Farming Simulator 2015
Już dawno temu zaprzestałem wszelkich działań, dzięki którym to mógłbym chociaż w najmniejszym stopniu zrozumieć fenomen i sens egzystencji każdego z symulacyjnych tasiemców. Symulator koparki, śmieciarki, betoniarki i czego tylko dusza zapragnie. Symulator kozy, kamienia i kromki chleba – świat stanął na głowie, ludzie zatracili się w symulacyjnym szaleństwie a gatunek rozpoczął parodię samego siebie. Cuda panie, nie do ogarnięcia dla przeciętnego zjadacza chleba. W ostatnim akcie desperacji, postanowiłem jednak całkowicie wyzbyć się pytań z serii „jakim cudem produkcje tej kategorii wyskoczyły z kioskowych witryn i koszy z grami po dwie dyszki, zajmując obecnie pierwsze miejsca list sprzedaży i to przy cenie 70 zł”, no i spróbować. Tak samemu i na własnej skórze. Bo ignorantem i stojącym z boku prześmiewcą być łatwo, ale jako recenzentowi gier – po prostu nie przystoi.
Sam wziąć się za bary z najnowszym Symulatorem Farmy jednak nie zamierzałem. W ten bój ruszyć mógł ze mną tylko i wyłącznie równie doświadczony gracz, dodatkowo obyty i zaznajomiony z tym niebezpiecznym zawodnikiem. Znający jego wszelkie sztuczki i zagrania, bo po dziś dzień zagrywający się w edycję 2013. I jakby tego było mało, w ostatnim momencie do naczepy naszego wspólnego ciągnika wskoczyła nam jeszcze Xenia, jak zwykle prowadzona przez swoją wrodzoną ciekawość. Dlatego też poniższa recenzja przyjmuje postać trójgłosu – z udziałem osoby, która Farming Simulatora w swoim życiu nieco liznęła, jednak nigdy nie „poczuła czaczy” (ja, niżej i wyżej podpisany Robert), absolutnego laika w tym temacie (pod postacią Xenii), oraz gościa, który z wirtualną orką i zasiewem jest w zasadzie na ty (Dominik). A wszystko to by odpowiedzieć sobie na jedno, zasadnicze pytanie: czy najnowsza produkcja Giant Studios broni się zarówno w oczach konesera tego typu rozrywki, jak i krwi względnie i zupełnie świeżej?
Runda 1: Rozgrywka
Niestety, konstrukcja wspomnianej Kariery to pierwszy zgrzyt w moich relacjach z najnowszą odsłoną Farming Simulatora. W nowej produkcji Gigantów w dalszym ciągu bowiem brak jakiegoś motywującego do działania systemu wyzwań lub drogowskazów – czegokolwiek, co pchałoby mnie do dalszej gry pomiędzy kolejnym skoszonym polem bądź nakarmioną krową. Owszem, mogę tu zbierać pieniądze, kupować nowe, licencjonowane maszyny i poszerzać swoje gospodarstwo, jednocześnie w pełni doceniając oddaną mi swobodę w podejmowaniu kolejnych działań. Problem jednak w tym, iż poza wymienionymi elementami w grze nie odnalazłem już nic, co umiejętnie nakręcałoby ten rolniczy wyścig. Co prawda na podobieństwo misji z edycji 2013 powrót zalicza tu pewien zestaw zadań z lokalnej agencji, jednak w dalszym ciągu chciałoby się ujrzeć jakieś rozwinięcie tej idei.
Bo czy chociażby dodanie kilku wytycznych w postaci „zbierz większe plony od Mirka z sąsiedztwa” lub „do końca miesiąca dokup 10 krów” w jakimś stopniu zrujnowałoby rozgrywkę? Szczerze wątpię, a ja i wielu mi podobnych zyskałoby tak potrzebny kopniak bądź magnes, pozwalający wysiedzieć przy tej produkcji dłużej, niż godzinę na jedno posiedzenie. Wymieniony przeze mnie element zdaje się być straszną popierdółką, jednak jego umiejętne dawkowanie i rozwinięcie naprawdę mogłoby odmienić podejście do zabawy wśród takich graczy ja – a więc nie bardzo rozentuzjazmowanych wiadomością, że teraz znów mogę skosić pole nówka kombajnem, i to dwa razy większe, bo dokupiłem sobie ziemi. Ponadto, w rozwiązaniu zaistniałego problemu wcale nie pomaga fakt, że do każdej z obecnych tu czynności (łącznie z nowością w serii – zarządzaniu lasem i ścinką drzew) po staremu najmować można pracowników. Oglądanie, jak sztuczna inteligencja orze pole za nas wcale nie czyni rozgrywki bardziej emocjonującą.
Rozgrywka – ciąg dalszy
Po paru chwilach spędzonych na mimo wszystko całkiem interesującej nauce roli (dowiedziałam się m.in. czym w terminologii rolniczej jest „skiba”), nadszedł czas na rozkręcenie własnego biznesu. Zakasałam rękawy i wyruszyłam na mój rolniczy podbój świata, ekspansję i bezkompromisowe rządy zaczynając od skromnej wioski Bjornholm. I początkowo można tu nawet mówić o pewnej ekscytacji - radowała mnie nowa maszyna i wszelkie czynności jakie mogłam nią wykonywać. Niestety, po dłuższej chwili monotonność zajęć nieco ostudziła mój zapał. Co więcej, po najęciu pracowników z zazdrością przyglądałam się precyzji z jaką sztuczna inteligencja radzi sobie z powierzonym polem, podczas gdy mnie nosiła wrodzona ułańska fantazja, widoczna w różnego rodzaju szlaczkach wykoszonych w zbożu. Miałam cichą nadzieję, że w grze obecne będą pewnego rodzaju wytyczne i wskazówki - niestety tutaj, jeżeli nie wyniesie się wiedzy z samouczka (kolejności wykonywania działań etc.), właściwa rozgrywa przepełniona będzie goryczą i błądzeniem po farmie niczym dziecko we mgle. A pauzowania rozgrywki w celu krótkiego przeskoku do wybranej lekcji i ponownego powrotu na właściwe pole nie sposób nazwać pasjonującym.
Na koniec, nieco z innej beczki – jako przeciwniczka grania na klawiaturze czym prędzej zabrałam się za podłączenie pada pod posiadanego pieca, licząc tym samym na znaczącą poprawę i zwiększony komfort w trakcie zabawy z grą. Twórcy takie rozwiązanie uznali chyba jednak za pomysł szaleńca, tylko częściowo obsadzając multum opcji sterowania po przyciskach mojego kontrolera. To, że grać tak już nie do końca sposób, tłumaczyć nikomu chyba nie muszę.
W grze otrzymujemy bowiem nie tylko nową mapę – wspomniany przez Roberta Bjornholm – ale i odświeżony interfejs, nowe maszyny i ich marki, lekko zmieniony system misji oraz przyjemnie świeże leśnictwo. Nowa piaskownica do zabawy to jeden godny pochwały i odnotowania element, ale dostępne w nim zabawki to już zupełnie inna kategoria. Jeśli chodzi zaś o sprzęt to weterani będą mieli na czym położyć swoje ręce – znajdziemy tutaj ciężarówkę (tym razem europejską i licencjonowaną), samochód osobowy, sprzęt leśny, piły łańcuchowe, naczepy do drewna, rębarki, a dla bardziej zaawansowanych drwali – forwarder oraz harvester.
W grze zmieniono również system misji. Nadal możemy wybierać częstotliwość z jaką mają się pojawiać, jednak tym razem nie wyskakują nam na ekranie w najmniej odpowiednim momencie. Zamiast tego pojawiają się na specjalnych tablicach ogłoszeń, gdzie „wiszą” jakiś czas po czym ustępują miejsca kolejnym. Jeśli chodzi o leśnictwo, to gra daje nam możliwość zarobku pieniędzy poprzez wycinkę drzew czy to przy użyciu zwykłej piły łańcuchowej czy też zaawansowanej maszyny. A w związku z tym, iż ściąć możemy tu dosłownie każde drzewo jakie znajduje się w grze, problematyczna fauna porastająca obrzeża pól nie stanowi już żadnego wyzwania.
Jeśli chodzi o karierę pozwolę nie zgodzić się z moimi przedmówcami. Według mnie, gra daje tyle możliwości, że nie potrzebne są z góry narzucone wyzwania, do których to realizacji by się dążyło. Wystarczy samemu postawić sobie cel i po prostu dać się wciągnąć. W moim odczuciu siłą tej gry jest właśnie rozbudowanie i ukryte w niej możliwości. Chociaż na pierwszy rzut oka może wydać Wam się to zabawne i nie na miejscu, obok Farming Simulatora 2015 postawcie na chwilę takiego Euro Truck Simulatora 2. Chociaż obydwie produkcje kocham z całego serca (na trasie spędziłem już ponad 100h), ”truckerska” symulacja w porównaniu z życiem na wsi pod względem różnorodności rozgrywki wypada naprawdę blado. I to naturalne, że początkowo Farming Simulator nieco zniechęca – sprzęt na gospodarstwie kiepski, a prace idą jak krew z nosa. Gra nabiera jednak zdrowego tempa i prawdziwych rumieńców w momencie pojawienia się większych pieniędzy, nowych i potężniejszych maszyn, obowiązku zaopatrywania biogazowi i bioelektrowni, a także zwierząt, o które trzeba dbać. Wówczas każdą z wymienionych czynności musimy ogarnąć zupełnie sami. Chociaż sami to może złe sformułowanie, bo ciągle do zabawy zaprosić można tu znajomych lub rodzinę - nawet w 16 chłopa kosząc, dojąc i zasiewając do białego rana.
Warto również dodać, iż twórcom udało się usprawnić nieco mechanikę gry – maszyny wydają się być teraz o wiele cięższe, tym samym zwiększając przyjemność z prowadzenia ich masywnych konstrukcji. Ponadto, tempomat możemy teraz dowolnie dostosowywać do pożądanej prędkości, a przedmioty takie jak palety, bale siana, żniwiarki, kombajny czy inne maszyny nie spadają już tak ochoczo z lawet i naczep, jak miało to miejsce poprzedniej części. W ten sposób jak na dłoni widać, iż twórcy gry obserwowali „moderską” społeczność zgromadzoną wokół edycji 2013, większość z utworzonych przez nią usprawnień i modyfikacji wprowadzając w podstawowej wersji FM2015. Za to ogromny szacun i zamaszysty ukłon po samą ziemię z mojej strony.