Gdy dostałam powerbanka Anker Nano do testów trochę się zdziwiłam. W końcu powerbank jaki jest, każdy widzi, nieprawda? Producent deklaruje, że powerbank o pojemności 10 tys. mAh gwarantuje szybkie ładowanie 30 W za pomocą dołączonego rozwijanego kabla USB-C 30 W. Sam powerbank ma naładować się do poziomu 50 proc. w 45 minut, a ładowanie iPhone'a 14 do 50 proc. ma zająć zaledwie 30 minut. Wszystko brzmi obiecująco.
Ale to są tylko cyferki. A ja i mój iPhone 15, na którym wykonywałam testy, mamy trochę inne wymagania. Od początku chciałam, żeby powerbank przede wszystkim był lekki, mieścił się w kieszeni spodni lub torebki, nie przegrzewał się, ładował w podobnym tempie jak moja ładowarka i sam ładował się przez ok. dwie godziny, a nie pięć. No i nie obrażę się, jak będę mogła naładować telefon ok. trzy razy.
Myślę, że również warto podkreślić, że też nie potrzebuję ładowania szybszego niż 30 W, bo mojemu telefonowi do szybkiego ładowania wystarczy 20 W - co jest sprawą kluczową i stanowi podstawę mojej opinii. Osobiście unikam też mocniejszych ładowarek i rozładowywania telefonu do 0 proc. oraz ładowania go do więcej niż 90 proc. - co też myślę warte jest odnotowania na wstępie tej recenzji.
Doskonały performance nawet w upale
Jak już wspomniałam, powerbank towarzyszył mi w praktycznie każdych warunkach - w domu, w biurze, na spacerze, na koncercie, w ciągu dnia, w nocy, w pełnym słońcu i w deszczu. Największy test, moim zdaniem, czekał powerbank, gdy wybrałam się z nim do Berlina. W stolicy Niemiec czekał na nas 40-stopniowy upał oraz brak klimatyzacji, a mój telefon w tej fali upałów po prostu nie dawał sobie rady - rozładowywał się niezwykle szybko, przegrzewał się i często ładował się znacznie dłużej niż zwykle.
WIDEOCzy ten obiekt to pierwszy odkryty egzoksiężyc? Jest pewien problem
Powerbank użyty został przeze mnie pierwszy raz w klimatyzowanym pociągu i w ok. pół godziny naładował telefon z wyłączonym internetem od poziomu 37 proc. do 75 proc. Do 85 proc. potrzebowałam ok. kolejnych 15 minut. Kolejny raz z kolei użyłam go na berlińskim stadionie, w pełnym słońcu i upale. Uznałam, że to najlepsze warunki do testu sprzętu elektronicznego, chociaż odrobinę ekstremalne.
Włączyłam tryb samolotowy, zdjęłam etui i zabrałam się za ładowanie. Ku mojemu zaskoczeniu tempo ładowania prezentowało się zaskakująco podobnie do tempa z pociągu. Sam powerbank również się nie przegrzał, co było dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem.
Szybkie ładowanie i ekran który mówi więcej niż tylko o stanie naładowania
Zauważyłam też, że telefon nie tylko sprawdza się i ładuje mój telefon w bardzo zbliżonym tempie, w jakim ładuje moja ładowarka, ale i sam ładuje się dość szybko. Nie zdarzyło mi się go rozładować, bo z reguły podłączałam go do prądu, kiedy miał jeszcze ok. 10-20 proc., ładowałam jednak do pełna.
Sam proces trwał ok. trzy godziny (ładowałam go ładowarką 20W dołączoną do mojego telefonu). Powerbank również ani razu się nie nagrzewał, co znowu jest dla mnie ogromną zaletą. Sam powerbank starczył mi na ok. trzy ładowania, od poziomu ok. 20 proc. do ok. 90 proc., czyli dokładnie tak jak się spodziewałam.
Po kliknięciu głównym przyciskiem ekran Anker Nano pokazuje nie tylko procent naładowania, ale i zdrowie baterii i ilość cykli ładowania oraz temperaturę baterii. Osobiście nigdy nie udało mi się doprowadzić do tego, żeby wskaźnik temperatury wskazywał coś innego niż "optimal performance". To, co jednak mnie zaskoczyło - powerbank informuje mnie o czterech cyklach baterii. Powerbank ładowałam jednak znacznie częściej i jestem po prostu ciekawa, skąd ta rozbieżność.
Idealny dla turysty
Tak jak wspomniałam, powerbank towarzyszył mi podczas moich wycieczek. I właśnie tak go widzę, jako świetnego kompana w podróży, który zmieści się do kieszeni, do torby, do plecaka i do walizki.
Wbudowany kabel jest tak umiejscowiony, że nie haczy, nie przeszkadza, po prostu robi robotę. Sam mechanizm się nie zacina, a kabel pozwala mi trzymać powerbanka w przedniej kieszeni spodni, a telefon w tylnej. Dobrym elementem jest również niezbyt duży uchwyt, który pomaga w trzymaniu powerbanka. No i pomaga go nie zgubić!
Nie mogę się przyczepić praktycznie do niczego związanego z tym powerbankiem. Ładuje szybko i ładuje się szybko, nie przegrzewa się, jest lekki, mieści się w kieszeniach, sprawdza egzamin w każdych warunkach, nie zacina się.
Jedynym drobnym (bardzo drobnym) mankamentem jest to, że w ciągu tego miesiąca się lekko porysował i pobrudził. Mimo to, i tak jestem w stanie wybaczyć to temu powerbankowi i będę za nim bardzo tęsknić. Powerbank nabyć można na stronie producenta za 229,99 zł oraz m.in. w Euro RTV AGD za 179,99 zł.
Produkt do przeprowadzenia testu został użyczony przez firmę Anker. Firma użyczająca nie miała wpływu na treść ani wglądu w nią przed publikacją. Jest to niezależna recenzja dziennikarska.