Australijski oddział Canona zorganizował ciekawy eksperyment fotograficzny. Sześciu profesjonalnych fotografów, każdy z dużym doświadczeniem i umiejętnością opowiadania historii za pomocą obrazów, zostało poproszonych o wykonanie sesji jednemu człowiekowi.
W efekcie powstało 6 rożnych galerii zdjęć, a w każdej ten sam człowiek jawi się nam jako 6 różnych osób. Dlaczego sześć różnych? Każdy, kto choć trochę próbował bawić się w fotografię portretową, wie że nie zaczyna się ona od ustawienia modela w odpowiednim świetle i pozie.
Te czynności są dopiero wynikiem wcześniejszego zapoznania się z fotografowaną osobą. Mogą to być długie rozmowy, a czasem zdawkowa wymiana zdań tuż przed sesją na schodach prowadzących do studia.
Uczestnicy eksperymentu nie mieli okazji porozmawiać z Michaelem, tak na imię miał fotografowany model, ale wcześniej usłyszeli to i owo. Oczywiście w każdym przypadku była to inna historyjka, dzięki czemu na wykonanych zdjęciach mamy wizerunki rzekomego przestępcy, wędkarza, człowieka z problemem alkoholowym, bogacza, ratownika i człowieka chorego psychicznie. Jeśli nie obejrzeliście filmu powyżej, spróbujcie zgadnąć, który jest który. Odpowiedź podano atramentem sympatycznym na końcu tego zdania 5 3 1 4 2 6.
Morał jaki płynie z tego eksperymentu jest prosty. Nie oceniajmy ludzi wyłącznie po tym jak widzimy ich na zdjęciach. Zdjęcia kreują człowieka, ale równie dobrze może to być efekt chwili, odwrócony na potrzeby sesji obraz rzeczywistości, a nawet psychologiczna maska jaką często dziś na siebie nakładają ludzie.
To także świetny przykład na to jak kreatywna może być fotografia, jak wiele możemy zdziałać stając za, a nie przed obiektywem. I choć eksperyment zorganizował Canon, to podobną kreatywnością może wykazać się każdy fotograf, nawet gdy sięga tylko po zwykły smartfon.
Źródło: Canon Australia