Kupujesz drogie podzespoły do komputera? Często przepłacasz [OPINIA]
Czy komputery stacjonarne stały się produktem dla elit? Patrząc na niektóre trendy zakupowe można odnieść takie wrażenie. Ogółem składając nowy zestaw PC często mamy skłonność przepłacać, kupując drogie podzespoły, których wartość dodaną należy zakwestionować.
drogie podzespoły PC
Zdarza mi się konfigurować i składać zestawy PC pod zamówienie. Klienci czasami przychodzą z już gotową wizją, gdzie po prostu niektóre wybory wprawiają w osłupienie. Wielokrotnie nie mają one większego sensu, szczególnie, gdy sytuacja wymaga szanowania każdej złotówki. Po drugie irytuje samo podejście producentów, którzy zdecydowanie za bardzo rozbestwili się w kwestii cen podzespołów i akcesoriów. Do tego wspólnie z mediami skupieni są głównie na promowaniu wyłącznie tego, co topowe. W efekcie można odnieść wrażenie, że jeśli nie wydamy przynajmniej 10 tysięcy złotych to PC będzie nadawać się, co najwyżej do przysłowiowego Pasjansa.
Na czym konsumenci najczęściej przepłacają?
Zasadniczo na wszystkim. Nie ma jednej złotej zasady. Na podzespoły PC bardzo łatwo wydać masę pieniędzy, zyskując w zamian niewiele lub praktycznie nic. Z jednej strony kusi nas pozycja i rozpoznawalność danej marki a innym razem sięgamy po jak najbardziej wyśrubowane parametry, które poza benchmarkami ostatecznie mają niewielkie przełożenie na finalne funkcjonowanie komputera w konkretnym scenariuszu użytkowym. O walorach estetycznych nie będę nawet wspominać. Ponoć o gustach się nie dyskutuje, ale to jasne, że lubimy przepłacać za przysłowiowe błyskotki. Zacznijmy zatem od oczywistych oczywistości.
Wielordzeniowe procesory do gamingu i codziennego użytku
Łatwo ulec marketingowej magii wielu rdzeni i nazewnictwa stojącego za nim. Gry ze swojej natury lubią szybkie rdzenie (MHz połączone z usprawnieniami IPC) a także pamięć podręczną procesora. Natomiast ilość rdzeni w gaminugu nie skaluje się linearnie. Przeciwieństwem tego będą zadania profesjonalne, acz i tu mamy odstępstwa od tej reguły. W przypadku pewnych programów rzucanie w nich większej liczby rdzeni nie musi odnieść pozytywnego skutku.
Naturalnie wszystko zależy od przeznaczenia komputera, naszych oczekiwań i reszty dobranych komponentów. Z doświadczenia można powiedzieć, że dla przeważającej większości graczy w zupełności wystarczy sześć relatywnie współczesnych rdzeni. Mimo tego głupotą byłby parować powiedzmy Ryzen 5 5600 z RTX 4080 Super a zaprawdę i takie potworki konfiguracyjne można spotkać. Albo oczekiwać cudów od Ryzen 5 3600 w 2024 roku. Będąc przy takiej skrajności z drugiej strony przestańmy też powtarzać w kółko, że CPU nie ma znaczenia w rozdzielczościach powyżej standardu 1440p, bo obecnie tak nie jest. Szczególnie odkąd DLSS, FSR i XeSS zagościły na dobre w świecie gamingu. Dlatego składając od podstaw lub modernizując istniejący PC, skupmy się na ilości klatek w jaką mierzymy (w jakich grach oraz rozdzielczości) i czy wybrany CPU potrafi dostarczyć satysfakcjonujący wynik.
Od szybkiej pamięci RAM głowa nie boli, ale nie ma też, co przesadzać
Konsumenci na RAM potrafią wydać krocie. Głównie w pogoni za jak najwyższymi parametrami, ale ich fancy wygląd też odgrywa niemałą rolę. Na łamach Benchmarka, co roku publikujemy poradnik ile potrzebujesz RAM do gamingowego PC lub pracy. Konsekwentnie od lat pewne utarte schematy nie uległy zmianie. W telegraficznym skrócie: 16GB do ogólnego użytku i grania, 32GB dla bardziej wymagających a po 64GB lub więcej sięgną profesjonaliści do swoich stacji roboczych.
Źródło: Testing Games - YouTube
Kupując RAM rozważamy trzy parametry: pojemność, szybkość, opóźnienia. Jest jeszcze czwarty: typ – DDR5 albo DDR4. Dotyczy on jednak rozterek przy bardzo ograniczonym budżecie. Ogółem po przekroczeniu danego pułapu parametrów realne korzyści stają się coraz bardziej marginalne, widoczne wyłącznie w benchmarkach lub odosobnionym scenariuszu użytkowym. Na ten przykłąd górna sensowna granica prędkości DDR5 mieści się między 5600 a 6000 MHz. Dla DDR4 od 3000 do 3600 MHz.
Serce gamingu, czyli karty graficzne
Układy graficzne to centrum gamingowego PC. Generalnie pamiętajmy, że ta sama karta potrafi drastycznie różnić się wyceną między producentami a nawet w obrębie tej samej fabryki. Mimo tego o tym jak działa GPU głównie decyduje producent chipu: Nvidia, AMD i Intel. Fabryczne OC rdzenia czy pamięci nanoszone przez partnerów realnie nie wnosi praktycznie nic.
Przykładowo na tę chwilę różnica cenowa między najtańszym a najdroższym RTX 4070 Super wynosi (uwaga!) 1300 zł a ostatecznie dają mniej więcej tyle samo klatek na sekundę (różnice mogą wynosić średnio 2% i zależą od różnych czynników). Szukając karty skupmy się na jakości wykonania chłodzenia – kulturze i sprawności pracy. Do tego zastosowanie kart graficznych wychodzi też daleko poza rozrywkę. Liczne narzędzia profesjonalne korzystają z akceleracji GPU, acz uprzednio upewnijmy się, że nasz program faktycznie posiada taką funkcję oraz z którym producentem chipu czuje się najlepiej.
Skarbnica danych, czyli dyski twarde
Mówiąc o dyskach mam oczywiście na myśli półprzewodnikowe SSD. Stały się one szalenie popularne, co ma oczywiście solidne uzasadnienie. Niemniej pamiętajmy, że jeśli o ile nie składamy stacji roboczej w konkretnym celu to w typowym PC do rozrywki nie zauważymy różnicy między ultra drogim NVMe a tanim i dobrym odpowiednikiem o tej samej pojemości. High-endowy dysk PCIe 4.0 lub nowszy dla gracza będzie koniecznością wyłącznie głównie w przypadku PlayStation 5, gdy chcemy skorzystać z pełni potencjału konsoli.
W PC ogólnego użytku nie trzeba fiksować się na rozwiązania pokroju PCIe 5.0, gdzie szybkości transferów przyprawiają o zawrót głowy. Wystarczy sięgnąć po w miarę tani i dobry dysk NVMe PCIe 3.0 lub 4.0. Nie musi on mieć nawet swojej pamięci DRAM. HMB (host memory buffer) w rozrywce wystarczy w zupełności. Wybierzmy tylko pojemność, jaka nas satysfakcjonuje. Nie jest rozsądnym zapychanie żadnego SSD pod sam kurek, szczególnie gdy są to tańsze modele.
Wybory mniej oczywiste, czyli na czym konsumenci jeszcze przepłacają?
W ostatnich latach to, co porobiło się na rynku płyt głównych woła o pomstę do nieba. Rozstrzał cenowy wśród konstrukcji bazujących na tym samym chipsecie potrafi przyprawić o zawrót głowy. Na ten przykład mobasy Intela z literką „Z” potrafią kosztować od kilkuset złotych do kilku tysięcy. AMD też ma sporo na sumieniu. Oczywiście niektóre konstrukcje skierowane są do konkretnych celów (stacje robocze, fanatycy OC), ale generalnie nie powinniśmy płacić kroci za płytę lądującą w zwykłym PC służącym choćby do grania. Producenci do granic możliwości wykorzystują naiwność użytkowników, mamiąc ich hasłami niemającymi sensownego uzasadnienia. Po łapach muszą też dostać za „bazowe” ustawienia UEFI, przez które procesory pracują w wyżyłowanych warunkach. Ten proceder trwa od lat choćby po stronie Intela, obecnie skutkując masowym obumieraniem jednostek 13. i 14. generacji.
Idąc dalej zdecydowanie klienci przejawiają tendencję do przepłacania na zasilaczach. Sięgają po modularne modele z jak najwyższą liczbą Watów. Większość budżetowych czy średniopółkowych PC do sprawnego działania zadowoli się zasilaczem o mocy od 500 do 650W. Kupując jednostkę 850-1000W też nie musicie przepłacać. Natomiast modularne przewody to miły, acz stanowczo przereklamowany dodatek, który mniej lub bardziej ułatwi życie tylko raz – podczas składania zestawu. Pamiętajmy tylko, aby PSU pochodził od sprawdzonego producenta, był cichy i posiadał najważniejsze zabezpieczenia. Opcja start-stop dla wentylatora to nieobowiązkowy, ale z pewnością wartościowy dodatek.
Szokującym jest to ile ludzie potrafią wydać na obudowy a ten segment rynku PC dosłownie zalany jest konstrukcjami, które często należy nazwać wprost badziewiem. Potworki pochodzą do różnych producentów, także tych w pierwszej kolejności niekojarzonych z produkcją obudów. Inne zaś bardziej rozpoznawalne marki chodzą z głową wysoko w chmurach, żądając krocie za swoje gloryfikowane skrzynki ze stali. Dobra obudowa musi być solidnie wykonana, w miarę wszechstronna i posiadać sensowną wentylację a takie kryteria spełnia sporo przystępnych rozwiązań.
Gdy już jesteśmy przy obudowach trudno nie przejść obojętnie obok wszelkich dodatków estetycznych, szczególnie stawiających na RGB. Istne szaleństwo. Jeszcze większe wariactwo dotyczy wentylatorów. Tu rekordziści potrafią wydać niemal tysiąc złotych na same, co prawda ładne, ale wciąż tylko wentylatory do obudowy.
Swoją drogą mówiąc o możliwościach chłodzenia to, co dzieje się na segmencie coolerów CPU też przyprawia ból głowy. Na przestrzeni lat przybyło marek, które w kółko przepakowują ten sam patent pompki od Asatek do jeszcze droższych, udziwnionych do granic konstrukcji. Liczne testy udowodniły, że dobre AiO wcale nie musi być drogie. Co więcej, przeważająca większość CPU (nawet te z wyższej półki) nie wymaga chłodzenia wodą, szczególnie jeśli mówimy o maszynie do grania. Oczywiście są mniej lub bardziej upośledzone generacje, ale problemy najczęściej wynikają po stronie producentów płyt głównych i parametrów, z jakimi zmuszane są pracować procesory.
W poszukiwaniu złotego środka
Jeśli nas stać na frykasy to hulaj duszo piekła nie ma. Generalnie jednak nie ma sensu szaleć z podzespołami, nawet gdy chcemy sięgnąć po bardzo wydajny zestaw. Zadajmy sobie proste pytanie, czy warto przepłacać za coś, z czego faktycznie nie skorzystamy? Albo czy ma zasadność wyłożenie gotówki za bajery, których praktyczny wymiar należy zakwestionować? Przed dokonaniem zakupu wypada odpowiedzieć sobie, w czym i jak będziemy użytkować sprzęt a także, jaki poziom sprawności będzie dla nas w pełni satysfakcjonujący? Dopiero wtedy będziemy w stanie dokonać w pełni świadomej decyzji zakupowej.
Zbyt często nadużywany jest też argument tzw. zabezpieczenia na przyszłość. Generalnie złota zasada brzmi, aby sięgać po części mające największy sens cenowo-wydajnościowy tu i teraz. Przykładowo, jeśli użytkownik od lat konsekwentnie obraca się w segmencie średnim podzespołów (CPU i GPU) to czy 1000W zasilacz ma uzasadnienie? Bardzo wątpliwe, że karty klasy 70, choćby następcy RTX 4070, będą wymagać takiej mocy za dwie albo nawet trzy generacje. Natomiast jeśli faktycznie potrzebujemy PSU o np. mocy 1000W to naprawdę nie trzeba wydawać ponad tysiąc złotych na ten komponent.
PeCetowy świat dla laików najeżony jest finansowymi niebezpieczeństwami. Pewne decyzje konsumentów to efekt agresywnego marketingu wielkich marek a także niezrozumienia czy nadinterpretacji contentu publikowanego przez twórców wszelkiej maści – poczytne portale i popularnych youtuberów. Jednocześnie producenci wydaje się wciąż żyją pandemiczną hossą, gdzie rynek zwariował do granic możliwości. Z drugiej strony głośne gry na premierę zbyt często wołają o pomstę do nieba w kwestii optymalizacji. Sporą winę trzeba też przypisać parciu graczy na zabawę w tzw. „ultra” detalach. Nic dziwnego, że łącząc te dwa ostatnie czynniki odnosimy wrażenie, że na podzespoły trzeba brać kredyt i dom pod zastaw.