Jest tylko jeden sposób, aby pobieranie filmów nie zabiło tej branży – zaangażowanie samych twórców. Powinni oni zadbać o to, by ludzie faktycznie woleli zapłacić za możliwość obejrzenia. Czy to w ogóle możliwe? Według studia DreamWorks Animation – jak najbardziej. Ujawniło ono swoją propozycję, nad którą naprawdę warto się zastanowić.
Jeffrey Katzenberg, szef DreamWorks Animation uważa, że największym problemem jest opóźniona o wiele miesięcy premiera filmów na nośnikach czy w wypożyczalniach VOD / platformach streamingowych w stosunku do debiutu kinowego. Chciałby on skrócić ten czas do zaledwie 17 dni. Oznaczałoby to, że publiczna dystrybucja na szeroką skalę zaczynałaby się po nieco ponad dwóch tygodniach.
Na tym jednak nie koniec – Katzenberg proponuje rozwiązanie polegające na dostosowaniu ceny filmu do wielkości ekranu, na którym użytkownik chciałby go oglądać. W końcu podobnie wygląda sytuacja z kinem. I tak na przykład posiadacze ogromnych telewizorów musieliby zapłacić 15 dolarów za nową produkcję, ci z modelami o przekątnych od 65 do 85 cali – 4 dolary, a smartfonowcy – skromnie, 2 dolary.
Pomysł zdecydowanie może wydawać się kontrowersyjny, ale z drugiej strony śmiało można zinterpretować go jako racjonalną odpowiedź na dynamicznie ewoluującą technologię. W naszych domach pojawiają się coraz większe telewizory, a szybki dostęp do nowości filmowych w wysokiej jakości i o niewygórowanej cenie byłby interesującą propozycją. Oczywiście jest inny problem – współpraca pomiędzy wydawcami.
Cóż, zobaczymy w jakim kierunku rozwinie się ten temat.
Źródło: DigitalTrends