Aparat fotograficzny, niewielki statyw, powerbank, kabelki, karty pamięci - to tylko niektóre z akcesoriów, które miłośnik fotografii zawsze ma przy sobie. Także w bagażu podręcznym gdy leci samolotem. Teoretycznie każde z tych urządzeń może być niebezpieczne na swój sposób, jednakże obsłudze lotniska w Manchesterze, w Wielkiej Brytanii, nie one wydały się zagrożeniem. Za niebezpieczną uznano gruszkę do dmuchania sprężonym powietrzem, którą fotograf Noel Patterson chciał zabrać ze sobą do Stanów Zjednoczonych, zatrzymując się pod drodze na Islandii. W tym przypadku nie była to medyczna gruszka, a jej wariant specjalnie przygotowany dla fotografujących aparatami. Taka gruszka przyda się nie tylko do oczyszczenia sensora, gdy wbudowane mechanizmy zawiodą. Sprężone powietrze za pomocą naszych własnych mięśni to także świetny środek do oczyszczenia obiektywu i samego aparatu z kurzy i pyłków, które na nim osiadły. Niestety, w wydaniu fotograficznym, gruszka przypomina... no właśnie.
Przyjrzyjcie się zdjęciu na wstępie tego tekstu. Faktycznie pewne podobieństwo niezaprzeczalnie istnieje (niektóre granaty mają prawie identyczny wygląd), ale żeby uniemożliwić zabranie tej gruszki w bagażu w momencie gdy służba ochrony lotniska upewniła się, że jest to tylko nieszkodliwy kawałek plastiku. Mimo to przed Noelem postawiono ultimatum, które stanowiło - albo odeśle pechowy "granat" do domu, albo pozwoli zrobić z nim to co zwykle robi się na lotniskach z niepożądanym bagażem, czyli pozwoli wyrzucić do śmieci, choć oficjalnie mówi się o konfiskacie mienia. Jak można się domyśleć, tylko ta druga opcja miała sens.
Gruszka medyczna i produkt marki Giottos przypominający niewielką bombę lub rakietę.
Przygoda Noela na lotnisku w Manchesterze przypomina, że warto upewnić się czy niektóre z zabieranych przez nas akcesoriów fotograficznych nie wyglądają podejrzanie. Zwłaszcza te, które mamy przy sobie w torbie fotograficznej. Zapakowanie mniej podatnych na uszkodzenie i mniej wartościowych rzeczy do walizki, które mimo wszystko mogą zwrócić uwagę służb lotniskowych, to najlepsza metoda na uniknięcie ewentualnych problemów.
A jakie jest wasze zdanie na ten temat. Czy strażnicy na lotnisku byli nadgorliwi (nawet cytryna przypomina granat), czy postąpili jednak prawidłowo bo przepisy, na które się powołali, zabraniały wnoszenia na pokład samolotu rzeczy przypominających broń? Może macie własne doświadczenia, którymi zechcecie się podzielić.
Źródło: Amateur Photographer