Jak zmienił się rynek mobile w ciągu dwóch dekad?
Trudno w to uwierzyć, ale kalendarz nie kłamie. Zmiany jakie zaszły w branży mobile w ciągu ostatnich dwóch dekad są ogromne.
20 lat historii komórek
Jeszcze zanim wyszedł z domu, uruchomił na smartfonie kalendarz, by upewnić się, że to dzisiaj. Tak, to dzisiaj: 2 maja 2017. Spakował do plecaka power bank i zapiął suwak, podłączył słuchawki i ruszył do drzwi. Zamknął zamek, napisał na WhatsAppie, że „wlasnie wyszedl”, włączył na Spotify swoją ulubioną playlistę i rozpoczął schodzenie po schodach. Sprawdził na smartwatchu godzinę – ma jeszcze trochę czasu. Dobrze się składa, bo właśnie dostał powiadomienie z Facebooka, że jego kumpel obchodzi dziś urodziny. Na śmierć zapomniał, ale szybko wklepał życzenia, zrobił selfie z uśmiechem i wiadomość poleciała do odbiorcy.
Najpierw tramwaj, potem pociąg i zaraz będzie na miejscu. Skorzystał z aplikacji, by kupić bilety i pieniądze automatycznie poszły z konta w banku na konto MPK. Ach, BLIK https://www.benchmark.pl/co-to-jest-blik-jak-placic-blikiem-7268098965578817ato jednak świetna sprawa… Znów odezwał się smartwatch: 2 nowe wiadomości. Wyjął więc smartfona z kieszeni, przebił się przez grad powiadomień z każdej możliwej aplikacji i dotarł do tego, czego szukał. Zmiana planów, jednak spotkają się w innej knajpie. Na szczęście jest nazwa, którą mógł wpisać do aplikacji z mapami. Nie ma tego złego, właściwie to tylko kawałek, nie musi nawet zmieniać przystanków. Odblokował ekran, najwyższy czas w coś zagrać.
20 lat wcześniej…
Właśnie zadzwonił domofon, koledzy spytali, czy pojedzie z nimi pod namiot na działkę Marka. Świetny pomysł, stwierdził, a mama się zgodziła, więc zaczął pakowanie. Discman, żeby można było posłuchać muzyki, Game Boy, który dostał na urodziny, trochę pieniędzy na colę, tata pewnie wziąłby jeszcze pager, ale tata dzisiaj nie jedzie… Znowu dzwonek. Weź odtwarzacz DVD, proszą. Jasna sprawa! Założył zegarek, poinstruował mamę, co ma mówić, gdyby przyszli znajomi, pożegnał się i ruszył w świat.
Ten wstęp w bardzo niewielkim stopniu oddaje to, jak bardzo zmienił się świat w ciągu ostatnich dwóch dekad. Korzystając jednak z okazji, że dokładnie dwadzieścia lat kończy w tym roku serwis benchmark.pl (tak, kalendarz nie kłamie), przenieśmy się wstecz i zobaczmy, jak zmieniał się w tym czasie rynek mobile.
A nie jest to krótka droga: zaczynamy bowiem od czasów, w których pagery i palmtopy były codziennością, a jakakolwiek komórka znajdowała się w kieszeni jednego, najbogatszego człowieka z każdej dwudziestki. Skończymy zaś w erze, w której bez smartfona wielu z nas nie wyobraża sobie życia. Ten bowiem jest nie tylko podstawą utrzymywania kontaktu ze znajomymi, pozyskiwania informacji ze świata i oddawania się rozrywce. Zastępuje też aparaty, nawigacje, odtwarzacze, przenośne konsole i… karty do bankomatu.
Pamiętasz swoją pierwszą komórkę? Pewnie była sporych rozmiarów prostopadłościanem (może jeszcze nawet z antenką, która znikać zaczęła dopiero w 1998 roku), którego ekran (czarno-biały zresztą) stanowił zaledwie maleńką część przedniego panelu. Dopiero z czasem wyświetlacze stawały się coraz większe i większe, co zaowocowało powstawaniem nowych konstrukcji, takich jak telefony z klapką czy rozsuwane. Rozwiązania, o których mało kto już pamięta, bo dzisiaj liczą się tylko smartfony i to powolutku takie, których ekrany zajmują ponad 90 proc. przedniego panelu. Wyświetlacze nabierały też barw, by dzisiaj obsługiwać wreszcie pełną paletę kolorów.
Zresztą to dokładnie 20 lat temu na rynku pojawił się pierwszy telefon z kolorowym wyświetlaczem. Choć może to brzmieć dziś jak kiepski żart, Siemens S10 – bo o nim mowa – był w stanie wyświetlić na swoim maleńkim ekraniku dokładnie… 4 kolory. Była to więc raczej ciekawostka. Pierwszy „prawdziwy” kolorowy ekran pojawił się dopiero dwa lata później – telefon DoCoMo D502i obsługiwał już całkiem pokaźną paletę 256 kolorów. Potem zaś poszło już lawinowo. Dziś doskonałe odwzorowanie kolorów zapewniają wyświetlacze wykonane w technologii IPS lub matryce AMOLED.
Telefon powoli przestawał służyć tylko do komunikacji (która nie była tania, bo za minutę rozmowy trzeba było czasem zapłacić i 2 złote). Stawał się urządzeniem multimedialnym. W 1998 roku pojawił się pierwszy telefon z radiem FM (Nokia 650). Trzy lata później na telefonie można było też słuchać już muzyki – tyle tylko, że w bardzo kiepskiej jakości – mówimy tu bowiem o dzwonkach polifonicznych (na Sony CMD J-70 i Alcatel One Touch 511). Jeszcze przed końcem 2001 roku na rynku pojawił się też Siemens SL45i, na którego liście funkcji znalazł się: odtwarzacz MP3. Coś, co dzisiaj jest absolutnym standardem.
Między tymi wydarzeniami, a konkretnie w roku 2000 pierwszy telefon – mianowicie Sharp J-SH04 – doczekał się także aparatu. Rozdzielczość? Całe 0,11 Mpix. Obecny był on jednak tylko w Japonii. Do Stanów Zjednoczonych pierwsza komórka z aparatem dotarła w 2002 roku, ale Sanyo SCP-5300 – bo o nim mowa – oferował już 0,3 Mpix (czyli popularne VGA). Na 1,3 Mpix – które długo pozostawało standardem – musieliśmy czekać kolejne dwa lata, kiedy to do sprzedaży trafił Audiovox PM8920.
Później nastąpiła wojna pomiędzy firmami Nokia a Sony Ericsson, które montowały w swoich komórkach coraz lepsze kamery. Finowie zaatakowali w 2005 roku (2 Mpix w N90), Japończycy odpowiedzieli rok później (3,2 Mpix w K800i), ale Nokia nie dała za wygraną i w 2007 roku zaprezentowała bardzo popularny później model N95 z rewelacyjnym jak na tamte czasy aparatem 5 Mpix, który ponadto nagrywał wideo w 30 klatkach na sekundę. Co warto podkreślić, pierwszy iPhone pojawił się na rynku kilka miesięcy po N95 i dysponował kamerą jedynie 2 Mpix.
W 2008 roku do walki dołączyli się Koreańczycy. Samsung, który przygotował i8510 (znany też jako INNOV8) z kamerą 8 Mpix, a niewiele później LG, którego Renoir był pierwszym dotykowym telefonem z aparatem o tej samej rozdzielczości. Wyścig o megapiksele trwał. W 2009 roku Samsung przedstawił M8910 z kamerą 12 Mpix, a rok później na klientów czekał już Sony Ericsson S006, którego aparat robił zdjęcia 16 Mpix. Megapikselowy bank rozbiła Nokia – najpierw w 2012 roku, wypuszczając na rynek PureView 808 z kamerą 41 Mpix i kilka miesięcy później, za sprawą pierwszego smartfona z takim aparatem, czyli kultowej Lumii 1020.
Oczywiście, megapiksele to nie wszystko. Gdy kamera zaczęła stawać się jednym z najważniejszych elementów komórek, producenci serwowali różne ciekawostki: sferyczne foto, coraz lepsze zoomy i masę technologii poprawiających jakość zdjęć. Już w 2011 roku pojawiły się też pierwsze smartfony z dwiema kamerami – od HTC i LG – ale musiało minąć pół dekady, by moda na to rozwiązanie faktycznie zaczęła być żywa. To wszystko zaś sprawiło, że smartfony zaczęły wypierać aparaty cyfrowe. Kamery jednak to nie wszystko…
Po 2000 roku producenci próbowali eksperymentować z konstrukcjami. W 2004 Motorola wprowadziła na rynek serię RAZR, na którą składały się smukłe telefony z klapką. Najwyższy model V3 znalazł aż 130 milionów nabywców, co czyni go najlepiej sprzedającym się „clamshellem”. Ale choć rozwiązanie to miało swoich sympatyków, popularność poszła mocno w dół, gdy pojawiły się „komputerki” z QWERTY od BlackBerry i ekrany dotykowe. Pierwsze próby sięgają początku lat 90. ubiegłego wieku, ale to dopiero w 2007 roku miejsce miało jedno z najważniejszych wydarzeń w historii telefonów.
9 stycznia 2007 roku Steve Jobs wyszedł na scenę i zapowiedział: „dzisiaj stworzymy historię”. Nie pomylił się – zaprezentowany przez niego iPhone, choć określenie go pierwszym smartfonem jest dyskusyjne, zapoczątkował nową erę. Erę smartfonów pełniących funkcję komunikatora, ale też platformy rozrywkowej. Samo urządzenie miało dotykowy ekran i zaawansowany system iOS, a do tego pozwalało słuchać plików MP3, oglądać filmy MPEG-4 i robić zdjęcia (przypomnijmy, aparatem 2 Mpix).
To była rewolucja, a zaledwie kilka miesięcy później światło dzienne ujrzała pierwsza wersja systemu Android – równie funkcjonalnego, co iOS, a zarazem otwartego, dzięki czemu skorzystać z niego mógł każdy chętny producent. Przez kolejne lata Google i Apple napędzały rozwój funkcjonalności, dlatego też inaczej być nie mogło – smartfonów zaczęło przybywać i przybywać…
Od telefonu do komputera w kieszeni
Włączył smartfona i uruchomił Netfliksa – co by tu sobie obejrzeć dziś wieczorem? Kurczę, wybór jest ogromny, ale ostatecznie czas już chyba na sprawdzenie „Trzynastu powodów” – pełno o tym wpisów na fejsie i nie tylko. Podłączył się pod Wi-Fi i rozpoczął seans. Po pierwszym odcinku musiał jednak zrobić sobie przerwę – te słuchawki doprowadzają go do szału.
Włączył przeglądarkę na smartfonie i rozpoczął poszukiwania nowych „pchełek”. O, znalazł polecane na benchmarku – te na pewno będą niezłe. Wszedł na stronę sklepu, zapłacił przez aplikację. Teraz tylko czekać jutro na przyjazd kuriera. A na razie przemęczy kilka odcinków na starych słuchawkach – jeszcze tylko zdjęcie z niewyraźną miną i „publikuj” na Insta, #sluchawki #badziewie #sadboy.
10 lat wcześniej…
Wow! – to wszystko co przychodziło mu na myśl. Właśnie obejrzał prezentację pierwszego iPhone’a, Musi zadzwonić do kumpla. Wcisnął odpowiednie klawisze i zaraz usłyszał jego głos. „Hej, widziałeś to? Odtwarzacz, komunikator i telefon w jednym! Po prostu wywalili przyciski. Magia! Komputer w kieszeni. Muszę go mieć”. I tak jak on, pomyślały miliony ludzi na całym świecie.
Początek nowoczesnych telefonicznych systemów operacyjnych datuje się na rok 2000, a pierwszym z nich był Symbian firmy Nokia zainstalowany w jej Communicatorze 9210. Rozwój systemów sprawił, że telefony mogły szybko zyskiwać nowe funkcje i powoli zaczęły zastępować komputery. Prawdziwy przełom nastąpił dopiero kilka lat później, gdy rynek zalały iPhone’y z iOS i smartfony z Androidem. Co bez wątpienia warto tutaj zaznaczyć, właściciel tego ostatniego systemu, czyli Google, rozpoczął działalność w 1998, a więc gdy benchmark.pl działał już od roku.
W tak zwanym międzyczasie zawalczyć o popularność próbowali też inni producenci systemów operacyjnych. Przede wszystkim byli to: Microsoft (i jego wydany w 2010 roku Windows Phone, a potem „Okienka” bez „Phone”), Samsung (ze swoimi BadaOS i Tizen, który nieźle radzi sobie w telewizorach) i BlackBerry (wraz z BB OS). Ostatecznie jednak wszyscy musieli przyjąć do wiadomości, że liczą się tylko dwa OS-y: jeden na „i” i jeden na „A”.
W pierwszych latach smartfony współistniały z klasycznymi telefonami, ale powolutku te drugie przestawały mieć rację bytu. Działo się tak dlatego, że funkcjonalność inteligentnych komórek zwiększała się w niesamowitym tempie. Dobrze widać to na przykładzie rozwoju Androida. W 2009 roku doczekał się on między innymi geolokalizacji i absolutnego hitu (jednego sezonu), mianowicie animowanych tapet. Dwa lata później umożliwił producentom pozbycie się wszystkich przycisków z przodu, dzięki umieszczeniu ich na ekranie. Rok 2012 przyniósł obsługę rozdzielczości 720p, która sprawiła, że wszystko zaczęło ładniej wyglądać.
W ciągu dziesięciu ostatnich lat w ogóle zupełnie odmienił się sposób, w jaki korzystamy z multimediów. Najpierw pojawiła się aplikacja YouTube, a nieco później doszły do niej Netflix i Spotify, które pozwalają na odpowiednio oglądanie filmów i słuchanie muzyki. Dodajmy jeszcze, że dziś już ponad połowa wszystkich wyświetleń w YouTube pochodzi właśnie z urządzeń mobilnych.
Wróćmy do systemu. W roku 2012 pojawiły się bowiem także widgety na ekranie blokady, rozpoznawanie mowy offline i klawiatura typu Swype, a rok później – wraz z wersją 5.0 – obsługa Bluetooth 4.1 i 64-bitowych procesorów, a także zupełnie nowy interfejs utrzymany w stylistyce Material Design, która nie opuszcza nas do dziś. Obok tych wydarzeń dokonała się jednak znacznie większa rewolucja…
O największej rewolucji można mówić w kwestii kontaktów międzyludzkich. Od dłuższego czasu Facebook cieszył się już niemałym zainteresowaniem (ludzie migrowali na niego z NK), ale najlepsze lata portal Zuckerberga miał dopiero przed sobą. Latem 2011 roku na smartfonach z iOS i Androidem wylądowała aplikacja Facebook Messenger i wtedy się zaczęło. SMS-y i MMS-y odchodziły do lamusa, bo przecież można wysłać wiadomość na „fejsie”. Z czasem komunikacja między ludźmi w ogóle coraz bardziej zaczęła ograniczać się do tzw. social media. Jak nie na Facebooku, to ludzie piszą ze sobą na WhatsApp i wysyłają sobie zdjęcia na Snapchacie lub publikują je na Instagramie.
Rozwój aplikacji nie byłby możliwy, gdyby nie coraz lepsza (czyli coraz szybsza, bardziej niezawodna i dostępna z różnych miejsc na świecie) łączność (która stawała się też coraz tańsza). Dwadzieścia lat temu standardem było 2G, dopiero w 2001 roku światło dzienne ujrzało 3G, a z czasem nadeszły kontynuacje w postaci: 3.5G, 3G+ lub turbo 3G (a wraz z nimi VoIP). Na prawdziwy przełom czekać trzeba było kolejną dekadę, kiedy to na dobre rozgościły się standardy 4G / LTE z uproszczoną architekturą sieci szkieletowej i usprawnioną przepływnością. Krótko mówiąc: internet mobilny wreszcie mógł zacząć konkurować z tym stacjonarnym.
Telefony coraz częściej mogły ponadto łączyć się z Internetem nie tylko poprzez sieci komórkowe, ale też za pośrednictwem Wi-Fi. To rozwiązanie początkowo zarezerwowane było dla domowników, którzy podpinali się w ten sposób pod routery, ale z czasem przedarło się do przestrzeni publicznej. Mapa świata zaczęła pokrywać się punkcikami reprezentującymi hotspoty Wi-Fi, których w 2012 roku było niespełna pięć milionów, a dziś jest już dwa razy tyle. Jeszcze dziesięć, a nawet pięć lat temu trudno było znaleźć kawiarnię z Wi-Fi, dziś jest to już właściwie standard. Ba, niektóre lokale chwalą się nawet tym, że u nich Internetu nie ma.
Ogólnie rzecz biorąc, trzy elementy sprawiły, że telefony zaczęły zastępować komputery i wszystkie je już wymieniliśmy: to coraz większe ekrany, coraz lepsze technologie łączności i coraz szersza funkcjonalność. Efekt nie mógł być inny: sześć miesięcy temu mobilny ruch w sieci po raz pierwszy okazał się większy niż ten komputerowy. Urządzenia mobilne wygenerowały 51,3 proc. ruchu sieciowego (i co ciekawe Polacy zawyżają ten wynik, bo u nas za ruch w sieci odpowiadają w 59 proc. smartfony, w 39,5 proc. komputery, a w 1,5 proc. tablety). Do osiągnięcia tego poziomu i „przeskoczenia” komputerów sukcesywnie zbliżały się od 2009 roku, kiedy to ich udział był bliski zeru.
Dodajmy dla ścisłości, że Internet pojawił się jednak w komórkach wiele lat wcześniej, bo w 1999 roku. Mówimy tu mianowicie o Nokii 7110, która jako pierwsza zaoferowała przeglądarkę WAP. Pozwalała ona uzyskać namiastkę Internetu na małym ekranie telefonu. To z tego (piekielnie zresztą drogiego) rozwiązania korzystało się, gdy chciało się uzyskać dostęp do prognozy pogody czy wiadomości ze świata, ale też by pobrać dzwonki (mono- lub polifoniczne, rzecz jasna) albo gry na komórkę. Skoro już przy nich jesteśmy…
Rok 1997, od którego zaczęliśmy naszą podróż, był rewolucyjny dla telefonów z jeszcze jednego względu. W tym roku do sprzedaży trafiła Nokia 6110 – pierwsza komórka z popularnym „Wężem”. Później, od początku nowego tysiąclecia, gry stały się już podstawowymi aplikacjami instalowanymi fabrycznie na komórkach. Jako że procesory stawały się coraz lepsze, pamięci RAM było coraz więcej, a wyświetlacze ulegały zwiększeniu, gry mobilne nabierały coraz to lepszego wyglądu, a ich producenci nie bali się stosować ciekawych rozwiązań technicznych. Gry są jednak tylko jednym z obecnych trendów…
Jak zmieniały i zmieniają się trendy
Gdy startował benchmark.pl, ludzie używali jeszcze pagerów, a jeśli już mieli jakąś komórkę, to służyła ona wyłącznie do dzwonienia. W ciągu kolejnych dziesięciu lat wiele się zmieniło, a użytkownicy zaczęli dzielić się na dwie kategorie: jedni mieli wypasione komórki ze świetnymi aparatami i odtwarzaczami multimedialnymi, drudzy zapoznawali się z dotykowymi smartfonami, których możliwości z każdym rokiem stawały się większe.
W naszej podróży do dzisiaj pozostało już tylko kilka ostatnich lat. Lata te nie obejmują żadnych ogromnych rewolucji, ale mnóstwo mniejszych zmian, które składają się na jedną całość, czyli sytuację, w której bez telefonu czujemy się jak bez ręki. Smartfon jest dziś naszym oknem na świat, komunikatorem, aparatem, odtwarzaczem filmów i muzyki, nawigacją, przenośną konsolą, budzikiem, terminarzem, narzędziem płatniczym i komputerem, z którego można skorzystać przy edycji dokumentów, przeglądaniu Internetu itd.
Rozwój smartfonów to także bankowość mobilna (która z roku na rok staje się coraz popularniejsza). Jeszcze w 2012 roku korzystało z niej 1,33 miliona Polaków, dziś – pięć lat później – blisko 7,7 miliona. Rośnie też zainteresowanie randkowaniem przez telefon (o czym najlepiej świadczy sukces Tindera) oraz robieniem zakupów w ten sposób.
Smartfony wykończyły już mnóstwo sprzętu, a z każdym kolejnym rokiem potrafią zaoferować coraz więcej. Dziś na świecie jest więcej aktywnych telefonów niż ludzi. Innymi słowy, komórkę ma prawie każdy mieszkaniec „cywilizowanego świata”, a niemała część ma więcej niż jedną. Najpotężniejsze z nich mają wielordzeniowe procesory, 4 GB RAM-u, duże ekrany o wysokich rozdzielczościach (i coraz smuklejszych ramkach) oraz pojemne akumulatory (które i tak najczęściej trzeba codziennie ładować). Swoje podzespoły zamykają zaś w obudowach z metalu i szkła.
Po co komuś więcej niż jedna komórka? Przede wszystkim po to, by korzystać z dwóch różnych numerów: jednego biznesowego i jednego prywatnego. Niektórzy dalej korzystają z takiego rozwiązania, nawet pomimo tego, że istnieją przecież smartfony Dual SIM, które pozwalają zamontować dwie karty w jednym urządzeniu. A wiecie kiedy technologia Dual SIM w ogóle zadebiutowała? Już 17 lat temu – pierwszym telefonem dającym taką możliwość był fiński Benefon Twin.
Ale rynek mobile to nie tylko (stanowiące jego podstawę) smartfony. Warto też kilka słów powiedzieć na temat tabletów. Te „przerośnięte” komórki nigdy naprawdę nie zdołały zyskać popularności, choć po premierze iPada w 2010 roku wydawało się, że może być inaczej. Zbyt duży ekran, by konkurować z komórkami i zbyt małe możliwości, by powalczyć z netbookami – te cechy sprawiły, że tablety musiały pozostać ciekawostką. Choć teraz producenci próbują przywrócić tę koncepcję za sprawą – niezwykle intrygującej zresztą – koncepcji laptopów 2 w 1, które łączą to, co najlepsze w obu tych urządzeniach.
Bardzo ciekawa rzecz zdarzyła się też po 2010 roku, kiedy to w języku pojawiło się określenie phablet, mające opisywać urządzenie o tak dużym ekranie, że stanowiło połączenie smartfona i tabletu. Na początku mowa była o wyświetlaczach 5-calowych. Dziś 5 cali to standard, a nie brakuje pewnie osób, które uznały by takiego samrtfona za maleństwo. Ale to tylko taka dygresja.
Wbrew temu, co mogło się wcześniej wydawać, hitem nie okazały się także smartwatche. Ich historia sięga 1972 roku, kiedy to Hamilton zaprezentował model Pulsar P1 Limited Edition z wyświetlaczem LCD. Rewolucja nadeszła jednak dopiero na przełomie wieków, kiedy Samsung pokazał hybrydę zegarka naręcznego i komórki (SPH-WP10), a Casio – dwa zegarki: z aparatem i z odtwarzaczem MP3. Cztery lata później Microsoft zaprezentował SPOT-a z monochromatycznym ekranem 90x126 px, a w 2006 Sony Ericsson we współpracy z Fossil przygotował MBW-100, który łączył się z telefonem przez Bluetooth i wyświetlał powiadomienia.
Prawdziwy wysyp „inteligentnych zegarków” nastąpił w latach 2013-2014, gdy swoje urządzenia zaprezentowały między innymi firmy Samsung, Sony, LG i Motorola – a więc czołowi producenci smartfonów, z którymi te gadżety współpracują. Rok później pojawił się też Apple Watch, ale żadna z tych konstrukcji nie zdołała na dłuższą metę zyskać popularności. Powód jest właściwie tylko jeden: akumulator rzadko zapewniający więcej niż kilka dni pracy na jednym naładowaniu, przez co smartwach (nawet pomimo swojej funkcjonalności) nie jest w stanie zastąpić klasycznego zegarka.
Jest jeszcze jeden gadżet z rynku mobile, o którym nie można nie wspomnieć, a który też jakoś nie potrafi zdobyć wielbicieli. Mowa o goglach VR. Choć tego typu konstrukcje mają ogromny potencjał, jak dotąd nie znalazł się nikt, kto potrafiłby go wykorzystać – innymi słowy, to niezła rzecz, ale (przynajmniej na razie) kompletnie bezużyteczna. Tu jednak wiele może się zmienić. Mówi się, że rynek rzeczywistości wirtualnej będzie się dynamicznie rozwijał, a nie mniej interesującą koncepcją jest rzeczywistość mieszana, którą szczególnie interesuje się Microsoft. Sam zapowiada, że technologia ta przyniesie nam interfejs przyszłości.
A skoro już przy przyszłości jesteśmy, to nie sposób przewidzieć, co też nam ona przyniesie… Mówi się, że elektronika będzie wszczepiana w ciało, a jeśli nie, to będziemy ją nosili na sobie w postaci ubrań. Trudno więc powiedzieć, gdzie w tej przyszłości jest miejsce dla smartfona. Może go zabraknąć, przynajmniej w takiej formie, jaką znamy. Wizjonerzy mówią, że dodatkowe urządzenie stanie się zbędnym balastem, bo z siecią (której definicja może w przyszłości ulec zmianie) łączyć będziemy się za pomocą myśli. To oczywiście bardzo odległa wizja, ale już za dwadzieścia lat możemy mieć jej przedsmak.
Jeszcze tylko ostatni raz sprawdził fejsa, insta i whatsappa, upewnił się, że budzik jest dobrze ustawiony. Odłożył smartfona i zamknął oczy… Nie minęło nawet 5 minut, gdy zabrzmiał dzwonek powiadomienia. Szybko sprawdził – „dobranoc”, odpisała koleżanka z dwudziestominutowym opóźnieniem. Dobranoc, pomyślał, wyciszył telefon, by już mu nie przeszkadzał i poszedł spać.
20 lat później...
Zdjął gogle z głowy. Dość na dzisiaj. Właśnie skończył rozmawiać z hologramem swojego kumpla ze Stanów. Angielskiego nie zna w ogóle, ale to żadna przeszkoda, bo do jego uszu docierało polskie tłumaczenie. „Dzisiaj masz spotkanie”, usłyszał. Wyjął rulonik z kieszeni, rozwinął i jego oczom ukazał się smartfon z uruchomioną aplikacją kalendarza. Zawsze był tradycjonalistą…