Bajarz czy fantasta
Druga odsłona Dragon Age od pierwszych minut zabawy kusi niecodzienną narracją. Historia naszego bohatera – Hawke’a, który z uchodźcy staje się Czempionem Kirkwall opowiadana jest przez jednego z jego kompanów – krasnoluda Varricka. Nie jest to jednak zwyczajna opowieść bajarza siedzącego przy kominku w karczmie, ale przesłuchanie prowadzone przez poszukiwaczkę Zakonu o imieniu Cassandra. Próbuje ona poznać prawdziwe losy naszego bohatera i motywy jego działania. Nie jest to łatwe, bo Varrick uwielbia fantazjować dodając czasami coś od siebie. Dzięki temu nie raz zdarzy się nam rozegrać daną sytuacje dwukrotnie – najpierw w wersji upiększonej przez krasnoluda, a później tej rzeczywistej. Trzeba przyznać, że patent ten sprawdza się znakomicie.
Sama historia jest znacznie mniej mroczna niż w pierwszym Dragon Age. Uciekającej przed Plagą rodzinie naszego bohatera, nie bez trudu udaje się dostać do miasta łańcuchów - Kirkwall mieszczącego się w Wolnych Marchiach. W czasie gdy Fereldenie Szary Strażnik walczy z mrocznymi pomiotami Hawke rozpoczyna swoją przygodę, która potrwa niemal 10 lat. W tym czasie jego czyny wstrząsną w posadach nowym światem. Zapowiada się ciekawie, prawda? Niestety, nowa fabuła to dopiero początek całej listy zmian.
Smocza Era bliżej Efektu Masy
Dragon Age 2 uproszczeniami stoi – tak krótko podsumować można to co zafundowało nam BioWare. Pierwszą znaczącą „nowością” jest ograniczenie możliwości wyboru bohatera. Hawke może być jedynie człowiekiem (mężczyzną lub kobietą) i reprezentować jedną z trzech dostępnych klas – maga, łotrzyka lub wojownika. W naszych przygodach towarzyszyć nam będzie 8 kompanów, ale, co oczywiste, w danej chwili będziemy mogli korzystać z pomocy jedynie czterech z nich. Niestety zarządzanie nimi podczas walki nie będzie już możliwe z rzutu izometrycznego, który zastąpiono, podobnie jak to miało miejsce na konsolach, widokiem za pleców prowadzonej przez nas postaci. Co więcej zmianom uległ także system inwentarza i wyposażenia naszej drużyny. O ile bowiem Hawke może korzystać ze różnego rodzaju pancerzy, rękawic czy butów o tyle nasi towarzysze ponoć sami wybierają to co chcą nosić. Przynajmniej tak twórcy gry tłumaczą brak wpływu na ubiór całej drużyny.
Kolejnym elementem, który przeszedł sporą metamorfozę jest system dialogowy. Znane wszystkim drzewka zastąpione zostały kołem dialogowym charakterystycznym dla serii Mass Effect. Niestety, ograniczenie możliwości wyboru prowadzenia rozmów do ściśle określonych zachowań, w tym przypadku nie wyszło grze na dobre. Aż dziwne, że tak mocno uproszczono coś co jest kluczowe dla gier RPG. Świetnie zaplanowane dialogi, w których każdy wybór pociąga za sobą faktyczne, a nie pozorne następstwa miała już nawet tak słabo oceniana (choć nie do końca słusznie) produkcja jak Alpha Protocol . Oczywiście i tutaj zdarzają się sytuacje, w których nasze decyzje wpływają na dalszą rozgrywkę, ale jest ich stosunkowo niewiele. Przynajmniej jeśli chodzi o kluczowe momenty. Najczęściej dotyczą one tu bowiem kolejnych potyczek z przeciwnikiem. Świetnym tego przykładem może być wyprawa naszego bohatera do Pustki. Aby nie zdradzać zbyt wielu szczegółów powiem tylko, że od doboru towarzyszących nam kompanów zależy to czy uda nam się pokonać wszystkich napotkanych wrogów.
A skoro już o mowa o naszych przeciwnikach to warto wspomnieć, że nadal nie są oni zbyt wymagający, przynajmniej na normalnym poziomie trudności. Swoją mało wybujałą sztuczną inteligencję nadrabiają najczęściej ilością. Oczywiście zdarzają się też przegięcia w drugą stronę. W ciągu całej moje przygody natknąłem się na kilku mega bossów, których pokonanie graniczyło niemal z cudem. Zwycięstwo w takich starciach zależy w dużej mierze od właściwego doboru towarzyszy i … wykorzystaniu błędów gry. Aby nie być gołosłownym przytoczę tu przykład potężnego smoka, na którego natknąłem się w jednej z misji. Gdyby nie sposób z ucieczką w głąb wcześniej odwiedzonych korytarzy i zaklinowanie się ścigającego mnie wroga w drzwiach zapewne dawno porzuciłbym Dragon Age 2, a Wy nie czytalibyście teraz tego artykułu. Takich sytuacji co prawda nie ma w grze za wiele, ale potrafią one napsuć nam nieco krwi. Dobrze chociaż, że nasi kompani wykazują dużo większą wolę przetrwania nie tylko ich samych, ale i pozostałych towarzyszy. Umiejętnie leczą, przełamują ataki przeciwników czy ściągają ich uwagę na siebie pozwalając reszcie odzyskać nieco sił przed dalszym starciem. Oczywiście nadal możemy ingerować w przygotowane wcześniej taktyki albo dodawać nowe.
Zadania stawiane przed nami podczas gry są mocno zróżnicowane i całkiem nieźle rozbudowane. Szkoda tylko, że i tu znalazły się wyraźne „zapchaj dziury” typu „przynieś, zanieś, pozamiataj”. Misje pokroju poszukiwania składników dla zielarza czy doglądania interesów kopalni, której stajemy się współwłaścicielem (o ile wybierzemy odpowiednią opcje dialogową podczas jednej z rozmów) są średnio interesujące, bo sprowadzają się jedynie do walki z hordami kolejnych przeciwników. Jeszcze gorzej wyglądają zadania, o których tak naprawdę dowiadujemy się dopiero w momencie ich zakończenia. Chodzi o sytuacje, gdy okazuje się, że podczas naszych wędrówek zupełnie nieświadomie odnaleźliśmy coś o należało zwrócić prawowitemu właścicielowi. Wszystko świetnie, ale czasami nie wiedziałem nawet co oddałem i po co. Takie misje nie mają bowiem animowanego finału, a jedynie komiksowe, „dymkowe podziękowanie".
Kontrowersyjnej całości dopełniają powtarzające się lokacje. I nie chodzi tu tylko o bieganie stale po tym samym mieście czy jego okolicach. Twórcy nagminnie wykorzystują całe fragmenty tych samych lokacji przy każdej możliwej okazji. Nie zdziwcie się więc gdy podczas dwóch różnych zadań mających toczyć się w dwóch różnych częściach Kirkwall biegamy po dokładnie takich samych domach, korytarzach czy lochach.
Na szczęście wśród całej gamy niedoróbek jednej rzeczy nowemu Dragon Age zarzucić nie można – świetnej kreacji postaci, której towarzyszą znakomicie odegrane dialogi. Nasi kompani są rewelacyjnie nakreśleni ,a ich historie pobudzają naszą ciekawość. Wielkie brawa należą się też osobom podkładającym głosy, szczególnie tym, które wcieliły się w rolę Varricka i elfa Fenrrisa. Prawdziwie niezapomniane wrażenia.
A jednak warto spróbować
Pierwszy Dragon Age nieźle namieszał w erpegowym światku. Ciekawa, mroczna fabuła w połączeniu z dawno zapomnianymi rozwiązaniami to było coś na co czekali fani tego gatunku. Trudno się więc dziwić emocjom jakie towarzyszyły drugiej odsłonie Smoczej Ery. Niestety nie wszyscy będą zadowoleni z kierunku rozwoju serii co widać choćby po ostrej reakcji zagorzałych miłośników gier fabularnych. Zredukowanie elementów RPG do minimum i zręcznościowy charakter rozgrywki do złudzenia przypominają zeszłoroczny hit BioWare – Mass Effect 2. I choć, podobnie jak tam niektóre uproszczenia sprawdzają się tutaj całkiem nieźle to jednak trochę szkoda, że dysponując tak silną i świetnie przyjętą przez graczy marką kanadyjskie studio nie odważyło się pójść za ciosem powracając do korzeni gatunku RPG.
O dziwo, przygodowo-zręcznościowy Dragon Age 2 okazuje się potrawą całkiem strawną dzięki ciekawie opowiedzianej historii i świetnej kreacji bohaterów. Owszem, brakuje jej nieco polotu i świeżości poprzednika, a i niezbyt nowoczesna grafika, niektóre niedoróbki i chrupiąca gdzieniegdzie animacja potrafią lekko zniechęcić. Wystarczy jednak przebrnąć przez pierwszą , przydługawą część rozgrywki , aby zadziała magia tej gry zmuszając nas do poznania finału tej niezwykłej opowieści. Warto przymknąć oko na uproszczenia i samemu się o tym przekonać.