zmierzyć się między innymi z Destiny 2, któremu w pewnej chwili przeszkodził Monster Hunter World. 

Kłopot ten ma również Anthem, bo przecież na półki sklepowe trafiło właśnie Tom Clancy’s  The Division 2. I niestety, widać to na serwerach. Paradoksalnie, w przypadku pecetów powinna zadziałać magia „darmowej gry” dostępnej w usłudze Origin Premier. Tak jak stało się z Crackdawn 3 w programie Xbox Game Pass – niby bardzo średni tytuł, ale gracze dość chętnie po niego sięgali (i wciąż sięgają).

Tymczasem obecnie Anthem na komputerach wygląda niemal jak pustynia, przynajmniej dla tych, którzy dopiero siadają do zabawy, albo kończą linię fabularną. Automatyczne wyszukiwanie chętnych do wspólnej gry albo dodaje nam jednego kompana albo nie znajduje nikogo zmuszając nas do mozolnego przedzierania się przez zastępy wrogów w pojedynkę.

Anthem - misja dodatkowa

Oczywiście, ktoś powie, że przecież tak się też da grać (wystarczy przełączyć grę na prywatną). Ba, nawet lepiej bawić się samemu, bo nic z fabuły nam nie umknie tak jak działo się to zaraz po premierze gry (przez sztuczne „gonienie” naszego oddziału), i wciąż się dzieje przy większej zadymie.

A jednak Anthem traci sporo ze swojego uroku bez wsparcia innych graczy. Pomijam już nawet fakt, że niektóre misje stają się dość uciążliwe i przechodzi się je z wyraźnym mozołem. Bardziej chodzi o to, że gra u swoich podstaw nagradza nas za wspólną zabawę zarówno dodatkowym doświadczeniem, które spływa od innych graczy, jak i bonusowymi pieniędzmi, które otrzymujemy od znajdujących się na naszej liście znajomych, o ile tylko również grają w Anthem. No i oczywiście, sama rozgrywka jest w takim wypadku dużo bardziej widowiskowa i satysfakcjonująca dając nam szersze pole do popisu w tworzeniu wspólnych zabójczych kombosów.

Anthem - lot w kierunku drużyny

Przed BioWare ogromna ilość pracy, o ile tylko chcą tchnąć w Anthem drugie życie. Nie starczy tyko poprawiać błędy. To absolutna konieczność. Bardziej liczę na to, że ktoś tam na górze spojrzy na konkurencję i na to co ona zaoferowała graczom po premierze rozbudowując swoje produkcje. Bo to że Anthem brakuje atrakcji w „endgame” to niezaprzeczalny fakt. Pytanie, co będzie dalej?  

Anthem – czy warto kupić?

Przyznam szczerze, że Anthem zrobił mi taki mętlik w głowie, że przez długi czas sam nie wiedziałem co o niej sądzić. Z jednej strony strzela się tu świetnie, a javeliny dają poczucie mocy, z drugiej – braki, problemy i mnóstwo dziwnych pomysłów psują całą zabawę.  Dość szybko cały zapał do gry gdzieś się ulatnia.

Doceniam BioWare za oryginalność. W obecnych czasach wymaga to sporej odwagi i determinacji. Ta ostatnia przyda im się jeśli chcą w ogóle dalej rozwijać swoją nową grę. Na tę chwilę Anthem nie potrafi bowiem obronić ani przed krytyką ani wyjątkowo silną konkurencją. 

Po cichu liczę jednak, że Anthem wyjdzie jeszcze na prostą i warto mieć ten tytuł na celowniku. Może i w tej chwili jego zakup jest dyskusyjny, ale kto wie co będzie dalej. Wszak spora rzesza graczy dała BioWare i EA kredyt zaufania powierzając im swoje pieniądze, a nie zarzyna się kury znoszącej złote jaja, prawda? 

Anthem - pierwsze spotkanie z reliktem

Ocena końcowa Anthem:

  • interesujący i wyjątkowo klimatyczny świat
  • cztery mocno różnicące się w rozgrywce javeliny (pancerze)
  • sprawiające sporą frajdę latanie i strzelanie
  • widowiskowy i nieźle pomyślany system łączenia ataków w kombosy
  • naprawdę niezła oprawa wizualna (szczególnie PC)
  • świetna muzyka i naturlanie brzmiący dubbing
  • zabawa w kooperacji to duża frajda....
     
  • ...o ile tylko znajdzue się do niej jakichś chętnych
  • mało porywająca fabuła
  • niezbyt ciekawe i raczej mało zróżnicowane misje
  • osoby chcące lepiej wczuć się w historię Anthem czeka spora ilość czytania
  • dziwne, nie pasujące do tego gatunku rozwiązania
  • zdobywane bronie nie wyróżniają się na tyle by stanowić impuls do dalszej gry
  • wciąż spora liczba przydługich ekranów ładowania...
  • ...i spore braki w "endgame"
     
  • Grafika:
     dobry plus
  • Dźwięk:
    super
  • Grywalność:
     dostateczny

Ocena ogólna:

Nasza ocena Ocena:
3 / 5
Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY