„Cyfrowa rewizja osobista” na lotnisku
„Już prawie kończymy. Prosimy jeszcze tylko podać hasło dostępu do pańskiego smartfona i laptopa” – być może wkrótce będzie to norma.
Rewizja osobista na lotnisku bywa krępująca – pracownicy ochrony muszą bowiem dokładnie sprawdzić, czy nie zamierzamy zabrać ze sobą na pokład samolotu jakichś niebezpiecznych przedmiotów lub niedozwolonych substancji (albo też czy ich nie przywieźliśmy). Na lotniskach w Nowej Zelandii trzeba pokazać jeszcze więcej.
Turyści na lotniskach w Nowej Zelandii mogą zostać poproszeni (bo tak to się ładnie nazywa) o podanie hasła odblokowującego dostęp do smartfona, tabletu lub laptopa. Nieoficjalnie mówi się na to „cyfrowa rewizja osobista”, a celem jest wykrycie ewentualnego niebezpieczeństwa.
Strażnicy zostali przeszkoleni tak, by szukać przede wszystkim informacji o potencjalnych przemytach. Jeśli występuje jakieś podejrzenie, kontrola może trwać nawet pięć godzin (jak relacjonuje jeden z rewidowanych). W przypadku odkrycia jakichś informacji, są one kopiowane i przesyłane policji.
Obecnie za niespełnienie prośby nie grozi żadna surowa kara, ale trwają prace nad nowym projektem ustawy. Po jej wprowadzeniu osoba odmawiająca podania hasła będzie mogła zostać ukarana grzywną w wysokości nawet do 5 tysięcy dolarów.
A czy to wszystko jest w ogóle zgodne z prawem? Według władz lotnisk – jak najbardziej. Nie kłóci się to podobno z krajową ustawą o ochronie prywatności, a zarazem może być istotnym elementem zwalczania przestępczości w Nowej Zelandii.
Mielibyście coś przeciwko, by ochrona lotniska sprawdzała pliki na waszych komputerach i smartfonach?
Źródło: TVNZ. Foto: JESHOOTS/Pixabay (CC0)