Elon Musk znów banuje, czy powstaje nowa definicja „wolności słowa"?

Po zawieszeniu kont Jacka Sweeneya Elon Musk zawiesza konta dziennikarzy komentujących sprawę. Twitter ma teraz bardzo poważnie traktować zasadę zakazu udostępniania danych osobowych.

Image

Musk jak udzielny władca, jednym daje drugim zabiera

Jaśnie Oświecony Pan i Władca Twittera Wszechmocny Imperator Elon Musk znów zaskakuje. Po niedawnym zablokowaniu kont Jacka Sweeneya, które na bieżąco publikowały ogólnodostępne dane z transponderów prywatnych odrzutowców zarówno Muska, jak i innych znanych osób, posypały się kolejne bany. Po szeroko zakrojonej akcji odblokowywania kont, które naraziły się uprzedniej moderacji (co było według Jacka Dorseya złą praktyką, za którą przeprasza. Nie byłby to z resztą pierwszy raz, kiedy Dorsey przeprasza wybielając Elona Muska).

Nowe bany są poparte oświadczeniem Elona, że zasady Twittera zakazują publikowania danych osobowych i nie ma od tego wyjątku nawet dla dziennikarzy. We wpisie miliarder odniósł się do zabronienia na platformie tak zwanego „doxingu" (albo doxxingu lub doksingu). Działalność taką określił zagrożeniem dla swojej rodziny.

Czym jest doxing?

W najprostszych słowach jest to gromadzenie i wykorzystywanie danych zebranych w internecie, dotyczących innych osób. Nazwa powstała ze zlepka anglojęzycznych wyrażeń docs, czyli dokumenty oraz compiling/releasing czyli przetwarzać/upubliczniać. Osoba doxująca to doxer, czyli ktoś śledzący i weryfikujący w sieci aktywność ofiary, kolekcjonujący wszelkie informacje do momentu, w którym będzie mógł on wykorzystać zebrane dane przeciwko ofierze. Najczęściej przybiera to formę upubliczniania w internecie danych wrażliwych. 

Jest to swego rodzaju forma stalkingu, która może przyjmować różne formy. Od łagodnej, polegającej na byciu swego rodzaju fanbojem znanej osoby, aż po hakerów realizujących w ten sposób swoje kryminalne cele. Nigdy nie wiadomo, kto zbiera o tobie informacje i w jakim celu, dlatego też Elon Musk mógł zareagować nerwowo, bo noc przed banami miała miejsce potencjalnie niebezpieczna sytuacja z udziałem jego syna.

Lil X (syn Elona Muska, którego pełne imię brzmi X Æ A-Xii) był wieziony samochodem po ulicach Los Angeles, a zamaskowany prześladowca, sądząc, że pasażerem jest Elon Musk, podążał za nim. Następnie osobnik zablokował ruch i wspiął się na maskę samochodu. Jako ojciec ani trochę nie dziwię się, że Elonowi z tego powodu puściły nerwy.

Bany na dziennikarzach

Musk swoim działaniem przeciwstawił się wszelkim możliwym formom doxingu lub obrony osób proceder ten ułatwiających. Nie jest jasne czy wszyscy zawieszeni dziennikarze komentowali lub udostępniali wiadomości na temat @ElonJet, lecz wielu z nich komentowało metody, jakimi Elon dba o „wolność słowa" na Twitterze.

Wśród zawieszonych znalazł się reporter Washington Post, Drew Harwell, który na swoim koncie na Mastodonie (na Mastodona przesiada się z Twittera coraz więcej osób) oświadczył ostatnio, że zamieszczał ostatnio linki do „publicznie dostępnych, legalnie uzyskanych danych" o Musku. Dla jasności Twitterowe konto samego Mastodona też zostało zablokowane.

Naczelna Washington Post, Sally Buzbee stwierdziła, że działania miliardera podważają jego twierdzenia o prowadzeniu Twittera jako platformy wolności słowa. Poza Harwellem zablokowano też konta Ryana Maca (Times), Donie O'Sullivan (CNN, Matta Bindera (Mashable) i niezależnego dziennikarza politycznego Aarona Rupara.

Trzeba jednak przyznać, że Elon wycofał się z polityki permanentnych banów i zarządził blokadę jedynie na 7 dni, a następnie swoim zwyczajem zorganizował na Twitterze ankietę, w której zapytał społeczności, czy ma odblokować konta oskarżone o doxing od razu, czy dopiero po upływie tygodnia.

Źródła: reuters, twitter, bezpiecznyinternet.edu 

Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE