Evolve – polowanie dla sieciowych twardzieli

Wirtualne łowy 4 na 1 skrywają nieprzebrane bogactwo kooperacyjnej rozgrywki. By je odkryć potrzeba jednak odrobine wysiłku. Nie każdy jest na to gotowy.

Recenzja Evolve

W zeszłym roku atmosfera wokół Evolve była gęsta niczym dobrze wychłodzony budyń. Sprzyjały temu zarówno cyklicznie ujawniane szczegóły dotyczące rozgrywki i ról poszczególnych uczestników zabawy, jak i publikowane przez media bardzo pozytywne wrażenia z zamkniętych prezentacji tego tytułu. Pomimo sporych obaw co do balansu starć czterech graczy na jednego my również dość szybko podzieliśmy ów entuzjazm (Ewolucja sieciowych strzelanek wreszcie ma imię – zapowiedź Evolve). Pomysł kooperacyjnego polowania na potwora zdolnego do ewolucji w coraz to potężniejszą maszynę do zabijania był po prostu świeży, niesztampowy i szalenie intrygujący. Tym bardziej, że stało ze nim studio Turtle Rock, ojcowie kultowego wśród miłośników sieciowej kooperacji Left 4 Dead. Obdarzeni wielkim kredytem zaufania twórcy mogli więc pozwolić sobie na spore opóźnienie premiery. Dano nam nawet posmakować polowania podczas dwukrotnych beta testów mających lepiej zbalansować rozgrywkę. I choć entuzjazm graczy przez ten czas nieco przygasł oczekiwania wobec Evolve nadal były ogromne. A skoro premiera gry już za nami czas zadać sobie pytanie jak wypadły one w zderzeniu z rzeczywistością.

evolve - screen z gry

W koło Macieju

Na wstępie trzeba chyba wyjaśnić  czym Evolve nie jest. Patrząc na to co wyprawiają niektórzy gracze podczas wspólnego polowania, a także śledząc pojawiające się tu i ówdzie opinie o całkowitym zaprzepaszczeniu ciekawego pomysłu dochodzę do przekonania, że nie wszyscy zrozumieli charakter kryjącej się tu rozgrywki. Czterech łowców ścigający bestię to nie zbieranina przypadkowych kosmicznych sprzątaczy, a ściśle wyspecjalizowani myśliwi. W każdej ekipie znaleźć się musi traper, medyk, szturmowiec i jednostka wsparcia. Może i brzmi to znajomo, ale z pewnością nie jest to typowa kooperacyjna strzelanina pokroju Battlefielda. Pod względem współpracy między graczami Evolve bliżej bowiem do rozwiązań znanych choćby z MMO i tamtejszych rajdów. W drużynowych FPS’ach funkcje przypisane klasom są najczęściej jedynie dodatkiem do uniwersalnego wojaka. Nic nie stoi więc na przeszkodzie by jednocześnie walczyć z przeciwnikiem, rozkładać apteczki kompanom i jeśli zajdzie taka potrzeba, i mamy na to ochotę, reanimować „padłych” towarzyszy broni. W Evolve jest inaczej – tu nasz udział w całym starciu jest z góry określony i jeśli wypadniemy ze swojej roli, bądź co gorsze, w ogóle jej nie znamy, to całą ekipę czeka bezsensowne ganianie po mapie zakończone zapewne dość rychłym zgonem. O ile oczywiście gracz sterujący potworem nie strzeli jakiegoś sromotnego byka.  

evolve - gra

Zasady rządzące polowaniem są najczęściej proste – trzeba dopaść potwora nim on dopadnie nas. Najpierw jednak trzeba go wytropić. Tym właśnie zajmuje się traper, który w zależności wybranej postaci, ma w swoim arsenale Daisy czyli ogara tropiącego (coś jak skrzyżowanie psa z jeżem), czujniki reagujące na dźwięki bądź strzałki z substancją pozwalającą oznaczać zwierzynę.  Każda z tych zdolności wymaga innego podejścia do szukania śladów bytności potwora. Gdy już go namierzymy trzeba szybko zatrzymać go jakoś na danym obszarze. Idealnie wymierzona mobilna arena trapera zamknie całą ekipę pod szczelnym energetycznym namiotem, a harpuny bądź pole stazy spowolni jego ruchy. Teraz do akcji winni wkroczyć szturmowiec wraz z suportem. Jeden zadaje obrażenia, drugi go w tym wspomaga wykorzystując jedną z przypisanych danemu łowcy zdolności. Może to być dodatkowa tarcza, rozkładane wieżyczki strażnicze czy promień zwiększający wszystkie obrażenia zadawane potworowi. Wszystko po to, aby jak najszybciej zbić bestii tarcze i dobrać się do paska życia. O ile bowiem tarcze da się odnowić podkarmiając potwora okoliczną fauną, o tyle zdrowie nie wraca do dawnego poziomu, nawet po przejściu ewolucji.  W tym samym czasie medyk musi zadbać o zdrowie drużyny, pilnując by żaden z nich nie zaliczył trwałego zgonu i nie trzeba było czekać na jego powtórny zrzut z okrętu desantowego.

evolve skały

Wszystko brzmi klarownie, prawda? A mimo to niektórzy gracze mają problemy ze zrozumieniem swojej roli. I tak medycy zamiast leczyć częściej korzystają ze swoich zdolności „ofensywnych”, a traperzy po rozstawieniu areny pchają się w sam środek bitwy próbując strzelać do potwora. Skutek jest tego taki, że jeden i drugi zaraz leżą na ziemi, a energetyczna bariera znika pozwalając bestii uciec, podładować siły i przejść ewolucje. Bądź po prostu wykończyć całą resztę drużyny. W takich sytuacjach faktycznie trudno oprzeć się wrażeniu, że panuje tu totalny chaos, a cała gra sprowadza się do schematu ganianie, strzelanie, ganianie, strzelanie, zgon. Wystarczy jednak jedna runda z ogarniętym zespołem ludzi by odkryć drugie, nieznane dotąd oblicze Evolve. I nie chodzi tu jedynie o doskonale działającą współpracę między graczami. Nagle dostrzegamy jak wielkie znaczenie dla rozgrywki ma świadomy dobór konkretnych myśliwych z danej klasy do pozostałych członków drużyny. Przykład – gdy jeden gracz na medyka wybierze potrafiącego wskrzeszać zmarłych Lazarusa spada nieco przydatność traperki Maggie, której zwierzak nagle przestaje interesować się losem myśliwych znajdujących się na granicy śmierci. Normalnie, w takich przypadkach podbiega do nich i liżąc rany potrafi ich „podnieść”. O ile nie przeszkodzi w tym potwór. Z Lazarusem w drużynie lepiej jest umrzeć, bo ten korzystając z niewidzialności może szybko przywrócić nas do żywych, niemal pod nosem samej bestii. I właśnie takie zależności, wespół z koniecznością dostosowywania taktyki walki z potworem do mocnych i słabych stron wybranego zespołu łowców czyni Evolve tak niesamowitą.

Kiedy łowca staje się zwierzyną

Oczywiście wszystko zmienia się, gdy wcielamy się w potwora. Nie ma drużyny, nie ma więc potrzeby współpracy. Tylko i wyłącznie od nas zależy czy łowcy dopadną nas w pierwszym, najsłabszym stadium rozwoju czy też będą musieli mocno się natrudzić się by nas znaleźć. Każdy z trzech dostępnych w tej chwili potworów ma w zanadrzu kilka ciekawych sztuczek by zmylić pościg i przetrwać wystarczająco długo by rolę się odwróciły. Jak pokazują statystyki na trzecim poziomie bestii niewiele zespołów potrafi sobie z nią poradzić. Wszystko zależy jednak od jej operatora. Wbrew pozorom zabawa potworem jest dużo trudniejsza niż którymkolwiek z łowców. Przynajmniej w moim odczuciu. Stres towarzyszący każdemu ruchowi mojego goliata czy krakena (o „zjawie” nie chce już nawet wspominać)  w pierwszych minutach rozgrywki potrafił skutecznie mnie przyblokować co kończyło się wiadomym wynikiem. Również potężne różnice w umiejętnościach tych potworów nie ułatwiają „wejścia w skórę”. Są jednak gracze, którzy niczym kot myszą bawią się łowcami pokazując ich miejsce w łańcuchu pokarmowym.

evolve - spadanie

I tu pojawia się pierwszy zgrzyt – matchmaking dobiera nam graczy w sposób dość losowy, podobnie też określając ich rolę. Często zdarza się więc, że drużyna łowców składająca się „niskopoziomowych” graczy staje naprzeciw wymiatacza. Jeszcze gorzej, gdy ten za potwora wybierze sobie znienawidzonego przez wielu Wraitha. Pomijając już nawet zarzuty o jego kiepski balans, gdy znajdzie się on w rękach dobrego gracza zabawa faktycznie wygląda jak ganianie za cieniem. Wcale nie lepiej wygląda to w przypadku gry solowej, gdy wszystkich pozostałych graczy zastępują boty czy sytuacji, gdy rola potwora, z uwagi na brak chętnych, przypadnie maszynie. Jest on wówczas zaskakująco wymagającym przeciwnikiem. Potwór bierze na cel najczęściej medyka i trapera, o ile tylko ten w jakiś sposób go ograniczy. Co więcej, jeśli tylko może to dokończy dzieła czyli całkowicie wyeliminuje go z planszy, łącznie z jego zjedzeniem, na wypadek gdyby Lazarus chciał go wskrzesić. Niestety sztuczna inteligencja jest dość wybiórcza. W roli potwora sprawdza się świetnie, ale już sterując „psiakiem” Daisy miewa spore problemy. Czasami zdarzy jej się wpaść w katatonię i w najmniej odpowiednim momencie przestaje reagować, gubi się i niemal pewna wygrana bierze w łeb, bo akurat zawisła „liżąc rany” twojego towarzysza.

evolve - dialog

Deratyzacja planety Shear

Evolve to gra stworzona do zabawy po sieci. Niestety oznacza to też brak jakiegokolwiek trybu fabularnego. Mamy tu co prawda Ewakuacje czyli coś na kształt generowanych losowo scenariuszy ze zmieniającymi się regułami w zależności od wyniku poprzedniego meczu, ale trudno uznać to za coś więcej niż mało znaczący epizod w walce z rozprzestrzeniającą się inwazją potworów. Owszem, gra się w to świetnie, bo kombinacji jest ponoć 800 tysięcy, ale szkoda że nie pokuszono się o większą różnorodność trybów. Polowanie, ratowanie kolonistów, niszczenie jaj czy wreszcie obrona generatora przed rozwiniętym już potworem i jego dwoma automatycznymi pomagierami to trochę mało.  Nawet jeśli wrzucimy na mapę dodatki w postaci bariery ograniczającej, teleportów czy większej ilości fauny. Co prawda twórcy już zapowiedzieli systematyczne uzupełnianie gry o dodatkową zawartość, ale ich dotychczasowa polityka DLC i osadzony w grze sklep z całym mnóstwem wyjątkowo drogich popierdółek stawia przyszłość gry pod wielkim znakiem zapytania.

evolve - screen z rozgrywki

Platforma testowa - Intel

Intel Core i7 2600k 3,4 GHz

Sterowniki, system operacyjny:

  • Windows 7 64-bit
  • Catalyst 14.12
  • GeForce Game Ready 347.52 WHQL

Platforma testowa - AMD

AMD FX-8370E 3,3

Sterowniki, system operacyjny:

  • Windows 7 64-bit
  • Catalyst 14.12
  • GeForce Game Ready 347.52 WHQL

Metodologia i testy wydajności

Najnowszą produkcje studia Turtle Rock została stworzona w oparciu o czwartą wersję silnika CryEngine. Prawdopodobnie więc jest to sama iteracja, która napędza Ryse: Son of Rome. Autorzy udostępnili nam kilka standardowych, gotowych ustawień graficznych, które możemy dodatkowo w dość ograniczonym stopniu modyfikować poprzez opcje zaawansowane. Tych ostatnich jest niestety raptem kilka, a więc elastyczność własnych konfiguracji jest dość mała. Pomiary wydajności wykonałem jedynie przy użyciu bardzo wysokich ustawień graficznych. Ma to bezpośredni związek z przyzwoitą optymalizacją tego tytułu – nie było większego sensu testować w niższych detalach. Wszystkie pomiary wydajności zostały przeprowadzone na mapie Aviary w trybie polowania z perspektywy Łowcy. Na jeden przebieg testowy składało się 90 sekund rozgrywki od momentu jej rozpoczęcia. Wszystkie pomiary zostały wykonane pięciokrotnie. Skrajne wyniki odrzucałem, a z pozostałych wyciągałem średnią. Margines błędu pomiarowego wynosi 1 kl/s.

Podobnie jak to miało miejsce w przypadku Ryse tak i Evolve bardzo dobrze współpracuje z kartami, z rodziny Radeon. Nie jest to oczywiście zaskakujące biorąc pod uwagę, że obie gry napędza ten sam silnik. Do zabawy w rozdzielczości QHD potrzebna jest topowa karta graficzna. Radeon 290X zapewni nam blisko 60 kl/s (średnio), a najmocniejsze karty Nvidii 54 i 50 odpowiednio. Tak wygląda sytuacja jeśli sparujemy je z procesorem Intela pokroju i5. W przypadku układu FX-8370E żadna z testowanych kart graficznych nie była wstanie zapewnić płynnej rozgrywki (45+ kl/s). Warto w tym miejscu wspomnieć, że Evolve działa optymalnie na układach 4-rdzeniowych, a więc korzyść z posiadania procesora pokroju i7 będzie w tym tytule znikoma.

Obniżącjąc rozdzielczość o jedno oczko możemy cieszyć się płynną rozgrywką nawet na kartach graficznych ze średniego segmentu wydajnościowego. Jedynym wyjątkiem jest tutaj GeForce GTX 760, który nie był wstanie zapewnić średnio 45 kl/s. Topowe konstrukcje w postaci Sapphire Radeon R9 290X Vapor-X, MSI GeForce GTX 980 GAMING 4G oraz ZOTAC GeForce GTX 970 AMP! Omega Edition nie miały najmniejszego problemu z przekroczeniem progu 60 klatek na sekundę. Sprawa nieco się komplikuje w przypadku procesora AMD. Tutaj jedynie najmocniejsze karty zapewniały sensowną zabawę, przy czym w takim duecie trzeba się liczyć ze spadkami w płynności animacji poniżej 60 kl/s.

Patrząc tylko na poprzednie wykresy można jasno wywnioskować, że procesor AMD dość wyraźnie odstaje od jednostki Intela w tym tytule. A warto tutaj zauważyć, że Evolve zdecydowanie bardziej obciążą GPU niż CPU. Testy nie pozostawiają jednak złudzeń - FX-8370E podkręcony do 4,3 GHz jest tu średnio o 10% wolniejszy od standardowo taktowanego i5-3570K. Zależność ta występuje niezależnie od producenta kart graficznych. Widać też wyraźnie, że posiadając procesor AMD w Evolve zyskamy więcej na podkręceniu tej jednostki niż przypadku układu Intela, który nie hamuje tutaj w żaden sposób GPU.

Całościowo trzeba przyznać, że tytuł studia Turtle Rock nie zawodzi pod względem optymalizacji. Mając topową kartę dowolnego producenta można bez problemu pokusić się o zabawę w rozdzielczości 2560 x 1440 pikseli. Jest to całkiem spore osiągnięcie, mając na uwadze, że większość głośnych tytułów minionego roku nie była wstanie zapewnić w identycznych warunkach testowych nawet 40 – 50 kl/s, a czasem i z 30 bywały problemy. Oczywiście Evolve wizualnie nie zachwyca do tego stopnia co Ryse, bowiem gry FPP rządzą się zupełnie innymi prawami niż zręcznościówki oparte na sekwencjach QTE. Nie ma tutaj jednak na co specjalnie narzekać, bo w ogólnym rozrachunku dostaliśmy ładną grę z dobrą optymalizacją.

Polecamy również:

Porównanie ustawień graficznych

Image
Ustawienia bardzo wysokie
Image
Ustawienia średnie
Image
Ustawienia niskie
Image
Ustawienia bardzo wysokie
Image
Ustawienia średnie
Image
Ustawienia niskie

Podsumowanie

Od pierwszych zapowiedzi Evolve kusił i rozbudzał wyobraźnie snując wizje nowej jakości wśród kooperacyjnych strzelanin. I choć w zasadzie dokładnie to otrzymaliśmy nie każdy będzie w stanie to zauważyć. Siła tej gry tkwi bowiem głęboko zaszyta w bogactwie możliwych taktyk, które to sami gracze zmuszeni są odkryć. Niestety, konieczność zrozumienia zasad rządzących rozgrywką, złożonych zależności pomiędzy poszczególnymi łowcami i sposobami walki z potworem przy konkretnych układach postaci może okazać się zbyt dużą barierą dla sporej części graczy przyzwyczajonych już do uproszczeń i podkładania rozwiązań pod nos.Widać to już resztą po coraz trudniejszym wynajdywaniu chętnych do zabawy.

Niezbyt przejrzyste komunikaty twórców odnośnie udostępnionej na start zawartości i przyjętej polityki przyszłych DLC także nie poprawiają sytuacji. A szkoda, bo gra ma w sobie olbrzymi potencjał, który wskutek nieporozumień na linii producent-gracze może całkowicie się zmarnować. Miejmy nadzieje, że do tego nie dojdzie.

Autorzy:

Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE