Dying Light The Following – słońce znów wschodzi krwawo

Dying Light The Following wyprowadza nas poza mury Harranu. Zainfekowana dodatkiem podstawa mutuje w zupełnie nowy, zachwycający i przerażający organizm.

Serca z krwi i mięsa

Flagowiec firmy Techland doczekał się wreszcie masywnego rozszerzenia. Już wcześniej konkurencyjny CD Projekt RED udowodnił, że DLC może być równie atrakcyjne, jak podstawowa wersja gry. Ich Serca z Kamienia zebrały fenomenalne oceny, a część fanów Białego Wilka stawiała je na równi z bijącym rekordy popularności Dzikim Gonem. Twórcy kultowego Call of Juarez oraz pomysłowej Dead Island dotrzymują kroku REDom, serwując zombicznym zapaleńcom długą i pełną krwawych perypetii przejażdżkę po wioskach rozciągających się u stóp zżeranego epidemią Harranu.

Dying Light The Following - w poszukiwaniu kultu Matki

Wirus buszujący w zbożu

Na początku była mapa. Harrańscy ocaleńcy odnaleźli półprzytomnego przybysza, który mamrocze niezrozumiale o kulcie Matki i ludziach odpornych na wirusa. Najważniejsze jednak, że posiada on skrawek papieru z wyrysowaną trasą, która wiedzie za mury opanowanej przez truposzy metropolii.

W obliczu kurczących się zapasów antyzyny Kyle Crane rusza na poszukiwanie opisywanej przez nieznajomego społeczności. Brodząc po pas w nieczystościach przedziera się przez rozciągające się pod miastem kanały, żeby wreszcie wyjść na zalaną słońcem powierzchnię. I wtedy właśnie oczom gracza ukazuje się świat Dying Light The Following, który w niczym nie przypomina asfaltowej dżungli znanej z „podstawki”.

Dying Light The Following - wyjście z kanałów

Gęsto zabudowane slamsy naszpikowane sterczącymi w niebo wieżowcami ustępują miejsca polom obsianym „zbożem rozmaitem”, między którymi bieleją mury stodół i orientalnych domostw. Choć parkourowi akrobaci powitają ten widok pełnym rozczarowania westchnieniem, nawet oni docenią nowe możliwości, jakie otwiera przed nimi ten krajobraz. 

Dying Light The Following - otwarte przestrzenie okolic Harranu

Zamiast owijać w bawełnę, powiedzmy to od razu, a zarazem możliwie najprościej, płaski jak wykres EKG zombiaka teren ogranicza pełne fikołków gonitwy i alpinistyczne zabawy na gzymsach budynków, ale też nie temu on służy. Tym razem pierwsze skrzypce odegra warkot samochodowego silnika.

Dying Light The Following - szybki i zabójczy łazik

Czy znaczy to, że możemy schować do szafy wspinaczkową kotwiczkę, żeby zastąpić ją rajdowym kaskiem i rękawicami? Niekoniecznie! Choć błotniste dróżki i wysoka trawa, w której chowają się wygłodniałe monstra, stanowią lwią część lokacji, znajdą się też miejsca idealne do „skocznej” eksploracji.

Dying Light The Following - strzelanie do zombie

Starczy wspomnieć nadmorskie miasteczko, które swoim malowniczym, a zarazem niepokojącym wyglądem przypomina zawirusowaną wersję pocztówki z chorwackiej riwiery, czy też utrzymane w industrialnym klimacie wodociągi oraz rozciągającą się u podnóża monumentalnej tamy stację zasilania. Dorzućmy do tego nawiedzone pieczary, na wpół zrujnowaną świątynię, czy też zasłaną trupami plażę, żeby w pełni oddać różnorodność świata Dying Light The Following.

Dying Light The Following - świątynia

Zatem skakania nie braknie, bo choć w pierwszej chwili zdaje się, że tureckie folwarki zioną nudą, niczym zombiaki nieświeżym oddechem, to im dalej w grę, tym więcej krajobrazowych atrakcji. Jednakże gwoli sprawiedliwości dodam, że nuda mimo wszystko pojawia się na wielkiej jak cielsko mutanta mapie Dying Light The Following. Nie przytłacza ona tak bardzo, jak można by się tego obawiać, ale jednak wciąż jest ona w pewnej mierze obecna.

Dying Light The Following - mutant

Twórcy zadbali wprawdzie o to, żeby rozmiar zawirusowanej piaskownicy dorównywał trupiemu polu bitwy z podstawowej wersji gry, jednak zapomnieli o pewnym istotnym czynniku, który po premierze „podstawki” sprawił, że z miejsca zakochaliśmy się w cyfrowym Harran. Nie będę brnął w łóżkowe aluzje, a jedynie powiem krótko, że rozmiar to nie wszystko. W końcu liczy się także liczba schowków, skrytek, skrzyń i „znajdziek” w przeliczeniu na metr kwadratowy.

Dying Light The Following - mapa okolicy

O ile z lotu ptaka (wciąż bez podtekstów), mapa Dying Light The Following jest stosunkowo różnorodna, o tyle zza kierownicy dwuśladu traci ona na swojej atrakcyjności. W podstawowej wersji gry każda uliczka była serią skomplikowanych domostw do splądrowania, natomiast tutaj w dużej mierze mamy do czynienia z ogrodzonymi poletkami, na których sterczy paru zombiaków.

Dying Light The Following - niewielkie grupki zombie
Dying Light The Following - zagajnik

Żeby rozjaśnić pewną paradoksalność mojej opinii, podsumuję, że w dodatku do techlandowego hitu w rzeczy samej jest i miasto, i stacje zasilania, i jaskinie, i folwarki, ale gdyby wyciąć z tego wszystkiego zarośnięte tylko trawą czy drzewami połacie terenu, świat Dying Light The Following skurczyłby się - lekko licząc - o połowę. Zaserwowano nam koktajl tak sycący jak poprzednio, choć tym razem znacznie bardziej rozwodniony. Stanowi on doskonały plac zabaw dla naszego autka, ale nie znaczy to przecież, że nie mógł on być gęściej usiany różnego rodzaju atrakcjami. 

Dying Light The Following - szalona jazda po plaży

Tatar z miastowego

Starczy tych krzaków, zagajników, pól i trawy! Nie zatrzymujmy się przy opisach przyrody, ale tak, jak nauczyła nas lektura „Nad Niemnem”, przewróćmy parę kartek, żeby dotrzeć do opowiadanej historii, czyli rustykalnych przygód Kyle'a Crane'a.

Po opuszczeniu kanałów i wyjściu na rozległe obszary harrańskiej prowincji naszemu bohaterowi udaje się nawiązać kontakt z lokalnymi rolnikami, którzy teraz pługów używają do rozłupywania czaszek napotkanych zombiaków. Jak to zwykle bywa, miastowemu trudno zaufać, toteż nikt się nie kwapi do wprowadzania go w misteria tajemniczego kultu Matki, który szczepi tubylców przeciw trupiej grypie.

Dying Light The Following - kultyści

Jesteśmy zatem wrzuceni w środek wrogo nastawionej społeczności, z której członków wszelkimi sposobami wyciągamy sekrety dotyczące ich dziwacznej religii. Co za tym idzie, zaskarbiamy sobie ich zaufanie pomagając w codziennych trudach życia, a zarazem wkradamy się w łaski kapłańskiej kasty zwanej Bezlicymi. 

Dying Light The Following - eksterminacja umarlaków

Brzmi sztampowo? Niech was nie zwiedzie ten lapidarny opis, bo nawarstwiające się tajemnice i intrygi religijnych fanatyków skutecznie budują suspens rozgrywki. Nawet kiedy podejmujemy się najbanalniejszych wyzwań, wciąż z tyłu głowy mamy cel naszej wyprawy i to właśnie on sprawia, że wprost rwiemy się do pozornie nic nieznaczących zleceń.

Dying Light The Following - zadanie

A kłód rzucanych nam pod nogi jest całkiem sporo, co z jednej strony może martwić, ale z drugiej – czy nie po to właśnie opuściliśmy przytulne, choć spustoszone, Harran? Nie czas więc mazać się i narzekać na nadmiar pracy. Bo choć w Dying Light The Following robota pali się w rękach, nie jest to de facto żadna harówka, ale trzymająca w napięciu rozrywka najwyższej klasy. 

Surowe wątróbki i inne smakołyki

Dying Light The Following od wejścia zasypuje nas zadaniami. Wspomniane już Serca z Kamienia imponowały fabułą, ale nowe misje, oferowane przez ten dodatek, można było policzyć na palcach jednej ręki. Twórcy z Techlandu w tym aspekcie pobili REDów na głowę. Szybki rzut oka na jedną z wielu tablic ogłoszeniowych uświadamia nam momentalnie, jak wiele przygód czeka nas w Dying Light The Following. Czego tu nie ma! Zaginieni ludzie, znikający prowiant, bandziory na farmach i gniazda przemieńców pod ziemią.

Dying Light The Following - lista misji do wykonania

Dodatkowo misje potrafią nas nieźle zaskoczyć. Dajmy na to, badając tajemnicze odgłosy w parku niejako od kuchni udało mi się wykonać zupełnie inne zadanie (nie zdradzę które). Wprawdzie nie wpłynęło to znacząco na jego przebieg, ale było interesującym urozmaiceniem, które subtelnie zmieniło zabarwienie emocjonalne moich czynów. Zblazowani weterani erpegów obruszą się w tym miejscu i krzykną, że przecież takie zabiegi to żadna nowinka! Prawda, ale ja i tak stawiam za nie dużego plusa. 

Dying Light The Following - wykonać zlecenie

Oczywiście, poza „kanonicznymi” zadaniami, napotykamy też misje, które nie mają jasnego końca i początku albo też pojawiają się znienacka. Do tych pierwszych zaliczmy łowy na nieumarłych biegaczy, których wątroby zbiera jeden z bohaterów Dying Light The Following. Co do drugiego typu zadań, przeważnie wiążą się one z odbieranymi drogą radiową komunikatami. I tutaj, rzecz jasna, czeka nas wiele niespodzianek. Do dziś przeklinam chwilę, kiedy zdecydowałem się pomóc grupie wzywających pomoc dzieciaków...

Jak gdyby tego było mało, cały pakiet wyzwań wprowadza do Dying Light The Following główny bohater tego tytułu. Kyle Crane? Nie, nie, nie... Nie on, ale jego kaszlący spalinami kumpel.

Dying Light The Following - rozjeżdżanie zombie

Zombie, you can drive my car

Panie i Panowie, niech zabrzmią fanfary! Bo oto nadeszła pora na gwóźdź naszego programu, czyli czterokołową gwiazdę Dying Light The Following. Tak to już bywa, że wprowadzenie wehikułu do danej serii gier jest nie lada wydarzeniem. Jednak nie zawsze odbywa się to po myśli twórców. Jak pokazał to Arkham Knight, czasami nafaszerowane gadżetami autko, zamiast przewietrzyć zatęchłą nieco rozgrywkę, potrafi do reszty ją zadusić.

Dying Light The Following - modyfikacje samochodu
Dying Light The Following - części zamienne do łazika

Na szczęście w Dying Light The Following sprawy mają się zupełnie inaczej. Oddany do naszej dyspozycji pojazd jest w stanie tchnąć nowe życie w ograne przez fanów ciało „podstawki”. Choć w pierwszym momencie jego widok budzi podszyty ekscytacją lęk, już po chwili nadżarty rdzą wóz zrasta się z nami jak druga skóra. Od tej pory unikamy pieszych spacerów po wiejskich ścieżkach, a nocą poczujemy się bezpiecznie jedynie w objęciach jego zdezelowanej karoserii.

Nie jest on zaledwie środkiem transportu, ale naszym wiernym kumplem, którego wyposażamy w potężne i śmiercionośne gadżety, wieszamy nad jego kierownicą znajdowane w świecie gry breloki, a nawet malujemy jego blachę w dowolnie wybrane wzory. Przy okazji łazika – bo takiej rasy jest nasz czterokołowiec – pojawia się też nowe drzewko umiejętności Kyle'a Crane'a, który z pieszej maszynki do mielenia trupów zamienił się w Kubicę krwawego tour de Harran.

Dying Light The Following - jazda na czas

A jeżeli ktoś pragnie zostać prawdziwym mistrzem kierownicy, czekają tu na niego rozsiane po wiejskich drogach wyzwania, z których najbardziej satysfakcjonujący wydał mi się Zombiegeddon (nazwa mówi sama za siebie – w określonym czasie rozjeżdżamy daną liczbę zombie), natomiast znacznie mniej pasjonujące było rozpędzanie łazika do maksymalnej prędkości oraz taranowanie przeszkód na czas. To ostatnie wyzwanie ani odrobinę nie podniosło poziomu adrenaliny w moich żyłach, bo w gruncie rzeczy ograniczało się do jeżdżenia wzdłuż płotu i zahaczania zderzakiem o jego kolejne fragmenty.

Dying Light The Following - palenie gumy

Co tu dużo mówić, łazik nieinwazyjnie zlewa się z konwencją Dying Light The Following. Dzięki niemu zaczynamy wypatrywać porzuconych na poboczach aut w poszukiwaniu benzyny (Mad Max uśmiecha się pod nosem) oraz nowych części do naszej dwuśladowej machiny destrukcji. 

Cztery kółka dostarczają nieskończonej puli możliwości. Spośród nich najbardziej oczywistą, a zarazem niosącą ze sobą najwięcej frajdy zabawą jest – jak łatwo zgadnąć, - beztroskie wprasowywanie w glebę zombiaków. Aż żal, że poskąpiono nam radia, które wtórowałoby zmotoryzowanej masakrze jazgotem rockandrollowych evergreenów w stylu beatlesowego „Baby, you can drive my car”. 

Dying Light The Following - beztroska jazda

Dying Light The Following rozświetla mrok

Polacy po raz kolejny udowodnili, że nie są zaledwie anonimowymi członkami peletonu, ale pędzą w czołówce wyścigu, jakim jest przemysł gier komputerowych. Techland, zamiast podążać za modą fetyszyzującą miliony groszowych DLC, serwuje nam tłuściutkie rozszerzenie, które po niewielkich zmianach równie dobrze mogłoby pojawić się na rynku jako pełnowymiarowy tytuł. Nie pozostaje nic innego, jak przyklasnąć lansowaniu takich wyśrubowanych standardów. W mroku dzisiejszych praktyk marketingowych Dying Light The Following rozpala światełko nadziei.

Dying Light The Following - klimatyczny zachód słońca

Ocena końcowa:

  • nowa, olbrzymia mapa
  • wciągająca opowieść
  • wiejski i małomiasteczkowy nastrój okolic Harranu
  • spora liczba zadań
  • nowe sprzęti wyzwania
  • nowe drzewko umiejętności
  • auto!
     
  • mapa olbrzymia ale niezbyt "gęsta"
  • brak radia w łaziku;-)
     
  • Grafika:
     dobry
  • Dźwięk:
    dobry plus
  • Grywalność:
    dobry plus
Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!