3, 2, 1... Start!
Kiedy w 2007 roku Codemasters postanowił przeprowadzić gruntowną przemianę swojej sztandarowej serii gier wyścigowych sygnowanych nazwiskiem Colina McRae, kierunek tych zmian nie przypadł do gustu wszystkim graczom.
Krytykowano zwłaszcza odejście od symulacji na rzecz mniej wymagającej jazdy. Zarzuty te znalazły potwierdzenie wraz z premierą drugiej części, z której zupełnie wycięto nazwisko znanego rajdowca, ale mimo to przyjemna i kolorowa zabawa w rajdy zyskała wielu fanów.
Do tego momentu twórcy ścigali się przeważnie sami ze sobą i tylko czasami w lusterku wstecznym mignęło im kolejne WRC. Seria nieuchronnie zmierzała więc w stronę ładnie opakowanej zręcznościowej gry wyścigowej, aż w roku 2015 nadjechał DiRT Rally, który wysadził z siodła zdecydowaną większość niedzielnych kierowców.
Teraz, wypuszczając DiRT 4, twórcy wyraźnie starają się zadowolić dwa przeciwne obozy - zagorzałych fanów symulacji, oraz tych graczy, którzy po prostu chcą się wyszaleć za kółkiem. Trudne zadanie, ale i wyzwanie godne najlepszych w branży.
DiRT 4 - Nowa karoseria i stary silnik pod maską
Już pierwszy kontakt z menu gry może być miłym zaskoczeniem. Dla mnie był, bo podziewałem się surowego zestawu opcji podanych w maksymalnie funkcjonalnej szacie graficznej. Zamiast tego przywitało mnie kolorowe menu, niemal od samego wstępu krzyczące "nie bój się, nie jestem surowym symulatorem!".
Widać, że twórcy starali się od samego początku uczynić DiRT 4 maksymalnie przyjaznym. Równocześnie jednak pozostawiono ogromne możliwości personalizacji ustawień. Mamy wpływ nie tylko na różne wspomagacze kierowania, ale i szereg innych parametrów. Możemy na przykład ustawić wyprzedzenie z jakim pilot informuje nas o wydarzeniach na drodze, bądź zbliżających się zakrętach.
Warto w tym miejscu pochwalić muzykę, która towarzyszy nam podczas buszowania w ustawieniach oraz uprzyjemnia ekrany ładowania. Utwory naprawdę wpadają w ucho. Pośród nich znajdziemy na przykład kawałki Grace Potter, The Chemical Brothers albo Youngr. Czasami specjalnie zostawałem w menu trochę dłużej, aby ich posłuchać i myślę, że wielu z was postąpi podobnie.
Pierwsza poważna decyzja, którą przyszło mi podjąć w DiRT 4, dotyczyła trybu, w jakim zamierzałem się ścigać. Musiałem wybrać między zręcznościowym, a symulacyjnym, co oczywiście ma fundamentalne przełożenie na model prowadzenia.
To dobre rozwiązanie, jeśli chcemy pokazać grę młodszemu bratu, albo spędzić wieczór z dziewczyną, bez ryzyka, że oberwiemy padem. W trybie zręcznościowym samochody trzymają się drogi jak przyklejone, jeździmy więc pewnie, bez obaw o wypadnięcie na pobocze.
Tryb symulacyjny to już wyższa szkoła jazdy. I co tu dużo mówić - jest trudno. Samochody zachowują się na trasie jak żywe stworzenia, reagują na zmianę nawierzchni, na warunki pogodowe i musimy naprawę dobrze poznać każdą z przeszło 50 maszyn, aby poczuć się trochę pewniej za kółkiem.
Dla tych, którzy chcieliby się podszkolić przed rajdami przygotowano specjalny tryb Akademii DiRT. Jak łatwo się domyślić jest to wirtualna szkoła, w której możemy nauczyć się różnych mniej, lub bardziej zaawansowanych technik jazdy.
Co ciekawe Akademia DiRT istnieje naprawdę - ekipa Codemasters stworzyła ją w oparciu o prawdziwą szkołę jazdy Dirtfish w amerykańskim stanie Waszyngton. Nieźle, prawda?
Pierwsza prosta
Kiedy już poustawiałem co trzeba i wybrałem sobie takiego pilota, jaki mi odpowiadał mogłem przejść do trybu kariery. Tutaj zapoznałem się z samochodem, oraz czekającymi mnie pierwszymi odcinkami rajdów.
Po kilku ukończonych zawodach zauważyłem, że w budowie tras DiRT 4 czerpie pełnymi od poprzednika. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że twórcy wykorzystali pewne elementy, które widzieliśmy już w DiRT Rally - podobne są tekstury nawierzchni, podobnie też wyglądają pobocza i elementy otoczenia, które mijamy.
Nie czynię z tego zarzutu, ponieważ trasy w poprzedniej części były naprawdę wyśmienite. Podobnie w DiRT 4, są one diablo wąskie, bardziej przypominają przesmyki między szpalerami drzew. Do tego wiją się niemiłosiernie i zakręcają.
I właśnie dlatego dość często miałem wrażenie obcowania z rozbudowanym dodatkiem do DiRT Rally, niż pełnoprawną kontynuacją. Jest więc bardzo trudno, ale i po staremu.
Jak gdyby tego było mało jazda w DiRT 4 przypomina balansowanie na linie, podczas żonglowania stadem wściekłych kotów. Raz: patrzymy na trasę, dwa: na naszą pozycję, trzy: staramy się utrzymać samochód w ryzach. I nie zawsze się udaje.
Z drugiej jednak strony kraksy są bardzo widowiskowe. Kiedy obróciło mną na ostrym zakręcie i uderzyłem bokiem w drzewo posypały się nie tylko liście, ale i fragmenty karoserii, szyb, wgniotły się drzwi i pękła opona.
Swoją drogą oponę możemy stracić w całkiem głupi sposób. Wystarczy niefortunnie ściąć zakręt albo zawadzić o barierkę. Zdarzyło mi się to raz podczas rajdu Walii i Bóg mi świadkiem, dotarcie do mety krętego, dziesięciokilometrowego odcinka na drugiej pozycji było większym wyzwaniem niż późniejsze etapy rozgrywające się w Szwecji.
Nie samym rajdem człowiek żyje...
…zdaje się mówić DiRT4. Ano, coś w tym jest. Oprócz klasycznej kariery i wspomnianej Akademii DiRT, w tej edycji gry można jeszcze skorzystać z trybu "przejażdżki", która pozwala na swobodniejsza jazdę i wykonywanie na torze rozmaitych zadań. Nic wielkiego. Ot, taka ciekawostka.
Dla tych zaś, którzy zmęczyli się szutrowymi odcinkami twórcy przygotowali jeszcze wyścigi Rallycross oraz Landrush. Oba tryby sprowadzają się wyłącznie do ścigania się z przeciwnikami na zamkniętych torach.
I choć stanowią przyjemną odskocznię od typowych zawodów, to w tym miejscu DiRT 4 przykuł mnie najsłabiej do monitora. Obie konkurencje wydają się zbyt powtarzalne na tle dynamicznie generowanych tras rajdowych (o czym za moment). Są też stosunkowo krótkie.
Wisienką na torcie okazują się rajdy historyczne, w których możemy się ścigać maszynami z lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Są na sali jacyś fani Mini Coopera? Zastanawialiście się jak to jest przydzwonić w drzewo samochodem Jasia Fasoli? No to teraz macie okazję to sprawdzić.
Drużyna kołpaka
Choć trasy pokonujemy samotnie (no prawie, bo z pilotem), to jednak na zespół rajdowy składa się więcej osób. Jesteśmy co prawda ważnym, ale tylko fragmentem większej całości. Podobnie jak w prawdziwych zawodach nie poradzilibyśmy sobie bez wsparcia sztabu inżynierów i techników.
Wzorem poprzednika DiRT4 umożliwia nam pewne zarządzanie grupą, choć sprowadza się to głównie do zatrudniania co lepszych specjalistów. Oprócz tego możemy samodzielnie zająć się opieką nad naszą marką, bądź zatrudnić do tego fachowca od PR.
Od razu uspokajam: takiego obowiązku nie ma i DiRT 4 nawet nie próbuje udawać tutaj jakiegoś Rally Typhoona. Nie zmienia to jednak faktu, że to łatwy sposób na zarobienie paru kredytów. Warto w tym celu sprawdzać dostępną z poziomu menu skrzynkę mailową, w której od czasu do czasu może się pojawić propozycja współpracy ze sponsorem.
Zresztą na karoserię naszego auta nie musimy przyklejać wyłącznie reklam. Osoby, lubujące się w wizualnym tuningu będą zadowolone z możliwości wybrania wzoru pokrywającego samochód oraz jego kolorystyki. Przy odrobinie wprawy możemy obudzić bestię nawet w niepozornym Clio ;)
Życie na zakręcie
Jednym z większych mankamentów gier wyścigowych jest ich powtarzalność. Kto z nas nie uczył się tras na pamięć? DiRT 4 zrywa z tym ograniczeniem za sprawą mechanizmu proceduralnego generowania trasy. Brzmi to nieco skomplikowanie, ale w rzeczywistości jest proste i całkiem przemyślane.
W DiRT 4 trasy przygotowywane są bowiem na bieżąco i różnią się od siebie. W praktyce wygląda to tak, że gra za każdym razem wprowadza mniejsze bądź większe korekty długości i skomplikowania danego odcinka.
Ma to przełożenie na liczbę zakrętów, hopek czy umiejscowienie elementów niebezpiecznych np. zepsutego samochodu, albo sterty kamieni na drodze. Co prawda nie dostajemy w ten sposób zestawu całkowicie nowych tras, prędzej setki ich wariacji, ale już samo to eliminuje jeżdżenie na pamięć.
Innymi słowy w DiRT 4 nie uświadczymy dwóch identycznych odcinków. Tyczy się to zarówno trybu kariery jak i gry swobodnej, w której sami wybieramy sobie odcinek ustalając jego długość i poziom skomplikowania. Pomysł świetny, gorzej z wykonaniem.
Niestety mam wrażenie, że twórcy przygotowując ten mechanizm dali sobie na wstrzymanie z lokalizacją rajdów. Do wyboru mamy tylko Stany Zjednoczone, Hiszpanię, Australię, Walię i Szwecję. Co z tego, że otrzymujemy praktycznie niepowtarzalne odcinki skoro oglądamy je bez przerwy w tych samych warunkach?
Dobrze, że przynajmniej grafika nie wypala oczu. Samochody, którymi się ścigamy odwzorowano z wielką dbałością o detale. Szkoda tylko, że podczas jazdy kibicują nam szkaradki wyciągnięte z epoki Playstation 3.
Na pochwałę zasługują natomiast efekty pogodowe, szczególnie opady deszczu. Jest ładnie i urokliwie. Mnie osobiście najbardziej do gustu przypadły jesienno-mgliste etapy rozgrywające się w Michigan. Wizualnie jest może mniej efekciarsko, ale dzięki temu całość dobrze współgra ze stonowanym, realistycznym modelem jazdy.
Za mostem w prawo i do mety
Co by nie mówić, fani czterech kółek nie będą zawiedzeni. DiRT 4 broni się doskonale jako gra rajdowa i trochę mniej, jako wyścigowa na zamkniętych torach. Tryby Rallycross i Landrush to raczej dodatki typu "zagrać i zapomnieć". Tak naprawdę cały urok tej produkcji tkwi bowiem w modelu jazdy.
A jeździ się tu doprawdy wyśmienicie. Gra nie kopiuje charakteru poprzednika, co niektórzy mogą uznać za wadę. Nawet z wyłączonymi wszystkimi wspomagaczami w trybie symulacyjnym jeździ się nieco łatwiej niż w DiRT Rally. To dobra wiadomość dla osób, które chciałyby spróbować takich wyścigów bez większych obaw o poziom trudności.
Ostatecznie z tej próby schwytania dwóch srok za ogon DiRT 4 wychodzi zwycięsko, choć nie bez otarć. Dostajemy doskonale opracowany i wyważony produkt, który powinien zadowolić zarówno zatwardziałych fanów symulacji, jak i mniej doświadczonych graczy.
Ocena końcowa:
- wspaniały model jazdy
- ponad 50 licencjonowanych samochodów
- możliwość zarządzania zespołem
- świetna muzyka
- wysoka grywalność
- proceduralnie generowane trasy...
- ...i powtarzalność ich lokalizacji
- dodatkowe tryby "za dychę"
- nierówna oprawa graficzna
- czasem sprawia wrażenie bardziej DLC, niż kontynuacji
- Grafika:
dobry - Dźwięk:
dobry plus - Grywalność:
dobry plus
Ocena ogólna:
88% 4,4/5