Nihil novi czyli relacja z Gamescom 2017

Tegoroczny Gamescom miał stać pod znakiem Xbox One X. Niemal cały splendor podebrały mu jednak gry. I to niekoniecznie dedykowane tej platformie.

Gwiezdne Wojny, holograficzne czołgi i superkonsola

Nie powiem, Gamescom 2017 kusił mnie niezwykle mocno. Raz, że po raz pierwszy na własne oczy miałem zobaczyć „absolutnie nową jakość grania” w postaci Xbox One X, dwa, że liczyłem na niezapowiedziane dotąd prawdziwe petardy, które twórcy gier jakimś cudem zdołali przetrzymać przez E3 do Kolonii, i trzy, czekałem na nowego Assassin’s Creed, moją osobistą nadzieję na powrót świetności tej marki.

Niestety, jak to zwykle bywa moje oczekiwania nieco rozminęły się z rzeczywistością. Faktycznych nowości na Gamescom 2017 było bowiem jak na lekarstwo, a Xbox One X zrobił co prawda na mnie wrażenie, ale dopiero wespół z Assassin’s Creed: Origins.

Gamescom 2017 - tłumy na wejściu do hal targowych

I choć mam nieco mieszane uczucia co do całej tej imprezy to nie mogę powiedzieć, by była ona nieudana. Wszak dawno nie widziałem tylu mniej lub bardziej oczekiwanych gier. Co najlepsze, tym razem nie miałem nawet za bardzo okazji by pobuszować po ogólnie dostępnych stoiskach, na których też można było znaleźć wyjątkowo gorące produkcje. 

Gamescom 2017 grami stało

Pośród mrowia prezentowanych gier, w ciągu 4 dni udało mi się obejrzeć kilkadziesiąt naprawdę ciekawie zapowiadających się produkcji – poczynając od konferencji EA i ich największych hitów, po ciche perełki targów pokroju Bomber Crew, Phantom Doctrine czy My Memory of Us.

Niemal wszystkie one pozostawiły we mnie chęć zagrania w nie raz jeszcze, na spokojnie, w ciszy swojego pokoju. Potencjał jest więc spory, trzeba go tylko umiejętnie wykorzystać.

Tak jak choćby zrobiło to EA ze Star Wars: Battlefront. Już teraz widać, że „dwójka” to więcej, lepiej i ciekawiej. Udostępnione podczas pokazów bitwy kosmiczne robiły wrażenie nie tylko skalą czy zmieniającymi się zadaniami, ale przede wszystkim klimatem.

Ten wyraźny nacisk na odpowiednią atmosferę dało się odczuć także podczas prezentacji Fe, nietuzinkowej platformówki, która ma zostać wydana w przyszłym roku w ramach programu EA Originals. Ba, widać było, że usilnie starano się zaszczepić ją nawet przy Need for Speed: Payback, które w czasie konferencji otrzymało wsparcie od samego BMW. Ich nowa M5, nim zawita do sklepów w 2018 roku , już teraz pojawi się w grze.

Gamescom 2017 - BMW M5 pojawi się w Need for Speed: Payback

Nowe BMW M5 z testowym kierowcą niemieckiego koncernu było jedną z atrakcji konferencji EA

Nie mniej interesująco zapowiada się Ni No Kuni II: Revenant Kingdom oraz Ace Combat 7: Skies Unknown. Ta pierwsza gra w kilka sekund potrafi oczarować nawet największego malkontenta nie tylko oprawą wizualną przypominającą film animowany, ale i świetną, klimatyczną muzyką oraz ciekawym systemem rozbudowy królestwa. 

Ta druga, onieśmiela ilością detali związanych z efektami występującymi podczas lotu. Czego my tu bowiem nie mamy. Jest i oblodzenie kabiny, jest deszcz, są odczuwalne turbulencje i głupiejący radar przy dużej wilgotności powietrza. 

Fenomenalnie prezentuje się też walka w czasie burzy. Jedyny zgrzyt – wszystko to znacznie lepiej wygląda w kokpicie niż w widoku zza ogona samolotu, który jak dotąd dla mnie osobiście był w tej serii nadrzędny. Cóż, trzeba będzie zmienić nawyki.

Gamescom 2017 - Ace Combat 7

A skoro już jesteśmy w wojskowych klimatach to nie mogę pominąć tego co na Gamescom 2017 przywiózł ze sobą Wargaming. Oprócz ciekawego trybu fabularnego War Stories do konsolowego World of Tanks (w ich pierwszą część można grać już teraz) oraz wzbogaconego Total War: Arena, firma ta zaprezentowała absolutnie genialne wykorzystanie okularów Microsoft Hololens.

Dzięki nim udało się im stworzyć poglądową lekcję historii, której głównym aktorem jest Sturmtiger, niemiecki moździerz rakietowy. Z racji, iż z wybudowanych 18 sztuk do naszych czasów ostały się jedynie dwie, wirtualny pokaz konstrukcji i możliwości tego potwora zrobił na mnie kolosalne wrażenie. Gdyby jeszcze tylko okulary Hololens były tańsze….

Na szczęście Microsoft zrobił graczom miłą niespodziankę i ostateczna cena za Xbox One X nie przekracza 2100 zł. Sama maszyna prezentuje się zaś wyjątkowo schludnie, a jej niewielkie rozmiary powodują, że z łatwością wpasuje się do każdego salonu. Przynajmniej, ja już w myślach, podczas szybkiej filmowej prezentacji ustawiałem ją obok telewizora.

Szkoda tylko, że ten świetny przekaz w 4K, z dźwiękiem Dolby Atmos zakłócony został później przez stanowiska do grania z telewizorami, które, nie wiedzieć czemu nie potrafiły oddać oglądanego wcześniej poziomu szczegółowości.

Gamescom 2017 - Xbox One X room

Gamescom 2017 i specjalny pokój z konsolami Xbox One X

I choć można było tutaj zagrać między innymi w Assasssin’s Creed: Origins, Śródziemie: Cień Wojny, Forza Motorsport 7 czy Rise of the Tomb Raider, żadna z tych gier nie zrobiła na mnie, weterana 4K, jakiegoś szczególnego wrażenia. Dość powiedzieć, że z całego pokazu wyszedłem z bardzo mieszanymi uczuciami.

I gdybym później nie odwiedził stoiska Ubisoftu, by zagrać w Assassin’s Creed: Origins na devkitach Xbox One X zapewne wciąż zastanawiałbym się gdzie ta zapowiada na rewolucja. Tam wreszcie faktycznie jej doświadczyłem. 

Gamescom 2017 - Age of Empires Definitive Edition
Odświeżona edycja Age of Empires też zawitała na Gamescom 2017

Starożytny Egipt, macki Cthulhu i karty z fabułą

Nie ma co gadać, Assassin’s Creed: Origins zapowiada się fenomenalnie. Przeogromna mapa po brzegi wypełniona przeróżnymi aktywnościami, ciekawe zadania i porażająco piękny starożytny Egipt – w tej grze naprawdę idzie się zakochać. I to od pierwszego wejrzenia. 

Xbox One X robi tu świetną robotę dostarczając oprawę wizualną, od której nie można oderwać wzroku. Tekstury, modele postaci, obiekty - wszystko ostre jak żyleta i pełne detali. Czy konsola będzie tu w stanie dorównać PC – cóż, trudno powiedzieć. Nie da się jednak zaprzeczyć, że Xbox One X ma graczom sporo do zaoferowania.

Gamescom 2017 - Assassin

Wracając jednak do samych gier – nie mniejsze wrażenie niż nowa odsłona serii Assassin’s Creed zrobił na mnie Call of Cthulhu. Tym razem jednak nie chodziło o oprawę graficzną, bo ta jest raczej przeciętna, a o klimat – mroczny, ciężki i tak intrygujący, że nie łatwo odejść od monitora. 

W prezentowanym fragmencie gry znalazło się wszystko co potrzeba dla stworzenia dobrego, trzymającego za gardło horroru - tajemnica, próba rozwiązania zagadki, budowanie napięcia, przekradanie się do celu misji i niespodziewany, trwający kilka sekund atak, po którym jest więcej pytań niż odpowiedzi. 

Całe Call of Cthulhu ma być zresztą pełne takich akcji. Wszystko po to by gracz cały czas zastanawiał się co jest prawdą, a co zwidem, wytworem wyobraźni sterowanego przez niego bohatera. Po tym co widziałem jestem pełen nadziei jeśli chodzi o ten tytuł. Nawet jeśli stoi za nim Cyanide Studio, któremu jak dotąd nie udało się odnieść spektakularnego sukcesu.

Gamescom 2017 - Call of Cthulhu

Podobne nadzieje wiąże z grą Vampyr, choć ta od ostatniego Gamescomu sporo się zmieniła. Odniosłem nawet wrażenie, że przygody targanego wątpliwościami wampira (który jest jednocześnie lekarzem) stała się nieco mniej mroczna. Owszem, stawiane przed graczem wybory moralne wydają się ciekawe, podobnie jak powiązany z nimi system rozwoju postaci, ale wszystkiemu brakuje trochę dawnej głębi. 

Pod tym względem znacznie lepiej prezentuje się za to Śródziemie: Cień Wojny. Na Gamescom 2017 była to jedna bardziej obleganych perełek. No ale trudno się dziwić skoro jedynka odniosła taki sukces, a „dwójka” ma do zaoferowania jeszcze więcej dobra czy to w postaci oblegania zamków czy całej masy misji pobocznych. 

Co najlepsze, każdy z tych elementów dodatkowo rozbudowano. W oblężeniach, dla przykładu, na różne sposoby da się ulepszać oddziały co z pewnością przełoży się na długość rozgrywki i frajdę płynącą z zabawy.

Gamescom 2017 - stoisko Middlearth: Shadow of War

I weź się człowieku domyśl, że to stoisko Śródziemie: Cień Wojny:)

O to ostatnie szczególnie mocno zadbano w kolejnym oglądanym przeze mnie tytule – The Crew 2. Druga część tej niezwykłej gry wyścigowej to teraz taka bardziej obszerna piaskownica, w której, poza ściganiem się innymi, możemy pobawić się nie tylko samochodami, ale i motorówkami i samolotami. 

Co więcej, do przełączania się pomiędzy tymi pojazdami wystarczy naciśniecie jednego przycisku. Dzięki temu można tworzyć akcje pokroju – start z rozpędzonego samochodu prosto w niebo, a później nalot nad wodę i przeskok na motorówkę. 

Jakby tego było mało twórcy dodali tu jeszcze możliwość cofania czasu, obejrzenia powtórki i stworzenia zapisu wideo z ostatnich kilku minut zabawy. Idealne narzędzie dla każdego kto chciałby pochwalić się swoimi akrobacjami.

Gamescom 2017 - The Crew 2

Będąc na Gamescom 2017 nie mogłem nie odwiedzić stoiska Activision Blizzard, gdzie najpierw zapoznałem się z szykowanymi zmianami w Overwatch i Heroes of the Storm. Ta pierwsza, jak zapewne już wiecie otrzyma nową mapę, druga - nowego bohatera, nieco odmieniony system rozgrywek oraz usprawnienia interfejsu. 

Później przyszedł czas na niesamowicie wyczekiwane Call of Duty: WWII. Żałuje bardzo, że na Gamescom 2017 nie udało mi się zobaczyć choć wycinka kampanii fabularnej. Cóż, na to trzeba będzie poczekać do premiery. Z kolei multi wypadło nieźle (tryb wojny jest świetny), ale wciąż mam spore obawy czy faktycznie nowa część tego strzelankowego tasiemca będzie powrotem do korzeni. 

Sporą niespodziankę sprawiło mi za to stoisko Warhorse Studios i prezentowane tam Kingdom Come: Deliverance. Nie obiecywałem sobie po tym tytule zbyt wiele, wszak powstaje on w bólach już prawie 4 lata, tymczasem jego jakość mocno mnie zaskoczyła. Co prawda, prezentowany fragment nie był szczególnie widowiskowy, ale dawał obraz całkiem rozbudowanego, średniowiecznego RPGa, z kilkoma naprawdę ciekawymi patentami i niezłą, obfitującą w  detale oprawą graficzną.

I to na tyle „niezłą”, że w pomieszczeniu gdzie odbywał się pokaz rozstawiono dodatkowe wentylatory, bo komputery grzały jak piece. Jedno jest pewne, gdy Kingdom Come: Deliverance w końcu pojawi się na rynku w lutym 2018 roku, grając w niego w długie zimowe wieczory będziecie mogli skręcić ogrzewanie.

Gamescom 2017 - Kingdom Come: Deliverence
Gamescom 2017 - Kingodm Come: Deliverence

Znacznie wcześniej pogramy za to w LEGO Marvel Super Heroes 2, które również dane mi było podpatrzeć na Gamescom 2017. Cóż, zgodnie z oczekiwaniami znów będzie więcej…tego samego, przy akompaniamencie plejady gwiazd z uniwersum Marvela. 

Napisałem „plejady”? Hmm, to chyba złe określenie, bo dostępnych postaci jest tu tyle, że ciężko nawet zliczyć symbolizujące je ikonki na ekranie wyboru. Poza tym wciąż gra się w to całkiem przyjemnie, jak na serię LEGO przystało.

Na tegorocznym Gamescomie nie mogło też zabraknąć naszego rodzimego CD Projekt Red. Wszak ich Gwint rośnie w siłę. Za chwilę zaś otrzyma prawdziwą kampanie fabularną, o której przebąkiwano już podczas zeszłorocznego pokazu. Wojna Krwi, którą widziałem na zamkniętej prezentacji zapowiada się wyjątkowo obiecująco. 

Historia Meve, królowej Lyrii i Rivii, która musi zawalczyć o swoje królestwo, obleczona w erpegowe elementy pokroju decyzji moralnych oraz mechanizmy i szatę graficzną przypominające słynne „hirołsy” nadspodziewanie dobrze sprawdzają się jako uzasadnienie kolejnych karcianych potyczek. Warto bacznie obserwować losy tego projektu.

Gamescom 2017 - Gwint: Wojna Krwi

Niespodzianki, indyczki i załoga bombowca

Gamescom 2017 to jednak nie tylko głośne tytuły czy kontynuacje znanych i lubianych serii pokroju LEGO bądź Life is Strange. Na targach w Kolonii nie mogło zabraknąć projektów, które dopiero zdobywają popularność takich jak choćby Escape from Tarkov.

Ta niebagatelna sieciowa strzelanina śmigająca na silniku Unity 5 dopiero co weszła w fazę zamkniętej bety, a już wywołuje nie lada emocje. Twórcy mocno nakręceni są jak najwierniejszą symulacje. Stąd wyjątkowo wiernie oddane różne rodzaje broni czy strefowy system obrażeń.

Na tym się zresztą nie skończy, bo sądząc po zapale z jakim przedstawiciele Battlestate Games opowiadali mi o grze, sporo elementów zostaje jeszcze do niej dodanych, w tym nowe mapy. Więcej o grze dowiecie się z naszych wrażeń z zamkniętej bety, które opublikujemy już wkrótce.

Gamescom 2017 - Escape from Tarkov

Ale gier, które powoli budują wokół siebie aurę pożądania było na Gamescom 2017 znacznie więcej. Wymienić można choćby Seven: Days Long Gone czy Elex. Pierwsza kusi poziomem rozbudowania wielopłaszczyznowych lokacji, druga – czaruje klimatem i wielkością świata. 

A pamiętacie Battle Chasers: Nightwar? To tytuł który pojawił się na ubiegłorocznym PGA. Kolejny pokaz tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że będzie to jeden z najładniejszych erpegów ostatnich  lat. Nawet jeśli leciutko stracił ze swojego pierwotnego, bajkowego klimatu rodem z Bastionu. 

Gamescom 2017 - Battle Chasers

A skoro już jesteśmy przy tytułach THQ Nordic to nie sposób nie wskazać dwóch ich największych niespodzianek. Pierwsza z nich – Aquanox: Deep Descent to ukłon w stronę growych dinozaurów. Co by nie mówić, poprzednia odsłona tego symulatora futurystycznych łodzi podwodnych ukazała się 16 lat temu. Kawał czasu.

Nowy Aquanox nic sobie jednak z tego nie robi proponując podwodną zabawę w strzelanie w świetnej oprawie wizualnej. Co więcej, ma pojawić się tu możliwość ukończenia fabuły w 4-osobowej. Co prawda, nie dane mi było tego sprawdzić, ale kod sieciowy już działa, pozwalając na zabawę z botami. Na resztę musimy jeszcze poczekać.

Gamescom 2017 - Aquanox

Druga niespodzianka jest znacznie większego kalibru. Biomutant już teraz okrzyknięty został największym pozytywnym zaskoczeniem targów Gamescom 2017. I trudno się temu dziwić. Jak często dostajemy bowiem postapokaliptyczne RPGi z elementami kung-fu? No właśnie. 

Tymczasem w Biomutant jest i otwarty świat, i walka wręcz, są miecze i pistolety, jest też szereg przeróżnych mutacji, którymi kreujemy własnego myszopodobnego bohatera. Co najlepsze, jest również narrator, który na bieżąco komentuje to co dzieje się na ekranie. Z tego po prostu musi powstać coś smakowitego.

Gamescom 2017 - Biomutant

Nie mniej ciekawie zapowiada się polski God’s Trigger, choć z racji tematyki i tempa rozgrywki to raczej tytuł dla nieco węższego grona obiorców. Wyobraźcie sobie Hotline Miami, tylko szybsze i w kooperacji z drugim graczem. Oto God’s Trigger w wielkim skrócie. 

Oczywiście każdy z graczy ma tu inną postać, o odmiennych umiejętnościach co jednak wcale nie ułatwia sprawy. Dość powiedzieć, że wespół z kolegą-dziennikarzem z zagranicznego portalu mieliśmy spore problemy, by opanować pierwsze starcie. Śmierć potrafiła przywitać nas po 3-4 sekundach od rozpoczęcia zabawy.

Gamescom 2017 - God

Nie lepiej wcale szło mi w innej polskiej produkcji – Ruiner. Pewnie dlatego, że w tej cyberpunkowej strzelaninie też jest sporo z Hotline Miami, choć oczywiście całość wygląda znacznie bardziej okazale. Ciekawa stylistyka nie zmienia jednak faktu, że to tytuł dla osób o małpiej wręcz zręczności, których palce śmigają po padzie niczym najlepsi wirtuozi fortepianu.

Ja osobiście wolę spokojniejsze klimaty pokroju survivalowego Symmetry, w którym przyjdzie nam zarządzać bazą badawczą i kosmicznymi rozbitkami na opuszczonej planecie. Może i brzmi banalnie, ale tylko do momentu, gdy po raz po raz pierwszy swoją obecność zamanifestuje tu jakiś bliżej nieokreślony byt pokazując nam obrazy pochodzące z przeszłości. A mówiłem, że będzie tu można zjeść swoich towarzyszy? Jak survival to survival.

Gamescom 2017 - Symmetry

Poza tym równie silne wrażenie zrobiło na mnie kilka innych polskich (ale nie tylko) tytułów. Pierwszym z nich jest Frostpunk od 11bit studios. Czym mnie urzekł? Niecodziennym podejściem do survivalowej strategii. 

Opowieść o ludziach próbujących przeżyć w super arktycznym klimacie, których jedyną nadzieją jest stojący w sercu miasta piec parowy, wydaje się przerażająco realistyczna. Szczególnie, gdy obserwujemy spadający licznik populacji naszej osady i atakowani jesteśmy kolejnymi prośbami społeczności. Tu nie ma łatwych wyborów.

Drugą ciekawą produkcją jest Ancestors, przy którym pracuje między innymi Tomasz Gop (Wiedźmin, Wiedźmin 2 i Lords of the Fallen). Co prawda, to dość typowy RTS, ale grupujący w sobie wszystko co najlepsze z tego gatunku – od budowania baz, poprzez etapy „skradankowe”, po czystą walkę. I taki też przegląd misji zaserwowano mi podczas pokazu.

Dodatkowo dorzucono jednak w Ancestors kilka autorskich patentów pokroju filmowej kamery czy pewnych rozwiązań taktycznych. Co ostatecznie z tego wyjdzie, przekonamy się w 2018 roku.

Gamescom 2017 - Ancestors

Trzecim tytułem, w który chciałbym zagrać już teraz jest My Memory of Us. Gdybym musiał podsumować ten tytuł jednym zdaniem powiedziałbym bez ogródek „fantastycznie zaadoptowany pomysł z Valiant Hearts”. Bo choć to opowieść o dwójce bohaterów, podobieństw jest tu całe mnóstwo – od obrazkowego prowadzenia narracji, po zagadki i mocny, antywojenny przekaz. Oj, trzymam kciuki za ten tytuł.

Gamescom 2017 - My Memory of Us

Równie mocno zresztą jak za We. the Revolution i Phantom Doctrine. Ten pierwszy jest jeszcze co prawda daleki od ukończenia, ale już teraz czuć wyraźnie, że twórcy mają jakąś określoną wizje swojej gry. I nie mam tu na myśli charakterystycznej oprawy wizualnej. 

Rozgrywka nie kończy się tu bowiem na dochodzeniu do prawdy i wydawaniu wyroków w Trybunale Rewolucyjnym. Jako sędzia podczas rewolucji francuskiej przyjdzie nam tu także snuć polityczne intrygi i wysyłać swoich agentów w miasto. 

Phantom Doctrine z kolei to taki dużo bardziej rozbudowany XCOM. Co więcej, dziejący się w alternatywnych czasach zimnej wojny i opowiadający historię walki dwóch agencji wywiadowczych. Złożona mechanika walki idzie tu w parze z całą masą dodatkowych smaczków, które możemy wykonywać w swojej bazie – od przesłuchań złapanych osobników, poprzez pranie mózgów, po próby wytropienia podwójnych agentów działających pod naszym nosem.

Gamescom 2017 - Phantom Doctrine

Na koniec mojej wyliczanki nie mogę nie wspomnieć o Bomber Crew. Patrząc na oprawę wizualną można byłoby pomyśleć, że to jakaś gra dla dzieci. Nic z tych rzeczy. Pod tą kreskówkową otoczką kryje się rasowa strategia pokroju FTL. Oznacza to zarządzanie całą załogą bombowca podczas wykonywania różnych zadań. Co ciekawe, tytuł trafi również na Nintendo Switch.

Bo każdy gracz potrzebuje narzędzi

Skoro Gamescom to impreza dla graczy to nie mogło na niej zabraknąć dedykowanych im sprzętów. Mnie osobiście udało się odwiedzić stoisko firmy ROCCAT, na którym prezentowano dwie duże nowości -  mysz ROCCAT Kone AIMO oraz klawiaturę ROCCAT Horde AIMO. 

Gamescom 2017 - Roccat Kone Aimo

Pomijając już powrót do korzeni (pierwsza wersja Kone ukazała się w 2007 roku), oba sprzęty łączy ze sobą technologia inteligentnego oświetlenia AIMO. Ma to być coś w rodzaju „żywego światła”, które uczyć się będzie od gracza jego nawyków i tak dostosowywać oświetlenie, by cieszyło, a nie przeszkadzało. Na ocenę jak to będzie sprawdzać się w praniu przyjdzie czas, gdy te sprzęty trafią do nas do testów. Teraz starczy powiedzieć, że oba prezentują się na biurku naprawdę nieźle.

Gamescom 2017 - Roccat Horde Aimo i Roccat Kone Aimo

Przy okazji Gamescomu spotkałem się także z Jörgem Andreasem z Western Digital, który pochwalił się dyskowymi nowościami. Pierwszą był WD Blue 3D NAND SATA SSD, drugą – Sandisk Ultra 3D SSD. Jak łatwo się domyślić, oba wykorzystują 64-warstwowe pamięci 3D NAND. Dzięki temu ich osiągi imponują – odczyt na poziomie 560MB/s, zapis - 530MB/s. Słowem – do grania (i nie tylko) w sam raz.

Gamescom 2017 - dysk WD 3D NAND

Nasza, benchmarkowa ekipa zawędrowała również na stoiska Gigabyte, by spojrzeć tam na nowe peryferia dla graczy, o czym zresztą już informowaliśmy. Podobnie jak o gamescomowych nowościach Trusta, przy czym tutaj bliżej przyglądaliśmy się nie tylko myszkom i klawiaturom, ale i słuchawkom dla graczy.

Rok dobrego grania

Choć całych targów nie byłem w stanie obskoczyć, i zapewne część świetnych tytułów przeszła mi koło nosa, Gamescom 2017 utwierdził mnie w przekonaniu, że na nudę w ciągu najbliższych miesięcy narzekać nie będziemy. Oczywiście, nie da się zaprzeczyć, że targi w Kolonii to w większości powtórzenie tego co już widzieliśmy podczas E3. Z drugiej jednak strony, to też jedyna okazja by zobaczyć niektóre tytuły z innej, nie prezentowanej jeszcze strony. 

Jeśli zaś zapytacie mnie kogo tym razem uznaje za zwycięzcę całej tej imprezy to…i teraz się trzymajcie, będzie to bezapelacyjnie Nintendo. Tak, tak, japoński gigant od Mariana wraca w blasku chwały dzięki Nintendo Switch. 

Świetny Mario+Rabbids Kingdom Battle (którego recenzja już się pisze), zaskakująco dobre The Elder Scrolls V: Skyrim Special Edition, niezła FIFA 18 i absolutnie fantastyczne Super Mario Oddysey – mało? Jak na tytuły, które mają pojawić się jeszcze w tym roku to całkiem spora paczka. Ciekawe co będzie dalej…

Gamescom 2017 - Rabidd Kong
Wybrane dla Ciebie
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ