Battlefield 4 - dwa skrajne oblicza wojny

Rozgrywający się na lądzie, na morzu i w powietrzu wciągający tryb sieciowy nowego Battlefielda zaciera fatalne wrażenie pozostawione przez jego nudną kampanię.

Fabuła - dużo hałasu , a wynik… taki sobie

Seriom gier takich jak Battlefield 4 zawsze towarzyszą ogromne emocje. Bańka oczekiwań rośnie do niewyobrażalnych wręcz rozmiarów, by zaraz po premierze pęknąć z wielkim hukiem. Wtedy zaczynają się też gorzkie żale nieusatysfakcjonowanych graczy. Ale trudno im się dziwić, skoro twórcy nie słuchają głosów fanów i nadal serwują nam płytkie, krótkie kampanie i całą masę błędów, które wymagają kolejnych aktualizacji. Niestety, dotyczy to także nowego Battlefielda. Jeszcze krótszego, jeszcze prostszego i bardziej zabugowanego od poprzednika.

Image

Przyznam szczerze, że ciężko mi było się przełamać, aby sprawdzić jak gra wygląda od strony historii przygotowanej dla jednego gracza. Już w dniu premiery pojawiły się bowiem pierwsze oznaki, że coś z nią nie jest tak. Pomyślałem sobie jednak „No przecież nie może być aż tak źle. O, po prostu nie jest lepiej niż ostatnio”. Oj, jak bardzo się pomyliłem.

Image

Akcja gry ma miejsce w roku 2020, sześć lat po wydarzeniach z poprzedniego Battlefielda. Wcielamy się w postać Reckera, jednego z czterech członków oddziału Grabarzy, jednostki niby specjalnej. Niby, bo w czasie gry za bardzo nie widać u nich ani specjalnego wyszkolenia, ani dyscypliny. Ot grupka żołnierzy, których opowieść rzuca a to do Szanghaju, a to do Baku, a to na wody Oceanu Indyjskiego. Gdyby tylko jeszcze było to jakoś ciekawie przedstawione, wyjaśnione i w miarę spójne. Niestety fabuła zieje kilometrowymi dziurami, a rozmowy prowadzone przez naszych kompanów są drętwe niczym dowcipy prowadzącego jeden z polskich teleturniejów. Pomijam już nawet fakt słabego polskiego dubbingu oraz tego, że  nasz gieroj przez całą grę nie wypowiada ani jednego słowa. Ba, nawet wybór kto ma żyć a kto zginąć zupełnie go nie rusza. No, ale może on wie, że ta decyzja i tak nie ma żadnego znaczenia.

Image

Zawsze mogło być gorzej

W mechanice rozgrywki trybu dla pojedynczego gracza pojawiła się drobna nowość - możliwość wydawania rozkazów ataku swojej drużynie. O ile więc wcześniej żołnierze po prostu strzelali, teraz, aby ich do tego zmusić należy wcisnąć literę Q na klawiaturze. No może przesadzam, z tym zmuszaniem, ale często bez wydania tego rozkazu sztuczna inteligencja pozostaje bierna na działania przeciwnika, który może sobie beztrosko wbiec między członków naszego oddziału i być całkowicie przez nich ignorowany.

Image

Zresztą niedociągnięć i błędów związanych ze skryptami widać podczas gry znacznie więcej. Dla przykładu podczas misji rozgrywającej się w Szanghaju w pewnej chwili zarówno czołg jak i nasi kompani nie chcieli iść dalej, choć wszyscy przeciwnicy leżeli już bez życia. Na drodze stał jednak nieobsadzony pojazd przeciwlotniczy. Problem w tym, że gdy do niego podszedłem w cudowny sposób we wnętrzu zmaterializował się żołnierz, który oczywiście rozpoczął ostrzał. Dla obsługi sojuszniczego czołgu stojącego w odległości jednego metra od wroga było to najwyraźniej zbyt trudne do ogarnięcia, bo odpowiedzieli ogniem dopiero po kilkudziesięciu sekundach. I walcz tu z takimi ramię w ramię.

Na szczęście samo strzelanie jest całkiem przyjemne. We wszystkich lokacjach upakowano zasobniki z bronią i wyposażeniem dodatkowym, które można zmieniać podczas trwania misji. Arsenał jest spory, choć poszczególne bronie wymagają odblokowania. Nowe pukawki zdobywamy wykonując zadania lub po prostu zabierając je pokonanym przeciwnikom. Szkoda tylko, że w trybie fabularnym nie możemy ich modyfikować i jesteśmy skazani na jedyny „słuszny” wariant.

Image

Nowy, lepszy Battlelog!

Odświeżony Battlelog i jego możliwości to jedna z większych pozytywnych niespodzianek czwartego Battlefielda. Dzięki niemu uzyskujemy znacznie bardziej szczegółowe informacje o swoich postępach w grze jedno, jak i wieloosobowej. Niektóre opcje dostępne są wprawdzie dopiero po wykupieniu pakietu Premium (w końcu to gra od EA), ale jest ich na szczęście niezbyt wiele. Najważniejsze zmiany związane są ze stworzeniem ciekawej ogólnoświatowej rywalizacji i podziałem graczy na dywizje. Od teraz możemy zobaczyć jak radzimy sobie jako inżynier na tle graczy ze swojego miasta lub jak wyglądają nasze umiejętności w strzelaniu z karabinów snajperskich w odniesieniu do graczy z całego świata. Wprowadzenie dodatkowych elementów rywalizacji zawsze ubarwia rozgrywkę.

Image

Konfiguracja wyposażenia swojego żołnierza z poziomu przeglądarki to równie bardzo ciekawa funkcjonalność. Można tam na spokojnie zestawić ze sobą statystyki poszczególnych rodzajów broni, przeanalizować wady i zalety różnych elementów wyposażenia oraz akcesoriów montowanych na wykorzystywanym arsenale. Zniknęły za to misje, które mogliśmy wykonywać w trybie kooperacji. W zamian pojawiły się wyzwania online, dzięki którym odblokować można kolejne nieśmiertelniki.

Image

Battlefield 4 - tryb multi

Image

Wieloosobowa rzeźn…pole bitwy

Boje sieciowe toczymy na dziesięciu całkiem ciekawie zaprojektowanych mapach. Do naszej dyspozycji pozostaje sześć trybów gry (wariacje trybów Conquest, i Deathmatch liczę jako jeden tryb). Mamy tu więc klasyczny Podbój, Deathmatch, Dominację, Rush (podkładanie i rozbrajanie bomb) i zbliżony do niego Obliteration. Nowością jest Defuse, w którym dwie pięcioosobowe drużyny na niewielkiej mapie muszą zniszczyć wyznaczony cel lub wystrzelać w pień przeciwników.

Image

Niewątpliwie najciekawszym i najefektowniejszym trybem jest 64 osobowy podbój, w którym gracze muszą kontrolować pięć punktów na mapie. Wachlarz pojazdów wzbogacono o okręty i nowe samoloty. Kanonierkę na pole bitwy wysyła Dowódca czyli gracz, który zawiaduje wyłącznie mapą taktyczną i środkami wsparcia. Jeszcze bardziej rozbudowano gamę akcesoriów do broni, do których dostęp uzyskamy zdobywając kolejne punkty doświadczenia lub otwierając specjalne zestawy bojowe (Battlepacks), przyznawane graczom po zdobyciu określonego poziomu doświadczenia.

Image

Szumnie zapowiadany system Levolution, dzięki któremu można zupełnie zmienić wygląd mapy okazał się nie tylko widowiskowym, co bardzo przydatnym dodatkiem. Sztorm zrywający się na oceanie i wpychający lotniskowiec na mieliznę, pękająca tama i walący się wieżowiec to tylko niektóre z niespodzianek, jakie dzięki niemu przygotowano dla graczy. Oczywiście nie chodzi tu tylko o wizualne wodotryski, bo Levolution wyraźnie wpływa na sposób prowadzenia rozgrywki. Zmieniające się środowisko wymusza bowiem szybką zmianę przyjętej taktyki. I tak na mapie zalewanych przez wodę ulicach zaczynają zanika ruch, a bitwa przenosi się na wyższe kondygnacje budynków. Tylko czasami, gdzieniegdzie śmignie wojskowy skuter lub da się zauważyć przekradających się pod wodą żołnierzy. Z kolei wielki upadający wieżowiec podnosi takie tumany pyłu, że widoczność spada niemal do zera, a pękająca tama zabiera ze sobą wszystkie budynki znajdujące się na drodze żywiołu. Podczas potyczki trzeba więc cały czas kombinować i dostosowywać swoją grę do panujących aktualnie warunków.

Świetną zabawę potrafią dość skutecznie popsuć problemy z serwerami. Co prawda większość usterek została już usunięta (m.in. błąd wywołujący cykliczne zrywanie połączenia) to jednak te nadal występujące mogą nieźle zirytować (np. zasobniki wiszące w powietrzu). Mimo tych problemów sieciowych potyczek w Battlefield 4 nie sposób jednak porzucić. Spora w tym zasługa nie tylko intensywności rozgrywki, ale także naprawdę niezłej oprawy graficznej. Oczywiście nie jest to rewolucja na miarę tej z „trójki”, ale i tak gra potrafi zrobić wrażenie. O ewentualnych różnicach jej wyglądu w różnych ustawieniach przeczytacie już niedługo w kolejnym artykule. Na tę chwile dość powiedzieć, że strona wizualna Battlefield 4 prezentuje się bardzo dobrze. Nieco szkoda, że tego samego nie mogę powiedzieć o udźwiękowieniu gry. Pomijając bardzo blady polski dubbing, o pomstę do nieba wołają błędy związane z niespodziewanie nieobecnymi odgłosami otoczenia w trybie wieloosobowym.

Image

Dwie strony medalu

Nowego Battlefielda ocenić niełatwo. Z jednej strony razi prostą, krótką i nudną kampanią z dłużyznami i drętwymi dialogami, z drugiej - oczarowuje niesamowicie grywalnym i wyjątkowo widowiskowym trybem wieloosobowym, który niestety nie ustrzegł się błędów. Te najbardziej irytujące potrafią bez powodu wyrzucić nas z gry. Jak w takim wypadku można w ogóle mówić o dobrej grze? Można, jeśli tylko samemu stoczymy kilka sieciowych potyczek. Nagle zapominamy o  dennej kampanii i błędach technicznych, bo gra wciąga niczym bagno. Mnogość pojazdów, rodzajów broni, wyposażenia i osiągnięć wraz z doskonałym systemem Levolution i dokładką w postaci świetnego trybu Dowódcy i możliwością faktycznej rywalizacji z graczami z całego świata stanowi prawdziwy fundament Battlefielda 4. I jeśli tylko spojrzymy na „czwórkę” przez pryzmat tego na co naprawdę czekali fani serii to w gruncie rzeczy wszystko to otrzymaliśmy.

Image
Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!