Redakcja francuskiego Le Monde weszła w posiadanie dokumentów tamtejszego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, z których wynika, że rozważa ono wprowadzenie dwóch nowych środków bezpieczeństwa. Pierwszy przepis miałby uniemożliwiać dostęp do sieci TOR na terenie Francji. Drugi zaś doprowadzić do blokowania otwartych, publicznych hotspotów Wi-Fi. Zmiany mogą wejść w życie już w styczniu, a za powód podaje się próbę zabezpieczenia mieszkańców przed terrorystami.
Niektórzy mogą powiedzieć, że publiczne Wi-Fi to jeden z najlepszych wynalazków ludzkości – otwarte hotspoty pozwalają bowiem na uzyskanie dostępu do Internetu praktycznie w każdym miejscu publicznym. Francuski rząd uważa jednak, że to właśnie one mogą posłużyć terrorystom do komunikowania się między sobą – korzystających z nich ludzi trudniej bowiem namierzyć i śledzić ich poczynania.
Druga propozycja jest jeszcze ciekawsza – we Francji miałby bowiem obwiązywać całkowity zakaz korzystania z sieci TOR, a użytkownicy, którzy by się tego dopuścili mieliby być karani. Motywacja – ta sama: osoby korzystające z TOR-a są niemal niemożliwe do identyfikacji. Zgodnie z zapisami w projekcie, wprowadzenie tej ustawy wymuszałoby na operatorach usług internetowych… inwigilację użytkowników. Mieliby oni na bieżąco kontrolować czy internauci korzystają z sieci TOR i w takich przypadkach informować o tym odpowiednie organy.
Walka z terroryzmem jest jak najbardziej wskazana. Czy blokowanie publicznych hotspotów Wi-Fi i sieci TOR (o ile w ogóle udałoby się to sprawnie przeprowadzić) ma jednak jakikolwiek sens? W sieci istnieje przecież mnóstwo systemów komunikacyjnych, które obchodzą rządowe zabezpieczenia i terroryści raczej są tego świadomi. Najprawdopodobniej więc na nowych przepisach straciliby zwykli, uczciwi użytkownicy. A co wy o tym sądzicie?
Źródło: ArsTechnica. Obraz: Jean-Pierre Houël - Prise de la Bastille