Granie w kieszeni - o ewolucji gier mobilnych

Mniejsze wcale nie znaczy mniej ciekawe. Z okazji 20-lecia Benchmarka warto spojrzeć w przeszłość aby sprawdzić, jak rozwijała się technologia konsol mobilnych.

Konsolkowa prehistoria

Kolejka u lekarza, spóźniony autobus albo dłużąca się podróż - kto z nas się z tym nie zetknął? Takie sytuacje to teraz żaden problem, wystarczy sięgnąć do kieszeni po smartfona albo jedną z przenośnych konsolek. Całkiem nowocześnie, prawda? Mało kto jednak pamięta, że historia mobilnego grania liczy sobie już ponad ćwierć wieku. 

Pora zdmuchnąć kurz z najodleglejszych półek ze sprzętem, przygotować pudło zapasowych baterii i sprawdzić, jak wiele się zmieniło w dziedzinie przenośnej rozrywki. Czeka nas długa wyprawa: od śmiałych i odważnych koncepcji Nintendo, poprzez mniej lub bardziej udane eksperymenty Atari i Segi, aż po technologiczną zmyślność Sony... i nie tylko.

Granie w kieszeni - o ewolucji gier mobilnych

Granie w kieszeni, czyli jak to się wszystko zaczęło…

Pod koniec lat 80 przemysł growy był nadal w powijakach, choć rozwijał się dosyć prężnie. W powietrzu wisiał jeszcze kurz po wielkiej zapaści rynku gier wideo z 1983 r. która zmiotła większość liczących się producentów i niemal zabiła Atari (nie żeby się o to nie prosili, przesycony grami rynek amerykański po prostu się załamał). Od premiery NESa minęło parę ładnych lat, a na horyzoncie majaczyła już czwarta, 16-bitowa generacja konsol stacjonarnych.

Granie w kieszeni - MB microvision

Fani gier przywykli, że konsola nierozerwalnie związana jest z telewizorem, że musi mieć stałe źródło zasilania, a granie mobilne to raczej ciekawostka na poziomie starego Mattel Auto Race, albo MB Microvision. 

Nikt nie oczekiwał, ani nie prosił o możliwość grania poza domem, szczególnie że do tej pory konsole przenośne były nie tylko drogie, ale i słabo wykonane. Ot, toporne kawałki plastiku wyposażone w prymitywny wyświetlacz.

Granie w kieszeni - Mattel Auto Race

Kieszonkowa cegła

Dla wielu z nas przełom w historii rozrywki elektronicznej nastąpił wraz z premierą Playstation, która w Europie miała miejsce 29 września 1995 r. W przypadku konsol mobilnych rewolucja nastąpiła o wiele, wiele wcześniej, bo jeszcze w roku 1989. Co się wtedy wydarzyło? Ano wydarzył się Game Boy.

Granie w kieszeni - Gameboy - kieszonkowa cegła

Konsola ważyła 200 gramów (bez baterii) i wyglądała jak gadżet wyjęty z filmu SciFi. Wbrew temu, co głosiły hasła reklamowe nie była wcale taka kieszonkowa. No dobrze, może ludzie mieli wtedy po prostu większe kieszenie :) 

W każdym razie to, co obecnie uznajemy za standard, wtedy było rewolucją. Możliwość grania na żądanie, w dowolnym miejscu i czasie? Droga wolna. 

Granie w kieszeni - reklama Gameboya

No, może trochę przesadzam, bo pierwszy Game Boy hasał sobie na dość krótkiej smyczy. Nie dość, że zużywał baterie jak oszalały, to jeszcze o jego monochromatycznym ekraniku nie można powiedzieć zbyt wiele dobrego. 

Operował tylko czterema odcieniami zieleni i nie był podświetlany, co uniemożliwiało grę w pełnym słońcu lub zupełnej ciemności. A jednak konsolka przetarła szlak dla wszystkich swoich następców i stała się wyznacznikiem jakości, długo nieosiągalnym dla nikogo w branży.

Konkurencję (przynajmniej na początku) Game Boy miał w zasadzie tylko jedną. Atari Lynx było urządzeniem znacznie nowocześniejszym, choć obie konsole debiutowały niemal równocześnie. Lynx jako pierwszy posiadał też kolorowy wyświetlacz LCD, oferował ładniejsze gry i kilka innych bajerów. Zawodnik klasy ciężkiej, który powinien rozłożyć Game Boya na łopatki. W takim razie, co poszło nie tak?

Granie w kieszeni - Atari Lynx

Po pierwsze Lynx był całkiem duży, mniej więcej w rozmiarze Nintendo Switcha. Oczywiście jak na takiego olbrzyma przystało był strasznym żarłokiem. Pochłaniał sześć paluszków AA w niecałe cztery godziny. Mogliście więc zapomnieć o komfortowym graniu w plenerze nie mając przy sobie zapasowej paczki baterii, lub dwóch.

I to w zasadzie wystarczyło, aby przypieczętować los Lynxa. Dwa lata później Atari wypuściło jego odchudzoną wersję pod nazwą Lynx II, jednak nawet po obniżce ceny do 99 dolarów sprzęt nie miał szans z Game Boyem, który nie dość że był nadal tańszy to oferował sprawdzoną już jakość.

Bo do tanga trzeba trojga

Oprócz Atari do wyścigu z Nintendo stanęła Sega wypuszczając Game Geara. Urządzenie posiadało kolorowy wyświetlacz, umożliwiało odtwarzanie gier z konsoli Sega Master System, a po dokupieniu specjalnego tunera przemieniało się w odtwarzacz TV. Game Gear znalazł więcej nabywców niż obie wersje Lynxa razem wzięte, ale nadal dziesięć razy mniej niż Game Boy. 

Dlaczego? Cóż, Sega stworzyła dobrą konsolę, ale nie dość dobrą aby wyprzedzić swojego głównego konkurenta. Game Gear było solidnym urządzeniem z kolorowym wyświetlaczem, które działało jednak krócej od Game Boya i nie mogło pochwalić się równie bogatą ofertą gier.

Granie w kieszeni - Game Gear

I tak przez kolejne lata Nintendo święciło triumfy radząc sobie z każdym konkurentem na tyle dobrze, że dopiero w 1996 r. zdecydowało się odświeżyć formułę klasycznego Game Boya. Tak powstał model Pocket. 

Jak możecie zauważyć tendencja do wydawania po latach odświeżonych i zmniejszonych wersji własnych konsol wcale nie wzięły się od stacjonarek Sony ;) Na prawdziwą rewolucję przyszło nam jednak poczekać jeszcze dwa lata, kiedy to zaprezentowano Game Boy Color.

Granie w kieszeni - Gameboy Color

No tyle, że to nie była aż taka rewolucja - przecież kolorowe wyświetlacze oferowały niemal dekadę wcześniej zarówno Atari oraz Sega. Różnica polegała na tym, że Nintendo jako jedyne zrobiło to dobrze. 

Game Boy był już wtedy marką o ugruntowanej pozycji i posiadał bogatą bibliotekę tytułów, a Color oferował ponadto wsteczną kompatybilność gier z opcją dodania im palety barw. Do tego ekranik był o niebo lepszy niż u konkurencji.

Trudno się więc dziwić, że ta wydana w 1998 r. konsola podbiła rynek, z miejsca stając się hitem. Dzięki kontynuacji sprawdzonych rozwiązań i ostrożnym wprowadzaniu nowych Nintendo ponownie odniosło sukces. 

Nie znaczy to jednak, że spało względnie spokojnie. Szczególnie w Japonii, gdzie zaprojektowana przez Gunpeia Yokoiego, ojca pierwszego Game Boya, konsolka Wonder Swan odniosła umiarkowany sukces rozchodząc się w ponad milionie egzemplarzy.

Granie w kieszeni - WonderSwan Color

Wydany w roku 2000 Wonder Swan Color miał wszelkie szanse polepszyć wynik poprzednika, oferując kolorowy wyświetlacz i mnóstwo portów hitowych gier, na przykład serii Final Fantasy. 

Niestety konsolka ta oferowana była wyłącznie na rynku japońskim i nie miała światowej premiery. Kiedy w następnym roku pojawił się Game Boy Advance o Wonder Swanie mało kto już pamiętał. Jednak największa bitwa na konsolkowej arenie dopiero miała nastąpić...

Na spacerze z Larą Croft

GBA, jak w skrócie nazywano Game Boy Advance, był tak bardzo advanced, jak tylko mógł. Jeszcze nigdy gry na żadnej przenośnej konsoli nie wyglądały tak dobrze jak na tym sprzęcie. Wystarczy powiedzieć, że taki port Duke Nukem 3D wyglądał niemal identycznie jak wersja z PC. 

Do tego GBA mógł pochwalić się naprawdę świetnymi tytułami, i to nie tylko kontynuacjami klasycznych serii, jak choćby nowe Pokemony lub Mario, ale także takimi perełkami jak fenomenalnie wyglądający Golden Sun.

Granie w kieszeni - Gameboy Advance

Od tego momentu na rynku konsol mobilnych robi się naprawdę ciekawie... i tłoczno. Pierwsze trzy lata dominacji GBA potwierdziły tylko status Nintendo, aż w 2004 r. atak przychodzi z najmniej oczekiwanej strony. 

Nokia prezentuje N-Gage'a, konsolę do gier połączoną z telefonem komórkowym. Szok. Gracze przecierali oczy ze zdumienia widząc odtworzonego niemal „toćka w toćkę” Tomb Raidera.

Granie w kieszeni - Nokia N-Gage

Czego by nie zarzucić konsoli Nokii - na pewno nie miała słabego wejścia. Szkoda, że miała tak słabe wyjście. A w zasadzie to wyprowadzenie sztandaru. Dziś możemy powiedzieć, że kierunek obrany przez Nokię był dobry. Co więcej, wyprzedził epokę, bo przecież dziś granie na telefonie to standard. Po prostu zabrakło technologicznej zmyślności. I to nieszczęsne prowadzenie rozmów z telefonem przyciśniętym do ucha jak kawałek arbuza...

Mobilne fajerwerki

W tym samym roku, w którym pojawia się N-Gage do peletonu dołącza się Sony. A ponieważ to Sony to wiadomo było, że zacznie z przytupem i tak, żeby wszyscy przecierali oczy ze zdumienia. Można to lubić, można nienawidzić, ale trudno być obojętnym. 

Playstation Portable, czyli PSP pojawiło się na rynku w momencie, kiedy N-Gage już dogorywał, oferując jeszcze bardziej zaawansowane technologicznie gry. Ciekawostką było umieszczanie ich na mini dyskach UMD zamiast na zwykłych kartridżach.

Granie w kieszeni - Sony PSP

Na przykładzie PSP widać jak bardzo Sony zależało na stworzeniu nie tylko konsoli do grania, ale i zaproponowaniu hi-endowego sprzętu dla bardziej zamożnych odbiorców. Takiego, który będzie się wyróżniał na tle zabawkowego Game Boya. 

I coś w tym jest, bo przecież nie każdy mógł czuć się komfortowo wyciągając w autobusie pstrokatego Gameboya z kieszeni. A jak czas pokazał, raz podjęte przez Sony decyzje kontynuowane były przy okazji premiery następnych konsol.

Także Nintendo trzymało się własnych rozwiązań. Zamiast iść z Sony na wojnę na piksele zdecydowało się zaproponować możliwie najciekawsze, najoryginalniejsze rozwiązania dla graczy. 

Nintendo Dual Screen (czyli kultowy NDS) jak sama nazwa wskazuje dysponowało dwoma ekranikami, z czego jeden wyświetlał obraz, a drugi - dotykowy, umożliwiał na przykład obsługę menu, mapy bądź prostych minigierek. Sprytne.

Granie w kieszeni - Nintendo DS

NDS wyewoluował wkrótce w Nintendo 3DS, który umożliwiał wyświetlanie obrazu w 3D i to bez potrzeby stosowania specjalnych okularów. Czasem człowiek zastanawia się, jak oni tam w Nintendo wpadają na takie pomysły i jedyną odpowiedzią jaka przychodzi na myśl jest nadmiar sake. 

No ale opłaciło się. Nintendo 3DS w dalszym ciągu sprzedaje się bardziej dobrze, o wiele lepiej niż ostatnia z mobilnych propozycji dla graczy autorstwa Sony, czyli PS Vita.

Granie w kieszeni - Nintendo 3DS

Z Vitą to ogólnie jest dziwna sprawa. Z jednej strony to naprawdę ciekawy, zaawansowany technologicznie multimedialny kombajn, z drugiej kosztuje wcale niemało. No oczywiście, w końcu za sprzęt, na którym gry wyglądają niemal równie dobrze jak na Playstation 3 trzeba swoje zapłacić.

Pytanie tylko czy naprawdę warto inwestować w konsolę do gier, skoro w jej cenie można nabyć już całkiem niezłego smartfona, na którym pogramy, posiedzimy w Internecie, obejrzymy film... no, i oczywiście gdzieś zadzwonimy, ale to już szczegół.

Granie w kieszeni - Playstation Vita

Zmiana kursu, czy zmiana warty?

Zresztą nie sposób mówić o przenośnym graniu bez wspominania o smartfonach. Wraz pojawieniem się pierwszego iPhone'a producenci gier otrzymali tak naprawdę kolejną platformę. Tego nikt się nie spodziewał. 

No, bo jak można grać na telefonie w coś więcej niż słynnego Węża? Ano można. I choć pierwsze gry na smartfony były raczej proste i niezbyt ładne, to teraz dysponując odpowiednio wydajnym sprzętem możemy sobie na nim uruchomić takie GTA: San Andreas.

Nie bez powodu rynek gier mobilnych jest obecnie wyceniany wyżej niż jakakolwiek inna gałąź elektronicznej rozrywki. Tak, tak - te wszystkie pierdółkowate gry w zbijanie kryształków, kupowanie statystyk dla postaci i tak dalej, to wszystko kosztuje, a zysk wpada do jednego koszyka. Obecnie ten koszyk wart jest prawie 50 miliardów dolarów! To dwa razy więcej niż wynosi przychód z gier na PC.

Skutki tego widać na przykładzie Konami, które jeśli wierzyć plotkom prawie zupełnie porzuciło tradycyjny model biznesowy oparty na inwestowaniu w wielomilionowe produkcje na rzecz tanich i prostych w tworzeniu gier mobilnych. Nie wiedzielibyśmy o tym, gdyby nie komentarze Hideo Kojimy po odejściu z firmy.

Granie w kieszeni - granie na smartfonie

Jaka przyszłość czeka mobilne granie? Konsolki na pewno nie umrą, ani nie zostaną zapomniane. Sukces Nintendo pokazuje, że rynek potrzebuje ciekawych, inteligentnych rozwiązań, ale nie takich, które próbują mierzyć się ze smartfonami. 

Dobrym tego przykładem wydaje się być najnowsza propozycja ze stajni wielkiego N czyli oczywiście Switch. W tym przypadku mamy przecież do czynienia z hybrydą konsoli stacjonarnej i przenośnej. Grać możemy zacząć w domu, a dokończymy na ławce w parku. Tego jeszcze nie było.

Granie w kieszeni - Nintendo Switch

Japoński gigant spod znaku wąsatego hydraulika wydaje się doskonale rozumieć potrzeby graczy, może nawet lepiej od nich samych. I pewnie dlatego to właśnie oni znów pierwsi nas czymś zaskoczą w kwestii mobilnego grania. Ja czekam, a Wy?

Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE