Google prosi o zgodę na „podsłuchiwanie”
W lipcu wyszło na jaw, że osoby korzystające z pomocy Asystenta Google są nagrywane, a ich komendy (i nie tylko) domyślnie są przesyłane na serwery giganta. Nadszedł czas na pewne zmiany.
Firma Google będzie oczywiście prosiła o zgodę nie na podsłuchiwanie, lecz na nagrywanie i przesyłanie danych w celu udoskonalenia swoich usług. Tylko jeśli uzyska taką zgodę, będzie to robić, w innym przypadku zarejestrowane komendy głosowe użytkowników Asystenta Google będą natychmiastowo usuwane.
Google chce analizować nagrania. W czym problem?
Kontrowersje związane są z tym, że nagrania są analizowane nie tylko przez komputery, ale też przez ludzkich ekspertów. To nie podoba się użytkownikom, nawet pomimo zapewnień Google, że zachowana jest prywatność (pliki są anonimowe), a do zespołu trafia jedynie 1 na 500 nagrań.
Wcześniej wprawdzie również istniała możliwość wyłączenia tej opcji, ale eksperci ds. prywatności podkreślają, że to firmy powinny starać się o uzyskiwanie zgód. Niedopuszczalne jest – ich zdaniem – to, by użytkownicy byli zmuszani do upewniania się, czy aby na pewno nie są podsłuchiwani.
Problem leży bowiem w tym, że firma Google faktycznie prosi o zaakceptowanie polityki prywatności z zapisem o „kolekcjonowaniu aktywności głosowej do celów rozpoznawania mowy”, ale w żadnym miejscu nie podano, że nagrania te są analizowane przez innych ludzi.
Firma Google po prostu potrzebuje tych danych
Dlaczego w ogóle firma Google zbiera i zamierza nadal zbierać, a następnie analizować nagrania głosowe? Tylko w taki sposób – jak przekonuje – może udoskonalać swój produkt. Czy to wam wystarczy?
Źródło: The Inquirer, BBC