Początek 2023 r. przyniósł nam niespodziewany hit w postaci Hi-Fi Rush. Rok 2024 zaczyna się pod znakiem udanych premier. Można tu wyróżnić ciepło przyjęte Like a Dragon: Infinite Wealth, Tekken 8, Banishers: Ghosts of New Eden, remake Persony 3 i Granblue Fantasy: Relink, czyli niepozorny bohater lutego.
Marka Granblue Fantasy nie była do tej pory szczególnie rozpoznawalna wśród graczy europejskich. Do tej pory funkcjonowała tylko jako produkcja mobilna, a także jako bijatyki 2,5D. Wejście na rynek z pecetów i konsol z pełnoprawnym RPG okazał się jednak strzałem w dziesiątkę. Sami twórcy chwalą się, że milion kopii gry sprzedali w ciągu 11 dni od premiery, co zdecydowanie jest wynikiem godnym pochwały. Według danych dostępnych w serwisie SteamDB, do tej pory jednocześnie w grze bawiło się maksymalnie 114 tys. graczy, a w ciągu ostatniej dobyy, tj. 15 i 16 lutego, jednocześnie w Granblue Fantasy: Relink grało 104 tys. osób. Skąd wynika tak duża popularność produkcji?
Fabuła Granblue Fantasy: Relink – jest
W Granblue Fantasy: Relink wcielamy się w postać kapitana – w zależności do wybranej płci możemy grać jako Gran lub Djeeta. Naszym początkowym zadaniem jest dotarcie do miejsca o nazwie Estalucia, gdzie mamy poszukiwać ojca. Rozgrywkę zaczynamy, stojąc już na czele zgranej ekipy, która w wyniku pewnego zawirowania musi zboczyć z pierwotnie planowanego kursu. Jako człowiek, który nie zna żadnej innej odsłony serii Granblue Fantasy, miałem problem z wczuciem się w historię. Nie dało się oprzeć wrażeniu, że jesteśmy wrzuceni w środek toczącej się historii, którą musimy nadganiać.
Chętni mogą spróbować rozszerzyć swoją wiedzę o uniwersum za pośrednictwem tzw. Fate Episodes, czyli krótkich historyjek tekstowych, dotyczących określonych bohaterów, które dostępne są w grze. Zapoznanie się z nimi poprawia statystyki postaci, więc warto.
Trzeba przy tym powiedzieć wprost, że fabuła nie porywa. Zwroty akcji są, ale część z nich jest równie zaskakująca, co zaśnieżone drogi zimą – można się ich spodziewać. W dodatku Granblue Fantasy: Relink nie wyróżnia się specjalnie na tle innych japońskich produkcji pod kątem dłużyzn. Dialogi są długie i bardzo szczegółowe – niektóre kwestie są przedstawiane bardzo łopatologicznie. Mam wrażenie, że gdyby usunąć z gry wszystkie cutscenki, dialogi i przedłużające się animacje, można by skrócić czas potrzebny do ukończenia gry o połowę. Dla mnie to dość męczące.
Rozgrywka – beczka miodu z łyżką dziegciu
Ale dajmy spokój fabule, bo to nie ona składa się na sukces Granblue Fantasy: Relink. Prawdziwą satysfakcję przynosi rozgrywka. Gracz dostaje do dyspozycji całkiem szeroką paletę postaci. Główny bohater to Gran, ale nikt nie powiedział, że musimy nim sterować. W czasie potyczek kierujemy złożoną z czterech osób drużyną, które wybieramy z rozbudowywanej w trakcie gry listy. Naszym zadaniem jest młócka mas słabych przeciwników i pokonywanie kolejnych bossów gigantycznych rozmiarów.
Ogromną zaletą Granblue Fantasy: Relink jest różnorodność postaci. Już na początku dostajemy do swojej drużyny dwie postacie bazujące na walce mieczem, dwie postacie z karabinami i dwie czarodziejki. Każda z postaci ma całkowicie inny system walki, inne combosy i inne umiejętności specjalne. Przełączanie się między głównym bohaterem, który szybko tłucze mieczem, a Eugenem, który pozwala wybrać tryb celowania i zabawić się w strzelankę, daje całkowicie inne spojrzenie na rozgrywkę. Tu warto zaznaczyć – w trakcie potyczki nie możemy zmieniać bohaterów. Robimy to, tylko wtedy, gdy wrogów nie ma w pobliżu. Ponadto możemy sterować tylko jedną postacią na raz, bez opcji wydawania poleceń. Resztą kieruje sztuczna inteligencja lub inni gracze, jeśli zdecydujemy się na grę w trybie kooperacji.
Personalizację postaci można realizować przez rozwój drzewek umiejętności, które są długie, ale liniowe, więc czynność rozbudowy jest mało problematyczna. Oprócz tego możemy umieszczać w naszych broniach specjalne sigile, które gwarantują określone bonusy. Zaawansowany gracz może zatem bardzo dokładnie dostosować postać do swoich potrzeb, a amator bez większych problemów poradzi sobie na tyle dobrze, by grę ukończyć bez większych problemów.
Wszystkie te cechy sprawiają, że walka w Granblue Fantasy: Relink jest satysfakcjonująca, a przy tym widowiskowa. Szczególnie dużo dzieje się podczas starć z bossami, którzy są gigantycznych rozmiarów i stosują nieraz wręcz absurdalnie rozbudowane wizualnie techniki, pełne świateł i zawirowań. Dodatkowym plusem jest duża różnorodność lokacji, w których toczymy boje – od klimatów arktycznych, przez pustynię, aż po wulkan.
Granblue Fantasy: Relink nie szanuje czasu graczy
Straszliwie męczące w graniu w Granblue Fantasy: Relink były niepotrzebnie przeciągane elementy gry. Mam tu na myśli nie tylko wspomniane już długie przerywniki filmowe i dialogi, ale także drobne mechaniki w rozgrywce. Przyjdzie nam na przykład korzystać z przełączników, których uruchomienie trwa kilkanaście lub kilkadziesiąt sekund. Bossowie mają bardzo długie animacje przed walką, a także w trakcie walki. W trakcie gry natrafimy na etapy w stylu "ucieczka przed lawą", które polegają na tym, by po prostu biec przed siebie.
Oprócz tego warto zaznaczyć, że niektórzy bossowie w trybie fabularnym to prawdziwe gąbki na ciosy. Mają kilka etapów przerywanych animacjami, leczą się w trakcie walki, a jakby tego było mało, na jednym z końcowych etapów musimy mierzyć się z pokonanymi już wcześniej bossami, tylko w innym kolorze i z innym poziomem mocy. Wygląda to na brak pomysłu, w jaki sposób grę "rozciągnąć".
Tryb fabularny to tylko początek
Sama historia nie jest tak ciekawa, co zadania dodatkowe, których możemy się podejmować w trakcie gry. Misje od rozmieszczonych w różnych miejscach NPC są nudne – polegają wyłącznie na dostarczeniu im określonych przedmiotów. Znacznie ciekawiej jest jednak w tzw. Quest Corner. Tam możemy pozbyć się większości zapychaczy, podjąć się wykonania zadania, które polega na spraniu określonej liczby wrogów, pokonaniu bossa, obronie punktu – krótko mówiąc, na samej walce. W grze funkcjonuje system ocen zadań, przez co próby dobicia do najwyższej oceny stają się naprawdę wciągające. W moim przypadku walki z bossami w ramach zadań dodatkowych były bardziej wciągające niż sama główna kampania.
Granblue Fantasy: Relink – niespodziewany bohater tej zimy
Granblue Fantasy: Relink nie będzie grą roku 2024, ale pewnie niejedna osoba wymieni ją jako jedną z przyjemniejszych produkcji tego roku. Jej ukończenie z poświęceniem czasu na dodatkowe aktywności zajęło mi 18 godzin, ale przede mną jeszcze szereg zadań dodatkowych, które pozwolą na ulepszenie postaci i odblokowanie kompletnej załogi. Uważam, że warto było poświęcić ten czas na przejście gry. Wygląda ładnie. Jak na grę "w stylu anime", niespecjalnie jest się czego czepiać. Rozgrywka jest przyjemna i satysfakcjonująca. Wrogowie są zróżnicowani, podobnie jak nasi bohaterowie, dzięki czemu w teorii gra może być przechodzona ponownie nawet dziesiątki razy, za każdym razem w innym stylu, bazując na innych postaciach. Jeśli zastanawiacie się, czy warto iść w tę "japońszczyznę" – odpowiadam, warto.
Plusy:
- Dużo postaci o unikalnych umiejętnościach i sposobie walki
- Widowiskowe starcia z bossami
- Przyjemna oprawa audiowizualna
- Satysfakcjonujący grind i system ocenianych zadań
Minusy:
- Nieciekawa historia
- Słabe wprowadzenie do świata dla nowych graczy
- Przeciągające się przerywniki filmowe i dialogi
- Sztuczne rozciąganie rozgrywki w wątku fabularnym
Grę Granblue Fantasy: Relink (PC) na potrzeby recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od jej wydawcy - firmy PLAION Polska