Facebook wie, co udostępniasz na Messengerze (i może to zgłosić)
Korzystając z internetowego komunikatora Facebook Messenger użytkownicy akceptują regulamin. Ten zaś jednoznacznie zakazuje rozpowszechniania treści obraźliwych i nielegalnych. Można to łatwo sprawdzić (co też opisywany gigant czyni).
Nie tylko to, co zamieszczamy na facebookowej tablicy, ale też to, co wysyłamy znajomym przez Messengera, jest do wglądu. Aplikacje społecznościowego giganta to nie anonimowe komunikatory, o czym warto pamiętać. Choć akurat w opisywanym przypadku to dobrze, że sprawa wyszła na jaw.
O co chodzi? Ano o to, że Facebook zgłosił służbom naruszenie prawa po tym, jak w prywatnych wiadomościach na Messengerze odkrył rozpowszechnianie treści pornograficznych (typu revenge porn). Jak informuje Bloomberg, w efekcie 1004 osoby w wieku od 15 do 20 lat zostały oskarżone przez duńską policję i teraz grozi im kara pozbawienia wolności i możliwości wykonywania niektórych zawodów.
To nie pierwszy taki przypadek. Jak przypomina Kamil Sadkowski z firmy ESET, „popularny serwis przyczynił się również niedawno do ustalenia tożsamości morderczyni, która zamieszczając zdjęcie swojej ofiary na portalu, pokazała tym samym narzędzie zbrodni. O tego typu sprawach coraz więcej się mówi”.
Udostępnianie treści nielegalnych czy krzywdzących w ogóle nie powinno mieć miejsca i dobrze, że Facebook potrafi je wychwytywać. Takie wiadomości jak tę, należy jednak rozpatrywać też w formie przypomnienia, że wszystko, co wrzucamy do sieci w niej zostaje i gdy korzystamy z ogólnodostępnych rozwiązań – może być z nami powiązane. Warto o tym pamiętać, ale też informować tych, którzy nie są tego świadomi.
„Jeśli nie udostępniamy w serwisie społecznościowym treści, które są nielegalne, obraźliwe lub krzywdzące, nie powinniśmy się obawiać jakichkolwiek oskarżeń. Ważne jest, by dzielić się taką wiedzą z naszymi dziećmi” – dodał Kamil Sadkowski. Taką wiedzą jest także to, że udostępnianie nieodpowiednich treści również jest złe – nie tylko ich tworzenie.
Źródło: ESET, Bloomberg, inf. własna. Ilustracja: geralt/Pixabay (CC0)