Call of Duty: Advanced Warfare - czyli nie do końca znowu to samo

Osoby modlące się u rychły upadek Call of Duty muszą modlić się dalej. Może i nie jest to nowy Modern Warfare, ale powiewu świeżości odmówić mu nie sposób.

Call of Duty: Advanced Warfare

Wiecie, w trakcie mojego cichego wypatrywania nowej części Call of Duty wielokrotnie drapałem się po głowie, rozmyślając co dalej z tą serią. Z jednej strony w moim sercu tliła się niewymuszona nadzieja na świeżość i nową jakość, bo oto wreszcie nadchodzi CoD ukierunkowany bezpośrednio na next-geny, nie zaś przytargany tam z PS3 i Xboksa 360, jak miało to miejsce w przypadku nieco miałkiego dla mnie Call of Duty: Ghost. Z drugiej jednak, stojąca za produkcją ekipa Sledgehammer, w związku z dziką jazdą pod tytułem Modern Warfare 3 (patrz: ramka) nie bardzo pokazała nam swój potencjał i pełnię możliwości. Tym samym, na obawy i brak wiary w nachodzący projekt pozostało jeszcze całkiem sporo miejsca. Jak się jednak okazuje, wszystko to niesłusznie, bo Sledgehammer podołał powierzonemu mu zadaniu – nawet jeśli tylko połowicznie.

Call of Duty: Advanced Warfare screen z gry

„Jest nas trzech. Przeciwko całej armii. To samobójstwo.”

Chociaż seria Call of Duty rozgrywką wieloosobową stoi, nietaktem byłoby nie sprawdzić, jakie to pięciogodzinne kino akcji zaserwowali nam twórcy przy okazji swojego najnowszego „dzieciątka”. Fabuła Advanced Warfare przenosi nas bowiem do roku 2054, gdzie super-hiper-nowoczesna technologia i potężne, paramilitarne organizacje sprzedające swoją potęgę na całym globie są na porządku dziennym (w tym miejscu pragnę pozdrowić pioniera wspomnianej branży – Solidnego Węża – jak i jego Militaires Sans Frontières). Codziennością jest tu także wojna Korei Północnej z Południową, gdzie główny bohater gry Jack Mitchell i podobno jego najlepszy przyjaciel Will Irons stawiają swoje pierwsze kroki w US Marines. Podobno, bo chemii i zażyłości pomiędzy wspomnianymi panami dostrzec nie sposób, przez co empatia względem ginącego na końcu pierwszej misji Ironsa była dla mnie nieosiągalnym celem.

Call of Duty: Advanced Warfare żołnierze

I proszę, nie oskarżajcie mnie w tym miejscu o spoiler – wymienioną wyżej śmierć zobaczyć mogliśmy już w trakcie pierwszej prezentacji gry na będących już przeszłością targach E3. I to niestety nie jedyny przypadek, w którym to Advanced Warfare zawczasu sprzedaje nam swoje fabularne rewolty. Mistrzowsko zagrany przez Kevina Spacey prezes korporacji Atlas, do której to dość szybko trafi nasz bohater, również przedwcześnie zdradził swoje przejście na ciemną stronę Mocy, wykonując pamiętny monolog o demokracji w jednym z przedpremierowych materiałów. I chociaż koniec końców ciężko jest się za to na grę gniewać (fabuła i tak jest przewidywalna do bólu), namiętne „spoilerowanie” samego siebie mimo wszystko stanowi dla mnie zjawisko nowe i zaskakujące.

Call of Duty: Advanced Warfare akcja

Skłamałbym jednak pisząc, iż ta przetrawiona już i lekkostrawna, fabularna papka w jakimkolwiek większym stopniu zniechęciła mnie do siebie bądź zaskoczyła nadmierną ilością idiotyzmów (te w kampanii single player pojawiają się gdzie indziej, ale o tym za chwilę). Advanced Warfare nie serwuje nam aż tak szaleńczego i durnie uzasadnionego śmigania z jednej strony globu na drugą, jak bywało to w poprzednich częściach serii, a całość w trakcie wpatrywania się w napisy końcowe pozostawia po sobie raczej przyjemne uczucie. Szkoda tylko, iż w trakcie tego całego wpatrywania się nie potrafiłem przywołać ani jednego momentu „wow” i „ale urwał!” z doświadczonej kampanii – fabuła i wszelkie składające się na nią akcje w Advanced Warfare zlewają się bowiem w jedną i wielką masę strzelania, skakania, chodzenia po ścianach jak Spider-Man i jazdy na lewitujących motorach. Drugiej bomby atomowej z Modern Warfare w tej serii już chyba nie będzie i każdy bardzo dobrze zdaje sobie z tego sprawę.

Call of Duty: Advanced Warfare Kevin Spacey.

A skoro już tak wspominamy rzeczy, który były, a nie wrócą – kolejnego kapitana Price’a, Soapa i Ghosta w Advanced Warfare też ze świecą szukać. Co prawda świetnie wykonane modele postaci czy wręcz oszałamiające animacje ich twarzy w trakcie przerywników filmowych zrywają bambosze ze stóp, jednak poza głównym złym, w pamięci nie zostaje tu na dłużej absolutnie nikt. Zaistniała sytuacja to oczywiście zasługa zaprzężonego do produkcji, jednego z najlepszych aktorów Hollywood.I w tym miejscu trochę szkoda, że równie utalentowany Troy Baker ograniczyć musiał się do postaci tak mało wyrazistego żołdaka, jakim jest Mitchell. Jak już jednak wspomniałem, na fabule nowego Call of Duty wielkich psów wieszać się nie da, co z drugiej strony trudno jest powiedzieć już o technicznej warstwie trybu dla pojedynczego gracza, jak i kilku momentach niezwiązanych bezpośrednio z narracją.

Call of Duty: Advanced Warfare Mitchell

„Przejdź na drugą stronę ulicy, Mitchell!”

W trakcie tych kilku godzin, jakie spędziłem pochylony nad „singlem” Advanced Warfare, niemal każda misja waliła mnie plaksaczem w twarz jakimś absurdem. W pierwszej z brzegu, noszony przez naszego wojaka egzoszkielet, dający nam możliwość wystawiania metalowych drzwi z zawiasów jednym kopniakiem, nie jest w stanie obronić nas przed chmarą latających dronów – do tego celu świetnie nadają się za to zdobyczne drzwi, wyrwane z zaparkowanego nieopodal auta. Czyżby nieustępliwe maszyny dotknięte zostały nieznaną ludzkiemu gatunkowi fobią przed tak podstawowym elementem każdego samochodu? Odpowiedzi na to pytanie gra nie serwuje, pod nos podsuwając mi jednak kolejne, śmiechu warte momenty. Koleżanka z zespołu dotyka klamki, która to w mgnieniu oka przestrzelona zostaje przez snajperski pocisk. Następnie, w pełni oskryptowanym ruchu wyrzuca za drzwi granat dymny, wychodzi i… zgrania kulę w plecy, z nowopowstałej rany plując posoką na dobre pół metra. Ukończone przez nią szkolenie Specnazu świetnie przygotowuje chyba jednak na ból tej kategorii, bo dziewoja nie wydaje z siebie ani jednego dźwięku. W chwilę później wybucha rzucony przez nią granat, a ja kroczę dalej, kręcąc głową w niedowierzaniu.

Call of Duty: Advanced Warfare Mitchell
Trojaczki czy armia klonów? Dodam, że odziane w zieloną kurtkę panie wysłuchują właśnie propagandowego przemówienia, wygłaszanego z pełnym wsparciem głośników ze sceny w obozie osób, które w wyniku wojny straciły swój dom. Początek misji wskazywał godzinę 24:00. Bo sen jest dla słabych.

To oczywiście nie koniec dziwnych przypałów w wykonaniu nowego Call of Duty – gdzieś tam zmaterializuje się jeszcze wysadzona skryptem ściana, a w innym miejscu porzucony przez wroga karabin unosi się nieco nad powierzchnią ziemi. Nie mam pojęcia, czy pozostałe wersje gry również cierpią na podobne przypadłości, ale w ogrywanej przeze mnie wersji dedykowanej Xbox One od opisanych akcji rzadko miałem przerwę dłuższą niż jedna, dwie misje. Techniczny brak szlifów często przeplatał się tu więc z procederem „kopiuj & wklej”, którego szczytem był już zaprezentowany na zdjęciu poniżej, wyrwany rodem z Froggera moment przejścia na drugą stronę ulicy. Pomimo toczącego się na terenie miasta konfliktu zbrojnego ludzie pędzą do roboty jak zwariowani, rozjeżdżając komandosów bez opamiętania, a kierowcy autobusu urządzają sobie wyścigi. Słów brak, a dodatkowo mój kompan z uporem maniaka powtarza mi, że mam przejść na drugą stronę – i to pomimo faktu, że wręcz roi się tam jeszcze od przeciwników.

Call of Duty: Advanced Warfare Mitchell

Między młotem a kowadłem – skąd się wzięło Sledgehammer Games?

Studio Sledgehammer Games to twór prawdziwych weteranów branży gier, w postaci Glena Schofieldai MichaelaCondreya. By nie odbiegać daleko w przeszłość, wspomniany duet odpowiedzialny jest za założenie Visceral Games i powstanie pierwszej części prześwietnego DeadSpace’a. Panowie opuścili jednak szeregi studia jeszcze przed produkcją kontynuacji. Ich drogi z Activision i serią Call of Duty schodzą się w momencie, w którym Glen i Michael postanawiają przenieść sukces pierwszej części przygód Issaca Clarke’a na grunt dochodowego FPS’a, tworząc trzecio osobowy (!) spin-off Call of Duty pod skrzydłami Boba Koticka. Po 6 miesiącach prac panowie dysponują już nawet w pełni grywalnym, 15-minutowym prototypem, jednak dokładnie w tym momencie nad Activision zbierają się ciemne chmury, jak i uderza pierwszy piorun – rozpoczyna się prawna bitwa pomiędzy wydawcą, a InfinityWard, zakończona odejściem Jasona Westa i Vince’aZampelli. Chłopaki zabierają ze sobą połowę zespołu z IW i lecą dłubać nad Titanfallem, a Activision z drugą połową i 20 miesiącami deadline’u głowi się, jak dokończyć Modern Warfare 3. W tym momencie na scenę wskakuje Sledgehammer, zmuszone porzucić swój pierwszy projekt i wymieniając pomysły z InfinityWard, kończy perypetie kapitana Price’a. Po premierze tytułu wrzucone pomiędzy młot a kowadło studio poślęczy jeszcze nieco nad DLC dla wspomnianej produkcji, jednocześnie biorąc się za bary z już całkowicie autorskim Advanced Warfare.

„Kill confirmed”

Ale dość już może tego bezkresnego wbijania szpil i znęcania się nad mimo wszystko przyzwoitą kampanią dla pojedynczego gracza. Jak już się rzekło, sercem każdej części Call of Duty jest przecież multi i to głównie na bazie tego elementu powinno oceniać się dostarczony produkt. I chwała Sledgehammer, że w tym miejscu ciężko jest się tak prawdziwie do czegoś przyczepić. Szkielet pozostał bowiem ten sam – szybka i dynamiczna rozgrywka wieloosobowa, krótkie czasy respawnów, ostre wymiany ognia w zamkniętym i miejscami ciasnym środowisku. Co jest zaś nowe, to zestaw zaprezentowanych w fabule umiejętności naszego wojaka, opierających się w dużej mierze na noszonym przez niego egzoszkielecie.

Image

Początkowo do całego pomysłu podchodziłem nieco jak do ognia – silnie wyczuwalny w multi Advanced Warfare posmak genialnego Black Ops 2 mógł w tym momencie zderzyć się z jakąś dziwną mieszanką skakania i latania w stylu Titanfalla, jak i sprzedawania przeciwnikom potężnych lamp oraz okrywania się niewidzialnością rodem z Crysisa. Charakter Call of Duty jest tu jednak na tyle silny i wyrazisty, że implementacja skoków na kilka metrów nie zmąciła charakterystycznego dla serii zestawu wrażeń płynącego z zabawy w sieci. Obiecuję Wam, że jeśli ten element w pewnym stopniu zniechęcał Was do zakupu, obawy możecie odstawić już w kąt – każdy, kto zna się z tą serią nie od wczoraj, w wieloosobowych starciach Advanced Warfare poczuje się jak w domu. Nawet jeśli ten dom zaczął szybować w powietrzu i częściej wpuszczać gości oknami, niż przy pomocy drzwi.

Image

W ten oto sposób, weterani w kilka chwil odnajdą się tu w każdym z 11 dostępnych trybów rozgrywki (od Dominacji po klasyczny Deathmatch), standardowo przyprawionych listą gier z trybu hardcore i co ciekawe, segmentem klasycznym. W nim, wielokrotnie wymienione już w tekście egzoszkielety i podążające za nimi umiejętności żołdaka zostają wyłączone. Jeśli więc kogoś taka wola, może pozostać przy bardziej przyziemnym sposobie eliminacji przeciwnika. Stawiam jednak browara, że gdy raz zaczniecie szybować w przestworzach, po rozpoczęciu rundy i dotarciu do pierwszego budynku, automatycznie klepniecie przycisk skoku dwa razy. Wertykalność rozgrywki naprawdę bardzo szybko wchodzi tu w krew i bez niej gra robi się… no cóż – klasyczna.

Image

Oczywiście sam skafander i zwiększona mobilność graczy to nie jedyne zmiany w najistotniejszym elemencie każdego z Call of Duty. Z rozgrywek multi Advanced Warfare wyleciało między innymi C4 czy obrażenia od upadku, a sygnał komunikacji głosowej przesunięty został na środek ekranu – dziwne i momentami dezorientujące nas zagranie. Na wyższe poziomy doświadczenia wskakuje się jednak zdecydowanie szybciej niż w Ghosts, a system Pick 10 z Black Ops 2 rozrósł się tutaj do Pick 13, dając nam większe możliwości modyfikacji wyposażenia oraz umiejętności. Zmodyfikować można tu bowiem nie tylko bronie, perki i słynne już Scorestreaki, ale i też umiejętności naszego Exo. Tarcza na przedramieniu, zwiększona szybkość bądź żywotność – jest w czym wybierać, a sam system regularnie podsuwa nam pod nos coś nowego, w czym dużą zasługę ma tu także dodany do multiplayera… loot.

Legendarny!

Ostatni z wymienionych elementów wiąże się z możliwością modyfikacji wyglądu naszego żołnierza, zmieniając jego płeć, hełm czy egzoszkielet. W związku z tym, wraz z końcem rundy na nasze konto wpaść może teraz odznaczający się unikatowym wyglądem element pancerza, ale i również ukochana broń – tym razem z nieco zmienionymi statystykami bądź lansiarskim malowaniem. W pierwszej chwili brzmi to jak niewiele ważna popierdółka, jednak ostatecznie i ta z wprowadzonych przez Advanced Warfare nowości okazała się być dla mnie świetnym motywatorem do dalszych zmagań po sieci. Pomijając jak zawsze obecny Prestiż czy odblokowywane z każdym poziomem emblematy. Podobny system świetnie działał na mnie w Borderlands i Destiny – dlaczego nie miałby działać na mniejszą skalę i w Call of Duty?

Tryb kooperacji – Exo Survival

Chociaż zbudowano ją w oparciu o 13 świetnych, wielopoziomowych map z trybu multiplayer, kooperacja w Advanced Warfare rozwiązana została nieco na skróty. Nie zrozumcie mnie źle – frajda z eliminacji kolejnych fal coraz to potężniejszych i losowych przeciwników ramię w ramię ze znajomymi w dalszym ciągu dostarcza tu sporo zabawy. Problem jednak w tym, iż Sledgehammer nie pokusiło się o rozwinięcie tego elementu. Tryb grupowej rozwałki jest więc obecny i bawi jak dawniej, ale jest to w zasadzie wszystko, co można o nim powiedzieć. Skoro ogólnie w multi pojawiły się grupowe Scorestreaki, czy sam tryb kooperacji nie mógł dorobić się również jakiś dodatkowych, dedykowanych akcji w zespole? Wyposażone w exo-szkielety armie zombiaków, pojawiające się na mapie Riot nie wszystkich zaspokoją tu jednakowo.

Sterowniki, system operacyjny:

  • Windows 7 64-bit
  • Catalyst 14.9.2 Beta
  • GeForce Game Ready 344.48 WHQL

Metodologia:

Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem ilości możliwych opcji graficznych w najnowszym Call of Duty. Taka elastyczność z całą pewnością zapewni duże pole manewru posiadaczom słabszych maszyn. Choć jak wynika z moich testów wydajności, Advanced Warfare nie zalicza się do grona szczególnie wymagających tytułów. Z tego powodu użyłem jedynie najwyższych możliwych ustawień graficznych z i bez SSAA. Nie ma większego sensu testować w niższych detalach, jako że nawet karty pokroju Radeona 260X, bez nadpróbkowania, są wstanie zapewnić średnio 60 kl/s. Warto w tym miejscu dodać, że w grze natrafimy na kilka bardzo krótkich momentów, w których wydajność wyraźnie spada. Dotyczy to szczególnie sceny z eksplodujących helikopterem oraz kilku innych. Nie zmienia to jednak faktu, że przez znakomitą większość czasu rozgrywki Fraps pokazuje wielokrotnie wyższe wartości. Warto również odnotować, że Nvidia wydała nowe sterowniki (344.60), które poprawiają ogólną wydajności kart GeForce w Call of Duty: Advanced Warfare. Margines błędu pomiarowego wynosi 1 kl/s.

Image
Image

Analiza wydajności

Call of Duty: Advanced Warfare jest produkcją niezwykle elastyczną, jeśli chodzi o wymagania sprzętowe. Najnowsza produkcja studia Sledgehammer bez problemu zadziała na starszych komputerach. Jedynym tak naprawdę twardym wymogiem jest tutaj 6 GB pamięci RAM. W odróżnieniu od ubiegłorocznej edycji gry, gdzie takowe ograniczenie było sztucznie nałożone przez twórców (ostatecznie pojawiła się stosowna łatka korygująca ten „błąd”). Pomijając to, najnowsza odsłona CoD nawet w maksymalnych ustawieniach (bez SSAA), działa bardzo przyzwoicie już na kartach pokroju GeForce GTX 760 / Radeon 270X, oferując średnio 65 – 75 kl/s. Warto w tym miejscu powiedzieć, że gra generalnie preferuje karty „czerwonych”, które przekrojowo zapewniają lepsze osiągi od swoich odpowiedników z obozu zielonego. Jest to szczególnie widoczne w wyższych rozdzielczościach (od 1440p do góry) lub po włączeniu SSAA.

Image

W zestawieniu z konsolowymi edycjami gry – wszystko po staremu. Komputerowa odsłona góruje nad nimi lepszym wygładzaniem krawędzi, ładniejszymi cieniami, nie wspominając już o możliwości włączenia SSAA, jeśli posiadamy odpowiednio mocną kartę graficzną. Dodatkowo edycja na konsolę Xbox One korzysta z dynamicznego skalowania rozdzielczości w zależności od potrzeb. W bardziej zaognionych momentach mamy tutaj… 1360x1080 pikseli. Takiego problemu nie ma edycja na PS4, która cały czas działa w jakości FullHD, ale i tutaj jest pewien zgrzyt. Liczne analizy potwierdziły, że konsola Sony nie daje rady utrzymać stałych 60 kl/s. W bardziej intensywnych scenach bywają spadki do około 40 – 45 klatek na sekundę.

Ustawienia graficzne

Image
Ustawienia maksymalne + SSAAx2
Image
Ustawienia maksymalne
Image
Ustawienia wysokie
Image
Ustawienia średnie
Image
Ustawienia niskie

Podsumowanie

Jedni powiedzą, że to znowu ten sam schabowy, tym razem podany na nieco ładniejszym talerzu i w udziwnionej panierce. I będą mieli rację. Ciężko jednak będzie nie przytaknąć także drugiej grupie graczy - tym, którzy stwierdzą, że tego co dobre zmieniać się wielce nie opłaca, oraz że Advanced Warfare to w dalszym ciągu stare i kochane przez nich Call of Duty. W moim odczuciu zaś, nowa odsłona dochodowej serii w swoje sprawdzone i znane wszystkim trzewia zręcznie implementuje cały ten futurystyczny bałagan, który to koniec końców ratuje ją przed stagnacją i losem zapchajdziury, jaką niewątpliwie była poprzednia część. Owszem, od konsolowej oprawy graficznej oczekiwałem nieco więcej, podobnie jak i od kampanii dla pojedynczego gracza – kto jednak kiedykolwiek kupił Call of Duty dla grafiki i fabuły, ten niezły agent. I szkoda tylko, że miejscami gra atakuje nas głupotami, jakie nieprzystojną wysokobudżetowej produkcji – ze szczególnym wyróżnieniem ścigających się i rozjeżdżających żołnierzy, pracowników komunikacji miejskiej. Jako nie do końca zatwardziały fan serii wystawiam ocenę taką, a nie inną, tych bardziej rozentuzjazmowanych mimo wszystko zachęcając do zapoznania się z nowym Callem i dodania co najmniej pół punktu do wyniku końcowego. Pozostała grupa, jak i osoby liczące na wielkie zmiany w serii, w dalszym ciągu raczej nie mają czego tu szukać.

Image

Autorem recenzji gry na Xbox One jest Robert Matuszak

Grę w wersji PC przetestował dla Was Maciej Słaboszewski

Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!