Call of Duty: Ghosts - niekończącej się historii ratowania Ameryki ciąg dalszy

Przy całej swojej wtórności i przewidywalności, nowe Call of Duty, dostarcza dokładnie tego, czego się od niego oczekuje - mnóstwa radości i satysfakcji.

Call of Duty: Ghosts

O „Call of Duty” wszystko już zostało powiedziane. Od czasu ukazania się pierwszej odsłony „Modern Warfare”, serii zarzucana jest wtórność, powtarzalność i ciągła eksploatacja wysłużonego już silnika graficznego, którego początki datowane są na 2005 rok, stąd i pozostającego daleko w tyle za konkurencją. „Ghosts” miał zmienić ten wizerunek wprowadzając do gry tak oczekiwane innowację. Czy faktycznie tak się stało? Czy „Duchy” to nowa jakość tej jakże wysłużonej marki? Odpowiedź jest prosta i przewidywalna - „NIE”.

Pytanie tylko czy to tak naprawdę wada. „Call of Duty” to jedna z tych gier, które się albo kocha, albo nienawidzi. Wydawca i studio przygotowujące daną grę doskonale wiedzą do kogo adresują swój produkt i widać to natychmiast po uruchomieniu gry.

Call of Duty: Ghost

Sieciowa zabawa z duchami

Moją przygodę z „Call of Duty” zawsze zaczynam od trybu wieloosobowego. Gracze oswojeni z poprzednimi odsłonami poczują się w „Ghosts” jak w domu. Rozgryzienie systemu dostępu do nowego uzbrojenia, poznanie nowych nagród za „serie zabójstw” oraz możliwości personalizacji postaci, zajmuje tu dosłownie parę chwil. Trybów rozgrywki jest całkiem sporo. Obok tych standardowych, jak „Deathmatch drużynowy” i „Dominacja”, pojawiają się też nowe. „Nakręcony” wymusza na graczu zabicie przeciwnika co najmniej raz na 30 sekund, za co zostaje nagrodzony zastrzykiem nowych atutów. Z kolei „Blitz” to modyfikacja klasycznego Capture The Flag, który tutaj polega na wbieganiu w portale umieszczone w bazie wroga.

Call of Duty: Ghost

Łącznie dostępnych jest 9 różnych trybów, które rozgrywają się na 14 olbrzymich mapach. A pisząc „olbrzymich” mam na myśli lokacje naprawdę wielkich rozmiarów, przynajmniej jak na serię „Call of Duty”. Zapomnijcie więc o klaustrofobicznych korytarzach i ciasnych uliczkach znanych z poprzednich odsłon. Tutaj kierowany przez gracza żołnierz biega po bardzo rozległym terenie i czasem niezwykle trudno przewidzieć, z której strony można spodziewać się ataku wroga. Tym bardziej, że mapy stały się też wielopoziomowe. Stąd i zagrożenie mogące pojawić się i z góry i z dołu. Nowością tej odsłony serii miało być wprowadzenie zniszczeń na polach bitwy, jednak, poza eksplodującą stacją benzynową, nie przypominam sobie szczególnie wyraźnych oznak, że istnieje tu w ogóle coś takiego jak model zniszczeń. Ot, kolejna marketingowa papka dla wygłodniałych zmian fanów.

Call of Duty: Ghost

Zmiany wielkości map wpłynęły nie pozostały bez wpływu na dynamikę rozgrywki, która stała się wyraźnie wolniejsza. Niestety może to rozczarować tych graczy, którzy cenili sobie błyskawiczny kontakt z przeciwnikiem i szybką wymianę ognia. Z drugiej jednak strony modyfikacja ta otwiera furtkę dla bardziej taktycznego podejścia i jestem przekonany, że graczom klanowym, którzy starali się wprowadzać element strategiczny do swoich działań, ta zmiana przypadnie do gustu. Z kolei sporym zawodem może być powrót do „serii zabójstw”, która zastąpiła wprowadzoną w Black Ops 2 „serię punktów”, a także system odblokowywania uzbrojenia, który przypomina bardziej ten z pierwszej części Black Ops. Oczywiście decydują tu preferencje indywidualne, choć dla mnie to niestety krok wstecz.

Oferowany przez Ghosts tryb wieloosobowy wyraźnie pokazuje, że Infinity Ward nie walczy o nowego gracza, nie próbuje nikogo przekonać do zmiany frontu. Nie robi też rewolucji, a wprowadzone zmiany mają charakter raczej kosmetyczny. Nie zmienia to jednak faktu, że to nadal kawał bardzo dobrego strzelania. Zagorzali fani, którzy po raz kolejny zaufali Activision, nie powinni zatem czuć się zawiedzeni. Zwłaszcza, że w ramach premii dostali kilkugodzinną kampanię dla pojedynczego gracza.

Ratujmy Amerykę!

Tryb kampanii w serii „Call of Duty” nieodłącznie kojarzy się z zawrotnym tempem akcji, masą wybuchów, hollywoodzkim rozmachem i …wyjątkowo szybkim końcem. Dlatego też siadając rano do Ghosts spodziewałem się, że późnym popołudniem tego samego dnia będę miał czas, żeby spotkać się ze znajomymi. I miałem rację, bo choć kampania wydaje się nieco dłuższa niż zwykle to i tak zamyka w jakichś 7 godzinach. W tym czasie jednak przyjdzie nam walczyć w między innymi w walącym się w gruzy mieście, w dżungli, na terenie zalewanej metropolii, w kosmosie i pod wodą. W pewnym momencie siądziemy też za sterami śmigłowca i pokierujemy czołgiem.

Call of Duty: Ghost

Przez większość czasu w grze integrujemy się z Loganem Walkerem, którego poznajemy w dość krytycznym dla USA momencie. Jego ojczyzna zostaje bowiem podstępnie zaatakowana przez wrogie supermocarstwo – Federację Krajów Ameryki Środkowej. Świat ogarnia wojna na kolejną dekadę, a nasz bohater zostaje zmuszony nieść na plecach brzemię uratowania gwieździstego sztandaru oraz przywrócenia ładu i porządku. No ale cóż, pompatyczny amerykański patriotyzm jest jednym z nieodłącznych elementów tej serii.

Call of Duty: Ghost

W Ghosts, podobnie jak w poprzednich odsłonach, nie ma co doszukiwać się głębszego przesłania. Scenariusz gry ma być przede wszystkim pretekstem do strzelania i to zadania spełnia bezbłędnie. Fabuła nie jest przesadnie skomplikowana. Mamy jasno zdefiniowanego głównego mąciwodę i wyraźnie nakreślonych bohaterów. Mamy też relacje rodzinne, a nawet duchy przeszłości. Dobrzy są dobrzy, źli są źli. Znalazło się tu zatem wszystko, co pozwala wygenerować hollywoodzki dramatyzm i sprawić, by w tej historii ratowania świata jeszcze łatwiej było się zatracić. O ile oczywiście poddamy się temu nastrojowi.

Wszystkie te zabiegi sprawiają, że gra się bardzo przyjemnie. Wystarczy przymknąć oko na „amerykańskość” i okazuje się, że to całkiem spójny i ciekawy scenariusz, który stanowi znakomity punkt wyjścia do beztroskiego strzelania do pojawiających się zastępów wrogów. Trudno tu jednak szukać misji szczególnie złożonych. Większość z nich sprowadza się do wybicia kolejnych fal przeciwników i podążaniu do punktu docelowego zaliczając po drodze inicjowane „magicznym pikselem” skryptowe zdarzenia. Nie zmienia to oczywiście faktu, że wszystko to jest wykonane bezbłędnie. Zbieganie po ścianie przeszklonego wieżowca czy kilka innych spektakularnych sytuacji powoduje, że na twarzy pojawia się uśmiech, choć - jak podkreślałem wcześniej - trzeba poddać się tej atmosferze.

Call of Duty: Ghost

Po staremu i bez niespodzianek

Nowe „Call of Duty” jest aż nadto podobne do poprzedników. Nowości nie ma tu zbyt wiele, a zafundowane nam zmiany są raczej kosmetyczne. Trudno bowiem za rewolucję i przełom uznać dodanie do rozgrywki szumnie zapowiadanego psa, który swoją drogą jest bardzo miłym elementem, choć nieco niewykorzystanym. Dlatego też potrafię zrozumieć wszystkie zarzuty o powielaniu tych samych schematów. Zwłaszcza, jeśli postrzega się grę przez pryzmat kampanii jednoosobowej. Dla mnie jednak „Call of Duty” to przede wszystkim tryb wieloosobowy, a ten spełnia pokładane w nim oczekiwania. Opowieść fabularną traktuję jedynie jako miły „darmowy” dodatek do nowego zestawu map i odświeżonego interfejsu graficznego.

Call of Duty: Ghost

Nie da się zaprzeczyć, że Ghosts jest adresowane do tych, którzy cały czas grają w „Call of Duty”. Gracze, którzy za liczne wady tej serii mieli od niej odejść, dawno już to zrobili i aktualnie są w innym obozie. Ci zaś, którzy przymykają oko na archaiczny silnik i potrafią cieszyć się tego rodzaju rozgrywką kupią nową część choćby się paliło i waliło. Wszyscy pozostali, którzy dotąd w żadną odsłonę serii jeszcze nie grali (choć nie chce mi się wierzyć, że tacy w ogóle istnieją), powinni spróbować, bo to moment równie dobry, by wejść do tego świata, jak każdy inny. „Call of Duty: Ghosts” nie jest może ani wybitne, ani tym bardziej przełomowe, ale oferuje fanom serii dokładnie to na co czekali - całkiem ciekawy i wyjątkowo grywalny mix dynamicznej, filmowej kampanii zawierającej całą masę eksplozji, hord przeciwników i hollywoodzki dramatyzm z lekko podrasowanym trybem wieloosobowym, który z powodzeniem dostarczy kolejnych dziesiątek, jeśli nie setek godzin znakomitej zabawy.

Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!