Graliśmy w Sacred 3 - to (chyba) nie tak miało wyglądać

Seria Sacred nigdy jakimś ogromny hitem nie była, ale miała swoich zagorzałych fanów. Trzecia odsłona zrywa z tradycją i daje nam coś zupełnie innego.

Sacred 3

Pierwszy Sacred był nieco bardziej rozwiniętym klonem Diablo II. Nie posiadał jakiś przełomowych rozwiązań, ale przyciągał klimatem i poniekąd stopniem trudności. Wielu graczy nazywało go lekko zgryźliwie „Diablo dla masochistów” i coś w tym jest, bo z całą pewnością tytuł do łatwych się nie zaliczał. Miał jednak swój urok, który został doceniony przez fanów jak i prasę. Według oficjalnych raportów, sprzedano go w ilości bliskiej 2 milionów kopii. Pojawienie się kontynuacji było więc tylko formalnością. Sacred 2 zadebiutował w listopadzie 2008 roku i ponownie spotkał się z przychylnym przyjęciem. Akcja gry została umiejscowiona 2000 lat przed wydarzeniami z pierwszej odsłony. Tytuł oferował bogaty w detale, otwarty świat, setki zadań i zabawę wieloosobową w popularnym dziś trybie „dołącz kiedy chcesz”. Gra doczekała się jednego oficjalnego rozszerzenia – Ice & Blood, które udostępniało dwa nowe regiony, dodatkową klasę postaci i wiele pomniejszych rzeczy. Warto również wspomnieć, że tytuł ten przez kilka kolejnych lat był wspierany przez graczy, którzy stworzyli do niego wiele interesujących modyfikacji.

Sacred 3 - recenzja gry

W 2010 roku studio Deep Silver oficjalnie zapowiedziało trzecią odsłonę serii. I wszystko byłoby pięknie, gdyby autorzy nie zrezygnowali z elementów, które sprawiły, że poprzednie części wyróżniały się na rynku pełnym klonów Diablo II. Zacznijmy jednak od początku. Wersja testowa, która dostaliśmy już na wstępie nie sprawiała dobrego wrażenia za sprawą całkowitego braku obsługi klawiatury i myszki (później takową dodano). Aby zabawa była w ogóle możliwa należało posiadać pada… Mając na uwadze ten dość istotny zgrzyt zacząłem swoją przygodę z Sacred 3 pełen obaw o pozostałą zawartość. Początek był całkiem obiecujący - przyzwoite intro, nieco uproszczone, ale z klimatem. Wybór postaci i lecimy…. W tym miejscu dłuższa przerwa, musiałem poszukać mojej szczęki gdzieś w drugim pokoju, bo to, co zobaczyłem wywołało u mnie niemały szok. Pierwsza myśl – czy ja aby na pewno uruchomiłem Sacred 3? Niska rozdzielczość, brak AA i wszystko kolorowe niczym w Disneylandzie. Szukam nerwowo opcji, bo może gra przez pomyłkę ustawiła mi minimalne detale. Niestety wejście w takowe spowodowało natychmiastową „zwiechę”. Myślę sobie – no trudno, to tylko grafika i do tego w wersji beta, ważne aby zabawa była interesująca.

Sacred 3 - walka

Niestety moja nadzieja była próżna. Początkowe zadania to swoisty samouczek, gdzie krok po kroku gra zapoznaje nas z interfejsem oraz podstawowymi umiejętnościami danej postaci. Pierwszy problem jaki się pojawia to brak możliwości jakiejkolwiek konfiguracji, wszystkie klawisze przypisane na stałe. Można do tego przywyknąć, ale od razu na myśl przychodzi konsola. Widać interfejs nie był projektowany z myślą o komputerach. Kilka potyczek później zaczynam poważnie się zastanawiać w co ja właściwie gram. Mój bohater ma dwie z góry przypisane zdolności, wszelkie walki odbywają się w małych, zamkniętych arenach, a przeciwników jest tylu, że ledwo mieszczą się na ekranie. Przypomina to bardziej prostego „slashera” na urządzenia mobilne niż ARPG. Przejścia pomiędzy kolejnymi arenami są zamknięte do momentu, aż wytłuczemy wszystkich przeciwników. Z tych ostatnich wypadają śmiesznie wyglądające kulki różnego koloru, które regenerują naszą energię potrzebną do używania zdolności, Wygląda to zabawnie, pisząc delikatnie.

Image

Zapomnijcie o otwartym świecie czy ciekawych potyczkach, tutaj tego zwyczajnie nie ma. Wszystko jest uproszczone do granic możliwości i absolutnie nie ma to nic wspólnego z poprzednimi częściami serii. Dodatkowo autorzy doszli do wniosku, że humor na poziomie szkoły podstawowej to jest coś, co zapewne umili nam zabawę. Istnieje możliwość, że serwowane nam przez głównego złoczyńcę dialogi kogoś rozbawią, ale bardziej prawdopodobne wydaje się, że podobnie jak w moim przypadku wywołają jedynie poczucie zażenowania. Wszystko to jednak byłoby do wytrzymania, gdyby tylko rozgrywka wciągała. Tak jednak nie jest. Po kilku potyczkach czułem się znużony zabijaniem dziesiątek bezmyślnych potworów. Duża w tym „zasługa” słabego AI naszych wrogów, którzy praktycznie nigdy nie stanowią większego wyzwania.

Image

Przez chwilę miałem jeszcze nadzieję, że choć walka z bossami będzie interesująca. Niestety ponownie się zawiodłem, bo to praktycznie zwykli przeciwnicy z dłuższym paskiem życia i kilkoma unikalnymi zdolnościami. Gdyby ktoś zastanawiał się jeszcze – w Sacred 3 nie istnieje coś takiego jak ekwipunek. Z przeciwników nie wypada żadne oręże. Praktycznie wycięto wszystkie elementy RPG. Trudno słowami opisać moje rozczarowanie. Rozumiem, że to jest wersja testowa, ale wydaje się mało prawdopodobne, że w ciągu miesiąca autorzy gruntownie przebudują grę i poprawią wszystkie braki i błędy. Na koniec napisałbym kilka słów o zabawie wieloosobowej, ale niestety i ten aspekt jeszcze nie funkcjonował poprawnie. Niestety, obecnie czarno widzę przyszłość tej serii.

  Wstępna ocena
  plusy:
tytuł, bo tylko tyle pozostało z tej niegdyś kultowej serii
  minusy:
wszystko inne
Orientacyjna cena w dniu publikacji testu: ok. 110 zł (PC)
   
Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!