Battlefield 1 - wygrzebując prawdę z okopów

I wojna światowa wiernie przeniesiona w wirtualny świat byłaby doświadczeniem nieznośnym, toteż Battlefield 1 ją koloryzuje. Zastanawiamy się tylko, jak mocno.

Prawda czasu, prawda Battlefield 1

Przyzwyczailiśmy się już do hollywoodzkiej narracji w filmach historycznych i nie dziwi nas to, że jest ona także na potęgę przekładana na język gier. Czasami to bezpośrednia inspiracja, jaką pamiętamy z leciwego Medal of Honor (odwołania do „Szeregowca Ryana”) czy też pierwszego Call of Duty („Kompania braci”), jednak w innych przypadkach chodzi raczej o ogólną konwencję, w której liczy się przede wszystkim porywająca opowieść i zapierająca dech w piersiach rozgrywka. 

Realizm w Battlefield 1 - walka

Tak właśnie jest w przypadku Battlefield 1. Już pierwszy zwiastun tego tytułu dla niektórych nie pozostawiał cienia wątpliwości. Padały nawet przedwczesne, ale wygłaszane z absolutną pewnością, stwierdzenia, że to zaledwie swobodna wariacja na temat Wielkiej Wojny, w której próżno doszukiwać się przysłowiowego ziarna prawdy. Teraz, po premierze hitu od EA możemy zweryfikować te pierwsze wrażenia i raz jeszcze pochylić się nad „historycznością” Battlefield 1.

Na gwizdek ruszamy

Stereotypowy obraz I wojny światowej to wymęczeni żołnierze szukający po okopach kromki spleśniałego chleba, która starczy im za całodniowy prowiant. Mamy przekonanie, że tak właśnie wyglądało ówczesne pole bitwy, a bierne przerażenie tylko od czasu do czasu przerywał rozkaz szturmu na wrogie okopy.

Niechybnie parę groszy do tego wyobrażenia dorzucił jeden z sezonów słynnego brytyjskiego serialu „Czarna Żmija”, opowiadającego o grupce Anglików próbujących w czasie I wojny światowej za wszelką cenę załatwić sobie przepustkę do przytulnego domu. 

To stamtąd pochodzi też znany żart: „Na gwizdek wyjdziemy z okopów i zaczniemy powoli maszerować przez ziemię niczyją. Szkopy nie spodziewają się, że zrobimy dokładnie to samo, co podczas każdego z naszych poprzednich ataków. Weźmiemy ich z zaskoczenia!”.

Realizm w Battlefield 1 - prawdziwe okopy

Odsuwając na bok czarny humor, wróćmy do tragicznej historii z początków dwudziestego wieku. Prawda jest taka, że konflikt z tamtego okresu nie bez powodu jest określany wojną pozycyjną. Przepychanki o każdy kilometr terenu ciągnęły się w nieskończoność, a żołnierze całe dnie modlili się o to, żeby nikt nie kazał im wychodzić z wilgotnych, ale względnie bezpiecznych okopów.

Czy możemy zatem powiedzieć, że Battlefield 1 swoim dynamicznie zmieniającym się polem walki kompletnie rozmija się z faktami? Bynajmniej! 

Realizm w Battlefield 1 - granat

Trzeba pamiętać, że obrona w okopach i samobójcze marsze na umocnienia przeciwnika dominowały przez pierwsze lata Wielkiej Wojny. Sprawy przybrały nieco inny obrót w roku 1918, a przecież w przeważającej mierze wtedy właśnie jest osadzona akcja Battlefield 1.

Na froncie zachodnim walczymy podczas wielkiej ofensywy wojsk cesarskich i uderzenia Amerykanów przybyłych do Europy. We Włoszech również świadkujemy finałowi I wojny światowej, kiedy to linia frontu była znacznie bardziej „ruchoma”, niż w latach wcześniejszych. 

Natomiast pustynne bitwy Bliskiego Wschodu w zasadzie nigdy nie miały takiego samego charakteru, jak europejska wojna pozycyjna.

Realizm w Battlefield 1 - walki na Bliskim Wschodzie

Owszem, Battlefield 1 mocno podkręca tempo walk i serwuje nam wybuchowe sceny o bardzo wątpliwym prawdopodobieństwie, ale w żadnym razie nie można powiedzieć, że do reszty zniekształca pierwszowojenne pole bitwy. A przynajmniej jeśli chodzi o jego najbardziej fundamentalny kształt. Nie znaczy to jednak , że nie znajdziemy diabła tam, gdzie lubi on siedzieć najbardziej, czyli w szczegółach.   

Realizm w Battlefield 1 - gołąb pocztowy

Rambo A.D. 1918

Gry od lat przyzwyczajają nas do tego, że wojny wygrywa się w pojedynkę. Pierwsza odsłona Call of Duty była przełomowa właśnie, dlatego że zrywała z tą konwencją i przydzielała nam rolę „jednego z wielu”. Natomiast Battlefield 1, zwłaszcza w kampanii dla pojedynczego gracza, wpisuje się raczej w ten klasyczny wariant rozgrywki.

I nie byłoby w tym nic złego – bo, tak jak wspomniałem, przywykliśmy już do samodzielnego wycinania w pień całych pułków wroga, - gdyby nie fakt, że Battlefield 1 wprowadza na pole walki sprzęt, który ma uprawomocnić ten stan rzeczy.

Realizm w Battlefield 1 - pole bitwy

Chyba najbardziej rażącym przykładem takiego ekwipunku jest często widoczny na fotosach z Battlefield 1 pancerz. Podczas I wojny światowej eksperymentowano wprawdzie z tego rodzaju osłoną dla żołnierzy, ale była ona stosunkowo rzadko stosowana i jedynie dla stacjonarnych strzelców. Mówiono na nią „lobster armour”,a  swoją nazwę zawdzięczała podobieństwu do tułowia homara. 

Trzeba jednak podkreślić, że tylko w niewielkim stopniu przypominała ona zbroję znaną z Battlefield 1. I chociaż w kampanii dla pojedynczego gracza zastosowanie takiego sprzętu ma swoje narracyjne uzasadnienie (a lepiej pewnie określić to wymówką), to i tak postać ciężkozbrojnego piechura mocno rozmija się z faktycznym stanem rzeczy.

Realizm w Battlefield 1 - pancerz
Realizm w Battlefield 1 - lobster armour

Kolejny element osprzętowienia pierwszowojennego super-żołnierza nie tyle został wymyślony przez twórców Battlefield 1, co cudownie przez nich rozmnożony. Chodzi o karabiny maszynowe, a konkretnie ich ręczne modele. 

O ile ckm-y obsługiwane przez wyspecjalizowane zespoły były na porządku dziennym w czasie I wojny światowej, o tyle przenośna broń automatyczna produkowana na dużą skalę pojawiła się dopiero u zmierzchu tego konfliktu. 

Mimo to, wydaje się mało prawdopodobne, żeby rkm-y były na podorędziu niemal każdego piechura, a w Battlefield 1 są one w zasadzie podstawowym rodzajem uzbrojenia. Drugi zarzut można wysunąć względem ich niezawodności – pierwsze modele były jednak mocno wadliwe, co nie znajduje swojego odzwierciedlenia w grze.

Realizm w Battlefield 1 - rkm
Realizm w Battlefield 1 -ckm

Podobnie sprawy się mają z miotaczami ognia. Ich płomienie sporadycznie rozpalały się na frontach Wielkiej Wojny i przeważnie do ich obsługi zaangażowanych było kilka osób. Zestawy jednoosobowe również istniały w tamtym czasie, ale ich skuteczność bojowa raczej nie była tak duża, jak próbuje nam wmówić Battlefield 1.

Można jeszcze do tej kolekcji dorzucić parę innych elementów, takich jak dźwigane w łapach ckm-y, które w rzeczywistości trudno byłoby zaklasyfikować jako broń mobilną czy też race sygnalizacyjne cudownie wykrywające pobliskich przeciwników. 

Jednak załóżmy na korzyść Battlefield 1, że część z tego jest jedynie bardzo subtelną koloryzacją, a reszta to licentia poetica konieczna dla utrzymania zbalansowanej i harmonijnej rozgrywki.

Realizm w Battlefield 1 -miotacz płomieni

Czemu to coś wciąż jeszcze lata?

Jak mawia stare przysłowie, jeśli coś lata, to kiedyś musi spaść. Czasami może się wydawać, że to prawo nie obowiązuje w świecie Battlefield 1, ponieważ zarówno samoloty, jak i sterowce są nadspodziewanie trudne do zestrzelenia. 

I, rzeczywiście, w przypadku wielopłatów powinno wystarczyć kilka celnych serii z karabinu maszynowego, żeby posłać taką maszynę na ziemię. A w strzelaninie od EA trzeba trochę więcej zachodu.

Realizm w Battlefield 1 - zeppeliny w grze

Jeśli jednak chodzi o zeppeliny, twórcy Battlefield 1 nie rozmijają się tak bardzo z rzeczywistością, jak można by przypuszczać. Te monstra przestworzy były używane przez siły niemieckie zarówno do zwiadu, jak i do bombardowania pozycji wroga. Ich zasięg był naprawdę imponujący, na co najlepszym dowodem były powietrzne rajdy tych pojazdów nad Londynem.

Można by pomyśleć, że sterowce to nic więcej, jak tylko olbrzymie balony. Starczy znaleźć odpowiednio dużą szpilę, żeby w okamgnieniu spuścić z nich powietrze (a raczej wodór, bo tym właśnie były wypełnione). Otóż, nic bardziej mylnego!

Realizm w Battlefield 1 - Zeppelin nad Londynem

Tak naprawdę pojedyncze dziury w poszyciu nie były w stanie wyrządzić najmniejszej krzywdy tym podniebnym bestiom. A działo się tak ze względu na ich szczególną budowę. Pamiętacie słynny system grodziowy Titanica, który miał czynić go niezatapialnym? Tutaj mamy do czynienia z czymś podobnym.

Wielki korpus zeppelina podzielony jest na wypełnione gazem komory, co oznacza, że przedziurawienie tylko jednej z nich nie przekłada się na stabilność całej konstrukcji. Dodatkowym problemem dla lotników Ententy był fakt, że sterowce unosiły się na znacznie wyższym pułapie, niż ich wielopłatowe mniejsze rodzeństwo.

Jeżeli więc gracze w Battlefield 1 narzekają na zbyt dużą wytrzymałość sterowców, to jedynie podzielają powszechny w czasie I wojny światowej pogląd. 

Realizm w Battlefield 1 - snajper

Zapałka i luneta

Kolejny zarzut chyba najczęściej stawiany przez fanów Battlefield 1 to nadmiar snajperów w walkach gry wieloosobowej. Jasna sprawa, to bardziej zastrzeżenie do balansu klas, niż historycznego realizmu, ale zastanówmy się, czy i w tych narzekaniach nie znajdziemy jakiejś prawdy o Wielkiej Wojnie.

Strzelcy wyborowi byli postrachem dla pierwszowojennych żołnierzy. Głównie dlatego, że zasięg ich karabinów obejmował całą ziemię niczyją i nierzadko sięgał też okopów wroga. Co za tym idzie, nieznacznie wychylając się z ukrycia po swojej stronie frontu mogli oni zlikwidować przeciwnika święcie przekonanego o swoim bezpieczeństwie.

Podobno to właśnie z tamtego okresu pochodzi przesąd zakazujący odpalania więcej, niż trzech papierosów jedną zapałką. Tyle miało wystarczyć snajperom na namierzenie oświetlonych płomyczkiem twarzy palących po nocach żołnierzy.

W świetle powyższego lęk graczy przed snajperskim ogniem jest analogiczny do przerażenia, jakie budził on w ukrytych w okopach żołnierzach z początku dwudziestego wieku. Choć, oczywiście, całe bataliony złożone tylko ze strzelców wyborowych były raczej niespotykane w czasie I wojny światowej.  

Realizm w Battlefield 1 - strzelec wyborowy

Gaz – jaki jest, każdy widzi

Jedno z bardziej znanych zdjęć z Battlefield 1 ukazuje kawalerzystę, który pędzi do boju przeskakując konno nad okopem. To, co zastanawia w kontekście tego fotosu, to fakt, że jeździec jest zaopatrzony w maskę gazową, natomiast jego koń jej nie posiada. Jak gdyby czworonóg był odporny na toksyczne opary. No właśnie... Gaz musztardowy, ten znak rozpoznawczy Wielkiej Wojny, jest traktowany w Battlefield z zaskakującą wprost nonszalancją.

Broń chemiczna została zastosowana przez Niemców po raz pierwszy w czasie niesławnej bitwy pod Ypres. Od tamtej pory był to jeden z najokrutniejszych rodzajów broni. Zwłaszcza, że w pierwszym etapie wojny Brytyjscy żołnierze nie byli zaopatrzeni w maski przeciwgazowe, a czasami za jedyną ochronę służył im kawałek zwilżonej szmatki. 

Realizm w Battlefield 1 - pierwsze maski przeciwgazowe

O ile Anglikom najbardziej polecano grubą gazę zanurzoną uprzednio we moczu, o tyle Niemcy korzystali ze znacznie bardziej zaawansowanej technologii. Ponoć dopiero po przypadkowym znalezieniu zwłok cesarskiego żołnierza w masce przeciwgazowej alianccy naukowcy zorientowali się, jak bardzo ich pomysły są nieadekwatne w obliczu urządzeń wymyślonych przez przeciwnika.

Co ciekawe, wbrew temu, co pokazuje nam Battlefield 1, również konie były zabezpieczane przed atakiem chemicznym w analogiczny sposób. Dla nich projektowano specjalne modele masek. Jednak przegapienie przeciwgazowej ochrony dla wierzchowców to nie jedyny błąd, jaki popełnia Battlefield 1. 

Realizm w Battlefield 1 - koń bez maski
Realizm w Battlefield 1 - koń w masce przecigazowej

Ekspozycja na gaz musztardowy kończyła się dotkliwymi oparzeniami, poranionym układem oddechowym, czasową ślepotą, a w dalszej perspektywie prawdopodobieństwem zapadnięcia na chorobę nowotworową.

Jak łatwo się domyślić, maska przeciwgazowa była tylko jednym z elementów sprzętu zabezpieczającego przed tymi konsekwencjami. Owszem, najczęściej spotykanym, ale też łączonym ze strojem ochronnym, który zapobiegał poparzeniom.

Realizm w Battlefield 1 - w oczekiwaniu na gaz

Kontakt ze śmiercionośnym gazem nie kończył się tylko chwilowym kaszlem, który zanikał wraz założeniem maski (tak jak przedstawia to Battlefield 1). Skutki działania iperytu były długotrwałe i dotknięty nimi żołnierz nierzadko od razu stawał się niezdolny do walki. 

W związku z tym wydaje się mało prawdopodobne, żeby planowano atak przez obszar, na którym chwilę przedtem rozpylono trujący gaz. Nawet jeśli szturmujący żołnierze byli odpowiednio zabezpieczeni. A i takie obrazy są na porządku dziennym w Battlefield 1.

Realizm w Battlefield 1 - Ypres

Nie odrobisz pracy domowej, zanim nie skończysz grać!

Kiedyś gry starały się pełnić także funkcję edukacyjną. Niejeden z nas sięgał do źródeł historycznych, żeby poznać szczegóły starć, w jakich brał udział w wirtualnej rzeczywistości. W każdym razie tak było w złotych czasach drugowojennych FPS-ów.

Battlefield 1 przenosząc nas w historyczne (i dziewicze jeszcze) realia stara się wpisać w tę tradycję. Czy skutecznie? W tym miejscu trzeba być bardzo ostrożnym z werdyktem. 

Oczywiście, Battlefield 1 często przesadza, serwując nam zupełnie nieprawdopodobne sytuacje i sceny, które nie miałyby prawa wydarzyć się na frontach I wojny światowej. Listę takich większych czy mniejszych niedociągnięć można spisywać w nieskończoność. 

Realizm w Battlefield 1 - maska w grze

W końcu prawie żaden samolot niemiecki nie był pomalowany na kolor czerwony (poza słynnym Czerwonym Baronem, rzecz jasna), ówczesne aparaty robiły zdjęcia wywiadowcze, ale nie w pełnym pędzie samolotu, kawalerzyści rzadko pojawiali się samotnie na polu bitwy, a już nigdy nie szarżowali na siły pancerne wroga... I tak dalej, i tak dalej. Nie starczy jednego artykułu, żeby wymienić to wszystko.

Poza tym cały Battlefield 1 swoim rozmachem bije na głowę wszystkich szeregowców Ryanów, wrogów u bram i innych braci z kompanii. Zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym znaczeniu tego zdania. Wszystko kipi patosem i okrucieństwem, akcja rozpędza się, niczym pociąg pancerny sił cesarza Wilhelma II, a wiarygodność kurczy się przy tym do rozmiaru łebka od szpilki.

Realizm w Battlefield 1 -miotacz

Ale z drugiej strony okazuje się, że w wielu punktach Battlefield 1 pozostaje bardzo wierny historycznej prawdzie, mimo że na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że jest zupełnie inaczej. Może więc trochę też pokutuje w nas nieszczęsny stereotyp I wojny światowej, który każe postrzegać ten konflikt jako czteroletnie tkwienie w przygnębiających i nudnych okopach. 

Tymczasem okazuje się, że Wielka Wojna nie bez powodu była nazywana wielką. Można się nawet pokusić o tezę, że twórcy gier omijali ją do tej pory szerokim łukiem nie ze względu na małą atrakcyjność tego konfliktu, ale na jego przytłaczającą złożoność (tak polityczną, jak i militarną). 

Twórcom Battlefield 1 należą się więc szczególne wyrazy uznania za to, że postanowili przybliżyć nam ten konflikt w całej jego okrutnej obfitości. Nawet jeśli czasem zdarza im się w kreowaniu tej wizji mocno przeszarżować. 

Realizm w Battlefield 1 - czołg Mark 1
Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE