Endless Space 2 eksploruje przetarte szlaki
Turowych strategii 4X nie ma na rynku zbyt wiele, ale te, które są, wciąż przyciągają uwagę wychowanych na Master of Orion pasjonatów tego gatunku. Zresztą, ten ostatni tytuł za sprawą firmy Wargaming, a ściślej ich WG Labs dostąpił ostatnio swojego gorzko-słodkiego renesansu.
O ile sama idea spotkała się z entuzjazmem mas, o tyle jej wykonanie już nie. Zastrzeżenia dotyczyły przede wszystkim uproszczonych zasad rozgrywki i nieco infantylnej oprawy audiowizualnej.
Endless Space 2, idąc w ślady swojej wysoko cenionej przez krytyków poprzedniczki, oferuje dojrzalszą alternatywę dla nowego Master of Orion. Niestety, jest to raczej sumiennie odrobiona praca domowa, aniżeli rewolucja w gatunku.
O ile wielbiciele tego typu rozgrywki znajdą tu solidną porcję lubianej przez siebie zabawy, o tyle reszta graczy może się do Endless Space 2 po prostu zniechęcić. Bo choć tytuł ten prezentuje się wspaniale, to jest aż nadto ortodoksyjny.
Aż żal grać
Sam siebie besztam za to, że zaczynam recenzję Endless Space 2 od oprawy audiowizualnej. Przecież wszyscy wiemy, że akurat ten aspekt rzadko przesądza o sukcesie tej czy innej produkcji. Jednak tym razem od tego właśnie trzeba wystartować. Czemu? Bo jeśli chodzi o grafikę i dźwięk twórcy Endless Space 2 odwalili kawał naprawdę porządnej roboty.
Zarówno filmowe wprowadzenia, jak i mapa galaktyki, a nawet sam interfejs (mowa tylko o wyglądzie tego ostatniego) tworzą spójną estetycznie całość. Od wejścia miałem wrażenie, że znalazłem się w misternie skomponowanym uniwersum, które pręży się przede mną tylko po to, żebym patrzył i podziwiał. I może jeszcze wzdychał z zachwytu.
Przesadzam? Tak, ale niewiele. Modele obcych ras, wygląd poszczególnych wskaźników i pojazdy kosmiczne rzeczywiście zostały tak zaprojektowane, żeby wpadały w oko również graczom w okolicach trzydziestki, bądź czterdziestki, a nie tylko ich młodszym kolegom.
Na jednym obrazku odziany jak car Mikołaj imperator patrzy przez szybę statku kosmicznego i duma nad przyszłymi podbojami, a na filmiku prezentującym rasę obcych pojawiają się surrealistyczne konstrukcje, których nieznane zastosowanie pobudza wyobraźnię.
Kolejne przykłady wizualnych perełek można by wymieniać i wymieniać. Każdy układ słoneczny jest ukazywany za pomocą bardzo stylowych najazdów kamery na planety, kolonizacja skutkuje wyświetleniem filmiku, którego nie powstydziliby się scenografowie Avatara i tak dalej, i tak dalej.
Krótko mówiąc, Endless Space 2 wygląda tak dobrze, że aż żal w niego grać, chciałoby się tylko rozsiąść wygodnie i go podziwiać.
Cel uświęca środki
Wiadomo jednak, że nie po to siada się do gry, żeby podziwiać widoczki. No, chyba, że mowa o Wiedźminie. Albo Horizon: Zero Dawn… W każdym razie nie do wszystkich gier siada się po to, żeby podziwiać widoczki.
Po Endless Space 2 sięga się, żeby podbić wszechświat. Jak sugeruje skrót 4X – chodzi o eksplorację, rozwój, wykorzystywanie surowców i podbój innych planet.
Każdy z tych elementów znajdujemy w Endless Space 2, a umiejętna koncentracja na którymś z nich może doprowadzić do zwycięstwa i zdominowania przeciwników. Oczywiście, to, jaką drogę się obierze, jest kwestią tylko i wyłącznie decyzji gracza. Jednym bliżej będzie do rządów kosmicznej junty, inni postawią na przemysł, a komuś jeszcze innemu będzie po drodze z nauką i odkrywaniem nowych technologii.
Na starcie możemy, rzecz jasna, wybrać rasę, która pozwoli nam już od pierwszej tury ukierunkować rozwój imperium. Nie będę ponownie pochylał się nad wyglądem kosmicznych stworów, bo starczy już tych zachwytów nad warstwą wizualną. Zamiast tego wspomnę o tle historycznym, jakie wymyślono dla tych gatunków.
Konkretnie posłużę się przykładem dwóch kosmicznych ludów, które najbardziej przypadły mi do gustu. Nastawieni na zniewolenie planet i militaryzm Żarłacze urzekli mnie tym, że sami powstali jako maszyny do zabijania i faktycznie, postanowili wypełnić swoje przeznaczenie, tyle że na własną rękę, a nie w służbie innych.
Natomiast kosmiczni „nerdzi”, Sofonowie, są równie zdolni, co nieodpowiedzialni – im bardziej zaawansowani technologicznie się stają, tym więcej robią dokoła siebie szkód.
Te opowieści poruszają, rozczulają, krzepią i bawią. Ale i różnic międzygatunkowych w mechanice, a co za tym idzie, strategii też nie brakuje. Jedna z ras dostaje bonusy, dajmy na to, do zbrojenia, inna do przemysłu, a niektóre z nich cechują się rozgrywką na swój sposób unikalną.
I tak na przykład rasa Vodyani, która jest de facto wielką religijną sektą, nie tyle kolonizuje planety, co wysysa z nich zasoby za pomocą latających ark. Co za tym idzie, w ich populacji nie znajdzie się żaden przedstawiciel innego gatunku, za to wszystkie planety jednego układu mogą być eksploatowane jednocześnie, bez konieczności ich pojedynczej kolonizacji.
Z kolei gatunek obcych przybyłych z równoległego wymiaru potrafi kontrolować czas. Co to oznacza w praktyce? Odkrywane technologie pozwalają między innymi na przyspieszanie produkcji w danych układach, spowalnianie jej we wrogich systemach, a nawet ponowne rozgrywanie kosmicznych bitew.
Nie brakuje więc różnych dróg przez wszechświat Endless Space 2, a każda z nich może doprowadzić gracza do zwycięstwa w charakterystyczny dla siebie sposób. Niezależnie jednak od obranej ścieżki, jedno jest pewne – w każdej turze będzie co robić i to na wielu różnych polach.
Następna tura
Niewiele rzeczy w świecie gier uzależnia tak silnie jak przycisk z napisem „następna tura”. Ale między każdym jego naciśnięciem, nie mogłem też narzekać na inne, równie wciągające aktywności. Dla znawców strategii 4X nie będzie zaskoczeniem, że każdy mój ruch składał się co najmniej z kilku pojedynczych czynności.
Musiałem bowiem z rozbudowanego drzewka technologii wybrać te, które najlepiej odpowiadają mojemu stylowi gry – niezależnie od tego, czy stawiałem na przemysł, technologię, wojsko czy sprawną machinę biurokratyczną. Oprócz tego, prężnie trwała rozbudowa moich kolonii. Do tego dochodziła też oczywiście eksploracja galaktyki, w której najbardziej przypadł mi do gustu system wysyłania sond.
Moje statki patrolowe za ich pomocą mogły badać występujące na planetach anomalie, których zbadanie przeważnie owocowało pozyskaniem unikalnych surowców (te z kolei można wykorzystać na przykład do manipulowania udziałem ras w ogólnej populacji imperium), ale i tak dawało to nie lada frajdę związana z odkrywaniem nieznanego. A czasem też można sondę posłać po prostu w czarną otchłań wszechświata – a nuż natknie się na niezbadany jeszcze system! Zabawa podobna jak przy badaniu anomalii.
Raz na jakiś czas moją uwagę przyciągały również wybory, które może nie są tak ekscytujące jak pojedynek Clinton-Trump, ale potrafią zaangażować. Którąś partię trzeba przecież poprzeć, a od wygranej tego, czy innego stronnictwa będzie zależeć ścieżka, którą dalej ruszy całe galaktyczne imperium.
Niestety, pewnym rozczarowaniem dla mnie były działania dyplomatyczne i kosmiczne bitwy. Zacznę od tych ostatnich, które prezentują się naprawdę spektakularnie (kolejny ukłon w stronę oprawy audiowizualnej), ale rola gracza ogranicza się w nich jedynie do obserwacji i ewentualnego doboru strategii.
To trochę mało, zwłaszcza w porównaniu z Master of Orion, które – w sposób niedoskonały, ale jednak – zapewniało mi znacznie większą kontrolę nad okrętami.
Dobrze chociaż, że w moich rękach pozostawiano decyzje o wyposażeniu kosmicznych statków. Do każdego pojazdu można przypisywać odpowiednie moduły – ataku, obrony, bądź też dodatkowe gadżety. To z kolei wpływa na statystyki i nierzadko decyduje o zwycięstwie bądź porażce w tej czy innej bitwie.
Rzecz jasna, w miarę odkrywania kolejnych technologii zwiększała się paleta sprzętów, jakie mogłem wstawić w kadłuby, a to z kolei motywowało mnie do dalszych badań.
Co do dyplomacji, to w Endless Space 2 wypada ona tak blado, jak to tylko możliwe. W zasadzie ograniczono moje działania do bardzo klasycznych ruchów znanych nie tylko z innych strategii 4X, ale i w ogóle ze strategii. Zawieranie pokoju, wypowiadanie wojny, wymiana surowców i map... A do tego pasek szacujący powodzenie trwających negocjacji.
Co gorsza, praktycznie z każdych tarapatów udawało mi się wyłgać lub wykupić, a to z kolei sprawiało, że cała rozgrywka stawała się rozczarowująco łatwa. Kiedy pierwszy raz napotkałem na swojej drodze jedną z bardziej wojowniczych ras, zaraz posypały się w moją stronę groźby, że zostanę zmieciony z powierzchni ziemi.
I faktycznie, „zimna wojna” (bo tak określono relacje mojego imperium z tym drugim kosmicznym państwem) w każdej mogła zamienić się w gorącą, a ta ostatnia skończyłaby się dla mnie niechybną klęską, bo nijak nie byłem przygotowany na zbrojną konfrontację.
Jednak mój przeciwnik zabierał się do miażdżenia mnie w sposób tak ślamazarny, że zanim doszło co do czego zdążyłem wyhandlować całkiem satysfakcjonujący pokój. Dziwię się, bo na miejscu wrogiej potęgi zjadłbym sam siebie paroma łatwymi kęsami.
Miłym smaczkiem w tej dyplomatycznej „bylejakości” okazały się dla mnie kontakty z pomniejszymi rasami. Im bardziej dbałem o te relacje, tym więcej otrzymywałem surowców od moich przyjaciół, a z czasem mogłem też pokusić się o ich pokojową aneksją. Nie były to może fajerwerki stosunków „międzygatunkowych”, ale trochę satysfakcji dla siebie szło na tym ugrać.
Improwizacja planowana
Wspomniana przez mnie aneksja pomniejszych ras wiązała się przeważnie z całkiem wymagającym zadaniem do wykonania, które stanowiło swoistego rodzaju niedźwiedzią przysługę, bo ratowałem maluczkim tyłek, jednocześnie samemu pochłaniając ich tym sposobem. Aczkolwiek nie były to jedyne misje, jakie twórcy Endless Space 2 przewidzieli dla mnie.
W tym tytule wprowadzono coś na kształt erpegowych zadań. Niby mają one wprowadzać do pozbawionej struktury całości jakąś opowieść, ale prawdę powiedziawszy częściej przeszkadzały mi w rozwijaniu imperialnych skrzydeł, aniżeli w tym pomagały.
Jednak niełatwo połączyć formułę piaskownicy z serią z góry wymyślonych zadań. Mogłyby one pełnić rolę swoistego samouczka (i chyba taki właśnie był zamysł), ale w rzeczywistości bliżej im do męczących obowiązków, które od czasu do czasu trzeba wypełnić. Zresztą, sam samouczek też się pojawia i wespół z tymi misjami wprowadza więcej zamieszania, niż pożytku. Co gorsza, interfejs – mimo że estetyczny – do najbardziej funkcjonalnych nie należy.
Bywały takie sytuacje, kiedy jednocześnie na moim ekranie pojawiały się zadania główne, misje poboczne, samouczkowe porady i wszystko to razem mieszało się w jakiś pełen tekstu i nakazów koszmarek.
Owszem, pojedyncze zadania zarysowywały mi jakieś tło historyczne wszechświata Endless Space 2, stawiały przede mną wybory, co do sposobu rozwiązania tej czy innej zagwozdki, ale, prawdę powiedziawszy, byłbym szczęśliwszy bez nich. Jednak co swoboda, to swoboda i nie zawsze warto kreślić na jej gładkiej powierzchni niepasujący do reszty azymut rozgrywki.
Zabawa przez pracę
Trendem ostatnimi czasy jest wplatanie w przestrzeń biurową lub w ogóle w obszar pracy elementów zabawy. Pół żartem, pół serio powiem, że w Endless Space 2 doświadczyłem czegoś zgoła odmiennego. Przy tym tytule cały czas bawiłem się nie najgorzej, ale było w tym też coś z rutynowej harówki.
Skąd się wzięło to wrażenie? Podejrzewam, że zawiniło kurczowe trzymanie się przez twórców Endless Space 2 bardzo klasycznych rozwiązań i raczej poszerzanie ich, aniżeli karczowanie nowych ścieżek w obrębie znanego gatunku.
Zaowocowało to produkcją bardzo poprawną i taką, która pewnie przypadnie do gustu weteranom kosmicznych strategii turowych ceniącym sobie ten typ rozgrywki w jego klasycznej formie. Niestety, raczej nie przyciągnie to do niego nowych graczy. A szkoda, bo przecież przed Endless Space 2 był cały wszechświat możliwości.
Ocena końcowa:
- świetna oprawa audiowizualna
- ciekawe uniwersum
- różnorodne rasy do wyboru
- wiele ścieżek prowadzących do zwycięstwa
- całkiem wciągająca rozgrywka
- mnóstwo opcji znanych z gatunku strategii 4X...
- ...które, niestety, w większości są trochę "zbyt znane"
- mało rozbudowany system dyplomacji
- bitwy kosmiczne, choć efektowne, mogłyby być bardziej złożone
- niezbyt przejrzysty interfejs
- system zadań częściej przeszkadza, niż uatrakcyjnia rozgrywkę
- Grafika:
bardzo dobry - Dźwięk:
dobry plus - Grywalność:
dobry
Ocena ogólna:
84% 4,2/5