Xbox Series S lepszy od Series X? W niektórych przypadkach tak
Dziewiąta generacja konsol to wciąż gorący temat i zdecydowanie podkręci atmosferę tegorocznego sezonu zimowo-świątecznego. Zarówno Xbox Series S, Xbox Series X, jak i PlayStation 5 znajdą swoich nabywców wśród graczy, jak i tych, którzy chcą podarować bliskim gwiazdkowe prezenty "na wypasie".
Jeśli nie PlayStation 5, to Xbox Series - tylko który?
Problemy z dostępnością konsol od Sony sprawiają, że coraz więcej graczy rozważa postawienie na urządzenie ze stajni Microsoftu. Również osobiste sympatie do zapowiadanych gier, dedykowanych danemu sprzętowi mają spore znaczenie (przyznaję, sam czekam na Forza Motorsport 8 na Xboxa). Pozostaje tylko pytanie - brać Xbox Series S, czy Xbox Series X?
Tysiąc złotych różnicy między konsolami Microsoftu - na czym oszczędzono?
Xbox Series S to najtańsza spośród nowych konsol. Standardowa cena to 1349 zł, a trwające i zapowiadane promocje, a także sprzedaż w pakiecie z grami i akcesoriami tylko zwiększają atrakcyjność oferty. Co więc sprawia, że Xbox Series X to wydatek rzędu około 2200 - 2300 zł? Czy niedzielny gracz zauważy różnicę?
Gry na obie wersje konsoli będą takie same
Przede wszystkim, wyjaśnijmy sobie jedno - obie konsole od Microsoftu oparte są na tej samej architekturze i każda gra wydana na mocniejszą wersję, będzie też działała na nieco słabszym odpowiedniku. Nie ma więc takiej możliwości, że za dwa czy trzy lata gracze, którzy oszczędzą na konsoli, nie będą w stanie uruchomić nowych tytułów.
Zarówno w Xbox Series S, jak i Xbox Series X zastosowano taki sam procesor, choć w tym pierwszym przypadku - o nieco tylko innej częstotliwości. Oszczędzono za to na pamięci RAM, napędzie optycznym, pojemności dysku i - co najistotniejsze dla działania gier - wydajności układu graficznego. W związku z tym ostatnim, Xbox Series S nie pozwoli na zabawę w rozdzielczości 4K, a maksymalnie w 1440p.
Masz starszy telewizor? Nie potrzebujesz 4K!
Każdy musi więc zadać sobie pytanie: czy potrzebuję 4K? Jeśli ktoś gra na monitorze o przekątnej 27" lub na nieco starszym telewizorze, prawdopodobnie nie będzie miał nawet możliwości grania w wysokiej rozdzielczości. Jasne, do różnic dochodzą jeszcze graficzne "fajerwerki" - bo choć technologia ray tracing jest dostępna także w "eSce", to będzie ona nieco mniej szczegółowa.
Nie każdy jednak musi oczekiwać najwyższych możliwych detali graficznych. Z podobnych powodów gracze pecetowi nie wymieniają sprzętu co kwartał, tylko z czasem obniżają poziom oprawy wizualnej, by po kilku latach zainwestować w nową kartę graficzną.
Dysk mniejszy, jednak tak samo szybki
Poza oprawą wizualną, oszczędniejsze komponenty Xbox Series S oznaczają też mniej miejsca na dysku SSD - to "jedynie" 500 GB w porównaniu do 1 TB z Xbox Series X. Pamiętajmy też, że po zainstalowaniu systemu i aktualizacji, wartości te zmniejszają się odpowiednio do 364 GB oraz 802 GB. Biorąc pod uwagę, że mało która gra zajmuje 10 GB (ich średnia "waga" to 50 GB), a hitowe tytuły potrafią przekraczać nawet 100 GB, to możemy dojść do wniosku, że na konsoli równocześnie nie przechowamy zbyt wiele produkcji.
Ograniczenie to można częściowo obejść za pomocą rozszerzania pamięci. Najbardziej rekomendowanym, oficjalnym rozwiązaniem jest wybór karty Seagate o pojemności 1 TB, jednak jej koszt to aż 1000 zł. Zapewnia ona jednak wysoką wydajność i mieści się w dedykowanym slocie w konsoli. Alternatywą są dyski zewnętrzne na USB, ale korzystając z nich można grać bezpośrednio tylko w produkcje z poprzednich generacji - nowe gry będą musiały być skopiowane do pamięci urządzenia.
Zwróćmy także uwagę, że Xbox Series S nie posiada napędu optycznego. Odpada tu więc opcja kupowania gier w wydaniu fizycznym, a także tytułów używanych. Graczom pozostaje wyłącznie dystrybucja cyfrowa.
Xbox Series S - świetna konsola, więc po co przepłacać?
Można odnieść wrażenie, że minusów przemawiających na niekorzyść Xbox Series S jest dość sporo. Ale zaraz, zaraz - najważniejszą kwestią jest, że są to wady tylko dla niektórych. Ja osobiście jestem coraz bliższy zakupu właśnie tej konsoli od Microsoftu - mimo, że na obecną generację planowałem wybór wyłącznie PlayStation 5.
Po pierwsze, nie każdy potrzebuje topowej grafiki, a także nie wszyscy mają wyświetlacz, który pozwoli na cieszenie oczu super detalami. Ja sam należę do tej grupy, której ciągle nie odrzucają animacje w pierwszym Wiedźminie czy Need for Speed Underground.
Abonament rozsądną odpowiedzią na fizyczne wydania gier
Po drugie, cyfrowa dystrybucja za pomocą Xbox Game Pass to coś, co cenię wyżej niż abonament PlayStation Plus. Duża lista tytułów sprawia, że zawsze mam pod ręką nowe produkcje, które chcę wypróbować, a śledząc rozmaite promocje wychodzi na to, że za roczny dostęp do całej masy gier zapłacę znacznie mniej niż za dwie gry w cenie z dnia ich premiery. Do tego wsteczna kompatybilność to element, w którym Microsoft wyraźnie wygrywa z Sony.
Kolejnym argumentem jest dla mnie fizyczna wielkość konsoli. Chciałbym ograć większość głośnych tytułów, więc istotne jest dla mnie postawienie obok siebie zarówno konsoli PlayStation, jak i Xboxa lub komputera. Wiem, że w poszukiwaniu najwyższego poziomu detali będę sięgał po PS5, ale tańsza odmiana Xbox Series S będzie stanowiła dla mnie idealne uzupełnienie.
Xbox Series S - czy warto kupić?
Koniec końców, nie widzę powodów do przepłacania. Szczególnie, że coraz rzadziej kupuję gry na płytach. Dziewiąta generacja nie jest też aż takim przeskokiem technologicznym, żebym zachwycał się nową grafiką. Zapewne poprawi się ona dopiero za dwa-trzy lata, kiedy deweloperzy lepiej nauczą się wykorzystywać nowe konsole. W tej chwili stawiam więc na Xbox Series S i jeśli tylko do świąt trafię na jakąś dobrą promocję, już wiem jaki zrobię sobie prezent.
Oto co jeszcze może Cię zainteresować: