Bulletstorm - już grany - będzie hit!

Pamiętacie mój pajęczy instynkt? To ten, który w kwestii gier nigdy się nie myli. Ostatnio prognozował, że Wiedźmin 2 będzie hitem, ale nie zostanie zapamiętany, a Afterfall: InSanity zostanie obwołany najgorzej wydanymi pieniędzmi w historii polskich gier komputerowych - co jest znamienne, ponieważ w pamięci wciąż mamy tytuły takie jak Maluch Racer.

Kilka dni temu, dokładnie 27 stycznia mój niezawodny pajęczy instynkt został poddany trudnej próbie. Stali czytelnicy wiedzą zapewne, że uznaję tylko te gry, w których pojawiają się magowie lub Inter Mediolan, tymczasem musiałem rzetelenie ocenić szanse strzelanki. I to strzelanki, która - jak podkreślają sami twórcy - aspiruje do miana prostej, krwawej i brutalnej.

Jeśli istnieją jakiekolwiek oznaczenia PEGI wskazujące na niewłaściwe treści w grach, to Bulletstorm będzie miał je wszystkie, choć akurat "nagość" w tym konkuretnym wypadku oznaczać ma jedynie nagie pośladki przeciwników (co rozczarowujące - na tyle, na ile widziałem, walczymy tylko z facetami).

Image

Made in Poland

O grze przez chwilę opowiadał nam sam Adrian Chmielarz (jeśli ktoś nie wie kto to jest, to komputer prawdopodobnie ma dopiero od wczoraj), o tym, że choć pieniądze wyłożyło Epic Games i EA, to jest to produkcja rdzennie polska, że jeśli zatrudniali obcokrajowców to przede wszystkim dlatego, że w Polsce po prostu nie ma fachowców. Choć nie padły konkretne liczby, to wiadomo też, że budżet Bulletstorma jest największy w przypadku rodzimych produkcji - także uwzględniając perły naszej ojczystej kinematografii.

Pierwsze wrażenie? Gdyby pierwszy z brzegu czytelnik, taki na przykład popularny Wulfen, zapytał mnie "Kralka - jak oceniasz grafikę?", bez chwili wahania odparłbym "Daję mocne 9/10" (zaraz potem dodając oczywiście "człowieku, odejdź z tym młotkiem od mojego Xboksa!"). A co z resztą gry?

Image

Od Tajemnicy Statuetki do Burzy Nabojów

Chmielarz pogadał sobie zaledwie kilkanaście minut, pokazał fragment gry (demo, które dostępne jest w sieci już od jakiegoś czasu), a następnie dał możliwość zabawy nam - i to od razu z pełną wersją Bulletstorma. Jak przystało na "znanego pecetowego fanboja" (pseudonim artystyczny nadany przez użytkownika Hideo), a także znając gusta większości naszych czytelników, zdecydowałem się na testowanie egzemplarza komputerowego - o co nie było łatwo, bo za organizacją imprezy w dużej mierze stał Microsoft Polska i mylnie można było odnieść wrażenie, że Bulletstorm tworzony jest z myślą głównie o konsolach.

Ponieważ myszkę i klawiaturę kocham tak bardzo jak nienawidzę pada (pseudonim zobowiązuje) od razu uspokajam - domyślne sterowanie jest bardzo dobre, a i tak można je zmienić. Zaintrygował mnie brak opcji "skoku" i z tym pytaniem - nieco stremowany - od razu uderzyłem do samego mistrza Chmielarza. Odpowiedź mile mnie zaskoczyła, ponieważ bez zbędnego owijania w bawełnę przyznał, że faktycznie skok można bylo wprowadzić, ale nie było to warte zachodu. "Ludzie przyzwyczajeni są do tego, że mają taką możliwość i głupkowato skaczą potem po planszy. Kto w normalnych okolicznościach skakałby przez cały czas w takiej sytuacji?". I rzeczywiście, po chwili zabawy zapominamy o tej niedogodności, zresztą Bulletstorm nie pierwszy z czymś takim przecież walczy.

Image

Oczywiście skakanie to kwestia drugorzędna, a zaczynam od spraw mniej istotnych by w iście hitchcockowskim stylu budować napięcie. Zanim jednak powiem Wam co o Bulletstorm sądzi mój pajęczy zmysł, oto kilka dodatkowych faktów, które udało mi się uzyskać albo od samego Adriana Chmielarza, albo w kuluarach branżowych rozmów. Czas rozgrywki - od 8 do 14 godzin. Jest to wynik - jak na dzisiejsze standardy - niezły. Bulletstorm to gra szybka, żwawa, a przy tym na pewno nada się na przynajmniej kilka przejść. Osobiście szczególnie wielkie nadzieje wiążę z kooperacją. W trakcie zabawy poczynaniami naszego partnera kieruje komputer i trzeba przyznać, że słabo sobie radzi. Taki Maciek Piotrowski na pewno byłby lepszym kompanem podczas wyżynania hord kosmitów!

Bękarty Wojny

Być może to zasługa Chmielarza, który na samym początku delikatnie wspomniał o kontrowersyjnych filmach Tarantino, a może rzeczywiście twórcom od początku przyświecał taki cel. Bulletstorm zdaje się w tę konwencję starać wpasować. Siarczyste dialogi w trakcie rozwalania głów przeciwników oraz ewidentnie czerpana z tego przyjemność przywodzą na myśl tytuły takie jak Wściekłe Psy czy moje ukochane Bękarty Wojny.

Image

Z drugiej strony - Bulletstorm Tarantinowy bywa niestety tylko czasem. Dialogi osobiście przesadnie mnie nie urzekły. Nadal - jak to w strzelankach - stanowią tylko dodatek i jedynie od czasu do czasu trafi się siarczysty smaczek. Z czego jeszcze czerpie produkcja People Can Fly? Osobiście uznałem, że jest to taki miks Gears of War, Total Overdose oraz oczywiście Painkillera.

People Can Kill

Jak już wspomniałem - nie lubię takich gier. Nudny wydawał mi się Serious Sam, nie mogłem zdzierżyć Painkillera, niech stracę - nie porwał mnie nawet Quake. A Bulletstorm mi się podobał. I dokładnie wiem dlaczego. Wcale nie dlatego, że - jak sugerował Chmielarz - nie ma tej całej martyrologii "cały świat przeciwko nam, o jacy my biedni" i teraz to gracz rządzy i wymierza sprawiedliwość. Mnie się najbardziej spodobały kombosy.

Być może to wina tragicznej kondycji bijatyk, a może fantastycznej realizacji. W każdym razie dróg zabijania przeciwników jest kilka - różnorodne giwery, specjalne laserowe lasso, ale też na przykład możliwość kopnięcia ich na metalowe ogrodzenie, przewód elektryczny czy prosto w przepaść. Wielokrotnie decydowałem się na ryzykowny rajd w ostrzale przeciwników, żeby tylko zdecydować się na zadanie bardziej finezyjnych obrażeń rywalowi (jak się tak na to patrzy z boku, to brzmi to nieco niepokojąco, czyż nie?). Zabawa była super, na dodatek w komiksowym stylu na ekranie pojawiały się nazwy odblokowywanych kombosów typu "głębokie gardło" i wiele, wiele innych - utrzymanych w podobnej stylistyce.

Image

Do naszej dyspozycji oddano zresztą całą bibliotekę finezyjnych rodzajów zabójstw, a część z nich z czasem możemy dopiero odblokowywać. Okazuje się, że "wyrzucenie przeciwnika w powietrze, a następnie zabicie go poprzez oddanie całej salwy w krocze" to tylko wierzchołek góry lodowej. Dziwne, ale cieszy.

Testosteron

Bulletstorm przekonał mnie do bezmyślnych FPS-ów. A może inaczej - on jeden przypadł mi do gustu. Finezyjne zabijanie to jedno, ale też i lokacje są zaplanowane w bardzo ciekawy sposób - cały czas jest coś nowego, nie może być mowy o nudzie. A to wrak statku, a to obca planeta, a to nagle przenosimy się do skalistej puszczy, by zaraz potem znaleźć się w jakimś dziwnym pociągu, które goni takie gigantyczne metalowe koło. Akcja, akcja, akcja, cały czas akcja. Nie ma czasu, żeby podrapać się po głowie. To taki Total Overdose (świetna i bardzo niedoceniona gra), gdzie testosteron wylewa się na gracza wprost z monitora (i vice versa).

Image

No i ta grafika. Choć na screenach dominuje pomarańcz, jest go sporo także w demie, to już w trakcie zabawy wiemy, że będzie ona zdecydowanie bardziej różnorodna. Podoba mi się przede wszystkim jej oryginalność i jasna stylistyka. Jest bardzo ładna - nie piękna, ale to już problem dla fanów Crysisa. Wystarczająco ładna, by kilkukrotnie zachwycić się pomysłowością i urokiem lokacji.

Jeśli chodzi o typowo RPGowe elementy, to wypadałoby wspomnieć o systemie rozwoju broni, których z czasem przybywa, a w specjalnych "skrzynkach" możemy doładować amunicję, zmienić jej typ czy powiększyć magazynku. Jest to fajne i dość naturalne, nie wkurza i nie męczy.

"- Myślę, że będą nawet dziewiątki!

- Tylko?!"

W krótkiej rozmowie z Chmielarzem, już po pograniu w Bulletstorm, zdecydowałem się uspokoić znanego producenta namiastką mojego pajęczego zmysłu prognozując oceny w przedziale 85-90%. Na jego twarzy wymalowało się jednak zdziwienie i rozczarowanie. Choć wszystko przykryte oczywiście perspektywą żartu, ludzie z People Can Fly naprawdę wierzą w to, że stworzyli produkt doskonały. I ja im się nie dziwię, ponieważ jako pierwsi Polacy dysponowali tak znakomitym zapleczem finansowo-technicznym.

Image

Ciężko jest mi uczciwie prognozować szanse Bulletstorm, ponieważ w gry tego typu na co dzień nie gram, nawet ich nie lubię. Zważywszy jednak na to, że w tym wypadku bawiłem się naprawdę świetnie, to chyba zanosi się na hit. I to jeden z tych, kiedy fani z całego świata już w tydzień po premierze proszą o więcej.

Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!