Czy Firefox musi sprzedać duszę diabłu, by się utrzymać?

Firefox w trosce o prywatność łączy siły z Facebookiem. Witamy w krainie absurdu, a może to po prosty następny ruch w grze, której stawką jest przetrwanie? Tylko jaki w takim razie będzie kolejny przystanek na jego drodze?

Image

Mozilla (Firefox) łączy siły z Metą (Facebook)

Kiedyś wiódł prym, dziś po jego dawnej sławie nie ma już niemal śladu. Przegrał z Chrome’em (i chromopodobnymi przeglądarkami) wyścig o popularność, a tych, którzy wciąż w niego wierzą, jest z każdym dniem coraz mniej. Trudno się dziwić, gdy właściciele przeglądarki Firefox podejmują tak beznadziejne decyzje. Nie można nazywać ich już nawet niepopularnymi – wydają się wręcz całkowicie sprzeczne z filozofią, która swego czasu wyróżniała ten program na tle konkurencji. Była to wszak ostatnia ostoja niezależności i ikona troski o prywatność. 

Mozilla utrzymuje, że prywatność swoich użytkowników stawia na pierwszym miejscu. Tylko cóż to za troska o prywatność, gdy właśnie nią uzasadnia nawiązanie współpracy z grupą Meta, czyli – nie owijając – z Facebookiem. Ten ma niechlubną historię na polu dbałości o prywatność i niejeden skandal na koncie.

Co Mozilla chce ugrać z Metą?

No dobrze, ale na czym ta współpraca w ogóle ma polegać? Otóż Mozilla i Meta chcą razem opracować nową formę śledzenia interakcji użytkowników z reklamami. Rozwiązanie o nazwie Interoperable Private Attribution ma na celu umożliwienie dokładnego pomiaru konwersji reklam. Założenie jest takie, że reklamodawcy będą mogli precyzyjnie mierzyć skuteczność reklam internetowych, wykazując się przy tym większym poszanowaniem prywatności

Zamiast zindywidualizowanych i konkretnych danych IPA wysyła raporty zbiorcze dla partii zdarzeń. Żeby nie zbierać cyfrowych odcisków palców, rozwiązanie pozwoli tworzyć dostępne tylko dla przeglądarki klucze dopasowania powiązane z danym kontem lub urządzeniem. Dzięki temu znacznie bardziej utrudniona ma być identyfikacja osoby wchodzącej w interakcję z reklamą. 

Ech, Mozilla, miałaś go zniszczyć, a nie do niego dołączyć

I choć założenie może brzmieć logicznie, a nawet przekonująco, to konkretne partnerstwo na pewno jest zaskakujące. Mozilla w ostatnich latach niejednokrotnie głośno krytykowała Facebooka za jego podejście do prywatności, a teraz łączy z nim siły, by o tę prywatność dbać. Niezadowolenie użytkowników nie jest więc ani trochę zaskakujące. Zresztą właściciele Firefoksa pewnie też się tego spodziewali, bo w przeciwieństwie do wielu innych, ten akurat post z blogu nie został udostępniony na oficjalnym twitterowym profilu. 

Trafić za Mozillą nie jest łatwo, tym bardziej że jeszcze w ubiegłym miesiącu Mozilla ogłosiła, że współpracuje z The Markup, aby monitorować, jak Facebook gromadzi informacje o swoich użytkownikach. Czy zatem chce dobrze, ale robi to w pokrętny sposób, czy jednak chwyta się każdej szansy, by po prostu utrzymać na się powierzchni? Żadna z tych opcji raczej nie zachwyci jej użytkowników. Przykro się na to patrzy. 

Maleje liczba powodów, by korzystać z Firefoksa, a to, że Mozilla zaczęła współpracować z jednym ze swoich wrogów, to tylko wierzchołek góry lodowej. Opinie użytkowników są ignorowane, a wydajność w testach wypada mizernie. Naprawdę chciałbym, żeby ta przeglądarka odzyskała dawną formę. Nadziei na to we mnie jest jednak coraz mniej. 

Źródło: XDA-developers, informacja własna

Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY