Dbanie o swoje bezpieczeństwo w sieci jest bez wątpienia bardzo istotne. Nie ma żadnego cudownego sposobu, by całkowicie uchronić się przed cyberprzestępcami, co jednak nie oznacza, że powinniśmy sprawę „olać”. Wielu z nas to rozumie i na różne sposoby próbuje się zabezpieczyć. Jak udowadnia pomoc techniczna AVG – w sieci krąży jednak wiele mitów powtarzanych przez liczne grupy użytkowników. W dalszej części prezentujemy pięć popularnych przesądów, z którymi jej pracownicy spotykają się najczęściej.
1. Nie potrzebuję antywirusa, bo wchodzę tylko na bezpieczne strony.
Specjaliści z AVG zaprzeczają i zwracają uwagę na to, że termin „bezpieczna strona” nie ma prawa bytu. Zainfekowana może zostać każda strona, nawet ta, która dotychczas dobrze się przed atakami broniła. W Internecie nie ma po prostu całkowicie bezpiecznych miejsc. Przy okazji, a i w ramach ciekawostki obalić można inny mit. Otóż, jak wynika z badań grupy Symantec, uważane są główne źródło infekcji strony z materiałami pornograficznymi i erotycznymi tak naprawdę są całkiem bezpieczne. Gorzej w rankingu wypadają nawet serwisy o tematyce religijnej.
2. Więcej antywirusów = bezpieczniej
To również nieprawda. Antywirusy różnych producentów korzystają z różnych rozwiązań, w wyniku czego, gdy pracują jednocześnie – mogą nawzajem zakłócać swoje działanie. Innym wynikiem stosowania dwóch oprogramowań może być też znaczne spowolnienie pracy systemu. Stąd też zaleca się korzystanie z tylko jednego programu antywirusowego. Ewentualnie, nic nie stoi na przeszkodzie aby użyć zewnętrznego, alternatywnego skanera plików.
3. Sam antywirus w wersji podstawowej mi wystarczy.
Niby tak, ale biorąc pod uwagę rosnącą skalę cyberprzestępczości – mimo wszystko nie do końca. Poza pełną ochroną antywirusową warto włączyć także zaporę (firewall), która filtruje ruch sieciowy i blokuje niepewne aplikacje.
4. Po co mi antywirus? Od razu wiedziałbym, że mój komputer jest zainfekowany.
Aktualnie cyberprzestępcy dysponują ogromną bazą wirusów (według szacunków Symantec – dziennie powstaje około 200 000 nowych szkodników), których działanie jest bardzo różne. Niektóre są po prostu niezauważalne – przynajmniej dopóki nie dokonają pełnego spustoszenia naszych komputerów. Do tego dochodzą infekcje powiązane z botnetami, w których moc obliczeniowa naszych pecetów wykorzystywana jest przez cyberprzestępców, a my – nie mając ochrony antywirusowej – nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy. Dla przykładu, botnet Zeus zainfekował ponad 4,5 miliona komputerów na całym świecie.
5. Na smartfonie niepotrzebny mi antywirus.
Może kiedyś była to i prawda. Choć i tak nie do końca, biorąc pod uwagę, że nawet Symbian był już podatny na cyberataki. Coraz więcej i w coraz różniejszych odsłonach pojawiają się wirusy przeznaczone na popularne systemy mobilne. Mówi się, że z myślą o Androidzie każdego dnia powstaje teraz nawet kilkanaście tysięcy infekcji dziennie. „Od dawna promuje się ideę, że telefony musimy zabezpieczać obecnie równie dobrze co nasze komputery – zaznacza Arkadiusz Zakrzewski, specjalista pomocy technicznej AVG – są tak samo podatne na infekcje oraz ataki. Do tego cyberprzestępcy bardzo często żerują na niewiedzy użytkowników, którzy zapominają o tym, że urządzenia przenośne zawierają tyle samo ważnych i poufnych danych co nasze komputery. Do tego dostęp do nich jest szybszy i łatwiejszy”.
Źródło: AVG, imacify, itmen, garnerit