Konsole vs PC
PC Master Race? No błagam... Gdy ktoś próbuje udowodnić mi, że pecety górują nad konsolami, to wiem, że nie ma pojęcia o wygodzie konsolowego grania.
O komputerach PC można powiedzieć wiele dobrego. To maszyny uniwersalne, które zmieniły sposób funkcjonowania naszego świata. Przyczyniły się do rozwoju Internetu, zautomatyzowały przemysł, pomogły podbić Kosmos, swoją mocą obliczeniową wspierają różne gałęzie nauki. Są dziś także najpopularniejszą platformą do grania – Steam ma ponad 125 milionów zarejestrowanych użytkowników (dane z 2015 roku). Tylko, że nie świadczy to wcale o wyższości tej platformy nad inną, a jedynie o braku świadomości graczy i często także kwestiach ekonomicznych.
Komputer jest nam potrzebny do nauki i pracy, więc jego zakup jest często podyktowany względami utylitarnymi. A skoro mamy już w domu maszynę multimedialną, którą możemy wykorzystać do zabawy, to po co jeszcze wydawać pieniądze na dodatkowy sprzęt, służący tylko i wyłącznie rozrywce...? W sześciu krótkich punktach postaram się Wam udowodnić, że pecety – pod wieloma względami - nigdy nie dorównają konsolom.
Za trzy miesiące wychodzi kolejna część Twojej ulubionej gry. Producent właśnie opublikował rekomendowane wymagania sprzętowe. Przeglądasz je obgryzając nerwowo paznokcie. Robisz benchmarki zastanawiając się ile pieniędzy zdążysz odłożyć do premiery i czy żona nie zabije Cię po zakupie kolejnej karty graficznej. Potajemnie dokonujesz upgrade'u. Kupujesz grę, pobierasz ją cały wieczór ze Steama, a rankiem wysyłasz do szefa SMS-a, że słabo się czujesz i nie przyjdziesz do pracy.
W końcu z wypiekami na twarzy odpalasz tytuł, zakładasz słuchawki i dostajesz zawału na widok nieznanego błędu. Kopiujesz numer errora do przeglądarki, wczytujesz się w fora, pobierasz najnowsze sterowniki. Walczysz ze swoim pecetem przez najbliższe kilka godzin, podczas gdy Twoi koledzy spamują Cię wspaniałymi screenshotami. Ze łzami w oczach opisujesz swój problem na forum pomocy technicznej i czekasz tygodniami na odpowiedź...
Tymczasem posiadacz konsoli po prostu kupuje grę i wkłada ją do napędu. Bez stresu, bez lęku, bez konieczności wywalania kasy na kolejny podzespół.
Granie na konsoli jest... tańsze (albo przynajmniej porównywalne)
Że co? Przecież pecetowcy kupują setki gier za grosze na różnych wyprzedażach na Steamie czy akcjach pokroju Humble Bundle. A gry na PS4 czy Xbox One to wydatek rzędu 250 zł! Gdzie tu ekonomia?
Po pierwsze konsolowcy mają programy lojalnościowe w rodzaju PlayStation Plus i Games with Gold, w których co miesiąc otrzymują darmowe gry. Uczestnictwo jest co prawda płatne, ale w ramach tego otrzymuje się także możliwość przechowywania zapisów w chmurze i możliwość gry online (tak, wiem, pecetowcy mają to za darmo, ale nie w tym rzecz). Po drugie gry konsolowe szybciej tracą na wartości. Po kilku miesiącach od premiery można je często nabyć za pół ceny.
Po trzecie, cyfrowe wersje gier są często przeceniane i da się nabyć fajne tytuły za mniej niż 50 zł. Po czwarte pudełkowe wersje gier nie są przypisywane do konta – bez problemu pożyczycie je koledze, wymienicie się z kimś na OLX czy sprzedacie w komisie. Po piąte w ramach usługi Share Play (jedynie na PS4) możecie bezpłatnie udostępniać swoje tytuły cyfrowe znajomemu – i odwrotnie. Innymi słowy, można się składać na zakup jednej gry z kimś innym i sporo zaoszczędzić. Po szóste zaś - i dla mnie szczerze mówiąc najważniejsze - nigdy nie będziecie zmuszeni do zakupu dodatkowych podzespołów.
Konsolowe gry są... ładniejsze
Zanim podpalicie stos, który pewnie ułożyliście już pode mną przy poprzednich punktach, zastanówcie się jak będzie wyglądał, powiedzmy Rise Of The Tomb Raider, na komputerze za równowartość 1700 zł (bo tyle kosztuje aktualnie PS4 Pro oferujące najwyższą jakość grafiki wśród konsol). 4K w 60 kl/s? Zdecydowanie nie... By cieszyć się takimi efektami na PC trzeba wydać znacznie, znacznie więcej.
Jasne, konsole także Wam tego nie zaoferują, ale z odległości dwóch czy trzech metrów, przy telewizorze o przekątnej o wiele większej od monitora gwarantuję, że nie zobaczycie specjalnej różnicy. Już na zwykłej PS4, którą zakupicie dziś za 1100 zł gry wyglądają pięknie, a przy PS4 Pro oferującej tryb 4K, większą płynność i wsparcie HDR naprawdę zapomnicie o graniu na PC. Pamiętajcie o tym, że gry na konsole są pisane najczęściej pod jedną platformę, a to gwarantuje o wiele lepszą optymalizację.
Steam może oferować tysiące gier indie, ale najwięksi producenci gier nigdy nie ominą konsol, bo to na nich właśnie zarabiają najwięcej. Tylko na PS4 zagracie w emocjonujące gry studia Quantic Dream (Beyond: Two Souls, Heavy Rain), czy Naughty Dog (The Last of Us, seria Uncharted). Tylko Xbox One zaoferuje Wam najlepsze gry wyścigowe z serii Forza. Tylko na konsolach zagracie w Red Dead Redemption, Journey, Final Fantasy, Halo - wysokobudżetowe hity, o których będziecie pamiętać latami.
OK, nie znajdziecie tu co prawda gier strategicznych, ale możecie być pewni, że żaden z większych tytułów na konsolach Was nie ominie. Tytułów na wyłączność wychodzi dziś co prawda znacznie mniej niż kiedyś, ale dalej jakościowo są to pozycje, dla których warto zainwestować w konsole. Niewykluczone, że ten trend długo nie potrwa. Patrząc na rozwiązanie Microsoftu (Xbox Play Anywhere), w którym kupioną w wersji cyfrowej grę odpalicie zarówno na Xbox One jak i na komputerze z Windows 10, można przypuszczać, że kolejna generacja konsol rozwinie się w bardziej otwarty ekosystem.
Przy pececie nie odpoczniesz tak, jak przy konsoli
To już nie tylko kwestia wygody. Owszem, z pewnością docenicie granie na dużym telewizorze z pozycji pół leżącej, z systemem, który uruchamia się w kilka sekund i padem, który komfortowo leży w dłoni. Ale przy konsoli odpoczniecie także psychicznie. Gdy pracujecie przy komputerze, a później wracacie do domu i znów siadacie przed pecetem, Wasz umysł tak naprawdę nie odpoczywa. Bo układ dłoni na klawiaturze, siedzenie na krzesełku czy fotelu sprawia, że wydaje Wam się, jakbyście pracowali w dalszym ciągu, choć wcale nie musicie zdawać sobie z tego sprawy. Konsola służy tylko rozrywce i tylko ona sprawi, że Wasze ciało i umysł zrelaksuje się należycie.
Punkt ten z pewnością nie trafi do każdego. Wszak peceta można również podłączyć do dużego telewizora i grać na padach. Wymaga to jednak pewnego wysiłku (chociażby rozprowadzenia kabli), a także znalezienia odpowiednich gier (nie wszystkie wszak wspierają obsługę padów).
Zakładam, że przeciętny użytkownik komputera pracuje przy biurku, a biurko zawsze przegra z wygodną kanapą. Umiejscowienie konsoli w salonie sprzyja także lokalnemu trybowi multiplayer. Kooperacyjnych tytułów powstaje już znacznie mniej niż w przeszłości, ale dalej można popykać w jakieś FPS-y, platformówki czy gry typowo imprezowe z opcją nawet do 8 graczy równocześnie. Jeśli nie macie peceta podłączonego do telewizora, granie na podzielonym ekranie z więcej niż jedną osobą będzie zwyczajną męczarnią.
Konsolowcy mają VR w najbardziej przystępnej cenie
Dokładniej rzecz ujmując - posiadacze PS4 i gogli PlayStation VR. Ten zestaw do wirtualnej rzeczywistości może nie jest najlepszy pod kątem technologicznego zaawansowania, ale wygrywa na innych polach - kosztuje najmniej wśród konkurencji (Oculus Rift, HTC Vive), nie wymaga przemeblowywania pokoju do sprawnego działania, posiada najwygodniejsze gogle i największą bazę gier VR (na ten moment - 57).
Oczywiście powyższe punkty mogą nie trafić w gusta każdego gracza. Są przecież osoby, które grają tylko w RTS-y, albo gry, których na konsolach brak (Dota 2, CS:GO etc.). Ich nie przekonam w żaden sposób. Są też zapaleni high-endowcy, dla których modernizacja peceta to po prostu hobby, a liczba klatek na sekundę przy rozdzielczości 4K stanowi niepodważalny wyznacznik jakości. Ale mam nadzieję, że pozostałe osoby, które do tej pory wciąż wahały się między wyborem ostatecznej platformy do grania, będą miały teraz ułatwione zadanie.