Far Cry 5, czyli wybuchowy urok ekstremizmu

Kultowa seria, na której niejeden postawił już krzyżyk, paradoksalnie powraca właśnie pod znakiem krzyża. I chociaż Far Cry 5 jest równie kontrowersyjny, co bezsensowny, wciąga bez reszty wystrzałową zabawą. Czy warto kupić grę? Oto nasza recenzja.

Image

Tom Clancy’s Ghost Recon: Far Cry 5?

Można by pomyśleć, że takie przekręcanie tytułu najświeższej strzelaniny od Ubisoftu to nadmierna złośliwość, ale podobieństw między Tom Clancy’s Ghost Recon: Wildlands a piątą odsłoną serii Far Cry trochę jest. Tym niemniej znany z szalonych szwarccharakterów FPS dodaje też sporo od siebie, tak że koniec końców mamy raczej do czynienia z hybrydą dwóch gigantów, a nie z prymitywnym plagiatem. Ale czy warto poświęcić jej kilkadziesiąt godzin grania? No, to pytanie, ktorego żadna recenzja Far Cry 5 nie może ominać!

Far Cry 5 - wejście do siedziby kultu

Far Cry 5 przeniósł akcję do Stanów Zjednoczonych, co było trudną do przewidzenia decyzją, i na tym nie poprzestał, jeśli chodzi o nowości. Bo oto po raz pierwszy mogłem stworzyć własnego bohatera, zamiast godzić się z postacią wykreowaną przez twórców, zaś otwarty świat Hope County dawał mi swobodę jeszcze większą, niż zwykle.

Wprawdzie sporo z moich przedpremierowych nadziei nie znalazło potwierdzenia w finalnym produkcie, ale Far Cry 5 i tak okazał się tytułem na tyle wciągającym beztroską rozwałką i eksploracją, że trudno było mi się od niego oderwać.

Bóg, niedźwiedzie i dynamit

Hope County! Od tego zacznę, bo sceneria Far Cry 5 to chyba największa zaleta tego tytułu. Fikcyjne hrabstwo stanu Montana robi ogromne wrażenie. Każda farma, każdy kościółek, stacja benzynowa, warsztat, tartak, a nawet magazyn kompostu… Wszystko zaprojektowano w najmniejszych szczegółach, a cała ta masa detali tworzy niepowtarzalny klimat.

Już od pierwszych chwil, kiedy rzucono mnie w sam środek ogarniętego przez sektę pseudo-chrześcijańskich ekstremistów terytorium, poczułem, że znalazłem się w miejscu, jakiego być może w świecie wirtualnej rozrywki jeszcze nie było. To kolorowy jarmark religijnych motywów, farmerskiego folkloru, niemal postapokaliptycznej atmosfery i potyczek rodem z hollywoodzkich hitów.

Far Cry 5 - ojciec Joseph Seed

Bo gdzie indziej znajdę „pola malowane zbożem rozmaitem”, przy których naćpani halucynogenami mięśniacy spopielają niewiernych miotaczami ognia? Gdzie indziej Jezus Chrystus znajduje konkurencję w kaskaderze-alkoholiku, którego pijackie wyczyny to szczyt brawury i życiowy cel dla jego naśladowców?

Gdzie indziej przydrożny postój kończy się ucieczką przed niedźwiedziem, a ucieczka przed niedźwiedziem – konfrontacją z drugowojennym myśliwcem wcielonym do eskadry montańskiej sekty? 

Gdzie indziej znajdę prywatne schrony pełne skarbów? Gdzie indziej żyją kowboje, którzy nawet w obliczu śmiertelnego zagrożenia urządzają biesiadę z grillowaniem byczych jąder w roli głównej?

Ano właśnie, nigdzie! Hope County posiada niesamowitą atmosferę przesiąkniętą aromatem trotylu, nawozu, szaleństwa i odwagi. Szkoda tylko, że w tym sklepie z cyfrowymi cukierkami można czasami zapomnieć, w jakim celu obrzuca się wrogów koktajlami Mołotowa albo faszeruje zwierzynę śrutem.

Far Cry 5 - niszczenie ciężarówek z głośnikami

Rodzinny interes

Całym tym kowbojsko-traperskim bałaganem zawiaduje rodzina niejakich Seedów. Trzech braci i przyszywana siostrzyczka. A co jedno, to bardziej szurnięte! Na czele obłąkanej familii stoi Joseph nazywany „Ojcem”, który z powodzeniem kontynuuje wariacką tradycję psychopatów z serii Far Cry. 

Wraz z rodzeństwem obrał on sobie za cel nawrócenie siłą wszystkich bliźnich, jakich napotka na swojej drodze. Narzędziami tej krucjaty, obok kuriozalnie interpretowanego Słowa Bożego, stają się spluwy, narkotyki i tortury.

Aż trudno sobie wyobrazić, że tak bestialska inicjatywa mogła z powodzeniem rozwinąć się nie w jakiejś bananowej republice, której nikt nie kojarzy z nazwy, ale w samych Stanach Zjednoczonych. No właśnie… I mi niełatwo było to przyjąć. Niby zadupie, niby odcięte od świata, ale jednak pod amerykańską jurysdykcją.

Far Cry 5 - widok z lunety

Widząc olbrzymi posąg Josepha Seeda i zastępy wiernych z cekaemami na ramionach, zachodziłem w głowę, jak to się stało, że bądź co bądź dość dobrze poinformowany rząd USA postanowił wysłać tam szeryfów federalnych, kiedy już w zasadzie trudno było liczyć na szybkie wyplenienie sekciarskich chwastów.

No ale niech będzie, licentia poetica! Wszak nie realizmu oczekuję od gier w pierwszej kolejności, więc i tę dziwaczną konwencję Far Cry 5 przyjąłem z dobrą wiarą. Przymknąłem oko na ogólną ideę i zagłębiłem się w szczegóły.

Jak się okazało, Joseph Seed zgodnie ze starą rzymską zasadą rządzi i dzieli. Cały region Hope County został podzielony na trzy prowincje. Górskim regionem, gdzie szkoli się bojówki sekty, zawiaduje brodaty Jacob Seed. 

Nad ładnie prezentującą się na propagandowych broszurkach doliną trzyma pieczę jego brat, John Seed. Natomiast dorzecze Trupiej Rzeki, w którym produkuje się zmiękczający ludzką wolę narkotyk, to domena tajemniczej, uwodzicielskiej, a przede wszystkim przerażającej Faith Seed.

Far Cry 5 - mapa Hope County

Żeby dobrać się do szefa wszystkich szefów, a więc ojczulka Josepha, trzeba po kolei demontować sekciarskie struktury w każdej z prowincji, konfrontować się z jego zaufanymi heroldami i poczekać aż rozwścieczona szycha w żółtawych okularkach postanowi wreszcie zmierzyć się osobiście z wysłanym po niego szeryfem.

Brzmi znajomo? No właśnie, to w tym miejscu chyba najsilniej widać wpływy Tom Clancy’s Ghost Recon: Wildlands. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że boliwijska gonitwa za kartelem Santa Blanca to w zasadzie pozbawiona fabuły zabawa w odhaczanie kolejnych ofiar. Po Far Cry 5 można było się spodziewać bardziej koronkowej konstrukcji.

Tymczasem fabuła została tu mocno rozcieńczona wywarem z mniej lub bardziej atrakcyjnych misji, które same w sobie bywają niekiedy bardzo wciągające, ale jakoś nie łączą się w spójną całość. Opowieść jest raczej przedstawiana w swego rodzaju przerywnikach, które stanowią co najwyżej chwilę wytchnienia od bezsensownego, acz niezwykle nagradzającego biegania po Hope County.

Ukrzyżowany między Marsjanami

Temat kontrowersyjny, aktualny, dojrzały… Limit wiekowy ustalony na 18 lat nie bez powodu! Tak mogłoby się wydawać, choć i tutaj w Far Cry 5 znalazłem pewną niekonsekwencję. Wiele ze stawianych przede mną zadań ociekała okrucieństwem i próbowała w oryginalny sposób dobierać się do tematu fanatyzmu. Znowuż inne wyzwania bardziej pasowałyby do GTA V, niż do świata Hope County.

Far Cry 5 - festiwal byczych jąder
Kliknij zdjęcie by powiększyć

I tak w jednej chwili oglądałem krwawe egzekucje Bogu ducha winnych farmerów, żeby parę minut później pomagać lokalnemu odpowiednikowi agenta Muldera powstrzymać inwazję Marsjan, której ten był w stu procentach pewien. 

Raz kazano mi zabijać byki tuż po kopulacji, żeby ich jądra miały jak najlepszy smak, a moment później robiono ze mnie obrońcę zdesperowanego bojownika ruchu oporu i jego żony w zaawansowanej ciąży.

Oj, olbrzymi ten rozdźwięk między tragedią a komedią w Far Cry 5! Abstrahując jednak od tego rażącego zgrzytu, muszę jednak docenić różnorodność atrakcji, jakie napotkałem w Hope County. Każdy znajdzie tutaj to, co lubi najbardziej.

Far Cry 5 - misja obrona

Amatorzy mocnych wrażeń będą więc bić rekordy w kaskaderskich wyczynach, wielbiciele łamigłówek splądrują niejedną skrytkę pełną skarbów, do której naprawdę niełatwo się dostać, a fani pirotechniki powysadzają w powietrze silosy pełne zapasów lub rozniosą w drobny mak uzbrojone konwoje.

A każdy taki sukces wiążę się nie tylko z przypływem wirtualnej gotówki i punktów umiejętności, ale też wzmacnianiem ruchu oporu w danej prowincji. Ta ostatnia konsekwencja moich działań była głównym motorem rozgrywki, ale i obosiecznym mieczem. Z jednej strony osłabia się wpływy tego czy innego watażki, z drugiej – przyciąga jego uwagę. 

Far Cry 5 - potyczka

I tak na przykład John Seed stwierdził w pewnym momencie, że ma już dosyć mojej prywatnej wojny, w związku z czym wysłał za mną uzbrojone w karabiny maszynowe i bomby myśliwce. Nie muszę chyba dodawać, jak bardzo utrudniło to, i tak już niełatwe, życie mojego bohatera.

Niełatwe? No tak, tak, bo nawet podróżowanie po Hope County to twardy orzech do zgryzienia. Choć z innych powodów, kiedy poruszałem się po lądzie, a z innych, kiedy siadałem za sterami samolotu czy śmigłowca.

Far Cry 5 - lewitujący quad
Lewitujący quad:)

Latający cyrk Ubisoftu

W Hope County panuje chaos – to się rozumie! Więcej – to się szanuje. Ale czasami jest go aż nadto. Nieraz miałem ochotę na beztroską przejażdżkę z punktu A do punktu B, ale kiedy tylko wyjeżdżałem na drogę, zaraz ruszała za mną w pościg furgonetka sekty Seedów. 

W jaki sposób mnie rozpoznawali, skoro jechałem w aucie, które im właśnie ukradłem? Nie mam pojęcia, ale robili to bezbłędnie i natychmiast a to zajeżdżali mi drogę, a to otwierali do mnie ogień.

Co za tym idzie, niemal każda podróż w Far Cry 5 kończy się bezsensowną masakrą na środku szosy. Przeważnie do zadymy przyłączają się też okoliczni przechodnie, a nawet niedźwiedzie, które mają swoje legowiska w okolicznych kniejach.

Far Cry 5 - niedźwiedź atakuje byka

No dobrze, ale furami czy quadami jakoś się jeszcze da jeździć. Czasem trzeba wprawdzie w iście hollywoodzkim stylu puścić kierownicę, sięgnąć po gnata i w pełnym pędzie wpakować kulę w łeb pędzącego obok pirata drogowego, ale, umówmy się, to dodaje grze pikanterii. Nawet jeśli niekiedy ciut irytuje.

Co innego – w powietrzu! Tutaj zaczyna się wolna amerykanka pełną gębą. Śmigłowce są nawet znośne, ale samoloty to istny koszmar. Kiedy siadałem za sterami tych ostatnich, miałem wrażenie, że wcale nie kieruję pojazdem, posiadającym określony ciężar, zwrotność, przyspieszenie… O, nie, to było jak przejażdżka „na drzwiach od stodoły”, cytując klasyka.

Żeby było zabawniej, kilkukrotnie zdarzyło mi się spaść w sam środek lasu, a mój samolot, zamiast roztrzaskać się w drobny mak, po prostu zatrzymywał się na jednym z drzew. Kiedy indziej wykonywał jeszcze zabawniejszą sztuczkę, bo jak kauczuk odbijał się od gruntu i na powrót podrywał w powietrze.

Far Cry 5 - latanie samolotem

Podobnie pasy startowe są doskonale zbędne, bo samoloty w Far Cry 5 lądują niemal pionowo. I tak samo też startują. W trybie wieloosobowym jest jeszcze gorzej, bo wystarczy oddalić się na kilkaset metrów od swojego partnera (a w powietrzu to naprawdę niewielki dystans), żeby automatycznie zostać uśmierconym i pojawić się już nie w swoim samolocie, a na tylnym siedzeniu pojazdu kolegi.

Twórcy Far Cry 5 trąbili wszem i wobec, że w ich strzelaninie, po raz pierwszy w serii, pojawi się możliwość kierowania samolotami. Nie dodali jednak, ile będzie przy tym ubawu. No i trudno się dziwić, że ten aspekt przemilczeli.

Far Cry 5 - sklep z pojazdami

„Wespół w zespół”

Skoro już pojawił się temat kooperacji, to i o niej czuję się zobowiązany kilka słów napisać. Nie tylko dlatego, że po raz pierwszy w serii Far Cry jest ona tak rozbudowana, ale też dlatego, że równie mocno bawi, co irytuje. 

Zacznę od tego, co wkurza, a jest to przede wszystkim system zapisywania postępów. Otóż w Far Cry 5 tylko na koncie jednego z graczy jest odnotowywane wykonywanie kolejnych misji. Dla jego kumpla jedyny zysk ze wspólnej zabawy (poza przyjemnością) to ekwipunek, punkty umiejętności i forsa. On jest tylko gościem w świecie gospodarza, więc w swoim uniwersum musi wszystkie misje wykonać od nowa.

Far Cry 5 - tworzenie własnej postaci
Tworzenie własnej postaci

To wyjątkowo męczące, zwłaszcza, że nie każde zadanie jest równie porywające. I tak na przykład sekwencja strzelania do sępów w dwuosobowej drużynie jeszcze przejdzie, ale kiedy pomyśli się o jej powtarzaniu w pojedynkę – albo w ogóle o jej powtarzaniu, – można dostać torsji.

Trochę dziwi mnie, że koniec końców właśnie na takie rozwiązanie zdecydowali się twórcy Far Cry 5. Rozluźnienie fabuły i niemal absolutna dowolność w kolejności wykonywania misji wskazywała raczej na to, że sięgną oni po rodzaj współpracy znany ze wspominanego już nie raz w tym tekście Tom Clancy’s Ghost Recon: Wildlands. Tymczasem efekt końcowy jest zupełnie inny.

Jednak, co ciekawe, nawet pomyślana w ten sposób kooperacja, daje sporo frajdy. Zwłaszcza, że poza współpracą z „żywym” graczem, niemal zawsze miałem możliwość dobrania sobie kompana z szeregów ruchu oporu – czy to uderzającego z powietrza pilota śmigłowca, czy panią z karabinem snajperskim, czy też znanego z kampanii reklamowej psiaka, który potrafi między innymi zaaportować karabin wroga. 

Far Cry 5 - psiak Boomer

Po uszy w Far Cry 5

Chciałoby się powiedzieć: „Świetna gra! Doskonała! Najlepsza w serii!”. Albo „Co za beznadzieja! Ubisoft zdziera z nas kasę!”. Ech, czarno-biały świat byłby taki piękny. Niestety, Far Cry 5 nijak by się w niego nie wpisał. Bo z jednej strony błędów w tym tytule nie brakuje, „bug” goni „buga”, historia to pojawia się, to znika i trudno ją czasem odnaleźć, samoloty… No, dobrze, do samolotów nie będę już wracał, bo po co podnosić sobie ciśnienie?

Jest jednak też druga strona medalu. Ta, na której, wybito ciekawie napisanych bohaterów, niepowtarzalny klimat, pieczołowitość, z jaką projektowano lokacje, no i przede wszystkim wybuchową zabawę – czy to w pojedynkę, czy w kooperacji.

Far Cry 5 - Hope County z lotu ptaka

 A jakby komuś i tego było mało, to jest jeszcze tryb Far Cry Arcade i edytor map, który pozwala nie tylko rozgrywać dowolnie ustawione potyczki, ale i tworzyć dla nich własne scenografie. Krótko mówiąc, otwarty świat Hope County opływa w atrakcje i z powodzeniem przyprawia o syndrom „jeszcze jednej misji”.

Jasna sprawa, prawie każdy kto wejdzie do tej piaskownicy, zauważy, że ta czy inna zabawka jest przechodzona, niektóre zupełnie nieciekawe, że któryś zamek z piasku już się sypie… Ale też niemal każdy zorientuje się zaledwie po chwili, że to wcale nie piaskownica, a ruchome piaski.

Far Cry 5 - szeryf Hope County

Ocena końcowa Far Cry 5:

  • klimat, klimat i jeszcze raz klimat
  • malownicze krajobrazy Hope County
  • otwarty świat pełen atrakcji i szczegółowo zaprojektowanych lokacji
  • wyraziste i ciekawe postaci
  • "hollywoodzkie" strzelaniny
  • spluwy huczą jak trzeba, eksplozje "dają po bębenkach"
  • arsenał, w którym można przebierać
  • możliwość personalizacji głównego bohatera
  • spora dowolność w kolejności wykonywania misji
  • system wzmacniania ruchu oporu
  • tryb kooperacji
  • niemała pula pojazdów do wyboru
  • tryb arcade i edytor map
  • wędkowanie!;)
     
  • sztubacki humor zbyt często kontrastuje z ociekającą krwią tematyką
  • fabuła znika pod nawałem pojedynczych zadań
  • niektóre misje zadziwiają monotonią i prostotą
  • system zapisywania postępów w kooperacji może irytować
  • fatalny model kierowania samolotem
  • mnóstwo bugów
  • chaos na drogach i bezdrożach Hope County czasem męczy swoją nadmiarowością
     
  • Grafika:
     dobry plus
  • Dźwięk:
     bardzo dobry
  • Grywalność:
     dobry plus

Ocena ogólna:

92% 4,6/5

Far Cry 5 na potrzeby niniejszej recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od firmy Ubisoft

Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE