Dishonored 2 – śmierć wraca na cesarskie włości

Epoka pary, para buchająca z mechanicznych żołnierzy, żołnierze owładnięci magią… Krótko mówiąc, Dishonored 2 przejmuje tron po swoim cenionym poprzedniku.

Pod panowaniem Dishonored 2

Jak świat światem, skradanki zawsze znajdują tłum zwolenników. Najlepiej pokazuje to sukces takich serii jak Hitman czy Assassin’s Creed. Jednak szczególne miejsce wśród tych tytułów zajmuje Dishonored.

Dishonored 2 - karnaka

W 2012 roku narodził się steampunkowy świat, jakiego jeszcze nie widzieliśmy. Plaga szczurów na ulicach, wielkie machiny patrolujące miasta, a nawet wielorybi tran służący za podstawowe źródło energii. Fantazji twórcom pierwszego Dishonored nie brakło.

Zwłaszcza, że do wszystkich tych elementów trzeba jeszcze dodać niesamowitą rozgrywkę, która pozwalała na łączenie taktycznego podejścia z krwawą rozwałką. Każdy mógł tutaj znaleźć coś dla siebie, niezależnie od preferowanego stylu gry. 

A przecież do zalet tego tytułu trzeba dorzucić jeszcze mroczny nastrój, pasjonującą intrygę, wyrazistą postać głównego bohatera... Właściwie można by jeszcze długo wymieniać, ale wniosek nasuwa się jeden.

Dishonored 2 - maska corvo

Pierwsza część tej serii zostawiła po sobie niezwykły dorobek, co postawiło Dishonored 2 przed niełatwym zadaniem dorównania swojej poprzedniczce. Na szczęście „dwójka” próbując osiągnąć ten cel nie sili się na rewolucyjne zmiany, a zamiast tego w doskonałym stylu kontynuuje rozpoczęte przed czterema laty dzieło.

Ta druga

W tranem płynącym imperium cesarzowej Emily Kaldwin zapanował chwilowy pokój i wszystko wskazuje na to, że szaleńcza vendetta znanego z pierwszego Dishonored ochroniarza Corvo zakończyła się happy endem. 

Jak łatwo się domyślić, do czasu. Bo oto w rocznicę śmierci matki Emily na cesarskim dworze pojawia się kobieta, która podaje się za siostrę zamordowanej monarchini. A żeby poprzeć swoje słowa czynem wyżyna w pień połowę administracji imperium i bierze w areszt Corvo oraz Emily.

W każdym razie stara się tego dokonać, bo jednej z tych dwóch osób udaje się czmychnąć, żeby ruszyć w pogoń za poplecznikami uzurpatorki, a jej samej spróbować wydrzeć zbrukane krwią berło. No dobrze, dobrze, ale… Jednej z dwóch, czyli której? Otóż, to zależy tylko od gracza!   

Dishonored 2 - wybór jednego z dwóch bohaterów gry

Kombatant i dziewczyna

W Dishonored 2 nie jesteśmy już zmuszeni wcielać się w postać Corvo. Możemy też zdecydować się na kierowanie postacią Emily. I chociaż sama fabuła w dużej mierze pozostaje taka sama dla obu bohaterów, różnicują ją ich indywidualne komentarze, które dodają opowieści smaczków, a także pozwalają nam lepiej poznać historię i osobowość czy to leciwego zabójcy, czy też szkolonej przez niego następczyni tronu.

Dishonored 2 - zza krat

O ile jednak sama kolejność wydarzeń pozostaje w dużej mierze taka sama, niezależnie od wybranej na wstępie postaci, o tyle zmienia się zestaw umiejętności, z jakich możemy korzystać. 

W przypadku Corvo będzie to znany z pierwszego Dishonored pakiet, który wzbogacono o kilka modyfikacji. Możemy zatem liczyć na szybkie teleportowanie się z miejsca na miejsce, zabawy z czasem, opętanie czy też przyzwanie na pomoc stadka szczurów.

Dishonored 2 - w barze

Co innego Emily! Młoda monarchini dorobiła się swojej własnej kolekcji talentów. Do ciekawszych z nich należy łączenie wrogów swego rodzaju nicią przeznaczenia (wybaczcie nadmierną poetyckość). 

Ta umiejętność – przez twórców Dishonored 2 nazwana po prostu Dominem, - sprawia, że kilka postaci dzieli ten sam los. Mówiąc jeszcze prościej, starczy, że jedna z nich oberwie bełtem, a druga też padnie na ziemię martwa.

Dishonored 2 - zaczaić się i zabić

Inna interesująca zdolność panny Emily to przemiana w pełzającą po podłodze cienistą kreaturę. Pozwala to nie tylko na większą dyskrecję, kiedy przemykamy się za plecami przeciwników, ale też umożliwia błyskawiczne rozszarpanie wrogów na strzępy.

Oczywiście, podobnie jak w pierwszym Dishonored, tak i tutaj największą frajdę sprawia łączenie umiejętności ze sobą. 

I tak oto, kiedy ściągniemy na siebie uwagę strażników, możemy przy pomocy dalekiego skoku (to kolejna moc Emily) ewakuować się z dala od zamieszania. Następnie mylimy poszukiwaczy przyzwaniem swojego sobowtóra (to jeszcze jedna z jej umiejętności), a potem łączymy wszystkich w jedną sieć Domina i kończymy całą sprawę pojedynczym strzałem z kuszy. Proste i jakże satysfakcjonujące!   

Dishonored 2 - przez dziurkę od klucza

Gra płaszcza i szpady

Choć wybór postaci nie wpływa diametralnie na przebieg fabuły, nie znaczy to, że Dishonored 2 to gra całkowicie liniowa. Co to, to nie! W zasadzie różnice w samej rozgrywce, które nie pozostają bez wpływu na opowieść, można rozrysować na czworokącie. Tak samo zresztą, jak robią to twórcy w podsumowaniu każdej misji.

Dishonored 2 - podsumowanie misji

Jeden kąt tego kwadratu symbolizuje działanie w ukryciu, drugi – otwartą walkę, trzeci – nasze upodobanie do mordowania kogo popadnie, a czwarty – tendencję do oszczędzania napotkanych wrogów i cywili.

Niezależenie od sposobu gry, jaki obierzemy, tak czy inaczej znajdziemy się w którymś z narożników tego statystycznego ringu. A to z kolei wpływa na cały świat Dishonored 2. Zmieniają się kwestie wypowiadane przez poszczególne postaci, opowieść zmierza w stronę jaśniejszego lub mroczniejszego finału, a w miastach przybywa albo ubywa krwiogzów, czyli wyjątkowo paskudnych owadów żerujących na ludzkich trupach.

Dishonored 2 - malownicze lokacje

Co ciekawe, Dishonored 2 pozostawia nam w tej kwestii stuprocentowo wolną rękę. Co oznacza, że także głównych przeciwników nie musimy koniecznie pozbawiać życia. Dajmy na to, obłąkaną lekarkę możemy albo zwyczajnie ukatrupić, albo zaaplikować jej zastrzyk ze specyfiku, który przywróci ją do zdrowych zmysłów. 

W każdym punkcie rozgrywki możemy wybrać, czy zwiększymy czy też zmniejszymy poziom ogólnego chaosu w cesarstwie poprzez uśmiercanie lub oszczędzanie naszych wrogów, a zarazem poddanych. 

Oznacza to jednocześnie, że w Dishonored 2 nie istnieje tylko jedna jedyna słuszna droga – mordercy albo pacyfisty. W końcu na tym polega dramat całej tej historii. Jak daleko się posuniesz, żeby osiągnąć swój cel? I kim będziesz, kiedy już przekroczysz metę wyścigu o władzę w wyspiarskim imperium?

Dishonored 2 - zabójstwo

Cała para w scenerię

Steampunk to ostatnimi czasy modne słowo. Ale steampunk steampunkowi nierówny i różni twórcy używają go w lepszy lub gorszy sposób. A jak to wygląda w Dishonored 2? Bez owijania w bawełnę – wyśmienicie.

Dishonored 2 - dobijanie do brzegu

Już pierwsza część zachwycała warstwą wizualną, ale druga pod tym względem przewyższa nawet swoją poprzedniczkę. Nie mówię tutaj o samej grafice, bo akurat ta miejscami kuleje. Chodzi o projekty lokacji, które potrafią zauroczyć klimatem i złożonością.

Chyba najbardziej zapadła mi w pamięć na wpół zrujnowana lecznica, którą postanowiono przerobić na alchemiczne laboratoria. To olbrzymie, ponure gmaszysko, nad którym błyskają pioruny, zrobiło na mnie niesamowite wrażenie.

Dishonored 2 - klimatyczne miejscówki

Podobnie zresztą, jak pokazywana na okrągło w materiałach promocyjnych mechaniczna rezydencja. W pełnym trybów, śrub i elektryki labiryncie można się naprawdę pogubić. Co zresztą niemal mi się przydarzyło. 

Dźwignie zmieniające położenie schodów i korytarzy, tajne przejścia w ścianach, mechaniczni strażnicy patrolujący komnaty… To miejsce powracało do mnie w koszmarach. Ale w tych, które za wszelką cenę chce się dośnić do końca.

Dishonored 2 - mechaniczna rezydencja

Każda z lokacji to jedyny w swoim rodzaju mikrokosmos, który chcemy przebadać w najdrobniejszych fragmentach i nie spoczniemy, póki nie odnajdziemy ostatniego sekretu. Tego, do którego trzeba się dostać po konarze drzewa, przez balkon, ukrytym przejściem, rozbrajając pułapkę, znajdując szyfr do sejfu… Lub w jakikolwiek inny sposób. I w tym aspekcie nie brakło pomysłowości twórcom Dishonored 2.

Całe szczęście, że poszukiwaczy skarbów wyposażono w zmechanizowane serce cesarzowej Jessamine Kaldwin, które nawiguje po miejscach pełnych run i kościanych amuletów. A skoro już o tym mowa...

Dishonored 2 - mechaniczne serce i runa

Kość z kości, runa z runy

Czym są wspomniane kościane amulety i ich kuzynki runy? Zacznijmy od tych ostatnich, bo to mniej złożona kwestia. Otóż, runy pozwalają nam zdobywać nowe lub ulepszać znane już moce. 

To odpowiednik znanych z innych gier punktów umiejętności. Z tym, że tutaj nie dostajemy ich wraz z poziomami doświadczenia (których zresztą w Dishonored 2 też nie ma), ale musimy je wyszukać w zwiedzanych miejscach.

Dishonored 2 - kościane amulety i runy

Inaczej sprawy się mają z kościanymi amuletami. Wprawdzie je też odnajdujemy w czasie cierpliwej eksploracji map, ale one przypominają raczej tak zwane „perki”. Możemy nosić w stanie aktywnym zaledwie kilka z nich (z możliwością dokupienia dodatkowych miejsc u lokalnych sklepikarzy) i wpływają one między innymi na nasz poziom zdrowia, szybkość ruchu czy tempo ubywania many.

Ponadto możemy tworzyć swoje własne kościane amulety. Potrzeba do tego dwóch rzeczy. Po pierwsze wielorybich kości, które okazjonalnie znajdujemy w czasie naszych wojaży lub metodą recyclingu – odzyskawszy je z posiadanych już talizmanów. 

A po drugie przydadzą nam się też atuty, którymi chcemy natchnąć nowe amulety. W tym celu raz jeszcze przetwarzamy te stare.

Dishonored 2 - tworzenie amuletów

Reszta to już tylko kwestia eksperymentowania, łączenia cech „wyciągniętych” z posiadanych amuletów i unikania pułapek pod postacią ewentualnych negatywnych wpływów, jakie mogą przylepić się do tworzonych przez nas talizmanów.

Oparty na runach i kościanych amuletach system rozwoju postaci (dla uproszczenia pomijam już ulepszenia ekwipunku czy też kapliczki Odmieńca) doskonale motywuje nie tylko do kontynuowania przygody z Dishonored 2, ale też do szczegółowego przeszukiwania każdej mapy i docierania nawet w jej najbardziej niedostępne obszary. 

Dishonored 2 - sklep czarnorynkowy

Łódź, sweet łódź

Zbliżając się do finału tego tekstu, pozwolę sobie na wtręt nieco bardziej osobisty, choć zahaczający też o ogólniejszą refleksję. Otóż, wszyscy wiemy, że dobrze jest mieć w życiu to, co psychologowie i wojskowi nazywają „bezpieczną bazą”. Czyli miejsce, gdzie możemy odpocząć, zdjąć robocze ciuchy lub sceniczną maskę, porozmawiać z przyjaciółmi, westchnąć „Home, sweet home”… I tak dalej, i tak dalej.

Motyw ten nie od dziś jest znany również w grach. Hitman w drugiej części serii miał swoją przyklasztorną kanciapę, tropiciel z Bloodborne’a koił się w swoim śnie, a żołnierze z Call of Duty: Infinite Warfare po udanej misji wracają na pokład gwiezdnego niszczyciela. 

Nie inaczej jest w Dishonored 2, gdzie za takie miejsce służy nam stara łajba zmęczonej życiem pani kapitan.

Dishonored 2 - na statku

Pytanie tylko, czemu ma ona służyć? Wiem, wiem, taka baza fajna rzecz, ale z drugiej strony ciągłe powroty na pokład statku skutecznie spowalniają akcję, a jakby tego było mało, rytm przypływania i odpływania negatywnie działa na sposób, w jaki postrzegamy same misje. 

Bo dziwnym trafem one również zostają zarażone tą monotonią, mimo że nie ma w tym ich winy. Tym niemniej ciągłe desantowanie się w szalupie i powracanie do niej po wykonanej robocie sprawia wrażenie, że kolejne zadania wydają się bardziej do siebie podobne, niż są w rzeczywistości.

Może to tylko moje odczucie, ale wolałbym, żeby Dishonored 2 postawiło na bardziej dynamiczne przerywniki między misjami, niż wałęsanie się po starym okręcie. Zwłaszcza, że wcale nie znajdziemy na nim aż tak wielu atrakcji.    

Skradanie zawsze w modzie

Niby w tym temacie, jakim są skradanki nie ma już zbyt wiele do powiedzenia. Thief, Hitman i reszta ekipy ukształtowali ten gatunek do perfekcji. W każdym razie tak mogłoby się wydawać, choć przecież Dishonored dorzucił do niego swoich parę groszy.

Dishonored 2 - odprawa u Sokołowa

Dobitnie uświadamia nam to zresztą druga część tej serii, która przypomina trochę młodszą i atrakcyjniejszą siostrę swojej poprzedniczki. Choć może nie jest to najlepsze porównanie, bo przecież Dishonored 2 znajduje się w idealnej harmonii z „jedynką”. 

Tymczasem wiemy, jak trudne bywają relacje między rodzeństwem. Zwłaszcza, jeśli jedno pragnie przejąć od drugiego cesarską koronę. Wtedy trzeba nie lada umiejętności, żeby to wszystko odkręcić!

Dishonored 2 - paczka tych złych

Ocena końcowa:

  • wciągająca intryga
  • niezwykła mechanika rozgrywki, która łączy taktykę z zapierającą dech akcją
  • możliwość dokonywania wyborów, które wpływają na opowieść
  • wiele dróg do ukończenia poszczególnych misji
  • mnóstwo sekretów i dwie główne postacie znacząco podbijają "regrywalność"
  • niesamowity klimat lokacji
  • rozgrywka wymagająca, ale też satysfakcjonująca
     
  • grafika czasem zawodzi
  • sekwencje na statku, pomiędzy misjami, negatywnie wpływają na dynamikę rozgrywki
  • kłopoty z optymalizacją wersji PC
     
  • Grafika:
     dobry
  • Dźwięk:
     dobry plus
  • Grywalność:
     dobry plus
Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE