Dying Light – apokalipsa zombie w polskim wydaniu

Hordy nieumarłych i dziesiątki przyjemnych sposobów na ich eksterminację. Tak w skrócie można określić produkcję studia Techland. I jeszcze jedno, parkour!

Apokalipsa zombie na ekranie monitora

Temat zombie z całą pewnością do świeżych pomysłów się nie zalicza, ale trudno odmówić mu pewnego uroku. W końcu masakrowanie hord nieumarłych na przeróżne, często bardzo kreatywne sposoby dostarcza wiele frajdy. Ludzie z rodzimego studia Techland zdają sobie z tego doskonale sprawę, w końcu mają już w tym temacie spore doświadczenie. Chyba każdy fan gier FPP przynajmniej kojarzy taki tytuł jak Dead Island, które zostało stworzone przez wspomnianą firmę. Nawiązanie nie jest przypadkowe, bowiem Dyign Light, pomimo że to zupełna nowa produkcja czerpie garściami ze swojego poprzednika. Na całe szczęście nie skończyło się jedynie na kolokwialnym odgrzaniu kotleta. Dostaliśmy nieźle przemyślaną i dobrze zrealizowaną grę, która zapewnia przeciętnie około kilkadziesiąt godzin zabawy na wysokim poziomie.

Dying Light - screen z gry

Fabuła Dying Light raczej nikogo nie rzuci na kolana, ale z drugiej strony chyba żaden gracz nie spodziewał się dostać tutaj literackiego arcydzieła. W mojej ocenie ten aspekt i tak wypada całkiem nieźle na tle konkurencji. Wcielamy się w postać agenta działającego pod przykrywką, którego misja zasadniczo sprowadza się do infiltracji. Oczywiście jak to zwykle bywa, nic nie jest tak proste i oczywiste jak się nam początkowo wydaje. Sprawy komplikują się dość szybko, a nieumarli okazują się nie być jedynym wrogiem, na którego poczynania musimy bacznie zwracać uwagę. Akcja Dying Light rozgrywa się na ulicach (i nie tylko) tureckiego miasta Harran, które z oczywistych względów zostało objęte kwarantanną. Niesie to za sobą szereg przeróżnych, ale zazwyczaj logicznych następstw, które dość zręcznie wpleciono w główny wątek. Nie ma tutaj jednak mowy o nudzie, bo zawsze jest co robić i wcale nie oznacza to, że musimy podążać ścieżką z góry ustaloną przez autorów tytułu. Nic bardziej mylnego. Dying Light to sandbox pełną gębą, a więc mamy pełną swobodę działań.

Dying Light - screen z gry

Oczywiście główny wątek to nie wszystko. Gra oferuje bardzo pokaźną liczbę zadań pobocznych, które można podzielić na fabularne i wyzwania. Te ostatnie dostarczają sporo frajdy. Mi szczególnie do gustu przypadł „bieg na czas”, który jak sama nazwa wskazuje polega na dotarciu do określonego miejsca w założonym limicie czasowym. Poziom trudności tych wyzwań jest dobrze wyważony. Choć wymaga od gracza doskonałej znajomości mechaniki rozgrywki oraz skupienia, to jednak wybacza drobne błędy. Oczywiście za wykonanie dodatkowych misji otrzymujemy nagrody, które zazwyczaj są warte zachodu (unikalne przedmioty, spora ilość pieniędzy). Trochę słabiej wypadają zadania fabularne, które najczęściej sprowadzają się do scenariusza „znajdź, zabij, wróć”.

Wrażenia z gry

Zabawa przy Dying Ligh jest przednia, o ile jesteście w stanie przymknąć oko na pewne uproszczenia w rozgrywce i relatywnie wysoki poziom trudności, szczególnie na początku zabawy. Ta ostatnia na dobre rozkręcą się w momencie, kiedy zapadnie zmrok. O ile za dnia dość swobodnie poruszamy się po mieście wybierając sobie potyczki, które chcemy stoczyć, o tyle w nocy role się odwracają. Teraz to my jesteśmy zwierzyną, a nieumarli ochoczo na nas polują. Dodatkowo nie są to jakieś niemrawe ledwo poruszające się potwory, ale zwinne bestie, które bez problemu dorównują nam siłą, a często w tym aspekcie nas przewyższają. Pozostaje ucieczka ucieczka i przeczekanie nocy w którymś z bezpiecznych azylów. Chyba w żadnej innej grze nie wyczekiwałem świtu jak tutaj. I choć sama noc trwa tu zaledwie kilka minut klimat aż emanuje z monitora, a do tego przez prawie cały ten czas towarzyszy nam uczucie grozy i niepewności. Doprawdy rewelacyjny pomysł, za który autorom należą się słowa uznania.

Żeby nie było tak strasznie i ponuro nasz bohater po pierwsze cały czas się rozwija, a po drugie mógłby zapewne podbić Youtube filmikiem prezentującym parkour. Przeskakiwanie przez wysokie ściany, wspinanie na słupy to dla nas niewielki problem. Nadal jednak należy uważać na dłuższe skoki np. między budynkami, bo jeśli przecenimy nasze możliwości to najpewniej spotka nas bolesna śmierć. Oczywiście jak już wspomniałem nasza postać rozwija się w zależności od naszego stylu gry. Im częściej wykonujemy daną czynność tym lepiej będziemy ją wykonywać (zdobywając doświadczenie w stosownej dziedzinie). Podobnie więc jak w rzeczywistości – praktyka czyni mistrza. Oczywiście walki nie da się całkowicie uniknąć, ale na całe szczęście autorzy udostępnili nam bardzo pokaźną ilość wszelkiego oręża, w którym zdecydowanie przeważa broń biała (choć oczywiście jest również i palna). Pałki, kije, piły i praktycznie o czym tylko nie pomyślicie – tutaj to znajdziecie. Naturalnie broń można ulepszać na przeróżne sposoby, dzięki czemu może zyskać dodatkowe właściwości. Musimy jednak najpierw znaleźć lub kupić stosowny schemat. Należy jednak pamiętać, że podobnie jak w realnym świecie, nic tutaj (no prawie) nie jest niezniszczalne.

Image

Na koniec warto jeszcze wspomnieć nieco trybach zabawy sieciowej. Mamy tutaj standardową kooperację oraz coś na wzór Evolve w wydaniu z zombie. Ten pierwszy nikogo nie zaskoczy, ot możemy wykonać wszystkie misje z innymi graczami, co oczywiście umila zabawę, ale ujawnia również mały zgrzyt w tym systemie. Wątek fabularny został stworzony, co raczej oczywiste z myślą o jednym bohaterze i to się nie zmienia w trybie wieloosobowym. Graczy jest więcej, a wszystkie interakcje, zadania wyglądają jakbyśmy bawili się sami. Oczywiście to tylko formalność, ale warto ją mieć na uwadze. Zdecydowanie lepiej prezentuje się tryb zabawy, w którym wcielamy się w postać nocnego łowcy, którego zadaniem jest ochrona gniazd-wylęgarni i eliminacja próbującego je zniszczyć gracza bądź graczy, w zależności od tego do jakiej gry dołączy się nasz zombiak. Co najważniejsze jednak postać łowcy wydaje się niesamowicie potężna, znacznie silniejsza i szybsza od pozostałych. Musi jednak starać się pozostawać w mroku, bo każde spotkanie ze światłem latarki UV kogoś z przeciwnej drużyny może zakończyć się dla niego bardzo boleśnie. Oczywiście w jego arsenale znajduje się sporo przydatnych, rozwijanych umiejętności, dzięki czemu zabawa potrafi być bardzo emocjonująca. I to dla obu stron.

Platforma testowa i metodyka

Intel Core i7 2600k 3,4 GHz

Sterowniki, system operacyjny:

  • Windows 7 64-bit
  • Catalyst 14.12
  • GeForce Game Ready 347.52 WHQL

Metodologia testowa:

Dying Light udostępnia trzy gotowe szablony ustawień graficznych: najlepsza wydajność, zrównoważone i najlepsza jakość. Dodatkowo możemy jeszcze włączyć i wyłączyć kilka detali graficznych takich jak efekt ziarna, okluzje otoczenia, rozmycie w ruchu oraz ustawić zasięg widzenia. Szczególnie ten ostatni mocno wpływa na ogólną wydajność gry. Na potrzeby testów korzystałem z szablonów przygotowanych przez autorów produkcji. Jedynie w najwyższych detalach ręcznie ustawiłem zasięg widzenia na 100%. Pomiary wydajności zostały przeprowadzone z uwzględnieniem ostatniej łatki (1.4.0), która przekrojowo poprawiła wyniki o jakieś 10 – 15% na wszystkich kartach graficznych. Warto jednak w tym miejscu dodać, że takowe uzyskano pogarszając nieco jakość grafiki. Autorzy zmniejszyli rozdzielczość tekstur oraz zasięg widzenia dla każdego poziomu tych ustawień. Różnica wizualna nie jest duża, ale z pewnością zauważalna, jeśli tylko ktoś się dokładniej przyjrzy otoczeniu. Margines błędu pomiarowego wynosi 1 kl/s.

Image
Ustawienia najlepsza jakość
Image
Ustawienia zrównoważone
Image

Ustawienia najlepsza wydajność

Analiza wydajności

Można powiedzieć, że w przypadku tej gry wykresy są aż nadto wymowne i nie pozostawiają złudzeń. Dying Light działa wyraźnie lepiej na kartach zielonego producenta. Testowany Zotac Geforce GTX 970 był jedyną konstrukcją, która przekroczyła średnio 70 kl/s w najwyższych ustawieniach graficznych. W miarę sensowną zabawę w takowych zapewnia również Radeon 290X, choć w jego przypadku trzeba się liczyć z chwilowymi - odczuwalnymi spadkami płynności animacji. Jeśli chodzi o karty ze średniego segmentu to Radeon 285 uzyskał średnio tylko minimalnie lepsze wyniki niż GeForce GTX 760, a model 270X został daleko z tyłu. Ustawienia zrównoważone praktycznie na każdej testowanej konstrukcji zapewniały minimum 50 – 60 kl/s. Po zejściu na najniższy szczebel jakości grafiki jasne staje się, że został on stworzony z myślą o kartach pokroju Radeon 260X czy GeForce 750 Ti, które bez problemu zapewnią nam odpowiednią płynność animacji (40+ kl/s).

Image

Produkcję napędza autorski silnik studia Techland – Chrome, a dokładniej jego szósta odsłona. I trzeba od razu jasno powiedzieć, że gra jest ładna. Niezłe modele postaci, przyzwoite tekstury, które momentami potrafią zrobić duże wrażenie, szczególnie w połączeniu z bardzo dobrze zrealizowanym, dynamicznym systemem pogody. Złego słowa nie mogę również powiedzieć na temat oświetlenia czy jakości cieni. Wszystko ładnie się komponuje, choć do poziomu szczegółów jaki oferuje konkurencyjny silnik - CryEngine trochę jeszcze brakuje. Na minus z całą pewnością można policzyć pewną powtarzalność zabudowań i tekstur, przeciętnie prezentującą się florę oraz bardzo nienaturalne rozmycie dalszego planu.

Image

Niestety, największą bolączką Dying Light jest jej optymalizacja i liczne pomniejsze problemy techniczne. Do tej pierwszej kategorii z pewnością zalicza się relatywnie słaba wydajność na kartach graficznych AMD, ogromne zapotrzebowanie na pamięć RAM oraz problemy z równomiernym obciążeniem w przypadku procesorów wielordzeniowych. Częściowo te bolączki zostały poprawione kolejnymi łatkami, ale z pewnością nie wszystkie. Producent oczywiście zapowiedział, że kolejne aktualizacje rozwiążą wspomniane problemy. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że gra została wydana w pośpiechu bez odpowiednio długiej fazy beta testów.

Porównanie ustawień graficznych

Image
Ustawienia najlepsza jakość
Image
Ustawienia zrównoważone
Image
Ustawienia najlepsza wydajność
Image
Ustawienia najlepsza jakość
Image
Ustawienia zrównoważone
Image
Ustawienia najlepsza wydajność

Podsumowanie

Image

Z technicznego punktu widzenia Dying Light to solidnie wykonana praca. Przynajmniej jeśli chodzi o oprawę audio-wizualną. Niestety zawodzi nieco optymalizacja, która nawet teraz, po kilku łatkach pozostawia sporo do życzenia. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że w momencie premiery gracze dostali do rąk wersję beta do przetestowania. Liczne problemy z kartami graficznymi AMD, drastyczne spadki ilości wyświetlanych kl/s oraz zadziwiające duże zapotrzebowanie na ilość pamięci RAM znalazło swoje odbicie w postaci dziesiątek tematów niezadowolonych użytkowników na oficjalnym forum gry.

Image

Pomijając jednak kwestie techniczne można śmiało powiedzieć, że rodzime podejście do jakże popularnego tematu zombie zakończyło się sukcesem. Dying Light to zwyczajnie dobra gra, zarówno pod względem kampanii dla jednego gracza jak i multiplayera. Nie jest rewolucyjna w żadnym aspekcie, ale trudno też wytknąć jej jakieś większe potknięcia. Na koniec pozostaje już tylko mieć nadzieję, że produkcja polskiego Techlandu odniesie zasłużony sukces rynkowy. Na takowy bowiem zdecydowanie zasługuje.

Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY